2017 - Wszystkomający blog szydełkowy

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Grudzień - plany i spóźnione "Pleciemy wianki"

11:11:00 5
Grudzień - plany i spóźnione "Pleciemy wianki"
Za każdym razem, gdy spojrzę w kalendarz łapię się za głowę. Ten czas tak zap... ucieka. Kiedy? Jak? Przecież dopiero był początek listopada, a już jest grudzień. Dwa tygodnie i Boże Narodzenie. Trzy i Nowy Rok. Trzeba jednak ten czas jak najlepiej zagospodarować. Bo szybkie mijanie to jedno, ale uczucie przeciekania czasu przez palce to jedno.
Na szczęście od połowy grudnia wydaje mi się, że będę mogła przystopować, bo już nic terminowego nie będzie.

Jakie zatem mam plany? 

Kończę morski kocyk. W zasadzie nie powinno mi to zająć więcej jak jakieś 3-4 dni, chyba, że moje życie społeczne nagle nabierze tempa. Ale zanim zacznę robić morskie zwierzęta, muszę (a raczej chcę) zrobić 3 prezenty do kalendarza adwentowego dla Em. Tak wiem, wiem, adwent już dawno trwa. Ale siostra specjalnie zostawiła dla mnie miejsce.


Ze spraw terminowych zostaje jeszcze lisia czapka dla niemowlaka. Wiadomo, rozmiar mały, to szybko pójdzie ;) No i wieniec, który będzie powstawał w zasadzie równolegle do wszystkiego.
A dalej? A dalej, Moi Drodzy, to już hulaj dusza. 22 grudnia wyjeżdżamy na Święta. Czyli będę mieć 7 godzin w pociągu na dzierganie. I z powrotem kolejne 7. I na miejscu tyle czasu. Ach... już wiem, które włóczki jadą ze mną nad morze. Wszystko wskazuje na to, że jednak przed końcem roku zrobię sobie nowa parę skarpet. Jeszcze nie wiem co prawda, czy będą jakieś bardziej wymyślne. Tak sobie myślę, że może warkocze? A że skarpety to mało, to jeszcze chusta. Ale nie ta z Dropsa. Bo jakoś nie chcę się denerwować przy Świętach^^. Powstanie więc chusta dla mojej Siostry. Uległam modzie i kupiłam motek ombre. I cały czas mnie świerzbią palce, żeby się do niego dobrać. Przyjdzie już wkrótce na niego kolej... A później... no cóż wracam do wyrabiania zapasów, żeby znowu zacząć wydawać pieniądze na włóczki. Ta choroba jest straszna... Książkowo... na pewno kończę Prochowych Magów... I może coś ambitniejszego wrzucę na czytnik. W kolejce czeka japoński noblista .... Z innych planów, to chyba nic. Grudzień pod względem innym niż robótkowym będzie spontaniczny.

Pleciemy Wianki

I jeszcze taka mniej chlubna rzecz na koniec... W środę, 06.12.2017, miał się pokazać post z wiankiem... Nie pokazał się, bo była awaria sieci. A później... jakoś ciągle czasu było mało...
Ale pokrycie już jest, więc do planów dorzucam zszycie i produkcję gwiazdek. W środę już post ukaże się normalnie - chociaż możliwe, że w godzinach bardzo późnowieczornych.

P.S. Te cudne zdjęcia to niestety nie moje dzieło, lecz Natalii z bloga Jest Rudo z jej darmowego banku zdjęć.

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Podsumowanie - Listopad

17:14:00 1
Podsumowanie - Listopad
To był pracowity miesiąc. Naprawdę udało mi się dużo szydełkować! I jestem z tego powodu bardzo zadowolona. Chociaż cały czas wydaje mi się, że można by robić więcej i szybciej. Ale nie oszukujmy się... Oprócz pracy zarobkowej, dochodzą jeszcze obowiązki domowe, a czasem wypada też się trochę posocjalizować.
Co się zatem udziergało?

Po pierwsze komplet dla Maksymiliana do chrztu - sweterek i czapka-owieczka. Więcej o obu już wkrótce na blogu.
Po drugie, udało mi się zakończyć morski kocyk w części głównej. Zostały zwierzątka, ale prace musiały zostać wstrzymane na czas dziergania dla Maksa.
Zaczęłam wyzwanie wiankowe, więc wianek się dzierga.

Powstały tez drobiazgi do kalendarza adwentowego dla siostry. Takie pierwsze świąteczne prace. Chociaż nie wiem czy nie okaże się, że ostatnie...
Saffron shawl dalej się dzierga... bardzo powoli...

Pochowałam nitki w zaległym kocyku! Brawo ja! To chyba mój największy sukces :D
No i to chyba tyle, jeśli chodzi o dzierganie...
Czytam ostatni tom trylogii Magów Prochowych. Serdecznie polecam każdemu fanowi fantasy, bardzo oryginalne uniwersum i bohaterowie, o których trudno jednoznacznie powiedzieć, że są dobrzy bądź źli.
Co się nie udało? Ostatecznie nie byłam na planszówkach... Bo się spotkaliśmy ze znajomymi Nie-Męża^^ Więc w sumie wyszłam do ludzi, więc się chyba liczy? :D

Ulubieńcem miesiąca i jednocześnie odkryciem zostaje Rozetti First Class. Mięciutka mieszanka wełny z merynosa z akrylem, z której powstała czapka dla Maksa. Bardzo przyjemna w dotyku, super do dziergania. Pewnie będę jeszcze do niej wracać.

A jak Wam minął listopad? Plany zrealizowane?

