Wszystkomający blog szydełkowy

czwartek, 18 października 2018

11:59:00 3
Piękna jesień, prawda? Nie przypominam sobie, aby w ostatnich latach zdarzyła się nam tak prawdziwie złota polska jesień. I o to jest. Mamy październik, ale słońce tak miło grzeje, że popołudniu to już trudno stwierdzić, czy to jednak nie jest lato? Tylko liście na drzewach sugerują, że jednak czas myśleć o ozdobach świątecznych (wiadomo, że kalendarz dziewiarski działa inaczej, niż normalny^^). No dobra, o Świętach, to od dobrych dwóch tygodni przypomina mi pewien market budowlany, bo mają już w sprzedaży choinki. Żywe…
Ale do brzegu!




 Piszę, bo chciałam się pochwalić jeszcze letnimi pracami, a mianowicie torbami na zakupy. Wiecie, teraz zero/less waste jest bardzo modne. Nie chcę, żebyście odnieśli wrażenie, że się śmieję z tego trendu. Jestem jak najbardziej za! Pod warunkiem, że nie wprowadzamy terroru (a i takie sytuacje mają miejsce). Każdy z nas może małymi kroczkami przybliżyć się do poprawy sytuacji naszej planety.



Czytam to, co napisałam i zastanawiam się, czy nie zostanie to odebrane jako próba wypłynięcia na fali less waste albo hejtowania zamordyzmu niektórych działaczy zero waste. Niniejszym oświadczam, że ten post ma na celu tylko i wyłącznie bezczelną promocję moich toreb na zakupy^^.
I takim najprostszym sposobem ratowania planety jest ograniczenie plastikowych toreb. Po co nam setna foliówka, skoro możemy zabrać ze sobą bawełnianą torbę? Albo taką dzierganą?
Obie torby powstały z bawełny otrzymanej w spadku od koleżanki. Wzory nie moje, jeden to darmowy We are Knitters, drugi to wariacja na temat ananasów. Obie wyglądają świetnie! Ach ta skromność, ale sami powiedzcie, czyż nie? Ten żółty kolor sprawia, że wyglądają idealnie na lato, dodatkowo są bardzo wytrzymałe. Same zalety ;) Jeśli wpadła Ci w oko, a czasu brak, z chęcią zrobię podobną ;) Zapraszam do kontaktu ;D

niedziela, 30 września 2018

Powrót?

08:57:00 1
Powrót?
Który to raz piszę o wielkim powrocie i zmianach na blogu? Już mi się nawet nie chce liczyć... Ale spróbuję ponownie. W życiu się mi trochę uspokoiło, więc jest szansa na jakąś regularność.
Co się zmieniło? Mieszkanie! Wraz z Lubym staliśmy się posiadaczami mieszkania. No dobra, jeszcze nie my. Bo wiadomo, że bank miał w tym swój udział. Ale i tak jest bardziej nasze. I większe. I ładniejsze. I w ogóle super! Naprawdę.
Przy przeprowadzce okazało się, że wcale nie mam znowu tak dużo tych włóczek. Po prostu przestrzeń w starym mieszkaniu była za mała! Wszystko jest kwestią skali.
Ale ja nie do końca o tym chciałam pisać. Bo pomimo ciszy na blogu (kiedy oczywiście dziergałam) wydarzyło się coś, czego bym się nie spodziewała. Zostałam poproszona o przeprowadzenie warsztatów z nauki szydełkowania.
Zatem jeśli jesteś z Wrocławia albo masz znajomych tutaj, a Twoim lub ich marzeniem jest szydełkowanie, zapraszam serdecznie już w tę sobotę, 06.10.2018, na warsztaty zorganizowane przez Dolnośląską Izbę Rzemieślniczą. Wszystkie informacje znajdują się na ulotce ;)

P.S. Jak sądzicie, uda mi się wrócić na stałe do pisania?^^

poniedziałek, 5 marca 2018

Zainspiruj się - marzec 2018

17:53:00 1
Zainspiruj się - marzec 2018
Pora na kolejną porcję inspiracji!
Powiem szczerze, że początkowo miałam podzielić się z Wami wzorami na różne wielkanocne ozdoby. Już nawet zaczęłam je wybierać... Ale sprawdziłam zeszłoroczny wpis i okazało się, że sporo rzeczy by się powtórzyło^^. No cóż, gust się nie zmienia ;)

W związku z tym nie będzie pisanek, będą kwiaty! W końcu wiosna zbliża się już wielkimi krokami. Ten mroźny tydzień dał się wielu z nas we znaki! A w tych częściach Polski, gdzie była "normalna" zima, pewnie już nie możecie się doczekać prawdziwej wiosny.
Jeśli wiosna będzie się ociągała za bardzo, mam dla Was jej mały substytut.
To, co? Zaczynamy?

