Grzechotki

Wiecie, że już wiosna? Cieszę się prawie tak, jak na pierwszy śnieg! A tak poważnie, to kocham wszystkie pory roku. Żyjemy w takim klimacie, że są one potrzebne nam i całej przyrodzie. Co nie zmienia faktu, że zdarza mi się marudzić, że gorąco albo zimno. Ot, taka polska natura.
Ale wracając do tematu wiosny… Przyroda budzi się do życia, wschodzą przebiśniegi, krokusy. Ćwierkają ptaszki. I następuje wysyp ciąż. Albo też rozpakowanie ich. Ostatnio gdzie się nie obejrzę, tam albo kolejna koleżanka wkrótce zostanie mamą, albo właśnie urodziła. Nie żebym z tego powodu narzekała, bo nie ma nic wdzięczniejszego niż robienie słodkich prezentów dla dzieciaczków płci obojga.
Pokazywałam wcześniej kocyko-przytulanki i pisałam, że są świetnym podarunkiem dla maluszków. Ale chyba znalazłam jeszcze lepszy prezent: grzechotki! Spełniają kilka założeń dzieciowego ideału: są przesłodkie, małe dziecko od razu nawiązuje pewien kontakt z zabawką, ogranicza nas w zasadzie tylko wyobraźnia jeśli chodzi o kształt. I przede wszystkim jest użyteczne dla dziecka. Nie jestem ostatnio zwolenniczką robienia maluchowi, który ledwo co przyszedł na świat, zabawek o bardziej wyszukanych formach. Maluszek i tak nie bardzo to doceni, a przecież to ma jemu sprawiać przyjemność ;)
A zatem grzechotki. Skorzystałam ze wzoru Birdy Rattle. Są przeurocze, a dodatkowo bardzo wiosenne.
Wzór jest płatny, ale jest zniżka przy zakupie innych projektów ;)


W oryginale jako wkład grzechoczący była profesjonalna grzechotka do zabawek, ja wybrałam wersję ekonomiczną – jajko-niespodziankę wypełnioną koralikami. I tutaj ważna uwaga – muszą być szklane, lepiej i głośniej grzechoczą niż plastikowe.
Do zrobienia zostały mi jeszcze przynajmniej dwie, być może też się pojawią na blogu. Zależy czy uda mi się zrobić im zdjęcia przed puszczeniem w świat…
Tak więc sami widzicie - dziergam, a nie tylko same wywiady umieszczam ;)

Dzięki za wszystkie odwiedziny i komentarze :)

#DNK - wywiad z Danonk

Dzisiaj zapraszam na spotkanie z Danonk, która prowadzi bloga Biegając z drutami. Jest totalnym zaprzeczeniem wyobrażeń o szkolnych wuefistach - oczytana (uwielbiam jej środowe wpisy w ramach wyzwania u Maknety! Ileż ta kobieta czyta!), z zainteresowaniami wybiegającymi poza kozłowanie. I jestem pewna, że zajęcia z nią to coś więcej, niż ćwiczenia na macie (Na, macie piłkę i grajcie). A poza tym, całkiem prywatnie, jest teściową Marzeny z Wełnianych Myśli i to właśnie Danuta zainspirowała ją do dziergania.
Poczytajcie, co ma do opowiedzenia o dzierganiu i korzystaniu ze wzorów!


Jak długo dziergasz? Jak to się zaczęło?
Dziergam od szkoły średniej, czyli od wielu, wielu lat. Zaczęło się banalnie, czyli podglądałam mamę, która mnie nauczyła podstaw. Potem były pierwsze szaliki, swetry,. Na studiach dorabiałam sobie dziergając swetry. Później robiłam małe swetry dla dzieci. Na parę lat nastąpiła przerwa. I tak na nowo ze zdwojoną energią zaczęłam znowu dziergać w 2008, albo 2009 roku.



Częściej korzystasz z wzorów, czy tworzysz własne projekty? 
Kiedyś wymyślałam własne, bo nie było gotowców. Teraz z lenistwa korzystam z już napisanych. Wiem, że ktoś się napracował, policzył, przeliczył, narysował, wymyślił i ja już tego nie muszę robić. Czasami podpatruję czyjąś pracę i tym się inspiruję, ale bardzo rzadko.



Czym się kierujesz przy wyborze wzorów?
Przydatnością do mojego pomysłu, do moich wymagań, swoim gustem, czasami ceną.



