DKN #13 - wywiad z Pauliną Foryś

Dzisiaj zapraszam Was na wywiad z Pauliną Foryś. To kolejna osoba, którą poznałam dzięki akcji "Dziergam - nie kradnę". 
Paulina to dosyć specyficzny przypadek, bo nie korzysta ze wzorów, sama je tworzy, ale nie udostępnia. A tworzy piękne rzeczy! Jej szydełkowe interpretacje postaci ze świata popkultury wywołują u mnie szeroki uśmiech i myśl: ja też tak chcę!
I żeby tego wszystkiego było mało, Paulina dzierga od 2,5 lat! Taka zdolna bestia!

Wszystkie zdjęcia umieszczone we wpisie są własnością Pauliny Foryś i bez jej zgody nie można ich rozpowszechniać.

Jak długo dziergasz? Od czego się zaczęło?

Zabawę z szydełkowaniem zaczęłam jakieś 2,5 roku temu. Pierwszym projektem, który skończyłam i dzięki któremu jednocześnie „wsiąkłam” w szydełko, były ocieplacze na dłonie. Przez pewien czas robiłam tylko je, aż wkrótce niemal każda z pań w moim otoczeniu miała komplet. Wtedy jedna z moich przyjaciółek zaszła w ciążę, a ja zaczęłam zastanawiać się nad prezentem dla maluszka. I tak zaczęła się moja miłość do Amigurumi, która trwa do tej pory :).



Kiedy przestało Ci wystarczać odtwarzanie pomysłów i zaczęłaś tworzyć własne wzory?

Z zawodu jestem plastykiem, z zamiłowania grafikiem komputerowym. Zawsze ceniłam sobie oryginalność, czego moja branża właściwie wymaga. Dlatego, gdy poczułam się już pewniej w szydełkowaniu, zaczęłam nieśmiało tworzyć własne projekty. Moim ulubionym tematem jest postać kobieca, stąd tworzę głównie lalki.

Skąd bierzesz pomysły na nowe projekty? Jak wygląda proces samego wymyślania?

Osobiście do złapania inspiracji wystarcza mi jakiś nawet najmniejszy element. Moje lalki nie są raczej przeznaczone do zabawy, dlatego mam wolne pole do popisu. Interesuję się rękodziełem, lubię łączyć materiały i media. Przy tworzeniu lalki, staram się wykorzystać jak najwięcej swoich umiejętności. Prywatnie nie jestem raczej bardzo zorganizowaną osobą, ale jeśli o tworzenie chodzi, to zanim przystąpię do dziergania, lubię sobie najpierw narysować moją lalę i dopowiedzieć do niej historię. Jest mi wtedy łatwiej „zaprzyjaźnić” się z projektem. Gdy projekt wizualny jest gotowy, rozpisuję sobie materiały potrzebne do jego skończenia. Jeśli wymaga jakiegoś dodatkowego przygotowania np. wcześniejszego uprania i wyczesania wełny z alpaki, też uwzględniam to w planie działania. Niczego tak nie cierpię, jak nagłego braku włóczki czy wełny w połowie robótki :).



Obiektywnie: czy uważasz, że ceny wzorów dostępnych na ravelry są odpowiednie?

 Z tym mam problem. Korzystam z innych serwisów jak Etsy czy Amigurumipatterns. Na Ravelry jeszcze nic nie kupowałam właśnie z tego powodu, że cena wzoru rzadko idzie w parze z jakością. Mi osobiście ciężko znaleźć coś co by odpowiadało mojemu gustowi, a jednocześnie nie było ko(s)micznie drogie. Jednak nie mam problemu z zapłaceniem większej sumy, jeśli wzór projektu naprawdę wygląda na staranny i skomplikowany. Dobrym przykładem zarówno jeśli chodzi o cenę, jak i jakość są wg mnie wzory od Lalylala.

Co sądzisz o kradzieży wzorów – gdy jedna osoba w sposób legalny nabywa Twoją pracę i udostępnia ją za darmo innym?
Uważam, że nie jest to fair wobec twórcy wzoru. Zwłaszcza, że ktoś kto dzierga powinien zdawać sobie sprawę jak trudno spisać i przygotować taki wzór. To jak z każdą inną rzeczą. Kopiowanie obrazów, gier czy filmów i udostępnianie ich dalej jest przecież nielegalne, więc dlaczego inaczej miałoby być z wzorami?   



Częściej korzystasz z wzorów, czy tworzysz własne projekty?
To zależy. Jeśli wykonuję coś na zamówienie i nie jest to lalka, to wtedy posiłkuję się wzorem lub wzorami. Ze zwierzętami słabiej sobie radzę, niż z postacią ludzką. Jeśli robię coś dla siebie (lub dla osoby która zażyczy sobie fan art wybranej postaci), to jest to zwykle lalka i wtedy tworzę własny projekt.