środa, 29 listopada 2017

Pleciemy wianki - III

20:09:00 1
Pleciemy wianki - III

Tak jak pisałam tydzień temu... szału nie ma. Trochę bardziej z obowiązku dorobiłam parę rzędów. Ale terminy tak mnie goniły, że naprawdę nie miałam czasu przysiąść do wianka...

Przez to, że zrobiłam sobie prawie tydzień przerwy zapomniałam, którym szydełkiem robiłam. Jak widać: dobra pamięć, ale krótka^^. Chwała Bogu, że robiłam zdjęcia. Ale chyba czas jakoś na bieżąco zapisywać czym dziergam, bo później, gdy opisuję robótkę na blogu muszę się nieźle wysilić, żeby sobie przypomnieć, co to za narzędzie zbrodni było...

No i o tyle w temacie wianka. Za tydzień, mam nadzieję, będzie już cały "pokrowiec" i będę mogła zacząć robić gwiazdki.
PS Jestem zachwycona tym, jak ta nitka błyszczy w świetle! Naprawdę wygląda to jak zimowe, czyste niebo.


środa, 22 listopada 2017

Pleciemy wianki - II

18:12:00 2
Pleciemy wianki - II
A miało być tak pięknie: w tym tygodniu sądziłam, że będę kończyć "poszycie" wianka...
Ale... No właśnie... coś mi nie idzie.

Najpierw trzy razy prułam, bo jakoś nie mogłam wstrzelić się z rozmiarem. Co jest bardzo dziwne, skoro za każdym razem przykładałam robótkę do formy. No cóż. Widać krzywo to robiłam :D
Ale jak już się udało trafić, zmieniłam szydełko i poszło jak z płatka.

Tyle że chwilowo muszę zawiesić plecenie wianka, bo wielkimi krokami zbliża się chrzest Maksymiliana. I jako przykładna ciocia szykuję mała wyprawkę z tej okazji ;) Więc proszę o wyrozumiałość, jeśli za tydzień wielkiej różnicy nie będzie widać...
A jak u Was? Ktoś może jednak się dołączy do wspólnej zabawy?^^

niedziela, 19 listopada 2017

Warkocze

23:47:00 8
Warkocze
Wiecie za co uwielbiam szydełko? Da się na nim zrobić wszystko. Naprawdę. W zasadzie wszystkie wzory, które są na druty, da sie w mniejszym lub większym stopniu odwzorować  na szydełku.
Oczywiście sama dzianina układa się inaczej, jest grubsza zazwyczaj, no i samo zużycie materiału wychodzi większe niż przy drutach... Ale mimo wszystko szydełkowanie daje bardzo duże pole do popisu.
Bo co powiecie na warkocze? Klasyka dzianiny, chyba każdy ten splot kojarzy. I utarło się jakoś, że to tylko na drutach. Do ego jeszcze dziwnie się robi, bo albo agrafką się wspomaga, albo dziwnymi krzywymi drutami (wychodzi ze mnie ignorantka, mam nadzieję, że żadna dziewiarka nie wykłuje mi drutami oczu...).
Ale na szydełku też się da warkocze robić. Ba, mogą być równie skomplikowane, jak te na drutach, ale nie trzeba już żadnych wspomagaczy.
Wielką miłośniczką warkoczy jest moja młodsza siostra. Gdy urodziła Michalinę marzył jej się kocyk z warkoczami właśnie. Ale jakoś się nie złożyło, żebym wtedy takie okrycie zrobiła. Ale nie minął rok, a Misia dorobiła się brata - Maksymiliana. No i tej okazji już nie przegapiłam.
Tak powstał biało-niebieski kocyk w warkoczowe pasy. Całość gruba i ciepła, w sam raz na obecną pogodę. Dodatkowo został jeszcze podszyty od spodu cienką dzianiną, więc nie widać drugiej, mniej efektownej strony.
Niestety, zdjęć mało, cało jedno... Ale widać, co najważniejsze: kocyk i to, że jest w użyciu.


Wymiary: 48cm x 54cm (maleństwo, ale to miał być właśnie taki kocyk na początek)
Włóczka: nie pamiętam, coś z zapasów...

P.S. Wiem, że niektórym może się wydawać to zestawienie kolorów i formy wydawać niefortunne w kontekście, że Mały ma na imię Maksymilian. Zwłaszcza, że to na pamiątkę św. Maksymiliana Marii Kolbego. To totalny przypadek, że całość wygląda jak inspirowana oświęcimskim pasiakiem... (może też być tak, że to ja jestem przewrażliwiona, historyczne wykształcenie daje o sobie czasem znać...)

środa, 15 listopada 2017

Pleciemy wianki - I

18:48:00 2
Pleciemy wianki - I
No to czas się chwalić pierwszym etapem powstawania wianka.

Tylko nie bardzo jest czym... Bo dzisiaj rano przyłożyłam do formy kawałek, który wczoraj zaczęłam robić... I oczywiście wyszedł za duży. Jak ja wczoraj to mierzyłam, to nie wiem... Ale ostatecznie nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo przy okazji zmieniłam szydełko na większe, więc prace będą się posuwać szybciej.
A co w ogóle planuję zrobić dokładnie? No nie wiem. Pierwotny plan był taki, że sam wieniec będzie srebrny, a ozdoby w odcieniach niebieskiego i może fioletu. Ale ciągle obiecuję sobie, że nie będę kupować nowych motków i do tej pory całkiem nieźle mi to idzie. I to nie chodzi o kwestie finansowe, ale o stany magazynowe w moich pudłach...
Przepraszam za jakość, ale nie dałam rady się rozłożyć dzisiaj z lampami... Poprawię się!