Jak często korzystasz z wzorów płatnych lub dostępnych w prasie branżowej?
Bardzo często. Nie ma dla mnie znaczenia, czy wzór jest darmowy czy płatny. Jeśli podoba mi się wzór płatny, to go kupuję. Dopóki mnie stać, to szanuję czyjąś pracę. Jeśli kiedyś nie będę miała funduszy, to wrócę do realizowania własnych pomysłów.



Czy uważasz, że wzory dostępne w Internecie są za drogie?
Bez wahania płacę za wzory kosztujące do 7, 8 dolarów. Ręka mi drży, gdy wzór kosztuje koło 10, zwłaszcza, gdy jest to wzór dość prosty. Na szczęście wzorów jest na tyle dużo, że zawsze coś dla siebie wybiorę.




Czy próbowałaś kiedyś spisać swój wzór, żeby udostępnić go innym? 
Miałam jedną próbę, którą bardzo szybko zakończyłam. Zrobiłam czapkę i uznałam, że napiszę wzór, bo to jest takie proste. Kiedy zapisałam całą stronę w języku polskim i to była ledwie niewielka część całości, stwierdziłam, że nikt raczej nie zrozumie moich wypocin i że będzie lepiej jak projektowanie zostawię innym. Jest to bardzo cięęęężka praca.



W jaki sposób można zapobiegać bezprawnemu udostępnianiu płatnych wzorów? Co możesz poradzić osobom, które uważają, że wzory są drogie?
Ciężko jest mi coś wymyślić w tej chwili. Czasami dostaję maile, że zrobiłam super czapkę, lub chustę i czy mogłabym przesłać wzór. Nigdy nie wysyłam, bo uznaję, że praca, którą wykonują projektanci jest bardzo ciężka, żmudna, długotrwała i warta, aby za nią zapłacić. A jeśli ktoś uważa, że wzory są za drogie, to gama darmowych projektów jest bardzo szeroka, że każdy może znaleźć coś dla siebie. Dopóki mogę, to płacę za książki, płyty, gazety, projekty. Jak nie będę miała funduszy, to będę więcej słuchała radia, częściej chodziła  do biblioteki, z większą determinacją będę przeczesywać raverly w poszukiwaniu wymarzonego projektu.

Dziękuję serdecznie Danonk za wywiad a Was zachęcam do zapoznania się z poprzednimi wpisami, zwłaszcza z wywiadem Marzeny :)

#DKN 8 - Wywiad z Yellow Mleczyk, część druga

Zgodnie z obietnicą, dzisiaj kolejna część wywiadu z Dagmarą. Zapraszam oczywiście do zapoznania się z wczorajszym wpisem - KLIK.


Wszystkie zdjęcia w tym wpisie są własnością Yellow Mleczyk.
  • Ile osób zazwyczaj testuje wzór? Jak długo trwa testowanie?
Wzory piszę po angielsku. Jest to język jednoznaczny, ścisły i konkretny, a mentalność osób anglojęzycznych bardzo pomaga przy testowaniu. Kiedyś napisałam nawet na ten temat post na blogu, nie będę się więc powtarzać – kto ciekawy, niech zajrzy



Lubię mieć nowe testerki, które nie znają mojego stylu i sposobu pisania wzorów – dzięki temu uzyskuję świeże spojrzenie na tekst, za każdym razem inne uwagi oraz, co jest bardzo przyjemnym efektem ubocznym, nowych znajomych i przyjaciół!
Przy każdym wzorze potrzebuję minimum 2 -3 osoby, dla których angielski jest językiem ojczystym, ale bardzo lubię też, gdy zgłaszają się osoby innych narodowości i przy okazji testu pomagają mi przetłumaczyć wzór na inne języki. Nie mam stałej liczby testerek, najczęściej jest to 7 – 10 osób na obce języki plus jeszcze kilka na polską wersję.
Mniej więcej po pierwszym tygodniu testowania, gdy już są wyłapane główne problemy, siadam do tłumaczenia wzoru na polski. Na początku, przy pierwszych wzorach, wersja polska wydawała mi się bezużyteczna i niewykonalna. W języku polskim nie ma określonych skrótów na dane ściegi, nie ma krótkich i jednoznacznych nazw dla konkretnych czynności. I to była główna trudność, z którą musiałam się zmierzyć i wypracować sposoby napisania wzoru w taki sposób, żeby był zrozumiały dla polskiej dziewiarki, która często angielskiego zupełnie nie zna.
Udało mi się to osiągnąć, i teraz z prawdziwą przyjemnością tłumaczę wzory na język ojczysty.

Testowanie trwa najczęściej około miesiąca, z tym, że polska wersja idzie najszybciej – nasze panie dziergają błyskawicznie!