Czym się kierujesz przy wyborze wzorów?  
 Przy wyborze kieruję się głównie własnym gustem, chyba że mam dokładne wytyczne od klienta. O ostatecznym zakupie decyduje staranność wykonania no i ogólna estetyka Amigurumi. Jeśli wzór spełnia te wymagania, to jestem w stanie przeboleć nawet większą cenę (oczywiście w granicach zdrowego rozsądku). Cenę wzoru doliczam do rachunku za zamówienie.



Jak często korzystasz z wzorów płatnych lub dostępnych w prasie branżowej?
 Z prasy branżowej nie korzystam wcale, zdecydowanie częściej ze wzorów płatnych. Mam małą biblioteczkę takich wzorów, z których korzystam często. Staram się też regularnie śledzić nowości na ulubionych serwisach. Jeśli jakiś wzór lub jego element przykuje moją uwagę, to wtedy rozpatruję zakup. Średnio zdarza się to raz w miesiącu.
Czy uważasz, że wzory dostępne w Internecie są za drogie?
 Często tak jest. Jeśli wzór wygląda na wart swojej ceny i taki, w który włożono dużo wysiłku, to nie ma problemu. Za jakość trzeba płacić. Gorzej (i tak jest zdecydowanie częściej) jeśli widać, że projekt nie jest skomplikowany, a kosztuje tyle samo co wyżej wymieniony.

Czy próbowałaś kiedyś spisać swój wzór, żeby udostępnić go innym?
Owszem. Jestem nawet w trakcie spisywania pierwszego wzoru na lalkę, nad którą obecnie pracuję. Jest to jednak ciężka praca. Nie można sobie pozwolić na drobne błędy czy niedociągnięcia. Wszystko musi być jak w zegarku, jeśli chce się, żeby ludzie ci za to płacili.

W jaki sposób można zapobiegać bezprawnemu udostępnianiu płatnych wzorów? Co możesz poradzić osobom, które uważają, że wzory są drogie?
Na temat ochrony własności umysłowej napisano już wiele. Myślę, że podstawową kwestią jest uświadomienie ludziom, że ze wzorami jest tak samo jak z filmem czy obrazem. Osoba sprzedająca swój wzór sprzedaje jednocześnie swój autorski pomysł na projekt, a rozpowszechnianie go dalej jest po prostu piractwem.
Co do osób, które uważają, że wzory są zbyt drogie mogę jedynie poradzić, by wybierały je z rozwagą, ewentualnie poczekały aż będą w przecenie. Rozumiem, że kupienie kilku wzorów naraz to spory wydatek, ale gdyby rozłożyć go np. na jeden wzór miesięcznie, to wtedy nie wychodzi tak drogo. Często sporo taniej niż pizza ;). Można również doliczyć cenę wzoru do ostatecznej ceny za maskotkę, jeśli robi się ją na zamówienie. Wtedy wzór się zwraca.

Czy i dlaczego warto kupować wzory?
Osobiście uważam, że warto. Moim pierwszym wzorem jaki kupiłam, był wzór na syrenkę Mici od Lalylala. Rzuciłam się trochę na głęboką wodę, bo jej wzory są dość skomplikowane i pracochłonne, ale to później zaprocentowało. Dużo się nauczyłam. Uważam wzory płatne za dobry sposób na naukę, gdyż ma się pewność (a przynajmniej tak powinno być), że wzór jest spisany bezbłędnie i nie wyprowadzi nas w pole. Osobom dopiero zaczynającym swoją przygodę z szydełkowaniem na początek polecałabym jednak tańsze i mniej skomplikowane wzory, bo łatwo się zniechęcić :).

Dziękuję bardzo Paulinie za odpowiedzi, mam nadzieję, że poznanie jej było dla Was taką samą przyjemnością, jak dla mnie :)




DKN #12 - wywiad z Kamilą z OtuLove, cz. II

Dzisiaj kontynuujemy nasze spotkanie z Kamilą z OtuLove.

Pierwsza część wywiadu: KLIK






5. Jak wygląda proces tworzenia wzoru? Jak długo trwa?
Najczęściej zaczyna się od narysowania, jak to ma wyglądać. Potem w zależności na ile jestem pewna, że sposób wykonania przyniesie oczekiwany efekt, zabieram się od razu za robienie, po drodze notując szczegóły. Dalszy krok to spisanie tego wszystkiego.
Moje wzory póki co są niezbyt skomplikowane, więc piszę je równocześnie po polsku i po angielsku. Następnie poszukuję testerek.
Jak długo to trwa? Trudno powiedzieć – ja robię szybko, piszę trochę dłużej, a same testy zajmują kilka tygodni. Staram się, żeby moje wzory były zrozumiałe nawet dla poczatkujących i głównie kieruję je do polskojęzycznych dziewiarek, bo mam wrażenie, że tych wzorów jest mało.
Pod koniec testowania, sama chwytam za druty i robię jeszcze raz – tym razem wg opisu. Oczywiście nie całość, ale wersję mini. Tylko tyle, żeby sprawdzić wszystkie elementy.
Myślę, że czas od pomysłu do publikacji to nawet 3 miesiące.