Jakby ktoś mnie zapytał, jakie są moje ulubione kwiaty, odpowiedziałabym chyba, że tulipany... Te tutaj są cudne - nie próbują dosłownie naśladować natury, ale i tak widać, co to ;) WZÓR


Marze to pierwszy wiosenny miesiąc, ale zdarzają się jeszcze chłodniejsze dnia i wieczory. A wtedy zawsze miło jest się napić herbaty. I żeby szybko nie wystygła można przykry imbryk takim dziwnym czymś^^ WZÓR

No to skoro już zaparzyliśmy herbatę, to na czymś warto postawić kubek ;) Może na takich prostych kwiatowych podkładkach? WZÓR

A może pijecie kawę/herbatę w drodze do pracy? W takim razie możecie zrobi kwiatowe ubranko na kubek termiczny WZÓR

Skoro już mamy ubrany i imbryk, i kubek, to coś wiosenno-kwiatowego dla dzieciaczków ;) Wiosna na żółwikach ;) WZÓR

I chociaż już sama widziałam kwitnące krzewy, to jakby ktoś był spragniony widoku kwiatów jabłoni (a może wiśnie?), to zawsze można sobie takie wydziergać! WZÓR

Czujecie już wiosnę? Bo ja tak!

poniedziałek, 26 lutego 2018

Podsumowanie lutego i plany na marzec

20:18:00 0
Podsumowanie lutego i plany na marzec
No i kończy się luty, czas więc na podsumowanie tego, co się u mnie działo.
No cóż to krótki miesiąc, więc i nie ma wiele do opowiadania^^. Ale to nie znaczy, że się nudziłam.
To był bardzo spokojny miesiąc, trochę dziergałam, trochę czytałam ;)
Udało mi się wydziergać czapkę, która doprawdy, cały czas mnie urzeka, bo jest prześliczna! Ach ta skromność... I do kompletu, dosłownie przedwczoraj skończyłam szalo-chustę. Ale wyszła tak bardzo specyficzna, że nie da się jej normalnie nosić^^, ale znalazłam na sposób, i jest mi w niej bardzo ciepło!
A kontynuując kwestie dogrzewania się - zabrałam się za druga skarpetkę. Żałuję, że na szydełku nie da się robić dwóch na raz, bo zawsze muszę się nagimnastykować, żeby obie były identyczne... No ale to takie ryzyko zawodowe ;)
Co do czytania, to skończyłam trylogię Wojen Alchemicznych i chociaż się powtarzam, to serdecznie polecam każdemu fanowi fantasy. Ta seria to dla mnie prawdziwe objawienie, nie powiem, że roku, bo mamy dopiero początek... ale ostatnich kilku miesięcy z pewnością.

A oprócz tego przeczytałam "Początek", nową powieść Dana Browna. Nie jest to może bardzo ambitna literatura, ale zdecydowanie świetna książka akcji. To ten typ, gdzie akcja leci do przodu i nie ma sensu się zastanawiać ani nad logiką wyborów bohaterów, ani realnością niektórych wydarzeń. Jedyny zarzut mam do tego, że postacie są strasznie papierowe... jedynie sztuczna inteligencja wydaje się ciekawa... Taki paradoks.
Z innych ciekawostek, to byłam z NieMężem i znajomymi na 4. Turnieju Polskiej Ligi Walk Rycerskich. I tak... nie tego się spodziewałam... No wiecie, jak wyobrażacie sobie turnieje rycerskie, to widzicie facetów w zbrojach, którzy walczą na miecze... No tutaj to odnosiłam wrażenie, że miecze to im głównie przeszkadzają^^. To takie trochę zapasy w zbroi^^.

To co w marcu planuję?