  • Ile czasu zajmuje Ci przygotowanie wzoru do publikacji – obróbka graficzna, zdjęcia, edycja tekstu?
Robię to wszystko na bieżąco w trakcie testu, nanoszę poprawki, koryguję, dopasowuję, zwłaszcza na początku testu, kiedy jest najwięcej uwag. Potem odkładam tekst na jakieś dwa tygodnie i staram się do niego nie zaglądać, żeby trochę ‘zapomnieć’, co napisałam. I potem pod koniec testu wracam do wzoru ze świeżym spojrzeniem, i lepiej widzę wszystkie niedociągnięcia. Dodatkowo, zazwyczaj pod koniec testu, uzgadniam ostateczną wersję językową i nanoszę sugestie testerek odnośnie przejrzystości języka.



W tym czasie robię też więcej zdjęć, wybieram te najciekawsze, tworzę sobie bazę zdjęć do późniejszego pokazywania na różnych stronach internetowych.
Publikuję wzór na ravelry.
Piszę posta na blogu, do każdego wzoru staram się opowiedzieć historię z nim związaną, czasami jest to opowiadanie, czasami opis, czasami ciekawsze , czasami mniej …
To oczywiście jest minimum, trzeba jeszcze zaistnieć w różnych miejscach w Internecie, pokazać tam siebie i swój wzór. Pięknych wzorów są tysiące, a chodzi o to, żeby akurat przy moim ktoś się zatrzymał i stwierdził, że właśnie ten chciałby zrobić.


  • Obiektywnie: czy uważasz, że ceny wzorów dostępnych na ravelry są odpowiednie?

Tak, wzór nie jest produktem jednorazowym, tak jak gotowy udzierg, i może być sprzedany w dowolnej ilości egzemplarzy i w dowolnym czasie. Nie jest już niczym ograniczony, jest po prostu dostępny na zawsze. Na pewno dla Amerykanów 5 dolarów ma mniejszą wartość niż 20zł dla Polaków, ale nie jest to cena zaporowa, poza zasięgiem.
Dodatkowo, kupienie wzoru daje możliwość kontaktu z projektantem w razie problemów i uzyskanie od niego pomocy. I zdarzyło mi się, że osoby dziergające z moich wzorów o taką pomoc prosiły, uzyskały ją i dokończyły pracę. Co byłoby niemożliwe przy korzystaniu ze wzoru z gazetki czy książki.
Kolejną rzeczą jest fakt, że projektanci często mają swoje grupy na ravelry, gdzie na bieżąco można uzyskać pomoc i wsparcie.
Sama też taką grupę założyłam, nie okazała się jednak zbyt dużym sukcesem, przekonałam się, że pomimo mojej znajomości języków istnieje jakaś bariera, która nie pozwala na rozkwit grupy. Mam mocne przekonanie, że jest to bariera związana z językiem, gdyż polskojęzyczna grupa, którą założyłam na FB od samego początku cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem, w ciągu dwóch miesięcy zebrało się ponad tysiąc osób zainteresowanych wspólnym dzierganiem. Większość z nich przystąpiła do robienia pierwszej chusty ze sporym niepokojem, jak to będzie i czy się uda, i właśnie dzięki wsparciu i pomocy w grupie powstało wiele pięknych chust.


  • Co sądzisz o kradzieży wzorów – gdy jedna osoba w sposób legalny nabywa Twoją pracę i udostępnia ją za darmo innym?
Jest to przykre. Jak każde zetknięcie się z tą gorszą stroną natury człowieka, który nie chce respektować zasad i lekceważy innych i ich prawa.
Spotkałam się z tym problemem w grupie na FB. Długo zastanawiałam się, co i jak należałoby w takiej sytuacji zrobić i doszłam do wniosku, że najskuteczniejszym sposobem jest głośne i otwarte mówienie i nazywanie problemu po imieniu. Walka nie przyniesie rezultatów, gdyż większość z nas opór ma pisany w naturę, skupianie się na negatywach też nic nie da.
Jestem za tym, by wzmacniać zachowania pozytywne, promować postawę uczciwości i czystego sumienia. Na tym się skupiam i muszę powiedzieć, że jestem bardzo zbudowana postawą zdecydowanej większości dziewiarek. 



Najpierw tym, że za każdym razem, gdy ktoś przymawiał się o wzór publicznie w komentarzach, dostawał od razu odpowiedź, gdzie i jak można wzór nabyć.
Fakt faktem, że byłam od razu powiadamiana o próbach wyłudzania wzorów w wiadomościach prywatnych.
I wreszcie wszystkimi komentarzami wyrażającymi oburzenie i potępienie dla nieuczciwych osób.