6. Ile osób zazwyczaj testuje wzór? Jak długo trwa testowanie?
W moich testach bierze udział średnio 6-8 osób. Jak długo? Zależy co - chusta testowała się miesiąc, czapka 2 tygodnie.

7. Ile czasu zajmuje Ci przygotowanie wzoru do publikacji – obróbka graficzna, zdjęcia, edycja tekstu?
Ten etap jest dla mnie najgorszy. Największą zmorą jest robienie zdjęć. Nie chodzi o to, że nie umiem, czy nie lubię, bo jakieś pojęcie mam i bardzo lubię fotografować. Problemem jest to, żeby w tym czasie, kiedy ja mam czas i wenę, było odpowiednie światło i do tego osoba, która posłuży za modela. W praktyce wygląda to tak, że albo nie ma czasu, albo pogody, albo nie ma modelki, albo osoba, która ewentualnie mogłaby zrobić te zdjęcia mi, jest nieosiągalna.
Jak uda się zrobić zdjęcia, to ich obróbka to już sama przyjemność (choć wiem, że na tym polu też mam wiele do poprawy). Tekst edytuję na bieżąco, więc ostateczne szlify  i ogólny wygląd wzoru to deser.
Zajmuje to jednak sporo czasu – myślę, że trzeba to liczyć w dniach raczej, niż godzinach.
I nie da się ukryć, że żeby to miało ręce i nogi nie można iść na żywioł – trzeba sobie zaplanować – co, kiedy i do kiedy ma być gotowe. I półśrodki się nie sprawdzą – nawet świetny wzór bez dobrych zdjęć zginie w tłumie. Słabo napisany, raczej nie zachęci do powrotu.



8. Obiektywnie: czy uważasz, że ceny wzorów dostępnych na ravelry są odpowiednie?
Przede wszystkim uważam, że nie ma czegoś takiego jak odpowiednia cena – są po prostu rzeczy, na które nas stać w danej chwili lub nie. Nie tylko w odniesieniu do wzorów.
Dla osób z USA, czy krajów zachodnioeuropejskich,  średni koszt wzoru to mniej więcej cena 1 motka włóczki z niższej półki. W polskich realiach 5-8 dolarów, to czasem równowartość włóczki potrzebnej na cały projekt.  Moim zdaniem, z punktu widzenia nabywcy w polskich warunkach, nie jest to cena niska. Zwłaszcza, że poziom wzorów bywa bardzo różny.
Z drugiej strony – patrząc z punktu widzenia projektanta, poza pomysłem i czasem włożonym na przygotowanie wzoru, dochodzi jeszcze realny koszt jego promocji, czasem np. profesjonalnej edycji technicznej, czy fotografa. Im bardziej dopracowany wzór, tym więcej kosztowało jego opracowanie i tym wyższa powinna być cena.
Czy tak jest? Obawiam się, że nie. W podobnej cenie można kupić zarówno przepięknie opracowane, wzory z cudownymi zdjęciami i opisanym każdym oczkiem, jak i wzory średniej jakości, niejasne i niespójne. 

W Polsce to dopiero raczkuje, ale zagranicą, a zwłaszcza za oceanem dziewiarstwo i cała jego otoczka to ogromny i poważny biznes. A w nim jak w każdej dziedzinie, nie każdy się nadaje, ale każdy może próbować. Rynek zweryfikuje. Wydaje mi się jednak, że tak jak coraz większa jest świadomość społeczeństwa, że rękodzieło to towar luksusowy, a nie tańsza opcja dla sieciówek, że to nie tylko koszt włóczki, ale i czas oraz umiejętności osoby, która je wykonuje kosztują, tak i wzór czy opis jest efektem czyjejś pracy, za którą należy się wynagrodzenie. I pamiętać trzeba, że tak naprawdę to nie płacimy za ich wiedzę czy czas, a za swój. Jak nie chcemy płacić, to trzeba się liczyć z tym, że musimy poświęcić więcej czasu na naukę. Proste J

9. Co sądzisz o kradzieży wzorów – gdy jedna osoba w sposób legalny nabywa Twoją pracę i udostępnia ją za darmo innym?
To jest bardzo trafnie sformułowane pytanie. Gdyby zadać tylko druga jego część, myślę, że łatwiej by było znaleźć uzasadnienie takiego postepowania, jednak początek mówi wszystko.
Mam na myśli tutaj takie jawne udostępnianie płatnych wzorów na forach, blogach i towarzyszące temu przekonanie, że się komuś robi przysługę. Zaskoczyło mnie też, że w niektórych opisach oprócz standardowej klauzuli o prawach autorskich jest uszczegółowienie o udostępnianiu i odsprzedawaniu – czyli co - ktoś kupuje wzór, a potem sam na nim zarabia, sprzedając dalej? To już zupełnie nie mieści się w mojej głowie. Ale przypuszczam, że te zastrzeżenia wskazują, że problem nie jest domniemany.
Tak czy inaczej uważam, że takie postepowanie jest nie fair.
Inna kwestia, to kupno wzoru na spółkę np. z mamą – bo obu nam się podoba i obie chcemy go zrobić, albo kiedy np. autorka wzoru organizuje promocję i można sobie pobrać bezpłatnie jeden wzór z jej kolekcji, wówczas każda z nas pobiera inny i się dzielimy (między sobą). Tak jak książki - też nie kupujemy dwóch, tylko sobie pożyczmy.