W każdym razie kierując się to zasadą nowych włóczek nie kupiłam. Wzięłam je od Matuli^^. Akurat zalegały jej od dłuższego czasu motki niebieskiej bawełny z metaliczną nitką. No to już nie zalegają, bo właśnie z nich powstanie "korpus" wianka. A co do reszty ozdób... to oprócz tego, że raczej będą białe i na pewno gwiazdki, to więcej nie wiem...
Styropianową formę już musiałam kupić. Po obejrzeniu miliarda zdjęć na Pintereście wyszło mi, że zdecydowana większość wianków jest robiona na połówce, nie zaś na pełnej oponce. Pozostała kwestia rozmiaru. Padło na 30cm. I wiecie co? Chyba jednak przesadziłam... nie mam pojęcia, czy mi starczy włóczki... nie mówiąc o pomyśle na zapełnienie całości... No ale... będę się martwić później... Najwyżej coś dosztukuję.
Także materiały są, teraz tylko trzeba działać. Ale na razie nie liczcie na jakieś spektakularne efekty, bo mam do zrobienia na szybko wyprawkę na chrzest dla Siostrzeńca. Ale do końcowego terminu, więc jeszcze zdążę ;)

Zapraszam do dzielenia się swoimi pracami poniżej ;)

niedziela, 12 listopada 2017

Świąteczne wyzwanie 2017 - Pleciemy wianki!

20:30:00 4
Świąteczne wyzwanie 2017 - Pleciemy wianki!
Zgodnie z obietnicą, dzisiaj przedstawiam nowe świąteczne wyzwanie.
W zeszłym roku staraliśmy się zdążyć przed Świętami, tym razem będziemy pleść. Ale nie trzy po trzy, tylko świąteczne wianki.

Tak jak ostatnio pisałam, zeszłoroczne wyzwanie dało mi dużo różnych drobnych ozdób, ale takich trochę od Sasa do Lasa. Moja wina, bo powinnam mieć jakiś plan, czy cokolwiek, żeby to tworzyło jakąś wspólną całość.
Nauczona tym doświadczeniem, tym razem proponuję Wam inną zabawę. Zrobimy jedną rzecz - wianek świąteczny.
Ponieważ trochę późno zaczynamy, to raczej nie ma szans, żeby to był wieniec adwentowy, ale do Bożego Narodzenia z pewnością zdążymy.
To teraz może jakieś...

ZASADY

  • Jaki wzór?
    • Dowolny, poniżej znajdziecie kilka inspiracji, ale oprócz wyobraźni i formy nic nas nie ogranicza! To nawet nie musi być szydełko ;)
  • Termin
    • Startujemy w poniedziałek, 13.11.2017. W każdą środę będę publikować swoje postępy w pracy i zostawię InLinkz, żebyście mogli się również dzielić swoimi 
    • A kończymy 18 grudnia.
  • Co będziesz z tego mieć?
    • Satysfakcję i super wieniec ;) A dla najbardziej wytrwałych przewidziałam nagrody.

INSPIRACJE

  • Bałwanki, bardzo popularny motyw, więc może również ktoś się skusi?
http://www.repeatcrafterme.com/2013/11/crocheted-snowball-wreath.html


https://www.ravelry.com/projects/flappergirl425/christmas-wreath
https://www.lazydaisyjones.com/2014/11/my-crochet-christmas-wreath-2014.html
https://www.ravelry.com/patterns/library/winter-wreath-3

https://keeponkeepingon2017.wordpress.com/2015/01/25/a-winter-wreath-finally-finished/

  • A może coś bardziej stonowanego?
https://www.ravelry.com/patterns/library/shabby-chic-christmas-wreath
  • Albo coś z przymrużeniem oka? Taki Święty Mikołaj na przykład:
https://www.craftsy.com/crocheting/patterns/santa-wreath/227519
  • Albo coś klasycznego?
https://web.archive.org/web/20130105051757/http:/www.juliacrosslandart.com/2012/12/its-beginning-to-look-a-lot-like-christmas.html

https://tinyandtoad.wordpress.com/2015/11/10/a-christmas-wreath-holly-pattern/


http://attic24.typepad.com/weblog/2015/03/winter-wreath-ta-dah-1.html
  • Wianek w trochę innej formie:
http://www.crochetmemories.com/patterns/poinsettia-candle-wreath.php
  • I mały bonus ;)


To jak? Ktoś chętny? ;)

czwartek, 9 listopada 2017

Listopadowe plany

17:51:00 2
Listopadowe plany
Było podsumowanie października, czas i na plany.
Listopad to w zasadzie już prawie Boże Narodzenie w dziewiarskim świecie. Robimy prezenty, ozdoby. Część z Was podejrzewam już świąteczną produkcję zamknęło.





SZYDEŁKO

W zeszłym roku byłby właśnie środek wyzwania świątecznego, w tym jakoś zabrakło mi chyba motywacji, żeby coś wcześniej ogarniać temacie Bożego Narodzenia. I pewnie bym nic już w tym kierunku nie działała, gdyby nie moja siostra, która zapytała, czy coś będę w tym roku organizowała. No i w sumie pomyślałam: czemu nie.
Tak wiec szykujcie się - w weekend pojawi się zaproszenie i zasady nowego wyzwania!
Jeśli chodzi o dziergane plany, to z całą pewnością chcę skończyć morski kocyk. I jeśli nie nastąpi jakiś kataklizm to powinno się udać. Został mi do wyrobienia ostatni motek i oczywiście zwierzątka.

