Wspólne dzierganie i czytanie - Co zdarzyło się w Lake Falls

Prawie zapomniałam, że dzisiaj środa. Zastanawiałam się nawet, czy dzisiaj sobie nie odpuścić i nie napisać jutro, ale jak siebie znam, to pewnie odkładałabym to na świętego Nigdy. Więc trochę później, ale środowy post jest.
Dzieje się dalej kocyk. Sądziłam, że go skończę do dzisiaj, ale przez te upały, które mieliśmy jakoś nieszczególnie mi się chciało dziergać. Tak, tak, tydzień temu pisałam, że wiosna i że więcej się chce. Ale nie jak człowiek cały pływa... A propos pływania... wczoraj prawie popłynęłam przez to oberwanie chmury. Utknęłam wracając z pracy, wszystkie ulice zalane, nawet na piechotę nie dało się nigdzie dojść. Dobrze, że mnie koleżanka przechowała, bo by bym nie miała gdzie się podziać. 
A czytelniczo coś trochę jakby z innej beczki niż zazwyczaj. "Co zdarzyło się w Lake Falls" Artura K. Dormanna, to prezent od December. I szczerze mówiąc po przeczytaniu opisu z tyłu książki nie byłam przekonana, czy przypadnie mnie do gustu. Bo są tam wampiry. A mnie ta tematyka kojarzy się głównie ze "Zmierzchem", przez co od razu mnie odrzuca. A tu niespodzianka. Po pierwsze powieść nie jest łatwa do sklasyfikowana. Osobiście nie nazwałabym jej fantasy, bliżej jej do horroru?
orroru, ale ma bardzo rozbudowaną część obyczajową. Bo gdybym napisała o niej tak: Vic, młoda lekarka, wyrusza na prowincję, aby tam zacząć nowe życie i spróbować odbudować pewność siebie po koszmarze toksycznego małżeństwa. Spokój ma znaleźć w Lake Falls, małym miasteczku, gdzie wraz z córką zamieszkują w pięknym starym domu, jakże różnym od marmurowej posiadłości męża. Spokój i sielanka trwają dwa lata, w czasie których Vic wrasta w miejscową społeczność. Lecz, gdy wydaje się jej, że wszystko w końcu zaczyna się układać po jej myśli spadają na nią kolejne nieszczęścia. Najpierw informacja o przymusowej eksmisji całego miasteczka, ze względu na budowę tamy, później śmiertelna choroba córeczki. I gdy już myśli, że to koniec, a świat się na nią uwziął, w jej drzwiach pojawia się tajemniczy nieznajomy oferujący jej pomoc. Czego naprawdę oczekuje w zamian za lekarstwo dla dziewczynki? I brzmi to jak horror? Raczej jak thiller, ale już zdradziłam, że nieznajomy jest wampirem ;) Wiem, że po opisie książka może wydawać się nieco sztampowa, ale sposób w jaki została napisana sprawia, że czyta się ją naprawdę z zapartym tchem, czekając na kolejne potyczki słowne między Vic a Obcym, zastanawiając się, czy kobieta znajdzie lekarstwo dla córki i przede wszystkim... jaką tajemnicę skrywa wampir. I raczej nie ma co liczyć, że Pani Doktor omdlewając rzuci się ramiona skrzącego się w słońcu wampira ;)
Dzisiaj prawdopodobnie po raz ostatni pojawia się książka w wersji "analogowej", ponieważ moje Kochanie obdarowało mnie z okazji urodzin czytnikiem :) Z czego mocno się cieszę ;)
Dziękuję za odwiedziny i komentarze ;)