Jeśli kogoś naprawdę nie stać, to też można znaleźć sposób.
Na Ravelry jak i w innych miejscach jak Knotions, czy Garnstudio, jest mnóstwo wzorów bezpłatnych – nawet w polskiej wersji. Poza tym autorzy wzorów płatnych organizują promocje, KAL-e (zabawy we wspólne robienie), współpracują z producentami włóczek, dzięki czemu ich wzory są darmowe, czy proponują zniżki za zakupy w pakiecie. Warto więc obserwować ulubionych projektantów, żeby nie przegapić takich atrakcji. Jest jeszcze jeden sposób, z którego przyznaję, bardzo często korzystam - podglądanie projektów wykonanych wg danego wzoru na Ravelry.  Wiele osób wrzuca zdjęcia w trakcie pracy – i czasem można zobaczyć, jak dana rzecz jest wykonana – a inspirowanie się jest przecież legalne.

Podsumowując – choć dziergam praktycznie codziennie, do trzydziestu z hakiem lat, z różnych włóczek, nie zawsze wg wzoru, nie zawsze to, na co mam ochotę, choć dziś kupienie fajnego wzoru, czy luksusowej włóczki nie wymaga już wielkich wyrzeczeń – dalej jest jak święto. Zwłaszcza jak znam bliżej (lub nawet osobiście) autorkę, wcześniej widzę zajawki, czekam na publikację, zobaczę gotowe projekty lub kiedy wreszcie znajdę idealny wzór dla tej cudownej wełny, która czeka w pudełku na swoją kolej. Wtedy moment kupienia wzoru, jest jak prezent, a dzierganie jak jego rozpakowywanie. Podobnie jak się czeka na premierę książki ulubionego autora, zamawia ją w przedsprzedaży, czeka na przesyłkę, a potem przygotowuje specjalną oprawę (kocyk, herbatka, te sprawy) i z lubością zagłębia w lekturze, a inne książki pożycza z biblioteki i czyta w autobusie jadąc do pracy.


Dziękuję bardzo Dominice, że zechciała się z nami podzielić swoimi przemyśleniami. I mocno trzymam kciuki za jej projektowe początki ;)



DKN#11 - wywiad z Kamilą z OtuLove


Dzisiaj zapraszam Was na spotkanie z Kamilą z OtuLove. Już sama nie pamiętam, jak do niej trafiłam, ale obstawiam, że po raz kolejny to sprawka akcji Maknety - Wspólne czytanie i dzierganie. 

Kamila jest na początku swojej projektowej kariery (popraw mnie jeśli się mylę...), ale tym bardziej warto poznać jej spojrzenie na sprawę udostępniania bezprawnie wzorów. A właśnie! Jeśli chcecie wzór na cudną chustę jej autorstwa, koniecznie zapiszcie się na  newsletter OtuLove! 
Kamila na swoim blogu, oprócz prezentacji udziergów, dzieli się również trochę swoim życiem prywatnym, postanowieniami i planami. Ale także udziela wielu rad, jak chociażby, w jaki sposób się poruszać po Ravelry. Podobnie, jak wiele z nas, marzy, aby móc się utrzymywać ze swojej pasji i mocno trzymam kciuki, żeby to marzenie stało się rzeczywistością.
A teraz już, zapraszam Was do czytania :)

Wszystkie zdjęcia we wpisie należą do Kamili Wojciechowskiej.

1. Jak długo dziergasz? Od czego się zaczęło?
Dziergam od wczesnego dzieciństwa - podpatrywałam babcię. Najpierw była nieudana próba zaprzyjaźnienia się z szydełkiem, a potem z drutami – tu pełen sukces. Już jako kilkuletnia dziewczynka próbowałam robić coś sensownego, choć sens często ujawniał się dopiero po skończeniu pracy (np. czapka dla lalki powstała, gdy nie umiejąc zamykać oczek, po prostu przeciągnęłam przez nie nitkę). Odkrywanie ściegów, tajniki konstrukcji - tego uczyłam się metodą prób i błędów. Kiedy przyszły zajęcia ZP-T, robiłam już na tyle pewnie, że nie musiałam nawet patrzeć. Pomagałam koleżankom.
Więcej o swoich początkach napisałam tutaj http://otulove.pl/2017/03/sie-zaczelo-drutach-dziecka.html