Poza tym dalej będzie się dziergać chusta Shaffron z Lace, ale tutaj z kolei szybkiego finiszu nie przewiduję... Zwłaszcza, że z coraz mniejszą chęcią patrzę na tę robótkę. Chyba wybrałam nieodpowiedni wzór do tej włóczki... Albo po prostu za wolno przybywa efektów mojej pracy. Ale skończę ją, bo pruć nie będę przecież...
Jest plan, żeby zrobić czapkę dla siebie. Ale... jakoś się zebrać nie mogę, chociaż mam i materiał i wzór wybrany...
No i chyba czas najwyższy wziąć się za ozdoby choinkowe. Te z zeszłego roku gdzieś się porozchodziły, ale szczerze mówiąc sama nie byłam zadowolona z efektu wyzwania. Chyba lepiej się było zdecydować na dwa-trzy wzory i je powielać. A tak powstało sporo różnej drobnicy.
Zatem plan na najbliższe dni to znalezienie wzorów i ewentualne uzupełnienie brakujących zapasów.
Przydałoby się również skończyć parę rzeczy, które w swej zasadniczej części już są gotowe, ale zostało jeszcze parę paskudnych rzeczy do zrobienia - na przykład chowanie nitek...I może jednak te kwiatki na tych mitenkach zrobię...


KSIĄŻKI

Aktualnie do kilkunastu dni czytam serię "Magowie prochowi". Jak widać detoks od fantasy był bardzo krótki... Ale jakoś nie mam wielkich wyrzutów sumienia. Jestem bardzo ciekawa rozwoju wypadków, zwłaszcza, że przede mną jeszcze 2,5 tomu. A lista książek do przeczytania na Legimi rośnie...




INNE

A co do innych planów, to chyba czas trochę wyjść do ludzi... Stąd wyprawa na Gratislavię w ten weekend. Gry planszowe też są bliskie memu sercu, ale niestety, trochę nam się wykruszyła ekipa do grania. Smuteczek. Ale dalej uwielbiam patrzeć na pudełka, a pierwsze otwarcie przyprawia mnie o dreszcz emocji i szybsze bicie serca porównywalne jedynie z przekroczeniem progu pasmanterii.
I może zacznę ponownie chodzić na spotkania dziewiarskie... Ale to dopiero w grudniu, bo to listopadowe oczywiście przegapiłam...

A jakie Wy macie plany na nadchodzący miesiąc? Jeszcze będziecie szykować swoje prace na Święta?

Więcej planów nie robię. W końcu lepiej zrealizować plan minimum i dorzucić coś w międzyczasie, niż się dręczyć, że się czegoś nie zrobiło.

niedziela, 5 listopada 2017

Podsumowanie października

07:51:00 0
Podsumowanie października
Zaczynamy nową serię wpisów na blogu! Znaczy mam nadzieję, że serię, bo wiecie... słomiany zapał... Ale mam nadzieję, że takie podsumowania i plany zmobilizują mnie do lepszej pracy i zacznę częściej i chętniej chwytać za aparat.

A zatem październik! Albo piździernik, bo końcówka była jednak dosyć nieprzyjemna. Ach ten Grzegorz...

Zdecydowanie miesiąc upłynął mi pod znakiem dziergania. Zrobiłam kilka małych albo mało pracochłonnych projektów.

Po pierwsze mitenki z Minionkami, dla koleżanki, która nie zna pojęcia "za gorąco" ;) A że dodatkowo jest animatorką dzieci, to te żółte potwory to dla niej chleb powszedni.

Po drugie dywan do pokoju mojej siostrzenicy. I to jest właśnie projekt, który nie jest mały, bo jednak sznurek bawełniany robi swoje. Ale nie mogę powiedzieć, żebym się jakoś przy nim szczególnie napracowała. Bo nie oszukujmy się... szydełko numer 10 i jedziemy. Ale ręce bolą, pod koniec pracy to jednak było już kilka kilo, szkoda, że go nie zważyłam przed oddaniem... Zdjęć jeszcze nie ma, bo w zasadzie dywan jest, ale pokój Misi jeszcze nie jest skończony.



Ciągle dzierga się chusta  z Lace dropsa, która oficjalnie otrzymuje status robótki podróżnej, co oznacza tyle tylko, że jeździ ze mną cały czas w torebce i czeka na wolne miejsce w tramwaju.

Popełniłam również dla siebie mitenki, chociaż jeszcze nie są do końca wykończone - chciałabym dodać jeszcze jakieś kwiatki. Ale szczerze mówiąc, wątpię, że do tego dojdzie... Mitenki są już w użyciu, a skoro spełniają swoją rolę, to obawiam się, że tak zostaną. No chyba, że zaskoczę samą siebie!



No i na koniec kolejna praca w toku, czyli kocyk-plaża, na zamówienie. Chociaż już popełniłam w swojej karierze kilka falowców (w sensie kocyków w fale), to jakoś mi się ten wzór nigdy nie nudzi. Jestem już prawie w połowie i jestem bardzo zadowolona z tempa, w którym mi to idzie. Zobaczymy, jak będzie na koniec, gdy dojdzie do dziergania zwierzątek i ich przyszywania...



WŁÓCZKA MIESIĄCA

W każdym podsumowaniu będę wskazywać włóczkę miesiąca. Niekoniecznie będzie to ta najlepsza, może być najbardziej zaskakująca, najładniejsza albo ta, z której najwięcej dziergałam.
Włóczką października zostaje Alize Cotton Gold, to z niej powstaje kocyk i z niej najczęściej korzystałam.


KSIĄŻKI
Jak część z Was wie, oprócz szydełka, moją drugą pasją są książki. Nie zawsze udaje mi się zrobić wpis w środę z książkami, a często chciałabym się podzielić z Wami swoimi przemyśleniami, tow podsumowaniu miesiąca miejsce na książki też się znajdzie.