Wspólne dzierganie i czytanie - Kłamca

U Was też tak ciepło? W końcu chyba mamy wiosnę, taką na stałe ;)
Przy takiej pogodzie człowiekowi od razu się więcej chce.
Udało mi się przeczytać "Bogowie muszą być szaleni". I stwierdzam, że... książka jest słaba, wtórna, przewidywalna. Jadowska ma być we Wrocławiu na Dniach Fantastyki i zastanawiam się, czy nie pójść na panel z nią i zobaczyć, któż takie wspaniałe dzieło popełnił...
Za to książką, którą teraz czytam jestem zachwycona. "Kłamca" Jakuba Ćwieka to zbiór opowiadań o Lokim, nordyckim bogu kłamstwa, który zawiera układ z aniołami i wykonuje za nich brudną robotę. Niby pomysł jakoś nieszczególnie oryginalny, ale wykorzystany po mistrzowsku. Akcje poszczególnych opowiadań dzieją się w różnych częściach świata, opisują różne misje, na które Loki zostaje wysłany przez Michała i Gabriela. Jednym z jego obowiązków jest między innymi zabijanie osób próbujących się zabić. A wszystko po to, aby nie zasilały szeregów wroga. Innym razem musi zabawić się w anioła stróża wyjątkowo pechowej kobiety, czy dorwać Światowida (ostatecznie kończy jako elf Świętego Mikołaja). Na pewno nie można Lokiego nazwać ideałem, kłamie, mąci, nie zawaha się zabić, jeśli ma w tym interes. Ale w jakiś przewrotny sposób nie da się go nie lubić ;)
A szydełkowo, zgodnie z zapowiedzią dzieje się dzieciowo. Pierwszy kocyk dla Emilki (na pewno będą dwa, a może i więcej). Tak patrzę na to zdjęcie i wydaje mi się, że wzór dużo lepiej wygląda w rzeczywistości... Albo po prostu powinnam bardziej go na zdjęciu wyeksponować ;) Mam nadzieję, że uda mi się go skończyć przed kolejną środą.
Dziękuję za odwiedziny i komentarze ;)

Wspólne dzierganie i czytanie - Bogowie muszą być szaleni

Skończyłam tęczową chustę, teraz czeka na moczenie i blokowanie. Sądziłam, że wyjdzie większa, no ale trudno się mówi ;)
Dzisiejszy post rozpoczyna dłuższy okres robótek dziecięcych. Od sierpnia będę ciocią i nie mogę pozwolić by moja siostrzenica nosiła tylko ubranka z sieciówek ;) Na razie jeszcze przebieram we wzorach, więc zdjęcie jest po prostu zbiorówką części włóczek, które zostaną przeznaczone na ten cel.

A czytelniczo... Hmmm...
Zdarzyło się Wam kiedyś, żeby ktoś powiedział Wam: "Musisz przeczytać tę książkę, jest tak zła, że to aż niemożliwe"? Mi się właśnie coś takiego zdarzyło. Najpierw w rozmowie na Skype'ie kolega mego Lubego wspomniał o tym, a w długi weekend wcisnął mi (dosłownie) książkę i powiedział, żebym mu jej więcej na oczy nie pokazywała, ale i tak muszę ją przeczytać. I chyba w ten sposób zrobił mi trochę krzywdę...
Aneta Jadowska, "Bogowie muszą być szaleni" to druga część (pierwszej nie czytałam, może to błąd) serii o Dorze Wilk. Wspomniana Dora jest byłą policjantką z Torunia, aktualnie mieszkającą w Thorn (magiczny odpowiednik miasta Ojca Dyrektora) wiedźmą. I jest cudowna! Jest piękna, wszyscy faceci ślinią się na jej widok i myślą jedynie o tym, żeby się z nią przespać. Ma rude włosy - to bardzo ważne, skoro na co drugiej stronie jest wspomniane o tym jak bawi się miedzianymi kosmykami, nawija je na palce i inne takie... Żyje w czymś co można nazwać od biedy związkiem z aniołem, którego kocha, ale nie może się z nim przespać, bo go wyrzucą z Nieba i uwiężą oraz z diabłem, którego też kocha, ale nie może się z nim przespać, żeby nie sprawić przykrości aniołowi... A wszystko to oblane jest cukierkowymi dialogami, gdzie pojawiają się ptaszyny, diabełki i kotki... Niby Dora często podkreśla jaka to ona jest twarda i męska, ale trudno jej uwierzyć... Oprócz tego, że fizycznie jest doskonała (zapomniałam dodać, że jest również boginią płodności), to ma Dar, dzięki któremu łączy dwa systemy wierzeń - judeochrześcijański i pogański oraz dwa światy - magiczny i realny. No wspaniała z niej kobieta i taka skromna.
Wiem, że może przeze mnie przemawiać ukierunkowanie przez kolegę. Ale starałam się podejść do książki obiektywnie, nawet początek mi przypadł do gustu. Ale z każdą stroną coraz bardziej byłam skłonna przyznać rację W. No cóż, jeszcze połowa przede mną, może coś się zmieni na korzyść...
Dziękuję za wszystkie odwiedziny i komentarze.
A i wszystkie zainteresowane zapraszam do poprzedniego posta o zagranicznym fantasy ;)

