Wspólne dzierganie i czytanie - "Zgromadziła się ciemność wszelaka"

Niby środa, ale taka trochę jak piątek ;) Uwielbiam takie krótkie tygodnie, bo w perspektywie jest dużo czasu wolnego, który można spokojnie poświęcić na coś co się lubi ;) Zwłaszcza, że majówkę spędzimy w Kołobrzegu (co oznacza najpierw siedem godzin w pociągu...), więc mam nadzieję, że trochę baterie podładuję ;) A Wy macie jakieś plany na długi weekend?
Dzisiaj post będzie krótki, bo wczorajszy wyczerpał we mnie wenę pisarską ;p
Czytam dalej "Okrutny wiatr", kolejną powieść - "Zgromadziła się ciemność wszelaka". I chociaż tempo miałam do tej pory marnej, to jednak z każdą częścią bardziej wciągam się w uniwersum Imperium Grozy. Ponieważ dopiero, co zaczęłam czytać to trudno mi się wypowiadać o fabule, oprócz tego, że kontynuuje przygody bohaterów poprzednich powieści.
Na szydełku powrót do komina, który w którejś z poprzednich notek się pojawił.
Każdego, kto chciał trochę bliżej zapoznać się z fantastyką (na razie polską), zapraszam do poprzedniego postu ;)
Dziękuję za wszystkie odwiedziny i komentarze :)

Post Fantastyczny cz. 1

Zgodnie z obietnicami, dzisiaj post mało robótkowy, bardziej literacki. Parę osób mnie prosiło o polecenie książki fantasy. Problem polega na tym, że nie ma jednej uniwersalnej powieści, która by się wszystkim spodobała, a wolałabym nie zniechęcić od razu do tej jakże fantastycznej literatury.
Czytając komentarze pod środowymi wpisami zauważyłam często pojawiające się opinie, że fantasy "to nie dla mnie". Cóż, kłóciłabym się z tym, bo jednak jest to bardzo rozbudowany gatunek i naprawdę każdy znajdzie coś dla siebie. Z resztą, przecież też każdy coś z fantasy czytał, że wspomnę tylko "Akademię Pana Kleksa" w podstawówce ;).
Nie oszukujmy się, fantasy to literatura głównie rozrywkowa, nie szukajmy w niej jakiś filozoficznych przemyśleń, czy głębokich psychologicznych wątków. Nie można jednak też traktować tego gatunku jako tylko odmóżdżacza, bo jednak dobra książka zawsze coś w nasze życie wniesie. Poza tym fantasy wspaniale rozbudza wyobraźnię, a chociaż bohaterowie książek często żyją w światach całkiem odmiennych od naszego, to jednak spotykają się z podobnymi rozterkami, co i my, a decyzje przez nich podejmowane nie zawsze są całkiem wydumane.
Kolejna sprawa, zanim zacznę omawiać swoje typy w  fantastycznym rankingu  to kwestia seksu. W zasadzie nie istnieje praktycznie fantasy, gdzie w mniejszym, bądź większym stopniu nie było erotyki. Jakoś tak dziwnie się składa, że smoki i seks idą w parze...
No to teraz mój ranking polskiego fantasy. Od razu zastrzegam, że kolejność książek jest przypadkowa ;)