HEL3 , Jarosław Grzędowicz. Zawsze sądziłam, że nie lubię science-fiction. I chyba sie trochę pomyliłam. Po wspaniałym "Panie Lodowego Ogrodu" sięgnęłam niedawno po kolejną powieść J. Grzędowicza. Tym razem nie mamy dziwnej cywilizacji, która potrafi posługiwać się magią. Ale mamy przyszłość, nie tak całkiem odległą i cóż... przerażającą... Wszyscy w zasadzie żyją tylko w wirtualnej rzeczywistości, nie potrafiący sobie poradzić w rzeczywistym świecie, pełna kontrola nad społeczeństwem. Kolejna próba zrównania całego społeczeństwa, która po raz kolejny skończyła się powstaniem równych i równiejszych. Zostaje podjęty ogólnokrajowy projekt naprawy środowiska - prąd jest tylko w określonych godzinach, podobnie ciepła woda. Odpowiednie aplikacje sprawdzają, czy nie spożywa się za dużo cukrów. Sam rząd podlega Chinom... upada gospodarka oparta na ropie naftowej... Wszystko, co zostało opisane, w zasadzie może się spełnić. To straszna, dystopijna przyszłość, która ma szanse się spełnić... Mimo wszystko polecam.



Wilcze leże, Andrzej Pilipiuk. Nie lubię opowiadań... są za krótkie. Człowiek się wciągnie w fabułę, polubi bohaterów, a tu koniec. Jest jednak wyjątek. Andrzej Pilipiuk tworzy tak barwne postacie, ma tak wspaniałe pomysły, że jestem w stanie mu wybaczyć krótką formę. Zwłaszcza, że poszczególne opowiadania tworzą pewną całość, ponieważ mają wspólnych bohaterów. Szczególnie przypadł mi do gustu Robert Storm, detektyw żyjący w swoim świecie, trochę nie rozumiejący pewnych współczesnych mechanizmów, zwłaszcza jeśli chodzi o kobiety. Bardzo mi przykro, że to nie ja wymyśliłam tak dobrą postać^^.



Ale, ale. Październik u mnie to nie tylko dzierganie i czytanie, ale również służbowy wyjazd do pięknego pałacu w Wojanowie. I chociaż nie miałam za wiele czasu na przyjemności, bo prace trwały od rana do wieczora, to jednak budzenie się z widokiem na góry było miłą odmianą. Nie wspominając o tym, że przepyszne jedzenie było podstawione pod samą buzię. A tutaj kilka zdjęć, sami zobaczcie, jak tam jest pięknie!




I tak minął mi październik. Niedługo na blogu pojawi się wpis z planami na listopad. I szykuję świąteczne wyzwanie, mam nadzieję, że ktoś się dołączy do mnie^^.

środa, 4 października 2017

Środa z książką - "Obiecaj mi, że będziesz wolny"

19:47:00 0
Środa z książką - "Obiecaj mi, że będziesz wolny"
Mówi się, że nie powinno się oceniać książki po okładce... Żałuję, że posłuchałam tego powiedzenia. Bo książka "Obiecaj mi, że będziesz wolny" autorstwa Jorge Molista jest tak zła, jak jej tytuł... Dosyć oczywista, nie zostawiająca wiele miejsca dla wyobraźni... do tego stopnia, że streszczenie książki na jej początku zawiera wszystkie zwroty akcji. Nie trzeba czytać tych czterystu stron, żeby wiedzieć, co się wydarzy.
O czym to? Pozostaję w nurcie powieści historycznych, więc po raz kolejny przenosimy się w przeszłość, tym razem przełom średniowiecza i renesansu w Hiszpanii. Śledzimy losy Joana, sieroty, który traci rodziców w wyniku najazdu piratów na jego rybacką wioskę. I jak to w tego typu powieściach bywa, spadają na niego wszystkie możliwe nieszczęścia, z których wychodzi obronną ręką. W wielu wypadkach pewne sytuacje są szyte bardzo grubą nicią, ale co ja się znam na hiszpańskim średniowieczu...

Bardzo irytującą sprawą jest język. Nie wiem, na ile to wina autora, a na ile tłumacza, ale jakoś ciężko jest mi sobie wyobrazić, żeby dziecko rybaka, które dziwi się, że ktoś nosi rękawiczki, mówiło w ten sam sposób, co bogaty mieszczanin. No nie wierzę w to i już. Dużo było różnego rodzaju nieporadności językowych, gdzie trzeba było się wysilić, żeby zrozumieć, co poeta miał na myśli.
Przeczytałam do końca, bo nie lubię nie kończyć książek. Ale ostatnią stronę przywitałam z ogromną ulgą.
No, to teraz przyjemniejsze (ekhm...) rzeczy. Sweter skończony, czeka na sesję zdjęciową na ludziu. A dzierga się chusta. Chociaż "dzierga się", to dużo powiedziane. Od kilku dni mam tendencję do zrobienia trzech rzędów do przodu, czterech do tyłu. I do tego ta cienizna... Dziergam z Lace Dropsa, dawno czegoś tak cienkiego nie miałam. Ale z drugiej strony... ta włóczka jest cudowna w doku!

Macie może do polecenia jakieś dobre powieści historyczne?

środa, 27 września 2017

Środa z książką - Bosnoga królowa, czyli, ja wiedziałam, że tak będzie...