Post fantastyczny cz.2

Dzisiaj kolejny, ostatni (na razie) post mało robótkowy.
Dla wszystkich chętnych poznania trochę fantasy kolejna część mojego rankingu, tym razem poświęcona zagranicznym autorom. Będzie trochę klasyki, trochę mainstreamu i jeden mój typ, raczej mało znany.
Jeszcze parę słów wyjaśnienia. W zestawieniu nie ma Pratchetta. Dlaczego? Jest to zbyt specyficzny autor, jedni go kochają, inni nienawidzą. Każdy musi sam ocenić, czy go lubi, czy nie. Nie ma również serii o Harrym Potterze. Książki o nim wpisały się już zdecydowanie w kanon fantasy, ale po pierwsze, każdy pewnie słyszał o nim lub oglądał film, a po drugie jest to dosyć specyficzna saga. Pierwsze tomy raczej dla dzieci, ostatnie raczej dla dorosłych.
Ale nie przedłużajmy.

1. J.R.R. Tolkien, "Władca Pierścieni" Klasyka, klasyki, ojciec współczesnej fantastyki. Bez "Władcy" nie byłoby Wiedźmina, nie byłoby filmów fantasy ani gier. To Tolkien stworzył pierwszy kompletny świat fantasy, pierwszy wykorzystał do takiego stopnia mityczne rasy elfów, krasnoludów i orków. To także przez niego rasy te stały się streotypowe: brodaci, nieokrzesani krasnoludowie, piękni, wiecznie młodzi elfowie, ludzie, których czas nastaje i którzy wypierają starsze rasy. Dodajmy do tego jeszcze, że Tolkien jako lingwista stworzył cały elfi język, w którym nawet pisał poezję (jeden z tych wierszy mój kolega w gimnazjum recytował na konkursie - w oryginale). Trzeba jednak zaznaczyć, że ze względu epickość Władcy, język też nie jest lekki. Jest sporo opisów przyrody, a bohaterowie są bardzo wyraziści i świetnie zostały opisane ich osobowości. Zapewne większość z Was widziała film i muszę przyznać, że świetnie oddaje klimat książki. Chociaż, wiadomo został nieco okrojony.
Jeśli jesteś ciekawy, jak się ma oryginał do adaptacji filmowej, lubisz epickie bitwy, wyraziste postacie i nie potrzebujesz wątku miłosnego, by książka Cię wciągnęła, ta powieść jest dla Ciebie.






