Smutek ;(

Jeszcze rano było tak:

Ale doszłam do wydzielania rękawów i teraz jest tak ;( :

Takie są skutki wydawania się^^ Wydawało mi się, że liczyłam dobrze motywy i wszystko powinno się zgadzać. Jakoś udało mi się pominąć 6 motywów... Brawo ja^^
Przynajmniej nie będę marudzić, że nie wiem, co mam dziergać :D

WCiD - Terry Pratchett "Panowie i Damy"

Wiecie, że to już jesień? Ależ ten czas zleciał, znowu. Chłodniej się robi, zaczęłam tęsknym wzrokiem spoglądać na swoje wełniane włóczki. Tak się właśnie zastanawiam, czy nie wynieść z mojego tajnego kartonu z pracy włóczki skarpetkowej...
Wróćmy jednak do środowego wyzwania u Maknety. Przed urlopem po raz kolejny okazało się, że czytnik to świetna sprawa. Nie musiałam się zastanawiać, jakie i ile książek ze sobą wziąć. Zrzuciłam sobie tyle, że przez najbliższe pół roku będę miała co czytać. A ciężar bagażu od tego nie wzrósł!
Ponownie wróciłam do Pratchetta. Wiem, że najlepiej jego książki czyta się cyklami, jednak jestem niepokorna (a co!) i czytam według daty wydania^^.
 

Właśnie kończę "Panowie i Damy" - książkę, która dotyczy perypetii Wiedźm. Jak zwykle Terry w formie lekkiej i zabawnej przekazuje prawdy, które sprawdzają się niezależnie od uniwersum. Że każdy ma w sobie wielkie pokłady odwagi, tylko trzeba ją odkryć. Że działanie: "na złość babci odmrożę sobie uszy" może też oznaczać, że zrobi się dokładnie to, czego babcia od nas chce (zwłaszcza, gdy ta ma wzrok od którego nawet najwięksi twardziele miękną). Że żelazo ma większą wartość niż złoto, które tylko świeci. Że nigdy nie mów nigdy, zwłaszcza, gdy sprawa dotyczy tańca Kije i Wiadra. A także, że elfy to wstrętne skurczysyny, które tylko niszczą i cieszą się z cierpienia. No i najważniejsze. Jak ruszasz z Uniwersytetu w świat, zabieraj zawsze orangutana (nawet jak jest Bibliotekarzem będzie miał przejazd za darmo, jako zwierzątko domowe).
Nie jest to może najlepsza książka Pratchetta jaką czytałam, ale nie zmienia to faktu, że wielokrotnie uśmiechnęłam się. Zarówno Terry, jak i polski tłumacz odwalili kawał dobrej roboty bawiąc się językiem.
Na szydełku zaś ciągle bluzka dla koleżanki (nie brałam jej na urlop, żeby nie pruć za dużo) i ciągle szal weselny. Szkoda tylko, że żadnego wesela w najbliższym czasie nie mam...
Na koniec jeszcze moje szylki. Niestety, Ciri poza klatką nie da się sfotografować...



Dzięki bardzo za wszystkie odwiedziny i komentarze :)

Etui na okulary

Chlip, chlip... przedostatni dzień urlopu... Nie wiem, jak u Was, ale wszystkie moje urlopy mają jedną cechę wspólną: są za krótkie...
Na szczęście niedługo listopad, później grudzień i jakoś to wszystko zleci ;)
Powinnam zrobić jakieś małe sprawozdanie z tego gdzie byłam i co widziałam, ale musicie jeszcze na to chwilę poczekać, bo mam sporo zdjęć, a nie mam swojego lapka, żeby je zrzucić ;(
Wiadomo, że najlepszy urlop to taki, gdy się robi, to co się lubi, więc nie mogło na wyjazdach zabraknąć szydełka. Główny udzierg urlopowy zostanie zaprezentowany po zblokowaniu, a dzisiaj mam do zaprezentowania szybką wczorajszą robótkę.
Moje dwa łobuzy, Pusia i Ciri są gryzoniami. Jak wiadomo gryzoń gryzie. Pusia mniej, za to Ciri cały czas swędzą zęby i nie ma rzeczy, której by nie zjadła/pogryzła. Jej najnowszym osiągnięciem są zjedzone klawisze z pilota... Mi z kolei obgryzła noski z okularów. Moja wina, bo czasem jak Pusiaki biegają zostawiam je na wierzchu. Ale sama Pusia najwyżej łapała je w pyszczek i targała za łóżko. Za to Ciri zasmakowała w noskach. Pani u optyka, która mi je wymieniała skwitowała to krótkim: "O Jezu". Przynajmniej nasze przyszłe dzieci będą mieć wiarygodną wymówkę, że szynszyle zjadły im pracę domową. Nawet, jeśli tablety zastąpią zeszyty, podejrzewam, że Ciri i z tytanową obudową sobie da radę ;P
Żeby uniknąć powtórki z rozrywki i ponownego zjedzenia nosków, stwierdziłam, że trzeba zrobić etui. Byłam święcie przekonana, że moje od optyka oddałam Matuli. Jeden wieczór i o to jest, zabezpieczenie przed zębami:



Żeby było zabawniej... jak wyjmowałam koszyk do zdjęć etui się znalazło... Ale i tak będę pewnie z obu korzystać ;)
Etui powstało z jakich akrylowych resztek w malinowym kolorze. Szydełko 1,9. Wzór to słupki reliefowe robione naprzemiennie. Wyszło całkiem mięsiste, ale raczej bym okularów w nim do torebki nie wrzuciła...
Dzięki wszystkim za odwiedziny i komentarze :)

WCiD - "Pomnik Cesarzowej Achai" t.4

Haha! Zaskoczeni? Już nie Malazańska Księga Poległych, ale całkiem nowa książka. Co prawda, została jeszcze jedna część opowieści o Malazie, ale muszę ją dopiero wypożyczyć, bo w wersji cyfrowej nie udało mi się znaleźć.
Co do kolejnego tomu "Pomnika Cesarzowej Achai" mam mieszane uczucia... Z jednej strony świetnie mi się czyta, zwłaszcza po tak ciężkiej lekturze jaką jest Malazańska Księga Poległych, z drugiej strony widzę niedociągnięcia Ziemiańskiego... Wiem, że jest sporo zarzutów pod adresem kontynuacji "Achai", że nie jest tak odkrywcza, że autor nie poprawił warsztatu, że są błędy rzeczowe... No cóż, faktycznie jest sporo niedoróbek językowych, ale takich, na które można jeszcze przymknąć oko, jeśli nie jest się bardzo czepialskim. Błędy rzeczowe pewnie dotyczą spraw wojskowych, na których się nie znam, więc mi nie przeszkadzają ;) Ale samą książkę czyta się całkiem przyjemnie, strony same się przewracają. Jedyne, co mnie trochę drażni, to wątki romantyczne. Jakieś sztuczne mi się wydają...

Na szydełku jest bluzka dla koleżanki z pracy. Trochę się boję, bo zaraz pierwsza przymiarka (kończę karczek) i obawiam się, że zaraz będzie trzeba pruć, bo rozmiar nie taki... Ale zobaczymy, może nie będzie tragedii ;)
W ogóle ostatnio zauważyłam, że w wieku 28 lat zaczynam przechodzić chyba kryzys wieku średniego... Cały czas próbuję sobie udowodnić, że coś mogę, że jestem temu światu potrzebna, żeby był lepszy, że trzeba coś trwałego po sobie zostawić. No i w związku z tym wpadam na coraz to bardziej szalone pomysły. Wszystko zaczęło się od 30-tych urodzin mojego Lubego. Wtedy zdałam sobie sprawę, że w kwestii zawodowej to raczej niewiele osiągnę ze swoim wykształceniem. Więc wzięłam się w karby i zaczęłam realizować mój "tajny wielki projekt". Mam nadzieję, że wypali, bo wtedy już nic nie będę musiała sobie udowadniać ;) Ale to oczywiście za mało. Idąc dalej tym tokiem myślenia, stwierdziłam, że trzeba jeszcze światu pomóc, ale nie przez zwykły przelew na WWF, czy AI. Trzeba coś naprawdę dać z siebie. Więc wróciłam do oddawania krwi. I postanowiłam do swojej trzydziestki zapuszczać włosy, żeby w dniu tych okrągłych urodzin ściąć je i przekazać na peruki dla fundacji Rak'n'Roll. Zachęcam wszystkie dziewczyny do tego. Włosy zawsze odrosną ;) Ale to jeszcze nie koniec moich kryzysowych postanowień. Stwierdziłam, że skoro nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem, to trzeba zmienić wykształcenie i się przebranżawiam^^ We własnym zakresie, powoli, ale do przodu.
Nie piszę tego, żeby pokazać jaka jestem super i tak o innych myślę. Piszę, żeby nie stracić motywacji ;) I proszę o trzymanie kciuków, żeby mi się wszystko ułożyło jak trzeba ;)
I żeby nie było, że tylko ja mam kryzys tożsamości... Mamy prawie jesień, prawda?
Powiedzcie to temu biednemu kasztanowcowi:

Dzięki za wszystkie odwiedziny i komentarze :)
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Yarn Along

Obserwatorzy