Moim zdaniem osób uczciwych jest bardzo dużo, i trzeba starać się, żeby ich było coraz więcej. Bo im więcej ich będzie, tym trudniej tym nieuczciwym będzie znaleźć kogoś, kto uzna, że może się z nimi ‘po koleżeńsku podzielić’.


Dziękuję serdecznie Dagmarze, że zechciała się z nami podzielić swoimi przemyśleniami. Jeśli zastanawiacie się, co inne projektantki i dziewiarki sądzą o problemie kradzieży i udostępnianiu wzorów, zapraszam do wcześniejszych wpisów z serii DKN.

#DKN 7 - Wywiad z Yellow Mleczyk część pierwsza

Dzisiaj zapraszam Was na spotkanie z Dagmarą, w Internecie znaną jako Yellow Mleczyk. Dziewczyna równie pozytywna, co jej avatar :) 
Dagmara jest oczywiście projektantką. Ale poszła o krok dalej i oprócz projektowania pięknych chust (nie tylko ich, ale jak o niej myślę, przed oczami mam właśnie zwiewne okrycia), postanowiła również nauczyć innych, jak tworzyć cuda z jej wzorów. Koniecznie zajrzyjcie do jej grupy Podziergajmy wspólnie. Dodatkową zachętą do zabawy jest zniżka na płatne wzory :)
Ech, kolejna osoba, przez którą płaczę po nocach, że nie umiem na drutach... (tak, wiem, mogłabym się w końcu nauczyć... ale użalanie się nad sobą jest łatwiejsze^^)
 Nie zapomnijcie zajrzeć do Dagmary, na bloga i na Ravelry!



Wszystkie zdjęcia w tym wpisie są własnością Yellow Mleczyk.


  •  Jak długo dziergasz? Od czego się zaczęło?
Od zawsze. Pamiętam, że początki szydełkowania pokazała mi kuzynka, drutów przypomnieć sobie nie mogę. Chyba mama, ale ona też nie pamięta.
Oczywiście były okresy większej i mniejszej aktywności, a nawet całkowitej stagnacji. Był nawet taki moment, kiedy wszystko wskazywało na to, że ze względów zdrowotnych nigdy już do drutów nie wrócę. Po dwóch latach zaryzykowałam, wróciłam, ale liczę się z możliwością, że może mi się to nagle urwać. I tym bardziej cieszy mnie to, że dziergam!


  • Kiedy przestało Ci wystarczać odtwarzanie pomysłów i zaczęłaś tworzyć własne wzory?
Ja swoje wzory tworzę od zawsze. Taką mam naturę, że źle się czuję, jeśli ktoś jest tak samo ubrany, jak ja. Chyba zaszczepiła mi to moja mama, która zawsze szyła dla mnie ubrania, i zawsze miałam coś innego niż koleżanki. A było to w czasach, kiedy asortyment w sklepach był tak mało zróżnicowany, że zupełną normą był na przykład fakt, że połowa dzieci w klasie nosiła takie same sweterki. Na początku mi to przeszkadzało, chciałam wyglądać tak samo jak inni, ale całe szczęście nieco podrosłam i zaczęłam dostrzegać uroki indywidualizmu. Czasy nadal były, jakie były, i jedynym sposobem wyglądania inaczej niż ogół była twórczość samodzielna. Zresztą, w liceum była już nas, indywidualistek, spora gromadka, i wszystkie albo dziergałyśmy, albo szyły. Taka, wydawało mi się wtedy, norma. I tak mi już zostało i trwa do dzisiaj.


  • Kiedy pojawił się pomysł, żeby zacząć się dzielić wzorami? Kiedy stwierdziłaś, że można je sprzedawać?
Kiedy odkryłam, że dzierganie jest w Internecie. Czyli w 2013. W nieświadomości swojej uważałam, że rękodzieło jest nadal na poziomie mojej wczesnej młodości…
Ten pierwszy moment pamiętam do dziś, spędziłam przed monitorem popołudnie, wieczór i pół nocy, w zdumieniu, zachwycie i od razu z silnym postanowieniem, że ja też tak chcę i muszę!
Założyłam bloga. Pościągałam darmowe wzory. Pozapisywałam się na parę testów na ravelry. Pojechałam do Krakowa w celu zobaczenia, pomacania i kupienia ‘prawdziwej’ włóczki.
Główny problem nie polegał na stworzeniu udziergu, tylko na ogarnięciu wszystkiego obok.
Od pierwszej chwili miałam silne przekonanie, że to jest właśnie moje miejsce, i wszystkie moje dotychczasowe życiowe doświadczenia mnie ku temu miejscu prowadziły. I nawet pamiętam, jak je wyliczałam koleżance:
·         Znam języki na takim poziomie, że problemu nie będzie żadnego
·         Jako nauczycielka z powołania i zamiłowania potrafię tak wytłumaczyć, żeby każdy zrozumiał
·         Prowadziłam różne szkolne akcje na FB i już trochę wiem, jak to robić, a w razie czego zawsze mogę dopytać uczniów (co zresztą robię do dziś!)
·         Na komputerze radę sobie dam, teksty napiszę, edytować też potrafię
·         Z racji niepełnosprawności czasu mam dużo, po pracy muszę sporo odpoczywać, ale przecież odpoczywać i dziergać można równolegle
·         A jakie wyzwanie dla intelektu, przedsiębiorczości i zmysłu organizacyjnego!!! Oraz poczucia, że ta moja choroba nie tylko mi mnóstwo zabrała, ale i otworzyła nowe możliwości!!!