2. George R.R. Martin, Saga "Pieśń Lodu i Ognia" Czyli popularna "Gra o Tron". Jeśli nie widzieliście serialu, to na pewno chociaż o nim słyszeliście. Co tu dużo mówić: ręka, noga, mózg na ścianie, każdy z każdym, w każdej możliwej kombinacji. I nie ma co się przywiązywać do bohaterów... zdecydowanie. Ale to Ci, co oglądają serial pewnie już wiedzą. Trzeba zaznaczyć, że przy produkcji HBO współpracuje sam Martin i to on ma wpływa na zmiany fabuły. Ci co czytali całą serię i oglądają serial mogą się teraz bawić w "znajdź 10 różnic". W ogóle to z Martina niezły troll jest. Normalnie, to książka spoiluje (czyli zdradza akcję) serial... a tutaj od 4 sezonu serial zaczyna spoilować książkę... Jeśli komuś podobał się serial, zachęcam do sięgnięcia po książkę chociażby ze względu na język i pominięte/zmienione wątki. Przy takiej mnogości bohaterów, z których każdy jest ważny i główny, łatwo znaleźć kogoś, kogo się polubi lub znienawidzi. Przy czym należy pamiętać: Valar morghulis - Wszyscy muszą umrzeć. Książka i autor mają poważny minus - saga nie jest skończona, a biorąc pod uwagę tempo Martina to albo serial wyprzedzi powieść, albo sam autor umrze...
Jeśli nie straszne Ci różne kombinacje łóżkowe, lubisz karłów i spłacać swoje długi, uwielbiasz zwroty akcji, piękne kobiety, huczne wesela - ta książka jest dla Ciebie.
A, są smoki!


3. Patrick Rothfuss, "Kroniki królobójcy" Kolejna nie skończona jeszcze powieść. Cudowna! Osobiście mam słabość do książek, gdzie ktoś odkrywa swoje umiejętności lub się ich po prostu uczy. "Kroniki..." w pierwszej i drugiej części właśnie o nauce i poznawaniu siebie opowiadają. Bohaterem jest Kvothe, którego poznajemy jako już dorosłego karczmarza, który skrywa swoją prawdziwą tożsamość przed światem. Przyczynę takiego stanu rzeczy poznajemy z jego opowiadań, od czasu dzieciństwa spędzonych wśród wędrownego ludu pogardzanego przez innych, gdzie nauczył się śpiewać i grać na lutni, poprzez samotny wiek wczesnomłodzieńczy spędzony na ulicach miasta, aż po naukę w Arkanach, uniwersytecie, gdzie poznaje różne tajniki tego, co można nazwać magią. Do tego cały czas przewija się wątek Chandrian, niemal mitycznej grupy siejącej zło. Niestety, nie umiem w pełni oddać wspaniałości tej książki... Może nie mam w niej tyle baraszkowania, czy krwi, co w "Grze o tron", jednak dla mnie stoi ona ciut wyżej niż powieść Martina.
Jeśli zatem lubisz powieści w stylu Harrego Pottera, ale dla dorosłych, chcesz poznać alternatywne sposoby czarowania, lubisz porywające historie, ta książka jest dla Ciebie.


4. Trudi Canavan "Trylogia Czarnego Maga" To już taka bardziej babska powieść według mnie. Nie żeby było przez to jakoś gorsza, ale wydaje mi się, że bardziej podpasuje kobietom, niż facetom. Akcja rozgrywa się głównie w Kyralii, krainie, gdzie umiejętności magiczne przypisuje się tylko osobom z Domów. Główną bohaterką jest jednak Sonea, dziewczyna ze slumsów, która przypadkowo odkrywa, że ma naturalny Dar. Magowie z Gildii postanawiają ją znaleźć i dla jej własnego dobra wyszkolić. Zaczyna się pościg za nią. Kolejne rozdziały to już jej pobyt w Gildii, nauka magii, a ostatecznie walka z Sachaką, siedliskiem zła, gdzie praktykuje się czarną magię. Nie będę ukrywać, że książka jest lekko tendencyjna, jest wyraźny podział na dobrych i złych, którzy czasem okazują się nie tacy źli. Ot, takie czytadełko, ale całkiem przyjemne.
Jeśli zatem lubisz historie miłosne (a jest bardzo wyraźny i ważny wątek miłosny, którego nie chcę zdradzać), szukasz lektury łatwej prostej i przyjemnej, to ta książka jest dla Ciebie.