2. Kiedy przestało Ci wystarczać odtwarzanie pomysłów i zaczęłaś tworzyć własne wzory?
U mnie to było trochę w innej kolejności – ja najpierw wymyślałam sama - mieszałam oczka prawe, lewe w różnych układach, sama „wymyśliłam” warkocze. Sama wykombinowałam jak zrobić okrągły dekolt czy główki rękawów, bo model który pokazała mi babcia - łódka i proste rękawy mi się strasznie nie podobał. Ponieważ nie cierpiałam zszywania przez co sweter albo lądował na dnie szafy w kawałkach, albo efekt tego szycia psuł cały efekt i lądował w szafie w całości, wymyśliłam jak wyrabiać rękawy od główki. Ponieważ nie umiałam ocenić, czy ilość włóczki jest wystarczająca wpadłam na pomysł robienia od góry, potem bezszwowo. Ponieważ okropnie mnie nudziła monotonia, prawie każdy sweter miał jakieś „bajery”.
Pierwszy wzór odkryłam w zagranicznej gazecie, które przysyłała nam ciocia po kilku latach eksperymentów, ale opis niestety był w innym języku. Był też dołączony schemat, z którego próbowałam korzystać nie znając ani nazw oczek, ani tym bardziej opisu symboli. W sumie odrabiałam ze zdjęcia, próbując dopasować to, co mi wychodziło, do schematu. Potem pojawiły się też gazetki po polsku np. Sandra, z których nie wychodziło mi dosłownie nic (do dziś nie wiem, kto przeliczał te opisy). Coś tam podpatrywałam, jakiś ścieg, motyw i dalej robiłam po swojemu.
Przełom pojawił się dopiero, gdy odkryłam Ravelry i inne strony robótkowe. Wielu rzeczy zwyczajnie nie potrafiłam odtworzyć. Wtedy po raz pierwszy sięgnęłam po gotowe wzory. Bezpłatne – bo w czasach studenckich kilka dolców, to był majątek. Mimo to, bardzo rzadko korzystałam z nich w całości. Wybierałam to, co mnie interesowało, a resztę … wiadomo.
Tak szczerze mówiąc, to po raz pierwszy zrobiłam coś od początku do końca dopiero wtedy, kiedy testowałam wzór. I dopiero wtedy zauważyłam jakim to jest dobrodziejstwem, że nie trzeba się martwić gdzie dodać, odjąć i nawet jeśli wydaje mi się, że nie będzie to dobrze wyglądać, to ładnie się wszystko układa. Po kilkunastu latach!!!



3. Kiedy pojawił się pomysł, żeby zacząć się dzielić wzorami? Kiedy stwierdziłaś, że można je sprzedawać?
Pomysł, żeby się dzielić miałam już dawno – problemem było to, że ani nie za bardzo wiedziałam jak się za to zabrać, ani też specjalnie mi się nie chciało. Miałam mało czasu wolnego, więc wolałam sobie podziergać. Choć nie raz zdarzyło się, że objaśniałam znajomym i nieznajomym, jak daną rzecz zrobiłam. Żeby jednak to zrobić tak na poważnie – napisać i opublikować wzór?
Nie… o tym nie myślałam.
Po pierwszym teście, kiedy dowiedziałam się, że autorka wzoru dzierga dopiero chwilę, a wzór to jej bodajże drugi w życiu i to taki skomplikowany, pomyślałam – kurczę – to może ja tez spróbuję?
A że akurat robiłam ponczosweter (http://otulove.pl/2016/01/ponczosweter-bez-swetra-2.html ), to spisywałam wszystko w trakcie pracy. Wzór jest praktycznie gotowy – ale światła dziennego do dziś nie ujrzał.
Kamieniem milowym była zabawa – wyzwanie, organizowana przez przesympatyczną projektantkę Arohaknits, w odkrywanie swojej kreatywności. 5 dni i 5 zadań, a efektem był szkic wzoru.
Nie taki diabeł straszny, pomyślałam.

Kropką nad i było to, że w tej zabawie wygrałam jej kurs projektowania wzorów.
No to spróbowałam – mam dopiero kilka wzorów na koncie – większość jest prosta i dostępna bezpłatnie, bo traktuję je jako wprawkę, rozpoznanie czy się spodobają, czy mi się nie znudzi ich tworzenie. Wszystkie mają dobre opinie, więc kto wie…
Mój pierwszy wzór – na chustę – jest prezentem powitalnym przy zapisie do listy czytelników. http://tiny.pl/gf6zs


4. Skąd bierzesz pomysły na nowe projekty? Jak wygląda proces samego wymyślania?
Pomysłów mam mnóstwo. Skąd się biorą? Tak jak na samym początku – gdzieś zobaczę fajny ścieg, innego razu zauważę fajny kształt, połączenie kolorów.
Największą kopalnią inspiracji jest dla mnie Pinterest (tu mój profil http://pinterest.com//wojkam5 ) – mam tam tablice ze ściegami, z ciekawymi pomysłami.
Kiedy coś konkretnego mi wpadnie do głowy, zapisuję sobie w zeszycie, jak ma wyglądać, jakie nitki ściegi itp. Problem w tym, że pomysł to chwila, a realizacja… to już inna kwestia.