  • Skąd bierzesz pomysły na nowe projekty? Jak wygląda proces samego wymyślania?
Pomysły najczęściej przychodzą same. Oczywiście gdzieś tam wcześniej zobaczę coś ciekawego – ścieg, kształt, motyw – i potem te wrażenia łączą się w całość, na bieżąco coś dodaję, odejmuję, modyfikuję. Najbardziej lubię wymyślać chusty, zaczynam od jakiegoś elementu i dopasowuję do niego pozostałe.
Zależy mi, żeby nie tworzyć plagiatów, dlatego niezbyt często przeglądam strony dziewiarskie w Internecie. Nie chcę, żeby mi zapadały w pamięć gotowe wyroby, które potem, po dłuższym czasie mogłabym uznać za własne pomysły.



  • Jak wygląda proces tworzenia wzoru? Jak długo trwa?
Trwa dość długo. Najpierw chodzę i obracam pomysł w głowie, kombinuję na różne sposoby, a jak już mnie to umęczy, to biorę dyżurny kłębek bawełny i zaczynam eksperymentować.
Potem przerzucam się na właściwą włóczkę i rozpoczynam właściwe dzierganie. Staram się na bieżąco zapisywać, co robię, ale niestety, często mnie ponosi entuzjazm i trudno mi się oderwać od drutów. Dzięki czemu dziergam potem drugi egzemplarz, tym razem już dokładnie wszystko notuję, i przy okazji sprawdzam sama siebie.
Potem jest etap bardziej techniczny – zapisanie wzoru w takiej formie, żeby był jasny, przejrzysty i jak najprostszy. Oraz zrobienie zdjęć.
To ostatnie od początku było dla mnie ciężkim wyzwaniem i po wielu przemyśleniach i obserwacjach weszłam na drogę kompromisu. Z jednej strony zależy mi, żeby mieć ładne i ciekawe zdjęcia, to przecież pierwszy element, na który zwraca się uwagę przy wyborze wzoru. Z drugiej strony ja sama dość sceptycznie podchodzę do zdjęć z bardzo wysokim poziomem ‘elementu artystycznego’, tak samo jak wolę starsze filmy bez efektów komputerowych, coś tam mi w nich nie do końca gra. A z trzeciej strony, doszłam do wniosku, że jako niezależna projektantka i firma jednoosobowa nie mogę być perfekcyjna w każdym aspekcie.
Zdjęcia więc robię sama, tak jak potrafię najlepiej, w zimie więcej w pomieszczeniach i na ‘plastikowej pani’, w lecie więcej w plenerze i przeróżnych okolicznościach przyrody. Nie obrabiam ich też nadmiernie, żeby nie dodawać tego elementu ‘sztuczności’, którego sama tak nie lubię.
No i jeszcze zostaje nazwa. Czasami objawia mi się sama, czasami szukam długo i z mozołem. Problem jest w tym, że nazwa powinna być w miarę prosta, w miarę ciekawa, w miarę międzynarodowa, i jeszcze dodatkowo lubię, żeby miała jakiś niewielki polski akcencik. Oczywiście nie zawsze uda się to wszystko zawrzeć w jednym-dwóch słowach!

Na dzisiaj to tyle, ale już jutro zapraszam Was na kontynuację!