5. Robin Hobb, "Kupcy i ich żywostatki" A to powieść z całkiem innej beczki. Nie mamy tutaj typowej magii, ale są smoki (w różnych fazach rozwoju). Głównymi obiektami magicznymi są właśnie żywostatki, żaglowce wykonane z czardrzewa, które po śmierci kolejnych swoich kapitanów ożywają i nabierają własnej osobowości. Opowieść dotyczy w głównej mierze jednej rodziny kupieckiej, ale przeplatają się z nią inne ważne wątki, które w pewnym momencie łączą się ze sobą. Pierwsze strony były dla mnie ciężki do przebrnięcia, ale z każdym rozdziałem coraz bardziej się wciągałam, byłam coraz ciekawsza tego, co się wydarzy Althei i Vivacii.
Jeśli lubisz powieści podróżnicze i awanturnicze, chcesz czegoś oryginalnego, niestraszne Ci sztormy i piraci, ta powieść jest dla Ciebie.


6. Olga Gromyko, "Wiedźma" Tym razem coś zza naszej wschodniej granicy. Olga Gromyko jest białoruską pisarką i widać, że ma słowiańską fantazję. Jej seria o Wiedźmie W.Rednej szturmem podbiła moje serce. Lekka, zabawna literatura, wyśmiewająca popkulturę (odwołania do "Zmierzchu" i tamtejszych wampirów). Redna jako świeżo upieczona wiedźma z dyplomem zostaje wysłana na bardzo ważną misję dyplomatyczną i naukową do Wampirów, a tam to już same cuda się dzieją, bo nie ma ona ani wstydu, ani kompleksów. Za to ma tupet i to wielki. Chyba nie ma osoby, która by nie pokochała W.Rednej. Jedynie jest poważny problem, żeby dostać całą serię, nawet w bibliotekach jest z tym ciężko...
Jeśli lubisz twarde babki z jajami (nie z brodami!), śmiać się do rozpuku i uważasz, że porządny wampir jednak nie powinien iskrzeć w słońcu... ta książka jest dla Ciebie.


To moje główne typy jeśli chodzi o zagraniczne fantasy. Oczywiście tych które mi się podobały było sporo więcej, ale te wydaje mi się, że mogą najbardziej innym przypaść do gustu. Mam nadzieję, że coś znajdziecie dla siebie ;)
Dzięki za odwiedziny i komentarze.

Bardzo spóźniony post-Liebster Award

Jest mi strasznie wstyd, ten wpis powinien się pojawić już dawno temu. I nie ma dla mnie usprawiedliwienia, bo ciągle gdzieś tam z tyłu głowy kołatało się, że trzeba w końcu odpisać.
Jakiś czas temu dostałam dwie nominacje do nagrody Liebster Award. Dziękuję bardzo za to wyróżnienie, było i nadal jest mi bardzo miło.


Pierwszą nominację dostałam od Malwiny z bloga Moje losy w Bułgarii. Jeśli jesteście ciekawe, jak wygląda życie Polki na Bałkanach, zajrzyjcie tam ;)
Pytania od Malwiny i odpowiedzi ode mnie ;)
1. Lubisz podążać za modą? - ważniejsza dla mnie jest wygoda i użyteczność, niż szaleńczy pęd za modą. Chociaż jak coś i modne i wpisuje się w moje gusta, to czemu nie?
2. Owoce zimowe, czy letnie? - wiosenne - truskawki, czereśnie, rabarbar
3. Jakie jest wymarzone miejsce na świecie,w którym chciałabyś się znaleźć? - Najchętniej to pozwiedzałabym sobie zamki w Anglii i Irlandii
4. Paznokcie długie, czy krótkie? - długie ;)
5. Czy uważasz się za szczęściarę? Dlaczego? - Tak, nie mam na co narzekać, w porównaniu z innymi mam całkiem sporo szczęścia ;)
6. Bez czego nie wyobrażasz sobie życia? - bez rodziny, szydełka i książek
7. Kto jest dla Ciebie wzorem do naśladowania? - Mama
8. Co w szkolnych latach podobało Ci się najbardziej? - to, że moim największym zmartwieniem były sprawdziany i praca domowa.
9. Dzień zaczynam od - serii brzuszków
10. Co drażni Cię u innych - to, że widzą źdźbło w oku bliźniego, a w swoim belki nie.