Lubię tez czerpać z doświadczenia innych – np. podoba mi się konstrukcja chusty od jednej projektantki, inna miała fajny pomysł na połączenie różnych technik, a w koszyku mam piękną włóczkę, która by świetnie wyglądała w danym ściegu. Robię więc podobny kształt, dobieram swoje ściegi i mieszam kolory.
Bo patrząc na moje prace, nietrudno zgadnąć że mieszanie kolorów to to, co lubię najbardziej

To pierwsza część wywiadu, na kolejną zapraszam już jutro :)

P.S. Hasłem całej akcji powinno być: "Trochę się rozpisałam"^^. Ale to bardzo dobrze! :)

Zainspiruj się - kwiecień

Kwiecień, plecień, bo przeplata... Na razie mamy więcej lata niż zimy i tego się trzymajmy!
Z czym kojarzy mi się kwiecień? Oczywiście z wiosną i Wielkanocą. W dzisiejszych inspiracjach podzielę się z Wami raczej mało użytecznymi rzeczami, ale zdecydowanie wiosennymi i wielkanocnymi!



Po pierwsze - pisanki. Bo jak Święta mogłyby się odbyć bez nich? Jeśli masz małe dzieci, koty lub szynszyle i nie chcesz, żeby zostały potłuczone koniecznie zrób szydełkowe bezpieczne jajka!
Na przykład takie tulipanowe:


A może coś bardziej eleganckiego? KLIK



A może świąteczną babeczkę zamiast pisanek?



Jak już ugotowaliśmy jaja, to przydałoby się jeszcze, żeby za szybko nie wystygły. Może zatem pokrowiec?



Albo bardziej wiosennie, a zatem uniwersalnie?



Albo mała ozdoba stołu, w postaci pierścieni na serwetki?



Ale Wielkanoc to nie tylko jajka i kurczaki. Nie zapominajmy o zającach!
Na przykład taki mutant - trochę królik, trochę jajo:



Albo po co się ograniczać do jednego? Zróbmy od razu trzy!



A żeby zające się nie nudziły, zawsze można im zrobić do towarzystwa żabę



No i powinni mieć gdzie mieszkać. Najlepiej w prześlicznym domku, którego główną rolą jest wyglądanie :)



Ale żeby wszyscy wiedzieli, że u nas jest już wiosna, nie zpomnijmy przyozdobić swoich drzwi wieńcem.


Jak Wam się podobają moje propozycje? Wiecie już, czym przyozdobicie domy na Wielkanoc?

DKN #10 - Wywiad z Moniką Miszczuk

Dzisiaj zapraszam Was na spotkanie z Moniką Miszczuk. Do tej pory publikowałam wywiady z dziewczynami, które projektują rzeczy na druty. Dzisiaj odmiana. Monika tworzy piękne wzory na szydełkowe zabawki. Przyznam szczerze, gdyby nie ta akcja pewnie bym jej nie poznała… Jakoś żyłam w przeświadczeniu, że większość szydełkowych wzorów tworzą osoby z zagranicy. A tu taka niespodzianka!

Monika jest autorką pięknych prac przeznaczonych głównie na maluchów, ale jestem pewna, że wielu z nas samo chciałoby wejść z posiadanie przeuroczej syrenki, baranka, czy po prostu misia? Koniecznie zajrzyjcie na jej fanpage - pełen pięknych zdjęć i opisów (często bardzo zabawnych) zabawek, które tworzy.
Jak sama o sobie pisze – jej zabawki mają przynosić szczęście i radość nam i naszym bliskim. I wiecie co? Patrząc na nie, jestem pewna, że nie może być inaczej!
Wszystkie jej wzory znajdziecie na Ravelry, Etsy lub na stronie.

Zapraszam do czytania :)

Wszystkie zdjęcia w tym wpisie należą do Moniki Miszczuk, nie można ich kopiować bez zgody autorki.

1. Jak długo dziergasz? Od czego się zaczęło?
Odkąd sięgam pamięcia... Jeszcze nim zaczęłam chodzić do szkoły moje misie i lalki miały szydełkowe szaliki. Druty mnie nie interesowały.. Ciągle gubiłam gdzieś oczka.. ale szydełko... to było to... Myślę.., Nie!!! Jestem przekonana, że odziedziczyłam to po mamie.. Na pewno jest jakiś gen szydełkowy... Jakiś naukowiec kiedyś go odnajdzie Tak jak gen determinujący kolor oczu lub włosów, tak mnie w udziale przypadł gen szydełkowy Moja mama dostała go od swojej mamy.. a ona od swojej... I tak co najmniej kilka pokoleń kobiet w mojej rodzinie. Dziergało, haftowało... szyło... Nie dlatego, że musiały - to była ich pasja. W dobie PRL trudno było dostać coś wyjątkowego Mama więc szyła nam sukienki i robiła sweterki . Zaraziłam się
Jednak na wiele lat porzuciłam szydełko.. Dla nauki, rodziny i haftu..
Odkurzyłam je dopiero po latach... Szydełkowanie bardzo mnie relaksuje

