Dzień 1. Smutek

Nie dziwię się, że Makneta, jako pierwsze hasło do swojej akcji wybrała smutek.
Pierwszy listopada to dzień zadumy i wspominania naszych bliskich (chociaż tak de facto dzień zaduszny to 2.11.). I choćbyśmy nie wiadomo jak się starali, to ten smutek, tęsknota, za tymi którzy odeszli jednak się pojawia...
Jestem osobą z natury pogodną, podobno nawet niezbyt przejmującą się. Ale oprócz tego jest strasznie wrażliwa, wręcz przewrażliwiona. Część swoich smutków i zmartwień chowam w sobie, dopiero, jak już nie mogę czegoś utrzymać w sobie, to się tym ciężarem dzielę z innymi.
W ostatnich tygodniach mam bardzo ciężką sytuację rodzinną. Boję się, że kolejne święta zaduszne nie będą już dla mnie tak łatwe. Gorzej, boję się, że już nawet Boże Narodzenie nie będzie dla mnie świętem radosnym.

Kilka tygodni temu okazało się, że tata ma raka. Niestety, jego niechęć do lekarzy okazała się tak duża, że gdy wylądował w szpitalu badania wykazały, że ta paskuda nie dość, że jest ogromna, to jeszcze dorobiła się przerzutów. Ile się dało, tyle starałam się być jak Polyanna, widzieć dobre strony w całej sytuacji. Najpierw, że tatę dobrze i dogłębnie (taki ponury żarcik, biorąc pod uwagę kolonoskopię) przebadają. Później, gdy po pierwszych badaniach wykluczono jelito i płuca trochę odetchnęliśmy z ulgą. (W zeszłym roku moja ukochana ciocia zmarła na raka płuc, a sześć lat temu pochowaliśmy babcię, która z kolei miała raka jelita grubego.) W trakcie USG wyszło, że jest coś na wątrobie, ale przecież to nie problem! Przeszczepy wątroby to prawie norma, nas dzieciaków jest piątka, na pewno ktoś mógłby być dawcą. Ale zrobili kolonoskopię i wyszło... Jednak jelito grube. Radiolog tak wielkiego nowotworu w tym miejscu nie widział. Później jeszcze okazało się, że na USG wyszły też zmiany w płucach... Więc dobrze nie jest. Co dalej? Jutro konsylium, okaże się, czy operacja, czy chemia. I okaże się też, jak miną nam święta...

Szczerze? Pogodziłam się już jakoś nawet z tą najgorszą perspektywą. Ale to, co mnie najbardziej smuci i przeraża, to to, że tata żyje z perspektywą wyroku. Jakie to musi być straszne uczucie, gdy wiesz, że lada chwila wszystko może się skończyć... Kiedy zaczynasz się zastanawiać, czy jest sens wybierać, co na obiad, skoro możesz za kilka tygodni już nie żyć? Skoro w zasadzie jedzenie Cię zabija? I w tym wszystkim jeszcze moja mama... Która nigdy łatwo nie miała. Odchowała piątkę dzieci. W większości już wyfrunęliśmy z gniazda, dalej odwiedzamy często rodziców, ale nie oszukujmy się... Co innego wpaść na chwilę, wiedząc, że zaraz się wróci do siebie, a co innego siedzieć w domu i nie mieć gdzie uciec choć na chwilę, żeby zapomnieć. A tata łatwy nigdy nie był, zawsze miał fochy (prawie jak kobieta, tylko gorzej). Choroba tylko pewne kwestie wyostrzyła.
No nic. Pożaliłam się, posmutałam. Proszę Was o wsparcie, osoby wierzące o modlitwę, niewierzące chociaż o kilka ciepłych myśli.
Wierzę, że wszystko dobrze się skończy, że znajdziemy w sobie siłę, żeby to razem przejść. I mimo wszystko dalej będę patrzeć na świat optymistycznie, bo ze wszystkiego da się wycisnąć chociaż trochę dobra ;)

3 komentarze:

  1. Są sytuacje, kiedy smutek jest potrzebny. Ale potrzebna jest też wiara, że jednak się uda, mimo wszelkich przesłanek, że miałoby być inaczej. Życzę Tobie i Twoim bliskim dużo siły na walkę i przetranie wszystkich ciężkich chwil!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znamy się. Jestem u Ciebie chyba po raz pierwszy albo byłam bardzo dawno przy okazji jednej z środowych wspólnych czytankodzierganek, więc czuję nieswojo jakbym nie miała prawa komentować ale mimo wszystko piszę szczerze z myślami aby wszystko się ułożyło i nie brakło zaangażowania, cierpliwości i wytrwałości. Najważniejsze, że umiesz o tym myśleć, mówić i pisać, że potrafisz to ukazać i nie kumulujesz w sobie, wówczas łatwiej jest zaakceptować i lepiej do wszystkiego przygotować. Pozdrawiam przeciepło

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspolczuje i zycze sily do wspierania Taty w jego chorobie!

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Blog Archive

Yarn Along

Obserwatorzy