15:59:00 2
Środa z książką - Bosnoga królowa, czyli, ja wiedziałam, że tak będzie...
Staram się ostatnio zrobić sobie przerwę od fantastyki. Nie żeby mnie znudziła, co to, to nie! Szczerze mówiąc wymaga to ode mnie nie lada wysiłku, żeby nie szukać nowych pozycji z tego gatunku.
Kryminały, które mnie interesowały przeczytałam (czyli cała seria o Mocku i Popielskim), padło więc na powieści historyczne. Chrapka na ten gatunek jeszcze u mnei wzrosła, jak zobaczyłam w którymś z elektromarketów, że powstała gra na podstawie "Filarów Ziemi". Do dziś pamiętam, jak mnie wciągnęła budowy katedry w Kingsbridge. Chciałam wrócić w te klimaty i poczuć przeszłość.
Wybór padł na "Bosonogą królową" Ildefonso. No cóż... Po pierwsze... "Filary Ziemi" to, to nie są... Już wcześniej czytałam "Katedrę w Barcelonie tego autora i miałam podobne wrażenia jak po powieści Kena Folleta. A tutaj... już na samym początku byłam w stanie przewidzieć, co się będzie działo...

Jestem daleka od feministycznej paranoi, ale jeśli jako najważniejszą część opisu kobiety traktuje się jej piersi (oczywiście dorodne i jędrne...), to coś jest chyba nie tak... Zatem, gdy tylko przeczytałam opis byłej czarnej niewolnicy - Cardidad, wiedziałam jedno... Zostanie zgwałcona... No i cóż... kilka stron dalej moje przewidywania się spełniły i to wielokrotnie... Na plus trzeba jednak policzyć, że obyło się bez szczegółów, całość została ograniczona do niezbędnego minimum. Jedyne z czym się pomyliłam, co do wykształcenia Caridad. Bo pasowało, żeby była inteligentna i samo wykształcona - coś w stylu nauczyła się czytać z Biblii, a później u swojego właściciela podbierała książki z biblioteki. Ale nie, jedynymi niezwykłymi umiejętnościami okazuje się taniec, śpiew i zwijanie cygar... także... no lekki zawód.
Ale, o dziwo, pomimo długiego wstępu poświęconego właśnie Murzynce, to nie ona jest główną bohaterką, a Cyganka - Milagros. Jedną z pierwszych rzeczy, którą się o niej dowiadujemy jest to, że... ma przepiękną twarz oraz... jędrne, młode piersi... No spoko, to są właśnie te informacje, które mnie najbardziej interesują. Tutaj doszłam do wniosku, że chyba powtórki z losów Caridad nie będzie (spoiler alert: myliłam się...). Za to inne moje podejrzenia się sprawdziły. Nie będę tu jednak wdawać się w szczegóły, bo to za dużo już zdradzi z fabuły.
Czemu zatem czytam tę książkę, skoro nie piszę o niej zbyt przychylnie? Bo mimo wszystko trochę się wciągnęłam w historię Cyganów w XVIII-wiecznej Hiszpanii. Bo oprócz tych trochę kalecznie opisanych postaci kobiecych, to w tle jest dziadek Milagros, który jest bardzo barwnym osobnikiem. Po prostu nie jest to zła książka!

A na szydełku w końcu coś dla mnie - powstaje ciepły sweter z alpaki w pięknym fioletowym kolorze. Jeszcze tylko końcówka dekoltu! Nie mogę się doczekać!

środa, 23 sierpnia 2017

Środa z książką - Tajemnica diabelskiego kręgu

19:22:00 2
Środa z książką - Tajemnica diabelskiego kręgu
Czytaliście w dzieciństwie serię powieści Joanny Chmielewskiej o rodzeństwie Chabrowiczów? A może nieobcy jest Wam Pan Samochodzik?
W latach wczesnomłodzieńczych zaczytywałam się w powieściach przygodowych dla młodzieży. Czułam się taka dojrzała, w końcu Chmielewska pisała prawdziwe "dorosłe" kryminały!
I tak jakoś czasem tęsknię do tych czasów, gdy siedziałam pod gruszą u Babci i z wypiekami na twarzy śledziłam przygody Pawełka i Janeczki, czy Pana Samochodzika.
Chyba właśnie z tej tęsknoty sięgnęłam po książkę Anny Kańtoch "Tajemnica diabelskiego kręgu" (dobra, tak naprawdę to był zwykły przypadek...). Zamysł podobny jak w książkach z dzieciństwa - tajemnica, grupa dzieci, która próbuje rozwiązać zagadkę... Tylko tym razem niebezpieczeństwo jest prawdziwe i do tego wykraczające poza świat realny. Trochę horror, trochę fantasy. Zdecydowanie trzyma w napięciu! Ale... bo, niestety, jedno ale będzie... bardzo nie lubię wszystkowiedzacych narratorów, którzy chcą się dzielić swoją wiedzą. Zdecydowanie to rozwiązanie bardzo zepsuło mi zakończenie. Co to za przyjemność wiedzieć kilkanaście stron przed końcem, co się stanie... Nawet, jeśli się tego domyślałam...
Ale i tak polecam każdemu, kto tęskni za tajemnicami z książek z czasów dzieciństwa, a jednak chce już "dorosłego" dreszczyku emocji.
A na szydełku... Warkocze. Tak, tak, zdecydowanie da się zrobić prawie drutowe warkocze na szydełku :D

Na zdjęciu widzicie też mój dylemat... kończyć ostatni kremowy pas do kocyka, czy zrobić etui na nowy czytnik... Jakieś 15 minut po zrobieniu zdjęcia problem sam się rozwiązał. Pomimo moich magicznych obliczeń (słynna metoda na oko) zabrakło mi włóczki na czwarty pas. Liczyłam się z tym, więc tragedii nie ma. Mogę zatem na spokojnie zająć się czytnikiem. A póżneij od razu powrót do kolejnych warkoczy do kocyka.