#DKN 6 - Wywiad z Marzeną z Wełnianych Myśli

Dzisiaj zapraszam Was na spotkanie z niezwykłą dziewczyną. Marzena tak pokochała włóczki, że zrobiła to, o czym wiele z nas marzy. Przekuła swoją pasję w biznes. Zachwyciła się włóczkami dostępnymi po drugiej stronie oceanu i postanowiła, że w Europie też powinniśmy mieć dostęp do cudów spod rąk Julie Asselin i Dream In Color. Założyła sklep U Chmurki „najbardziej wełniastej owcy w stadzie”. Ale włóczki to jedno. Marzena jest również projektantką! Prace, które tworzy są z pozoru zwyczajne, ale w tej prostocie bardzo urzekające. Dodatkowo Marzena na blogu chętnie dzieli się swoim doświadczeniem i wiedzą. Polecam gorąco jej cykl o fotografii i o urządzaniu mieszkania.



Koniecznie sprawdźcie, jakie Wełniane Myśli ma Marzena, a także na jej Ravelry. I nie zapomnijcie o sklepie!

 1. Jak długo dziergasz? Od czego się zaczęło?
Dziergam od około 6 lat, a zaczęło się od mamy mojego (wtedy) chłopaka. Przez myśl mi wcześniej nie przyszło, że mogłabym to robić, ale gdy ujrzałam robótki i swetry, które dziergała (teraz i moja) mama, to przepadłam na dobre! :)

2. Kiedy przestało Ci wystarczać odtwarzanie pomysłów i zaczęłaś tworzyć własne wzory?
To było dokładnie 3 lata temu! Chciałam wydziergać sukienkę, ale wszystkie wzory na Ravelry były w tym samym stylu – taliowane albo proste, z ażurem lub morzem innych wzorów. Gustuję w prostych nowoczesnych formach, a takiej po prostu nie mogłam znaleźć. Więc po prostu narysowałam swoją własną sukienkę i skoczyłam na głęboką wodę. Bardzo chciałam, żeby wyszła dokładnie taka, jaką sobie wymarzyłam. Nie miałam za dużego doświadczenia w dzierganiu, nie znałam sposobów, technik, trików. Ale starałam się wszystko policzyć, zaplanować, przewidzieć. Od razu wiedziałam, że jeśli się uda, to opublikuję wzór. I tak powstał mój pierwszy poważny projekt – Inky!

3. Kiedy pojawił się pomysł, żeby zacząć się dzielić wzorami? Kiedy stwierdziłaś, że można je sprzedawać?
Tak jak wyżej – od razu. Nie miałam fazy pomiędzy. Każdy mój własny większy projekt (pomijam tu czapki czy rękawiczki) był dziergany z myślą o wzorze.



4. Skąd bierzesz pomysły na nowe projekty? Jak wygląda proces samego wymyślania?
To trudne pytanie! :) Nawet planuję szczegółowo opisać to na blogu. Postaram się jednak w skrócie to opowiedzieć. Mnie po prostu musi natchnąć. Ja wiem, że to brzmi tak wyniośle i mądrze, ale tak po prostu jest. Jeśli w mojej głowie nie pojawi się jakikolwiek obraz projektu, to nie wymyślam go na siłę. To nie znaczy, że o nim nie myślę i czekam, aż sam łaskawie się stworzy :). Musi zakiełkować myśl, a potem staram się ją ukształtować, tu coś zmienię, tam coś dodam, podmieniam w głowie kolory. I dopiero potem ewentualnie szkicuję go na kartce. Jeśli to jest TO to biorę się za szczegółowe planowanie. Czasem pomysł przychodzi nagle, a czasem dojrzewa przez kilka lub kilkanaście dni. Inspiruję się oczywiście wieloma rzeczami – nową lub starą modą, kolorami czy znalezionymi w sieci ściegami. Nigdy jednak nie zmuszam siebie do wymyślenia nowego wzoru. To zabija kreatywność, prawda?



5. Jak wygląda proces tworzenia wzoru? Jak długo trwa?
Gdy mam już w głowie obraz mojego nowego projektu zaczynam zastanawiać się nad technicznymi sprawami, czyli nad materiałem, kolorem, techniką.
Dzierganie zajmuje od 3 do nawet 8 tygodni - łącznie z pruciem, zastanawianiem się nad konstrukcją, liczeniem oczek, modyfikacji użytych ściegów itp. Staram się na bieżąco notować każdy krok, ale nie piszę gotowego wzoru od razu. Notatki są zrozumiałe tylko dla mnie, często przeplatam angielski z polskim :) Dopiero gdy mój rozmiar jest gotowy, zabieram się za liczenie pozostałych. I to jest najtrudniejszy etap.
Do liczenia rozmiarów oczywiście używam arkuszy kalkulacyjnych. Nie wyobrażam sobie liczenia tylu liczb i zależności na kartce! To nie znaczy, że jest to proste, jedynie pozbawiamy się ryzyka niepoprawnych przeliczeń.
Moje arkusze do liczenia wzorów są naprawdę wielkie! Staram się uwzględnić każdy wymiar, przeliczyć każdą liczbę oczek, sprawdzić mnóstwo zależności. Niestety nie mogę stworzyć sobie jednego, uniwersalnego arkusza gdzie jedynie podmieniłabym próbkę czy liczbę oczek. To jest po prostu nie możliwe. Każdy wzór jest inny, ma inną konstrukcję, inny krój, inny element stały (na przykład w Merigold był to panel warkoczowy, taki sam dla każdego rozmiaru).

