Wspólne dzierganie i czytanie - Merlin

Kolejny tydzień, kolejna książka, ciągle ten sam sweter^^.
Ale tym razem idzie mi już dużo szybciej, dzisiaj w końcu kończę pierwszy motek, jak dobrze pójdzie, to może na Wielkanoc będę miała w końcu sweterek ;)

No to tyle z miłych rzeczy... Do tej pory opisywałam książki, które mi się podobały. Tym razem tak nie będzie. Mam nadzieję, że nikogo nie obrażę recenzując powieść T. A. Barron, "Merlin. Nieznane lata".
Wszystko od początku zapowiadało tragedię z tą książką. Wiadomo, że książki po okładce się nie ocenia... Tym razem jednak mogłam ocenić i nie sięgać po nią... Ale nie... Stwierdziłam, że przecież książka nie może być aż tak straszna, jak jej kiczowata okładka. Niby wszystko na niej fajnie, jest niebieska, jakaś laska na niej i w ogóle... Ale jak dla mnie straszna tandeta z niej bije. Ale okładka to nie jedyny problem... Bo będąc w bibliotece otworzyłam "Merlina" i co zobaczyłam? Pierwsze 3 strony to cytaty z różnych pism, jaka to cudowna książka jest, jakaż to "podróż w głąb duszy, ciała i umysłu"... Ale nic to, pomyślałam, może faktycznie ta powieść jest taka świetna. Argumentem za wypożyczeniem jej był fakt, że ma kilka tomów. Jakoś nie zastanowiło mnie, że wszystkie są na półce, znaczy nie ma chętnych na to wybitne dzieło...

Ale wzięłam z półki, zaniosłam do domu i zaczęłam czytać. Wszystkie moje złe przeczucia się spełniły. Zacznijmy może od tego, o czym w ogóle ta seria jest. Jak sam tytuł wskazuje, o Merlinie, wielkim czarodzieju z powieści arturiańskich. Pierwszy tom opowiada o dzieciństwie i wieku nastoletnim przyszłego maga. Pomysł na powieść super, ale wykonanie... Już we wstępie autor pisał o Merlinie jak o postaci historycznej i nie mam tu na myśli jakiegoś doradcę króla Artura, tylko faktycznie maga z całą jego mocą. Czytając wstęp można odnieść wrażenie, że Barron uważa, że odkrył prawdę na temat Merlina, której próżno szukać w źródłach historycznych. Ale pal sześć takie wymysły. 
Gorzej, że cała powieść jest napisana nieznośnie pompatycznym stylem. A do tego pisana w pierwszej osobie (nie znoszę fantasy pisanego w pierwszej osobie... chyba, że w formie pamiętnika czy listów). Więc przemyślenia dwunastoletniego Merlina są co najmniej sztuczne, chociaż osobiście odbieram je jako żałosne. Zwłaszcza, gdy w którymś momencie rozwodzi się nad pięknem przyrody, a chwilę później pije wodę i beka (tak, tak sam się tym chwali). I nie, nie jest to zabawne, chociaż pewnie miało takie być. Jest żenujące. Ogólnie postać młodego Merlina jest dla mnie strasznie nienaturalna. Ja rozumiem, wczesne średniowiecze, dzieci szybciej dorastają, on do tego ma super moce, stracił pamięć i rodziców... Ale, kurde, ciągle jest dzieckiem... A zachowuje się jak stary maleńki. Gdyby nie zostało napisane kilka razy, że ma 12 lat, to dla mnie mógłby mieć i 16 i 46...
Podsumowując... Nie polecam. Przeczytam oczywiście do końca, bo może jakoś albo się przyzwyczaję do stylu, albo coś się polepszy. Ale tak naprawdę mam po prostu naturę męczennicy.
Dzięki za odwiedziny i komentarze :)

17 komentarze:

  1. Chyba zanm ten wzór, robiłam jakiś czas temu :)
    Książka zupełnie poza moim zasięgiem, ale syn może się zaineresuje, ciagle czyta coś o czarodziejach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej nie podsuwaj mu tej książki, jest strasznie słaba...

      Usuń
  2. Muszę w końcu zacząć od tego, że ilekroć wkraczam w Twoje progi, natychmiast poprawia mi się humor, bo tytuł bloga jest rozbrajający :D:D:D. Bardzo lubię Twoje opinie o książkach. Książkę chwyciłabym z półki na pewno, że względu na kolor (co niebieskie, musi być piękne ) i jeśli byłby to gniot, to też parłabym do przodu :D Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komplement ;)
      A co do samej książki... to gniot straszliwy, nie tykaj nawet kijem ;p

      Usuń
  3. Twarda sztuka z Ciebie, jak mi książka nie odpowiada, to rzucam ją w kąt bez wyrzutów sumienia :) Nie poświęcam się tak jak Ty, szkoda mi czasu, nawet filmów do końca nie potrafię obejrzeć jak przynudzają - oczywiście bez kilku wyjątków :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu ciągle się łudzę, że coś jednak może się zmienić... Że może ta książka aż taka zła nie jest...

      Usuń
  4. Jestem pełna podziwu, że czytasz dalej. Ja odkładam, bo szkoda mi czasu. Jest tyle fajnych książek, które czekają na mnie. Kiedyś robiłam tak jak Ty. Teraz już nie. Twój opis skutecznie mnie zniechęcił mnie do Merlina. dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro zniechęcił, to spełnił swoje zadanie ;)
      A co do upartego czytania książek, to jakoś tak mam, że zawsze daję ostatnią szansę, do ostatniej strony. Nie chcę dać się pokonać byle czemu ;p

      Usuń
  5. Wytrwala jestes : nie lubisz, a czytasz. Choc sa wyjątki (jak ten), zgodzę sie z Tobą, że nie należy oceniac książki po okladce. Pozdrawiam Beata

    OdpowiedzUsuń
  6. Z przymrużeniem oka to napiszę, ale wreszcie jakaś odmiana w tej zabawie i recenzja na nie :) również podziwiam za wytrwałość ja bym odpuściła...
    A sweterek tak pokazany, że tylko podsyca ciekawość jak będzie wyglądał :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem trzeba coś na nie napisać, żeby za słodko nie było ;) Mam nadzieję, że sweter niedługo w końcu pokażę w całości ;)

      Usuń
  7. Tak, nareszcie jakaś antyrecenzja:))) I dzięki wielkie za przestrogę. Ja kiedys też tak jak Ty męczyłam się do końca, od jakiegoś czasu odkładam. Z żalem i ociąganiem ale jednak odkładam. Widzę , że w sweterku pokonałaś impas i ostro ruszyłaś do przodu- oby tak dalej! Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jeszcze dojrzeję do odkładania słabych książek, na razie marnuję na nie czas ;p za tydzień napiszę, czy książka była taka straszna do końca ;p

      Usuń
  8. Widać, że sweterka przybywa :) Ja po tytule i okładce darowałbym sobie książkę od razu :) Jeśli chodzi o Merlina to długo jedną z moich ulubionych książek były "Opowieści okrągłego stołu" które opracował Jacques Boulenger. Część o Merlinie czytałam zawsze kilka razy :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście jakoś nie przepadam za legendami arturiańskimi, ale może po prostu nie trafiłam na porywające potraktowanie tematu ;)

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Blog Archive

Yarn Along

Obserwatorzy