1. Andrzej Sapkowski i cały "Cykl Wiedźmiński". No cóż... Nie ma polskiego fantasy bez Sapkowskiego. Sama muszę się jednak przyznać (można mnie wybatożyć za karę), że długo się przed Wiedźminem Geraltem wzbraniałam. A wszystko przez polonistkę w gimnazjum, która, gdy byłam jeszcze niewinnym dziecięciem, raczyłam nas co pikantniejszymi cytatami. A tych w całej sadze nie brakuje, albowiem Geralt zaiste rujnym odmieńcem był (używając języka Sapkowskiego, był niezłym jebaką - mam nadzieję, że nikogo nie uraziłam). Po Sapkowskiego sięgnęłam dopiero, jak zagrałam w grę komputerową. Świat wykreowany przez CDProjekt mnie zaczarował, więc sięgnęłam po pierwowzór. I mnie wciągnęło, dziennie jeden tom czytałam z wypiekami na twarzy. Ale dosyć moich przeżyć, zajmijmy się samą sagą. jest to zbiór opowiadań i później powieści o Geralcie, wiedźminie, odmieńcu, specjalnie wyhodowanym z ludzkiego dziecka do walki z potworami. Wyszkolony do zabijania, zawsze powinien być neutralny, nie stawać po żadnej stronie w sporach możnych tego świata. Niestety, Geralt ma sumienie i co i rusz wplątuje się w intrygi. Oprócz Geralta, bożyszcza wszystkich czarodziejek, mamy całą plejadę barwnych postaci: barda Jaskra, przyjaciela wiedźmina i wielu kobiet, Yennefer, piękna czarodziejka, kochanka Geralta, Ciri, która została adoptowana przez Białego Wilka.
Boleję tylko nad tym, że najnowszej części nie czytałam i nie wiem, czy trzyma poziom poprzedniczek...
Jeżeli lubisz świetny język, gry słowne, cięty dowcip, nie jesteś wstydzioszkiem, który zapłonie rumieńcem na widok słowa cycek, chędożyć, czy pierś, uwielbiasz barwne postacie i niebanalne zakończenia, to "Cykl wiedźmiński" jest zdecydowanie dla Ciebie.


2. Jacek Piekara, "Cykl Inkwizytorski" Trochę tych cykli i powieści wielotomowych będzie ;) Tym razem powieści dla osób, które lubią alternatywną historię. Opowiadania składające się na cykl dzieją się w czasach odpowiadającym naszemu średniowieczu-renesansowi. Ale świat, chociaż podobny jest całkiem inny. Tutaj Jezus nie zginął na krzyżu i nie zmartwychwstał po trzech dniach. Nie, nie. On zszedł z krzyża i płonącym mieczem wybił tych, którzy go wydali na śmierć. Symbolem nowej religii staje się połamany krzyż, a wiarę zdecydowanie krzewi się ogniem i mieczem. Słowa w modlitwie Ojcze Nasz brzmią: I daj nam siły, byśmy nie przebaczyli naszym winowajcom. Brzmi okrutnie? A jeśli dodamy do tego Inkwizytorów, którzy mają ścigać czarownice i wszelkie odstępstwa od wiary? Na pocieszenie dodam, że Mordimer, główny bohater, chociaż jest inkwizytorem i sumiennie wypełnia swoje obowiązki, to jednak cechuje go też dobre serce, troska o zbawienie duszy skazanych i ciągłe dążenie do prawdy (różnymi metodami, części z nich nie określilibyśmy raczej jako humanitarnych). Ale zdecydowanie wszystkie książki wchodzące w skład cyklu są świetnie napisane, niejednokrotnie pojawiają się humorystyczne wstawki I tak, tak, tu też jest golizna i erotyka ;).
I tutaj również, chlip ;(, nie czytałam najnowszej części.
Jeśli więc nie czytasz przy jedzeniu (opisy tortur są obrzydliwe, bardzo realistyczne...), lubisz alternatywne historie, to ten cykl jest dla Ciebie ;).



3. Maja Lidia Kossakowska, "Siewca Wiatru, "Zbieracz Burz" Na temat tej drugiej powieści już pisałam, jest to kontynuacja "Siewcy...". Podobnie jak w Cyklu Inkwizytorskim mamy alternatywną wersję wydarzeń (chociaż kto wie, czy aby na pewno alternatywną?...). Cóż się bowiem stanie, jeśli Bóg odejdzie? I nikt oprócz najwyższych archaniołów nie będzie o tym wiedział? Jeśli to właśnie aniołowie wyżsi w hierarchii przejmą władzę, żeby w Niebie nie zapanował chaos? A żeby tego wszystkiego było mało... Zbliża się najwyższe Zło, i wcale nie jest to Lucyfer (bo tak naprawdę Lampka to spoko gość, który trochę zbłądził). Jedyną obroną przed zbliżającym się Siewcą jest Daimon Frey, Abaddon, Tańczący na Zgliszczach, którego moc może się jedynie przebudzić w obecności Pana. Tyle w pierwszej części, w "Zbieraczu Burz" aniołowie dalej zmagają się z odejściem Boga, a także z niewyobrażalnym dla nich rozkazem wydanym przez Niego. Nie będę się zbytnio rozpisywać, bo już wcześniej pisałam o "Zbieraczu burz" ;) A, tutaj seksu nie ma.
Jeśli zatem uważasz, że Aniołowie są podobni do ludzi, mają podobne rozterki i też są wodzeni na pokuszenie, jeśli nie lubisz słodkopierdzących opowiastek, to te książki są dla Ciebie.