Dzięki za odwiedziny i komentarze!

niedziela, 20 sierpnia 2017

Łąka - kocyk dla Misi

17:08:00 5
Łąka - kocyk dla Misi
Dawno nie pokazywałam na blogu nowych udziergów. Nie znaczy to oczywiście, że nic się nie działo. Wręcz przeciwnie, cały czas raźno machałam szydełkiem.
Dzisiaj chciałabym Wam pokazać kocyk, który powstał dla mojej młodszej siostrzenicy - Michaliny.
Stworzyłam w naszej rodzinie nową świecką tradycję - każde nowe dziecko dostaje dwa kocyki. Jeden na sam początek, mniejszy i prostszy. I drugi - większy i bardziej nastawiony na efekt WOW.
Misia długo czekała na swój wypasiony kocyk. Po prostu cały czas okazywało się, że coś jest ważniejsze, ale koniec tego! Najpierw rodzina, a później inni.
Pomysł na kocyk zrodził się po konsultacjach z siostrą. Zostały odrzucone kotki, żabki i serduszka. Stanęło na łące. I wiecie co? Tak jak sobie myślę, to ten kocyk idealnie pasuje do Michaliny. Tak jak Emilka to mała łobuziara, tak Misia to dama, taka trochę rusałka.
Zależało mi, żeby kocyk był delikatny, z jednolitym tłem. Stąd wybór czegoś w formie obrazu, a nie elementów.  
A tak prezentuje sięłąka dla małej księżniczki.





Cała sesja zdjęciowa wykonana w Parku im. Stanisława Tołpy we Wrocławiu.
Trochę danych technicznych:
wymiary: 85x99cm
włóczka: kremowa - Alize Happy Baby 62 - 5 motków; kolorowe to Alize Baby, z każdej po trochu.
szydełko - addi Swing 3,25.

Na zdjęciach nie widać, ale brzeg został obrobiony węzłami Salomona. Całość podszyła moja Matula cieniutką bawełną.

Wiele osób pewnie stwierdzi, że taki jasny kolor jest mało praktyczny dla dziecka. No cóż, Misia to naprawdę mała Księżniczka i kocyka raczej nie zabrudzi. 
Generalnie, łąka została zaakceptowana. Sprawdzona, czy jest mięciutka i czy kwiatki są dobrze przyszyte. Wszystko zostało na swoim miejscu.
A ja stoję przed kolejnym wyzwaniem... Już za kilka dni do Misi dołączy jej brat. Pierwszy kocyk się robi, ale co na drugi? Macie jakieś pomysły? Koniecznie się nimi podzielcie!

niedziela, 6 sierpnia 2017

Nie stać mnie... Skąd brać darmowe wzory?

18:28:00 6
Nie stać mnie... Skąd brać darmowe wzory?
Ostatni post w serii „Dziergam – nie kradnę”, to taki mały bonus.
Wiadomo, że wzory należy kupować, a nie sępić albo szukać darmowego dojścia do nich.
A co, jeśli mimo wszystko nie możemy wydać tych 20-30 złotych? Możemy spróbować wymyślić coś sami, ale nie każdy jest taki zdolny (na przykład ja…). Nie ma się jednak co martwić, bo w Internecie jest sporo darmowych wzorów z pewnego źródła. Korzystając z nich nie musimy się obawiać, że okradamy twórcę z jego własności intelektualnej.

Zapraszam Was na mały przegląd stron, z których można pobrać darmowe wzory. W większości są one po angielsku i są to opisy, a nie schematy. Dla wzorów anglojęzycznych jest to norma, w Polsce ciągle się tego uczymy.
Czego nie znajdziecie w moim zestawieniu? Pinteresta. To portal z inspiracjami, ale trudno na nim zweryfikować, czy dotarliśmy do źródła i czy dany wzór jest na pewno darmowy.
Nie będzie również stron rosyjskojęzycznych. Z całym szacunkiem dla naszych słowiańskich braci, ale mają jeszcze bardziej swobodny stosunek do prawa autorskiego niż Polacy. Co im wpadnie w ręce to publikują. Płatne, niepłatne, z książek, z PDFów, z gazet… Bez różnicy.
Co w takim razie będzie? Głównie strony producentów włóczek - bo jak lepiej sprzedać motki, niż pokazując, co się da z nich wyczarować? A także portale rękodzielnicze.
Zapraszam do zapoznania się i korzystania J

·         GARNSTUDIO. To chyba pierwsze miejsce, które przychodzi mi do głowy, gdy myślę o darmowych wzorach. Garnstudio to producent włóczek Drops i to właśnie na nie są przygotowywane projekty. Zalety strony? Całe mnóstwo. Po pierwsze, spora część wzorów jest przetłumaczona na język polski. Po drugie, co trudniejsze elementy są pokazane w formie filmów. Po trzecie bardzo duża dostępność włóczek Drops w Polsce, dzięki czemu odpada nam przeliczanie, ile motków będziemy potrzebować. Dodatkowo co sezon, a więc dwa razy do roku, na stronie prowadzone jest głosowanie na projekty, do których będą spisywane wzory. Każdy ma możliwość oddania 10 głosów. Dodatkowo są robione cykliczne wydarzenia, jak kalendarz adwentowy, czy wielkanocny. Jednak trzeba uważać przy robieniu ze wzorów, bo zdarzają się błędy. Co na tej stronie znajdziemy? Głównie ubrania i dodatki. Trochę zabawek. Ale naprawdę tylko trochę…

·         YARNSPIRATIONS – sklep z włóczkami i wzorami. Chociaż te ostatnie są w dużej mierze darmowe. Na stronie znajdziemy zarówno wzory na druty, jak i na szydełko. Dla dzieci, niemowląt, kobiet, mężczyzn, a nawet dla psa, czy kota. Wszystko jest podzielone na kategorie, można łatwo wyfiltrować, to na czym nam zależy. Można od razu zamówić właściwe włóczki do projektu. Jeśli się mieszka w USA albo Kanadzie^^. Wzory oczywiście po angielsku.