Pierwsza rzecz jaka przychodzi do głowy, gdy myślimy o przeliczaniu rozmiarów to „proporcja”. Ale to niestety tak nie działa (och, naprawdę niestety!). Bo przecież większy rozmiar nie rośnie proporcjonalnie w każdym miejscu na swetrze. Jeśli tworzę szeroki sweter nie mogę użyć tylko proporcji, bo projekt w największym rozmiarze byłby ogromny! To co dobrze leży na esce, nie koniecznie ułoży się tak samo na XXXL.
Muszę więc do każdego wzoru podejść indywidualnie i te elementy stałe, o których pisałam, wpasować w dany rozmiar, tak by zgadzały się z konstrukcją, zmniejszeniami na dekolt czy z podkrojem pachy, by wyglądały estetycznie w każdym rozmiarze, by krój i efekt mimo wszystko został zachowany. By oczka były podzielne przez odpowiednią liczbę, przy czym zgadzały się z wymiarami i innymi elementami w projekcie.
Na koniec każdy rozmiar należy prześledzić, czy nie wkradł się żaden błąd i czy liczby i wymiary się zgadzają
To naprawdę trudny etap. I bardzo czasochłonny. Nie udało mi się jeszcze przeliczyć rozmiarów w jeden dzień.
Gdy mam już gotowe rozmiary przychodzi czas na pisanie wzoru. Od dłuższego czasu staram się by każdy pdf miał zbliżoną konstrukcję. Znalazłam złoty środek między minimalizmem, a ozdobnikami :) Każdą stronę z rozmiarówką, próbką i potrzebnymi materiałami ozdabiam grafiką, którą tworzę sama w programach graficznych.
Pisanie wzoru jest również powolnym etapem, ponieważ trzeba tak ująć w słowa nasze myśli by każdy mógł je zrozumieć (potem czyta to mój nie dziergający mąż, i jeśli on rozumie co się dzieje, to wiem, że się udało!:)). Staram się każdą trudniejszą rzecz opisać dodatkowo słownie, lub stworzyć schemat czy diagram, który ułatwi pracę. Następnie dodaję rozmiary, przeliczam centymetry na cale, metry na jardy. Potem trzeba tekst sformatować, dodać odpowiednie marginesy, wpasować odpowiednie zdjęcia, tak by i one mogły ułatwić pracę. To naprawdę bardzo skrótowy opis :).

Piszę jedynie wzory po angielsku. Dlaczego? Bo to jest mój dziewiarski język. Posługuję się nim intuicyjnie, znam każdy skrót, sformułowanie. Nigdy nie dziergałam z polskich wzorów, polskie skróty są dla mnie nie zrozumiałe, muszę się skupiać za każdym razem gdy spojrzę na taki wzór. Tłumaczenie wzoru zajęłoby 1/3 czasu, którą poświęcam na napisanie wzoru. Bo tak naprawdę musiałabym napisać go od nowa. Nie da się po prostu przetłumaczyć go słowo w słowo z języka angielskiego i zachować sens. Cała edycja również musi zostać zrobiona na nowo, bo tekst po angielsku różni się długością od tego w języku polskim. Oznacza to, że cały układ, umiejscowienie zdjęć, odnośników i schematów trzeba zmienić. Póki co po prostu brak mi na to czasu.