4. Andrzej Pilipiuk, Cykl o Jakubie Wędrowyczu A to już coś całkiem z innej beczki, coś całkiem odjechanego. Każda książka to zbiór opowiadań o Jakubie Wędrowyczu, egzorcyście amatorze (najlepszy w kraju), bimbrowniku i kłusowniku w jednej osobie. I wszystko to na polskiej współczesnej wiosce. Każde opowiadanie traktuje o innym poważnym problemie z jakim Jakub się zmaga (ufoludki, bezpieka, Bardakowie, jego odwieczni wrogowie). Oprócz przepędzania wszelkiej maści paranormalnej gadziny (utopce, wampiry, zombiaki), Jakub zajmuje się również bardziej prozaicznymi zleceniami, jak zdejmowanie uroków, czy wypędzanie duchów. Warto jeszcze dodać, że Jakub chociaż żyje w czasach nam współczesnych, jednak nauki (całe 3 klasy podstawówki) pobierał jeszcze za cara. A przed wszelkim złem (zwłaszcza promieniowaniem z Czarnobyla) broni go regularnie spożywana truskawkowa pryta.
Jeśli zatem samorządne anioły to dla Ciebie za mało, lubisz coś naprawdę szalonego, poza tym nie przepadasz za smokami, magią w tradycyjnym wydaniu, za to nie straszne Ci żadne berbeluchy to Jakub Wędrowycz z pewnością Ci przypadnie do gustu.


5. Andrzej Pilipiuk, "Oko jelenia" Tym razem powieść w sześciu tomach o podróży w czasie. Grupa Polaków z różnych czasów zostaje przeniesiona przez kosmitę Skrata do XVI-wiecznej Norwegii. Wiem, nie brzmi to zbyt przekonująco i odkrywczo, ale dorzućmy jeszcze do tego gadającą łasicę-mordercę o zadziwiających umiejętnościach, a także fakt, że Skrat jest niszczycielem planet... Dobra, dalej nie brzmi przekonująco... Ale naprawdę powieść jest zacna, problemy z odnalezieniem się w innych czasach, bez wszystkich udogodnień z XXI i XIX wieku, w obcym kulturowo świecie (Norwegia w tym czasie była protestancka i raczej średnio tolerancyjna...) zostały świetnie oddane.
Jeśli nie przeraża Cię nieco kiczowaty opis tej książki, lubisz liczne i nierzadko zaskakujące zwroty akcji, lubisz historię (bo jednak świat hanzeatyckiej Norwegii został świetnie oddany), to ta książka jest dla Ciebie.


6. Andrzej Ziemiański, "Achaja", Pomnik Cesarzowej Achai" Ostatnia pozycja na liście, ale jak to mówią Anglicy: "last but not least". Obie powieści są w trzech tomach, główną bohaterką pierwszej jest Achaja. Jej historia, pełna nieprawdopodobnych zwrotów akcji porwała mnie od pierwszych stron. Świat wykreowany przez Ziemiańskiego, coś na kształt naszej starożytności, jest pełen zagadek, jednocześnie został świetnie opisany, z całą skomplikowaną hierarchią, dziwną technologią, specyficznymi wierzeniami. Druga powieść dzieje się tysiąc lat po wydarzeniach opisanych w "Achai". Świat niewiele posunął się naprzód, dalej możemy mówić o antyku... ale tylko po jednej stronie masywu górskiego, który jak się okazuje oddziela świat współczesny (mniej więcej) od świata Achai. Na drugą, antyczną stronę przepływa łódź podwodna pełna polskich wojskowych... I dopiero zaczyna się zabawa ;)
Jeśli jesteś patriotą i lubisz czytać, jak Polacy mieszają w historii^^, jesteś ciekawy, co się może wydarzyć, gdy dwie wielkie cywilizacje się ze sobą zetkną, nie straszna Ci golizna (dużo golizny!), ta książka jest dla Ciebie ;)