·         LOVECROCHET – kolejna strona sklepu z włóczkami, która oferuje przebogatą ofertę wzorów. I to dużo z nich jest darmowych. Podobnie jak w przypadku YARNSPIRAIONS możemy od razu zamówić potrzebne materiały. Bardzo mi się taka opcja podoba, czekam, że któryś z polskich sklepów wpadnie na ten pomysł! Nie są to wzory przygotowywane przez sam sklep, lecz przez producentów włóczek, ale to i tak dobre rozwiązanie, w jednym miejscu mamy wszystko. Wzory ponownie po angielsku i na pełen przekrój: od dziecka po męża.

·         REDHEART – kolejny producent włóczek, który postanowił zaprezentować możliwości swoich produktów przez udostępnienie swoich wzorów. Możemy tutaj znaleźć zastosowanie dla najbardziej fantazyjnych włóczek. Filtrować możemy zarówno po typie dzianiny, jej przeznaczeniu, ale także (a może przede wszystkim?) po nazwie włóczki.

·         SIMPLY CROCHET. A co zrobić, jeśli z całej gazetki spodobał się nam jeden projekt? Jeśli to wzór z Simply Crochet, możemy mieć nadzieję, że pojawił się na ich stronie. Wydawca magazynu część wzorów udostępnia za darmo. Część wzorów z polskiego wydania można właśnie tam znaleźć.

·         HIMALAYA – producent najpopularniejszego w Polsce akrylu również ma swoje darmowe wzory. Tutaj jednak nie będzie peanów na temat wyszukiwarki. Niestety, brak podstawowego według mnie filtru: szydełko/druty, utrudnia w sposób znaczny wyszukiwanie.

·         RAVELRY – mekka dziewiarek i ich piekło. Wejdziesz i nie wyjdziesz przed północą. W pracy powinni blokować, tak jak fejsa i jutuba… Ravelry to kopalnia wzorów, zarówno darmowych, jak i płatnych. Tych przygotowywanych przez projektantki i tych od producentów włóczek. Rozbudowana wyszukiwarka pozwala na precyzyjne przekopanie się przez tysiące wzorów. Oczywiście wśród takiego bogactwa trafimy i na perły, i na różne paskudztwa, na które człowiek patrzy i myśli: ale po co… Jeśli nigdy nie korzystaliście z Ravelry i boicie się, czy dacie sobie radę, skorzystajcie koniecznie z kursu Kamili z Otulove.
Znacie te strony? Korzystacie? A może macie jeszcze jakieś inne tajne źródła? Koniecznie się nimi podzielcie, z chęcią poszukam nowych wzorów ;)

wtorek, 13 czerwca 2017

Nowości 2017 od Addi

18:50:00 0
Nowości 2017 od Addi
Ostatnio podzieliłam się z Wami swoimi przemyśleniami na temat szydełka Addi Swing, a dzisiaj zapraszam Was na krótki przegląd nowości na 2017 od Addi.



Podobnie jak poprzedni post, ten również nie jest sponsorowany.
Zdjęcia pochodzą z katalogu udostępnionego na stronie Addi.

Co roku w kwietniu Addi udostępnia na swojej stronie katalog z produktami na nowy sezon. Podobnie było i tym razem. Pominę nowości w drutach, bo nie jestem się w stanie do nich odnieść, ale kilka słów o szydełkach napiszę.



Pierwsza nowość, na którą najbardziej czekam, to addiSwing Maxi. Jak wspominałam, jednym z minusów klasycznych Swingów jest krótka część metalowa. Przy samym dzierganiu może nie jest to jakiś wielki problem, ale wystarczy, że chcemy schować nitki, czy mamy dużo narzutów i już pojawia się kłopot. Jak widać jest to kwestia znana projektantom z Addi i postanowili wyjść naprzeciw oczekiwaniom swoich klientek tworząc serię Maxi, w której część metalowa została wydłużona o około 25%. Poza tym szydełka te niczym się nie różnią od swoich klasycznych braci, mają ten sam kolorystyczny system oznaczania rozmiarów.



Kolejna nowość to addiDuett - drutoszydełko, nie mylić z drutełkiem! Jest to piętnastocentymetrowe szydełko zakończone z jednej strony na ostro, jak drut. Z pewnością może być użyteczne dla tych z nas, które szydełkową pasję dzielą z robieniem na drutach. Co prawda drutów i szydełek nigdy dość, ale jak się nie ma możliwości posiadania wszystkich wymarzonych narzędzi, taki rozwiązanie wydaje się więcej niż kuszące. Poza tym.. ten złoty kolor... moja wewnętrzna sroka krzyczy: Musisz to mieć!




A jak już mowa o drutełku... Co powiecie na piękne bambusowe szydełka z serii addiClick Hook Bamboo? Jak tylko je zobaczyłam pomyślałam, że może czas wrócić do nauki? Wyglądają bardzo elegancko i aż chciało by się je chwycić w łapki!

Obecnie żądne z powyższych szedełek jeszcze nie są dostępne w sprzedaży, ale zapewne jest to tylko kwestia czasu, kiedy będziemy mogli je kupić. Już teraz mam potwierdzone informacje, że dwie pasmanterie są zainteresowane wprowadzeniem ich do swojej oferty, są to Kamart oraz Mila Druciarnia. Część nowości w swojej ofercie ma już e-dziewiarka.
A czy Ty czekasz na któreś z tych cudeniek?