Drugie wyróżnienie dostałam od Beaty, którą uczestniczki wyzwania u Maknety doskonale znają. Beata prowadzi trzy blogi, chociaż muszę przyznać, że regularnie zaglądam tylko na dwa: Moda na bio, gdzie Beata dzieli się swoimi pomysłami na zdrowy styl życia i umieszcza wiele przydatnych porad, Vademecum blogera, tutaj tytuł mówi sam za siebie, oraz Paryż nieznany. U Beaty można naprawdę wiele przydatnych rzeczy przeczytać, z przeróżnych dziedzin.
A teraz pytania i odpowiedzi: 
1. Skąd wzięłas pomysł na pisanie bloga? Szczerze? Z pazerności... Bardzo podobały mi się wszystkie rozdawajki i bardzo chciałam brać w nich udział. Ostatecznie jednak kwestia candy i innych zabaw zeszła na dalszy plan. Teraz najważniejsza jest możliwość wirtualnego przebywania z ludźmi o podobnych zainteresowaniach.
2. Twoj sposob na stymulowanie kreatywnosci? Sen. Jak człowiek nie jest wyspany, to nie ma możliwości być kreatywnym. Poza tym sen jest fajny ;D
3. Co dało Ci (może czego nauczyło) blogowanie? Systematyczności, wiem, że jeśli nie będę się starała odpowiednio często pisać, czytelnicy odejdą. A także znowu wróciłam do pisania, nawet jeśli są to tylko wpisy na blogu.
4. Jedna wskazowka (może byc więcej) dla początkujących blogerow. Nie ma się czego wstydzić, jeśli masz się czym pochwalić, chcesz coś przekazać innym, to czemu nie właśnie za pomocą bloga
5. Talent, praca czy łut szczęscia? (co ma większą moc)  O, to trudne pytanie. Z jednej strony, jak się nie ma chociaż trochę talentu, to i ciężka praca nie pomoże, z drugiej strony, sam talent to za mało, a po trzecie we wszystkim potrzeba trochę szczęścia. Ale chyba jednak najważniejsza jest praca, często pomaga zniwelować inne braki.
6. Co jest dla Ciebie najważniejsze w życiu? Rodzina
7. Druty czy szydełko? Szydełko! Głównie dlatego, że tylko szydełkiem umiem robić. Ale z drugiej strony, wydaje mi się, że szydełko daje więcej możliwości, niż druty, zwłaszcza, jeśli chodzi o formy przestrzenne. Co nie zmienia faktu, że wielokrotnie byłam bardzo zazdrosna o cudze umiejętności robienia na drutach, takie cudeńka tworzą! Podobno też na szydełku robi się szybciej. Chociaż mi zawsze wydawało się, że jest na odwrót... W każdym razie i na drutach i na szydełku w zasadzie można wykonać to samo, tylko na szydełku jest łatwiej^^
8. Skąd czerpiesz inspiracje do blogowania i do kreatywnego działania? Od innych, podglądając cudze blogi, przeglądając ravelry, czytając fora.
9. Co sprawia Ci największą przyjemnosc w życiu? Szydełkowanie i czytanie. I gotowanie, jak nie muszę myć naczyń.
10. Mam słabosc do... Pusi. Od kiedy jest z nami, zrobię dla niej wszystko, taki z niej słodziak ;)
11. Twoje życiowe motto, mysl przewodnia, albo osoba (postac), ktora Cię inspiruje. "Góra z górą się nie zejdą, a człowiek z człowiekiem tak". To złota myśl mojej babci Stasi, krawcowej. Dzięki temu ciągle o niej pamiętamy. Poza tym, coś w tym motcie jest, czego przykładem jest choćby mój związek ;)

