WCiD - "Świat Finansjery" Terry Prattchet

Dopiero zasiadając do pisania dzisiejszego posta zauważyłam, że to ostatnia środa w tym roku... Ten 2015 tak szybko minął, nie wiem nawet kiedy. Chciałabym napisać, że tyle się w ciągu tego roku wydarzyło, że tyle wspaniałych rzeczy. No nie bardzo... Trochę się wydarzyło, trochę dobrego, trochę złego. Ale czuję, że ten kolejny, 2016, może być pełen zmian. Pozytywnych, czy negatywnych, to się dopiero okaże. Jedno wiem, jakiekolwiek nie będą, damy radę!
A wracając do ostatniego "Wspólnego czytania i dziergania" w tym roku... Na czytniku kolejna powieść ze Świata Dysku, "Świat Finansjery".

Co się stanie, jeśli na czele ważnej instytucji, jaką jest Bank Królewski, postawi się starszego pana, którego największą słabostką są młodsze panie? Które to swymi wdziękami mogą człowieka przyprawić o zawał? Ano, szybko na jego miejsce wskoczy małżonka, już wdowa (jednak kontakty z tym młodym pokoleniem nie są wskazane, człowiek szybko się psuje... na amen...). A że i ona swe lata ma... Wkrótce prezesem i dyrektorem Banku zostaje pies... Skoro doszliśmy do tego momentu, wiadomo, że gorzej być nie może i spokojnie opiekunem psa i wykonawcą jego... poleceń, można uczynić oszusta, malwersanta, człowieka, który za swoje przekręty finansowe już zawisł. Bo ktoś taki jak Moist von Lipwig zna banki od tej właściwej strony. No i wcześniej swe wielkie talenty pokazał przy reaktywacji Poczty (Piekło Pocztowe - polecam każdemu filateliście, jak ktoś nie przepada jednak za Prattchetem, jest również film pod tym samym tytułem). Jak to u Terrego ponownie mamy pełno śmiechu i wiele celnych obserwacji współczesnego świata.
Na szydełku zaś kończę szal, który miał być na ślub koleżanki. W maju...
Dzięki wszystkim za odwiedziny i komentarze.
No wszystkiego najlepszego w Nowym Roku. Oby ten kolejny był spokojniejszy :)

Święta

Po długiej przerwie wracam. Przez ten czas trochę się działo i jeszcze dziać się będzie. Mam nadzieję jednak, że jakoś zmuszę się do większej regularności.
Wcześniej już pisałam, że mam bardzo trudny okres w swoim życiu. I może zabrzmi to jak wyświechtany banał, to jednak szydełko trochę w tym wszystkim pomaga. Odstresowanie się, oderwanie od tego, co złe. Jest coś magicznego w tym, jak coś powstaje.
Święta w zasadzie za nami, trzeba zbierać siły na powrót do pracy. Dobrze, że ten tydzień taki krótki, bo zaraz Nowy Rok.
Sądziłam, że w tym roku nie będę robić żadnych ozdób świątecznych, bo sami choinki nie mamy (tylko symbolicznie trzy gałązki nobilesu - nie, to nie farba, tylko jakiś iglak). Ale jak zwykle niezawodna okazała się moja rodzinka, tym razem najmłodsza siostra, która w któryś wtorek poprosiła o zrobienie na sobotę ozdób świątecznych dla znajomych z Chorwacji. Nie było wyjścia, zrobiło się. Postawiłam na szybkie proste wzory i o to są trzy bombki i gwiazdki:


 W środę przed Wigilią od tej samej siostry dostałam kolejne zamówienie, na większą bombkę dla nie-świekry (dla niewtajemniczonych - mama męża). No to cóż było robić? Jest i kolejna bombka :)


Dzięki wszystkim za odwiedziny i komentarze :)

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Yarn Along

Obserwatorzy