2. Kiedy przestało Ci wystarczać odtwarzanie pomysłów i zaczęłaś tworzyć własne wzory?
Z pierwszym wzorem amigrumi wpadła moja kuzynka, która nie miała pojęcia, jak się szydełkuje ale zakochała się w Kangurzycy od Lalylala i musiała ją mieć.
Spróbowałam i wyszło nie najgorzej . Wtedy jeszcze nie wiedziałam, ze amigurumi jest takie uzależniające... Kolejne wzory jakie kupiłam były od polskiej projektantki Teddies with love.. Na początku szydełkowałam zgodnie z opisami.. Ale dosyć szybko zaczęłam zmieniać, eksperymentować. Odtwarzanie tego samego kilka razy nudziło mnie... Poznałam zasady tworzenia ami i nie minęło pół roku gdy powstał mój pierwszy wzór. To był maleńki lew... A potem zaczęły pojawiać się nowe..



3. Kiedy pojawił się pomysł, żeby zacząć się dzielić wzorami? Kiedy stwierdziłaś, że można je sprzedawać?
Zaraz potem gdy powstał mój pierwszy wzór, wpadłam na pomysł, żeby wypróbować swoich sił i sprawdzić, czy się on spodoba. Założyłam konto na jednej z internetowych stron, która zajmuje się rękodziełem. Nie znałam wtedy żadnych grup na fb, nie wiedziałam, że powinny być testerki... Poszłam na żywioł... Nie było sukcesu, ale w pierwszym miesiącu sprzedałam 5 wzorów. Na pierwsze opinie czekałam z niecierpliwością.. Były pozytywne. To dodało mi skrzydeł.

4. Skąd bierzesz pomysły na nowe projekty? Jak wygląda proces samego wymyślania?
W poszukiwaniu inspiracji przeglądam rożne strony internetowe, katalogi z zabawkami. Na pomysł nowej zabawki można wpaść wszędzie. Np. w pasmanterii, gdy w ręce wpada mi jakiś nowy rodzaj czy kolor włoczki. Albo gdy dziecko meczy cie o jakąś zabawkę.. Dzieci to niewyczerpane źródło inspiracji.

5. Jak wygląda proces tworzenia wzoru? Jak długo trwa?
Najtrudniej jest zrobić pierwszy wzór. Wpaść na pomysł zabawki i na to jak ja zrobić... Robisz parę rzędów i prujesz... Kolejne kilka i znów prucie... Ale nie zawsze tak jest... Nie do końca potrafię przewidzieć efekt mojej pracy. Po głowie chodzi mi pomysł zrobienia baleriny, a wychodzi mi amazonka.. Wtedy idę za ciosem i porzucam pierwotny plan.. Gdy się sięga po szydełko, nie można być na 100 procent pewnym, co kryje w sobie kłębek włoczki ;) Wzór czasem od razu zapisuje na komputerze, a czasem na setkach małych karteczek, które gdy kończę są tak pomazane, że innej osobie trudno byłoby się połapać, co i jak robić... Tak powstaje prototyp. Jeśli efekt mnie zadowala powstaje kolejna lalka, tym razem taka która posłuży mi do wzoru…

Wzór... Stworzyć go wcale nie jest prosto. Szczególnie najtrudniejszy jest ten pierwszy.. Trzeba wybrać rodzaj czcionki, sposób opisywania, taki, żeby był jak najbardziej czytelny, przejrzysty i bez problemu można było go odtworzyć. To jest najtrudniejsze. Lubie proste instrukcje, bez skomplikowanych, długich zapisowa... Wzór oprócz opisu i tłumaczenia skrótów, musi zawierać dobrej jakości zdjęcia. Tak, żeby było widać, jak powstają poszczególne elementy. Na końcu pokazuje instrukcję, jak pozszywać i „wykończyć”zabawkę. Ile czasu to zajmuje trudno określić... Mi zajmuje to minimum 2-3 tygodnie i to nie z doskoku, ale po kilka godzin dziennie... Są tez takie, które robi się ponad miesiąc. Czasem porzucam pomysł zrobienia wzoru. Bo już mam ochotę na coś nowego. Wtedy wygrywa szydełkowanie, a nie godziny z aparatem fotograficznym i przy komputerze.

Zdjęcia to kolejny nieodzowny element wzoru. Zajmują bardzo dużo czasu. Robię ich cale mnóstwo.. Potem przeglądam i okazuje się, ze żadne nie jest zadowalające, wiec znów robię kolejne.. Mój ostatni wzór zawiera 108 zdjęć, co wiąże się z tym, ze zrobiłam ich zapewne około 600... hihihi... Sporo.. Potem te zdjęcia trzeba powybierać, odpowiednio obrobić, dodać znak wodny i umieścić w instrukcji. Zostaje jeszcze tylko rejestracja wzoru pod katem praw autorskich i wrzucam go na stronę mojego sklepu.