W zestawieniu powinien się jeszcze znaleźć Jarosław Grzędowicz i jego "Pan Lodowego Ogrodu", ale przeczytałam tylko jeden tom i ciężko mi się wypowiadać. Ale wszyscy go polecają ;)

Jeszcze kilka słów podsumowania. Jak zauważyliście, wszystkie książki fantasy są wielotomowe. A to dlatego, że aby przedstawić dokładnie całkowicie wymyślony świat w sposób wiarygodny, jedna książka to za mało. Kolejna sprawa... Nie wiem, jak to wytłumaczyć... Strasznie dużo Andrzejów^^.
Mam nadzieję, że choć trochę kogoś zachęciłam tym długim postem do przeczytania którejś z pozycji ;) A jak nie, to jeszcze zostaje druga część rankingu, tym razem zagraniczna ;)

Gwiazda Wostoku - dzieło tego roku zakończone

Ehh, sądziłam, że ten post uda mi się wczoraj napisać... I w zasadzie pewnie by tak było, ale nie miałam za bardzo okazji, żeby zrobić zdjęcie swetrowi z wkładką mięsną. Ale lepiej późno niż wcale ;)
Proszę Państwa, oto gwiazda Wostoku (taką nazwę w internetach ma ten wzór).


Wzór wśród osób związanych z forum Maranty bardzo popularny, sama już raz go wykorzystałam do sweterka letniego. TUTAJ jest cały wątek poświęcony temu sweterkowi, jak pojawiają się jakiekolwiek problemy w trakcie pracy, tam wszystko jest wytłumaczone. Ponadto można zobaczyć różne wariacje na temat Gwiazdy. A wszystkie schematy do sweterka są u Rosjanek.
Zbliżenie na wzór:
I wkładka:
Sweterek jest krótki, bo w zamiarze jest do spódnic i spodni z wyższą talią. 
Stwierdzam niniejszym, że jest to chyba najważniejsza praca tego roku. Chociaż mamy dopiero kwiecień, więc wszystko jeszcze może się zmienić. Aż szkoda, że zaczynają się cieplejsze dni, bo chyba gwiazda będzie musiała poczekać do jesieni. Ale i tak jestem strasznie zadowolona z niego. Chociaż szczerze mówiąc pewien niedosyt został... Sweter zrobiony, cel osiągnięty... i co teraz? Tyle pomysłów niby jest, ale żeby się zdecydować... Jednak to chodzi, żeby gonić króliczka, niż żeby go złapać ;p
Dane techniczne:
Włóczka Felicita Alize (45% wełna merceryzowana, 45% akryl, 10% poliamid) 3,5 motka śmietankowej i ciut ciut turkusowej na wykończenie. Szydełko nr 2. 
Dziękuję za wszystkie odwiedziny i komentarze :)

Wspólne dzierganie i czytanie - Okrutny wiatr

Sweter skończony, yuppi! Ale nie będzie jego prezentacji w tym poście, bo jest tak cudownie wspaniały, że zasługuje na osobną wzmiankę^^.
Nie lubię kończyć takich dużych projektów, bo zawsze pojawia się problem i co dalej... Tym większy, że mam teraz pełno pomysłów, tylko czasu mało... A nie chcę też zaczynać kilku prac na raz i później się zastanawiać, co właściwie robię. Dlatego na razie padło na szybką, małą robótkę, która od lutego była w planach. Nie bardzo wiem, jak wytłumaczyć, co to będzie... Nazwijmy to ochraniaczem na wannę^^. Generalnie ma zabezpieczyć pusiowe kąpielisko z piaskiem przed stłuczeniem. Lepiej to będzie widać, jak już skończę i pokażę w kontekście. Przyznam się, że pierwszy raz robię z dwóch nitek na raz cokolwiek... I tak grubym szydełkiem (4). Ale podoba mi się to, bo szybko idzie.
Czytelniczo dalej "Okrutny wiatr", ale tym razem kolejna powieść - "Październikowe dziecko". Tempo czytania tym razem słabe, bo po pierwsze święta, a po drugie kończenie swetra.
W "Październikowym dziecku" wrażenie męskości powieści jakoś osłabło. Teraz bym już w żadne sposób go nie orientowała według płci, jest bardzie gender^^. I zdecydowanie lepiej mi się czyta. Widać, że jedt to kontynuacja "Zapada cień wszystkich nocy", ale sposób w jaki wydarzenia pomiędzy obiema książkami się zazębiają już jakoś bardzo oczywisty nie jest. Jak w poprzedniej części jedynymi przemyśleniami tak naprawdę były romantyczne wzdychania księżniczki, która jest taka biedna, a faceci tacy bee, (mimo wszystko, całość była męska!), tak tym razem jest więcej myślenia, ale nie przegadanego, akcja toczy się wartko. Na razie trudno mi powiedzieć coś więcej o fabule, ale troszkę ją nakreślę, żebyście chociaż wiedziały o co chodzi ;) Do tej pory akcja toczy się dwutorowo: z jednej strony porwany dziedzic tronu, król maleńkiego, ale bogatego kraju, który jest uważany przez możnowładców za słabeusza, z drugiej strony najemnicy, którzy po latach wojaczki w końcu mogą osiąść i zacząć żyć w spokoju. Nie jest im jednak to dane, bo intrygi wielkiego świata i dawni znajomi szybko się o nich upomną. Już wiem, w jaki sposób wszystko zacznie się powoli splatać, ale zdradzać nie będę, może ktoś kiedyś się zdecyduje po tę książkę sięgnąć...
I na koniec dla Was gigaszczur:

Dziękuję za wszystkie odwiedziny i komentarze :)

Ostatnie pisanki tego roku

Sądziłam, że ten post ukaże się jeszcze przed Świętami, albo w trakcie, jednak nie dałam rady... Przepraszam za brak życzeń wielkanocnych, ale mam nadzieję, że mimo to wszystkie spędziłyście je w rodzinnej i spokojnej atmosferze :)
Oprócz stada płaskich pisanek, dwóch pseudoFaberge, powstały jeszcze trzy zwykłe pisanki ;) W zasadzie miało ich być sześć, ale sweter i przygotowania do świąt jakoś nie pozwoliły na to.
Sweter szczęśliwie został skończony, jestem z niego całkiem zadowolona ;) Szkoda tylko, że akurat robi się coraz cieplej^^
Jak w trakcie robienia tego nieszczęsnego swetra nie miałam za bardzo o czym pisać (nie licząc oczywiście śród), tak teraz nazbierało się trochę tematów na posty. Dlatego spodziewajcie się w najbliższym czasie, mi.in.: jutrzejszego sprawozdania czytelniczego, osobnego postu o fantastyce (zauważyłam pod poprzednimi postami zainteresowanie, co wielce raduje me serce), sprawozdania z wycieczki do Ząbkowic oraz osobnego postu do wyróżnienia, czyli dlaczego szydełko jest lepsze niż druty^^, a i jeszcze oczywiście prezentacja swetra ;) Kolejność tematów przypadkowa ;)
Dziękuję za wszystkie odwiedziny i komentarze :)

Wspólne dzierganie i czytanie - Okrutny wiatr

To już środa... a to znaczy, że już tylko cztery dni i Wielkanoc. A przecież przed chwilą było Boże Narodzenie... Strasznie szybko ten czas leci...
W dzierganiu bez zmian, swetra przybywa, ale chyba jednak nie uda mi się go skończyć przed świętami... Chociaż i tak idzie całkiem sprawnie, ale chyba musiałabym sobie wolne wziąć, żeby się wyrobić. Albo nie spać, bo po co spanie, skoro tyle fajnych rzeczy można robić^^ Żart, mimo wszystko chyba spanie jest najlepsze ;p zaraz po dzierganiu i czytaniu^^
A czytelniczo kolejna cegła przede mną: Glen Cook "Okrutny wiatr". W zasadzie to zbiór trzech powieści, co biorąc pod uwagę rozmiar i przede wszystkim ciężar (tak z kilogram to ta książka waży...) chyba nie było najszczęśliwszym pomysłem wydawcy. Ale ma to też swoje dobre strony. Dzięki temu nie biorę książki na drogę do pracy, tylko robótkę ;p.
Po tę książkę sięgnęłam z dwóch powodów: po pierwsze jest gruba, po drugie - autor. Dla fanów fantasy to prawie że drugi Tolkien, tylko taki dla biedaków. W takim sensie, że opisuje dzieje zwykłych ludzi w burzliwych fantastycznych czasach, najemników, a nie rycerzy, książąt czy królów. Jego dziełem życia jest seria Czarna Kampania, która u mnie w bibliotece jest niestety wybrakowana...