6. Ile osób zazwyczaj testuje wzór? Jak długo trwa testowanie?Staram się zawsze mieć przynajmniej jedną testerkę na dany rozmiar (dla swetrów/sukienek). Ale jest to najczęściej o wiele więcej pracowitych i cudownych par rąk!
Test zazwyczaj trwa 6-8 tygodni, w zależności od grubości wełny w projekcie czy wielkości testowanego obiektu. Podczas testów jestem cały czas do dyspozycji testerek, a jako że najczęściej dzierga się w weekend lub po pracy, to właśnie wtedy muszę być cały czas „pod ręką”. Nie chcę by dziewczyny musiały długo czekać, bo przecież to jest ich czas! Jeśli zasiądą do dziergania po pracy, a ja nie wyjaśnię zawiłej kwestii tego dnia… to tracą cenne, wolne godziny.
Oznacza to, że nieważne, która jest godzina, jeśli testerka ma problem, ja ten problem staram się rozwiązać jak najszybciej. A czasem są to naprawdę spore problemy – złe przeliczone oczka, brak instrukcji, która umknęła mi przypadkowo. Wiąże się to z pruciem, a mi za każdym razem wstyd, że ktoś tam daleko musi robić takie okropne rzeczy!
Po testach przychodzi czas na ewentualne modyfikacje wzoru. Wspólnie z dziewczynami zastanawiam się czy i jak poprawić rękawy, długości, kształty i wymiary, czy zmienić sposób w jaki tłumaczę daną instrukcję, by stała się bardziej przyswajalna. Wierzcie mi, bez nich nie byłoby dobrego wzoru!



7. Ile czasu zajmuje Ci przygotowanie wzoru do publikacji – obróbka graficzna, zdjęcia, edycja tekstu?
Nie chcę skłamać, nigdy tego dokładnie nie liczyłam! Ale zerknęłam na bloga i policzyłam dni od pierwszej wzmianki o tym, że właśnie tworzę nowy wzór, do dnia publikacji. W przypadki Melanie było to 106 dni. Myślę, że to dobry wynik :)
Nie wspomniałam również o ważnej kwestii jaką jest fotografowanie projektu. Jest to dla mnie istotne, bo przecież to właśnie zdjęcia reklamują dany wzór. Jeśli czegoś nie zobaczmy, to skąd wiemy, że nam się spodoba? :)
Mateusz, mój mąż, specjalnie dla mnie nauczył się fotografować, tworzyć portrety, które ukażą każdy szczegół danego projektu. Dla niego to też niemała praca, bo sesja zajmuje nam kilka godzin, łącznie z omówieniem planu, dotarciem do odpowiedniego miejsca i odpowiednim przygotowaniem. Potem przychodzi czas na obróbkę graficzną, którą zajmuję się ja. Wykonanie zdjęć trwa w sumie kilka dni.



8. Obiektywnie: czy uważasz, że ceny wzorów dostępnych na ravelry są odpowiednie?

Uważam, że jest to cena „akurat” by każdy mógł sobie kupić wzór, choćby raz na jakiś czas, i jednocześnie jest to cena „akurat” dla projektantki, która sprzedaje x kopii takiego wzoru.
Ale jeśli jest się początkującą dziewiarką i sprzedaje się niewiele kopii to to jest naprawdę mało. Czas i praca włożona w projekt się nie zwraca od razu. Trzeba na to cierpliwie poczekać. I mieć nadzieję, że się uda :)
Dlatego ja zawsze kupuje wzór projektu, który chcę wydziergać. Po prostu dla tego, że jest to czyjaś praca, czyjaś własność, czyjeś wiele godzin spędzonych nie tylko na przyjemnym dzierganiu ale też na ciężkiej umysłowej pracy. Nie widzę powodu by miało mi się to należeć za darmo.
Kiedy byłam na studiach i miałam naprawdę niewielki budżet to korzystałam wyłącznie z darmowych wzorów. Jest ich przecież tak wiele!



9. Co sądzisz o kradzieży wzorów – gdy jedna osoba w sposób legalny nabywa Twoją pracę i udostępnia ją za darmo innym?
Pomijam już fakt, że w świetle prawa jest to po prostu nielegalne! To po prostu jest dla mnie smutne. Smutne, że tak bardzo nie szanuje się drugiego człowieka, jego pracy i dobrych chęci. Przecież równie dobrze wzory mogłyby nie powstawać, każdy sam na własną rękę musiałby wtedy projektować wymarzony sweter i liczyć rozmiary. Ale ktoś to nam ułatwia, wkłada w to swoją pomysłowość, kreatywność, czas i godziny przed komputerem – czy to nie jest wystarczający powód by mu podziękować i zapłacić te kilka dolarów? Dostajemy wtedy gotowy wzór, dopracowany i nie martwimy się już tym ile oczek nabrać, kiedy skończyć poszerzanie, zmniejszanie, jaki ścieg użyć by nadać charakteru. Każdemu kto nabywa taki wzór i oddaje za darmo, lub temu, kto taki wzór przyjmuje powinniśmy chyba wyłącznie polecić, by sam spróbował swoich sił. Jestem pewna, że zmieni swoje nastawienie.


Dziękuję Marzenie, że zechciała udzielić wywiadu. 

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Yarn Along

Obserwatorzy