6. Ile osób zazwyczaj testuje wzór? Jak długo trwa testowanie?
Nie mam testerek. Sama testuje wzór, gdy robię instrukcje. No.. Tak w zasadzie to mam testera i krytyka w jednym, czyli mojego męża. To on pierwszy przegląda wzór. Sprawdza, czy nie pomyliłam się w numeracji rzędów. Czy dobrze wyglądają zdjęcia.. Podaje swoje uwagi.. Do których zazwyczaj się stosuję . Zdarza się tak, że mimo wszystko jakiś chochlik się pojawi, wtedy informują mnie o tym klientki, a ja staram się od razu naprawić błąd i odwdzięczyć się jakim gratisem

7. Ile czasu zajmuje Ci przygotowanie wzoru do publikacji – obróbka graficzna, zdjęcia, edycja tekstu?
Tak jak pisałam wyżej... Trzymam się jednego rodzaju zapisu.. Zawsze ta sama czcionka. Ten sam styl pisania. Potem godziny... dni... tygodnie... i wzór gotowy
8.Obiektywnie: czy uważasz, że ceny wzorów dostępnych na ravelry są odpowiednie?
Myślę, że każdy autor indywidualnie podchodzi do swojej pracy i wyceny własnych wzorów.
Dla jednych będą one zbyt drogie, dla innych tanie. Trzeba pamiętać, że to strony o międzynarodowym zasięgu i inaczej do ceny wzoru podchodzi młoda, pracująca i dobrze zarabiająca dziewczyna, a inaczej kobieta na zasiłku.

9. Co sądzisz o kradzieży wzorów – gdy ktoś w sposób legalny nabywa Twoją pracę i udostępnia ją za darmo innym?
To trudny i bolesny temat dla każdego autora. Takiej osobie wydaje się, ze nic złego nie robi, dzieli się tylko wzorem. Dostaję sporo wiadomości od swoich klientek. Zdjęcie mojej zabawki i napis „kto podzieli się ze mną wzorem” albo „Zobaczcie co znalazłam za darmo. Kto chce?”...
Wystarczy zrobić taki wpis, a natychmiast pojawia się setki lajkow i próśb...
Taka osoba nie myśli lub nie ma świadomości, że to czyjaś własność. Że kupując wzór nie nabywa prawa do swobody w jego dysponowaniu. Często dla autora wzoru jego sprzedaż to jedyne źródło dochodu. Praca, która jest też pasja.
Osoby, które mają takie same pasje, jak Ty zwyczajnie Cię okradają... To przykre... Druga ciemna strona księżyca... Chociaż proporcje są inne.. Na 5 sprzedanych wzorów 100 jest spiratowane..
Znam wiele autorek z całego świata, które maja ten sam problem. Mamy własną grupę, w której informujemy się o tym, gdzie i kiedy wypływa nasz wzór... A że wypłyną i znajda się w nielegalnym obrocie, to pewne...

Włoczki, wypełniacze, szydełka kupuje się, a wzory... To już różnie..
A tak naprawdę to dużo większą krzywdę robi się autorowi z „dzielenia się jego pracą” niż z kradzieży szydełka lub włoczki dla ich producentów.. Właśnie... nawet samo nazewnictwo.. „Dzielenie się wzorem...” Funkcjonuje w naszej świadomości... „Podzielić się” – jest wyraz o zabarwieniu pozytywnym. Kradzież już nie...
Wiele nerwów i wojen prowadziłam z takimi osobami... i wiele przykrych slow usłyszałam na swój temat i na temat mojej pracy..
Np. że powinnam się cieszyć, że ktoś w ogóle chce robić zabawki wg moich projektów. Powinnam się czuć zaszczycona, a nie oczekiwać zapłaty. Że w moich wzorach nie ma znów nic takiego nadzwyczajnego...

Czasem, gdy mam dola.., Rzucam to.., Płaczę, nie śpię po nocach... Mam dość... Dość walki.. Myślę wtedy po co mi to?... Ale nie da się wygrać z własną naturą... Kocham to co robię... To część mnie... Moja dusza... Moja pasja... Moja miłość... Robię wzory dla tych, co też to kochają. Kupują wzór, bo mają świadomość tego, ile potrzeba pracy, żeby powstał Potem dostaje od moich klientek zdjęcia... Zdjęcia uśmiechniętych dzieciaków przytulających zabawkę, którą dostały od mamy, babci lub cioci...
Zabawkę, która jest wyjątkowa… jedyna w swoim rodzaju, bo stworzona z pasji i miłości. Nie ma większej satysfakcji.
Pamiętajcie, że podzielić można się tylko własną, nie cudza praca

Dziękuję bardzo Monice, że chciała się z nami podzielić swoimi przemyśleniami.
Zachęcam do zapoznania się z wcześniejszymi wywiadami: KLIK
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Yarn Along

Obserwatorzy