O czym w ogóle jest książka? Hmm... ciężko powiedzieć... Tak jak pisałam, są to 3 powieści, czytam dopiero pierwszą, "Zapada cień wszystkich nocy" i na razie do niej się odniosę. Przede wszystkim wszystkie trzy są częścią jeszcze większej całości "Imperium grozy". Ogólnie odnoszę wrażenie, że są to raczej takie "męskie" historie. Niby wątek miłosny jest, ale został potraktowany raczej jak w "Iliadzie" Homera, czyli jako przyczyna i osnowa akcji. Początek to kilka opowieści, które pozornie w żaden sposób się nie łączą, dopiero jak mija kilkaset lat zaczynają się schodzić. Nie chcę za dużo pisać, bo naprawdę łatwo zdradzić coś za dużo ;p
Za tydzień zapewne dalej będę ten sam tom czytać, ale już nową powieść, to zobaczę, czy dalej będzie tak męsko^^. Z całą pewnością jednak nie jest to raczej lektura łatwa i dla każdego.
Dziękuję za wszystkie komentarze i odwiedziny :)

Pierzaste pisanki

Wielkanoc już za tydzień, więc dzisiaj mała porcja wielkanocnych pisanek.


Dlaczego pierzaste? Nie widać tego na pierwszy rzut oka, ale jaja są nadziane. Piórami ;)

I szczerze mówiąc to nadziewanie ich było chyba najbardziej żmudną częścią pracy nad nimi, bo za nic nie chciały się w środku ułożyć tak, jak chciałam. Ale ostatecznie się udało ;)
Pisanki bardzo spodobały się Puśce, która gdy nie patrzyłam jedną porwała do swojego gniazda za łóżkiem. Oprócz jajka, znaleźliśmy tam też pełno patyków, jakieś sznurki i kawałki kartonów... Nie wiem, czy to wystawia najlepszą recenzję pisankom... ;p
Dziękuję za odwiedziny i komentarze ;)

Wspólne dzierganie i czytanie - Wiedźma.com.pl

Skończyłam czytać pierwszą część Merlina. Pod koniec, jak zaczęło się coś więcej dziać, to nawet się to jakoś czytało. Ale nie ma mowy, żebym sięgnęła po kolejne części, na razie wystarczy mi tych masochistycznych zabaw.
Sweter dalej się dzierga, awansował nawet na robótkę podróżną, żeby udało mi się do Wielkanocy skończyć. Na zdjęciu nawet widać "dziurę" na rękaw, nieomylny znak, że karczek chwalebnie został zakończony.
A aktualnie czytam powieść Ewy Białołęckiej "Wiedźma.com.pl". W przeciwieństwie do poprzedniej lektury, tutaj mogę pisać tylko w superlatywach. Książka opowiada historię Reszki, która jest kobietą stanu wolnego (jak sama o sobie mówi), wychowuje synka, lat sześć, dla którego największą karą na świecie jest oglądanie bajek, szlaban na Discovery i czytanie encyklopedii. I wszystko by się dobrze układało, gdyby nie to, że Reszka cierpi na permanentny brak pieniędzy, mieszka kątem u rodziców i utrzymuje się z redagowania tekstów. Największym skarbem jaki ma, jest pokaźna biblioteka. Książkami nie da się jednak dziecka wykarmić, a u rodziców wiecznie mieszkać się nie da, ba jest to po prostu nie wygodne. Jak zatem się nie cieszyć, gdy nagle okazuje się, że odległa krewna zapisuje w spadku dom? Każdy pewnie by skakał ze szczęścia. Ale nie Reszka, która doskonale wie, że spadek to także podatek, a dom może okazać się ruderą. Ostatecznie kwestie techniczne okazują się jej najmniejszymi zmartwieniami. Nawet fakt, że spadek mieści się w wiosce, której nie ma na mapach nie jest taki najgorszy, ma nawet swój urok. Problemem jest fakt, że ciotka przekazała Reszce nie tylko dom... ale także paranormalne zdolności. Tak, tak, ciotka była wiedźmą, a Reszka nie jest w tym względzie gorsza. I jakby tego było mało, połowę populacji wioski stanowią duchy, które widzi tylko Reszka.
Reszka ma wszystkie cechy, aby stać się moją ulubioną żeńską postacią w polskim fantasy. Jak na kobietę ma jaja ;) To naprawdę wiedźma...
Dzięki za wszystkie odwiedziny i komentarze.