Wiem, że powinnam teraz podać kolejnych nominowanych i pytania. Niestety, nie zrobię tego. Nie mam pomysłu na pytania, bo chyba wszystkie możliwe już były. A po drugie, nie potrafię wybrać tylko 10 blogów. Czujcie się zatem wszyscy wyróżnieni, każdy z Was jest wyjątkowy :)

Wspólne dzierganie i czytanie - Cienioryt

Cóż to za wspaniały długi weekend był! Był taki ciepły i słoneczny! Nie... Cóż, radośnie pojechałam z samymi letnimi ciuchami i się srodze na tym przejechałam. Nawet nad morze nie poszliśmy, bo by nas zadmuchało na śmierć. I nawet podróż pociągiem nie była taka super (pomijam oczywiście godzinne opóźnienia), ale jakoś nie udało nam się trafić na normalnych współtowarzyszy podróży. Ale i tak mam same pozytywne wspomnienia, jeszcze z dwa dni takiego wolnego i byłabym całkiem szczęśliwa ;)
Dzięki podróży koleją udało mi się po pierwsze skończyć książkę, po drugie komin (będzie post z prezentacją), a po trzecie zacząć tęczową chustę (taka tolerancyjna^^).

Wiecie, jak to jest żyć w ciągłym stresie i bać się nawet własnego cienia? A właściwie przede wszystkim cienia? Mieszkańcy Serivii wiedzą to doskonale. Pod palącym słońcem Południa cienie są szczególnie niebezpieczne, kryją w sobie przejście do cieńprzestrzeni, miejsca będącego przeciwieństwem naszego świata, gdzie antysłońce podświetla wszystko od dołu swoim czarnym światłem, gdzie mieszkają ludzie-cienie, tak naprawdę niewiele różniący się od nas. A to wszystko dodatkowo okraszone jest wspaniałymi opisami pojedynków szermierczych, ponieważ "Cienioryt" Krzysztofa Piskorskiego, to nie tylko porywające i oryginalne fantasy, ale również powieść płaszcza i szpady, ze wspaniałą intrygą (już 3/4 książki za mną, a dalej nie wszystko wiadomo). To co mnie szczególnie ujęło w tej książce, to sposób zaznajamiania czytelnika ze światem. Nie ma tu łopatologii w tłumaczeniu czym są cienie, cieńprzestrzeń, cieńbokości. Wszystko jest tłumaczone w swoim czasie, niektóre opisy mają prawie charakter filozoficzny (oczywiście z punktu widzenia filozofii Serivii), czy historyczny. Wspaniale wykreowane postacie, główny (a może nie... bo tu się wszystko zmienia, zacierają się granice) bohater, Arahon Caranza Martenez Y'Grenata Y'Barratora, szermierz do wynajęcia, który wiele ludzkich istnień ma koncie, po wplątaniu się przez przypadek w całą sieć intryg ma szansę w końcu odkupić swoje winy. Jego ukochana Ioranda, wdowa po jego odwiecznym wrogu, pragnie już tylko spokoju i życia bez strachu, czy jej luby wróci w jednym kawałku. Ponadto cała plejada pomniejszych bohaterów.
Na okładce szumnie wydawca napisał: "Nowa gwiazda polskiej fantastyki". I wiecie co? Jeśli inne jego książki są podobne, to faktycznie, chłopak ma szansę dołączyć do czołówki polskich pisarzy fantasy. Trzymam za niego kciuki ;)
Dzięki za wszystkie odwiedziny i komentarze.
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Blog Archive

Yarn Along

Obserwatorzy