Wspólne dzierganie i czytanie - Merlin

Kolejny tydzień, kolejna książka, ciągle ten sam sweter^^.
Ale tym razem idzie mi już dużo szybciej, dzisiaj w końcu kończę pierwszy motek, jak dobrze pójdzie, to może na Wielkanoc będę miała w końcu sweterek ;)

No to tyle z miłych rzeczy... Do tej pory opisywałam książki, które mi się podobały. Tym razem tak nie będzie. Mam nadzieję, że nikogo nie obrażę recenzując powieść T. A. Barron, "Merlin. Nieznane lata".
Wszystko od początku zapowiadało tragedię z tą książką. Wiadomo, że książki po okładce się nie ocenia... Tym razem jednak mogłam ocenić i nie sięgać po nią... Ale nie... Stwierdziłam, że przecież książka nie może być aż tak straszna, jak jej kiczowata okładka. Niby wszystko na niej fajnie, jest niebieska, jakaś laska na niej i w ogóle... Ale jak dla mnie straszna tandeta z niej bije. Ale okładka to nie jedyny problem... Bo będąc w bibliotece otworzyłam "Merlina" i co zobaczyłam? Pierwsze 3 strony to cytaty z różnych pism, jaka to cudowna książka jest, jakaż to "podróż w głąb duszy, ciała i umysłu"... Ale nic to, pomyślałam, może faktycznie ta powieść jest taka świetna. Argumentem za wypożyczeniem jej był fakt, że ma kilka tomów. Jakoś nie zastanowiło mnie, że wszystkie są na półce, znaczy nie ma chętnych na to wybitne dzieło...

Ale wzięłam z półki, zaniosłam do domu i zaczęłam czytać. Wszystkie moje złe przeczucia się spełniły. Zacznijmy może od tego, o czym w ogóle ta seria jest. Jak sam tytuł wskazuje, o Merlinie, wielkim czarodzieju z powieści arturiańskich. Pierwszy tom opowiada o dzieciństwie i wieku nastoletnim przyszłego maga. Pomysł na powieść super, ale wykonanie... Już we wstępie autor pisał o Merlinie jak o postaci historycznej i nie mam tu na myśli jakiegoś doradcę króla Artura, tylko faktycznie maga z całą jego mocą. Czytając wstęp można odnieść wrażenie, że Barron uważa, że odkrył prawdę na temat Merlina, której próżno szukać w źródłach historycznych. Ale pal sześć takie wymysły. 
Gorzej, że cała powieść jest napisana nieznośnie pompatycznym stylem. A do tego pisana w pierwszej osobie (nie znoszę fantasy pisanego w pierwszej osobie... chyba, że w formie pamiętnika czy listów). Więc przemyślenia dwunastoletniego Merlina są co najmniej sztuczne, chociaż osobiście odbieram je jako żałosne. Zwłaszcza, gdy w którymś momencie rozwodzi się nad pięknem przyrody, a chwilę później pije wodę i beka (tak, tak sam się tym chwali). I nie, nie jest to zabawne, chociaż pewnie miało takie być. Jest żenujące. Ogólnie postać młodego Merlina jest dla mnie strasznie nienaturalna. Ja rozumiem, wczesne średniowiecze, dzieci szybciej dorastają, on do tego ma super moce, stracił pamięć i rodziców... Ale, kurde, ciągle jest dzieckiem... A zachowuje się jak stary maleńki. Gdyby nie zostało napisane kilka razy, że ma 12 lat, to dla mnie mógłby mieć i 16 i 46...
Podsumowując... Nie polecam. Przeczytam oczywiście do końca, bo może jakoś albo się przyzwyczaję do stylu, albo coś się polepszy. Ale tak naprawdę mam po prostu naturę męczennicy.
Dzięki za odwiedziny i komentarze :)
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Blog Archive

Yarn Along

Obserwatorzy