SZYDEŁKOWANIE

Skończyć skarpetkę. Chociaż to może jeszcze w lutym się uda, wszak zostało jeszcze kilka dni^^. Czas zamówić włóczki na kocyk dla Maksa i zacząć go dziergać.
I muszę swoje jajeczna zapasy zredukować. Od kilku lat mam w pudle zachomikowane plastikowe jajka, które miałam ubrać... I tak sobie leżą... Ale zajmują mi miejsce dla włóczek, same wiecie^^. Więc będzie trochę Wielkanocy w tym roku ;)
Właśnie policzyłam te jajka... mam 13, czyli co drugi dzień powinnam jedną robić^^.


CZYTANIE

Co do książek to planów brak.
Chociaż nie! Chcę przeczytać powieść, na podstawie której powstał serial Netflixa - Altered Carbon ;)

INNE

Liczę na to, że marzec pozwoli mi wrócić w końcu na rower. Już w lutym było parę takich dni, kiedy myślałam, żeby wskoczyć na mojego górala, ale jakoś nie wychodziło. A teraz, to sami wiecie... pogoda zdecydowanie przestała udawać, że jest wiosna.
Ale dalej będę chodzić na siłkę!

Pozdrawiam serdecznie w te mroźne dni ;)

środa, 21 lutego 2018

Planowanie - moja wersja

19:57:00 2
Planowanie - moja wersja
Podejść do planowania miałam w swoim życiu co najmniej kilka. Z różnym skutkiem i trwałością efektów.


Przerabiałam chyba każdą możliwą formę: zwykłe listy "to do", kalendarze, a nawet bullet journal. I efekty były różne. W zasadzie żadna z tych form mi nie podeszła. Ale każde podejście do planowania nauczyło mnie paru rzeczy.
Na przykład, że jednak forma plannera ma ogromne znaczenie. Że nie każdemu leży kalendarz, czy bujo. I że nie ma co przesadzać.

PUŁAPKI PLANOWANIA

HORROR VACUI
Jest takie pojęcie w baroku - horror vacui, czyli lęk przed pustą (a w zasadzie wolną) przestrzenią. To dlatego obrazy barokowe są tak przeładowane, a we wnętrzach w tym stylu trudno znaleźć kawałek białej ściany. No i miałam to samo z planowaniem, zwłaszcza w bujo. Po prostu pusta kartka przerażała mnie - znaczyło, że w moim życiu nic się nie dzieje, skoro nie mam co zapisać. Bardzo modne są wszelkiego rodzaju kolekcje, czyli różne listy: przeczytanych książek, książek do przeczytania, seriali, filmów, rozpiski sprzątania. I w tym pędzie też sobie to wszystko rozpisywałam. I wiecie co? Po pierwszym uzupełnieniu nie wracałam do tego... Bo tak naprawdę nie potrzebowałam tego.


PRZEPLANOWANIE
Pokrewna sprawa jak z horror vacui, ale dotycząca samego planowania dnia, czy tygodnia. Gdy wpisywała swoje plany na najbliższy czas tak kombinowałam, żeby było jak najwięcej zajęć w ciągu dnia. Mycie okien raz w tygodniu? Proszę bardzo! Czytanie przez określony czas? A jak! Szydełkowanie? Oczywiście! Codzienne generalne porządki? Czemu nie... I w ten cudowny sposób na papierze wyglądało, że po pierwsze dużo robię, a po drugie jestem świetnie zorganizowana, skoro to wszystko mi się mieści w 24 godziny. A jak było naprawdę? Połowy zadań nie wykonywałam, bo plany sobie, a życie sobie. Nie mówiąc już o tym, że byłam zwyczajnie zmęczona...

PLANOWANIE WAŻNIEJSZE OD ROBIENIA
W pewnym momencie złapałam się na tym, że więcej czasu poświęcam wymyślaniu planów i ozdabianiu, niż samemu realizowaniu. W bujo doszły jeszcze co miesięczne i co tygodniowe tabelki. Miałam dość i dałam sobie spokój.

JAK JEST TERAZ?

Dałam sobie na luz. Po pierwsze zdecydowałam się na prowadzenie gotowego plannera. Czekałam długo na ten idealny, od Aliny z Design Your Life. Nawet zastanawiałam się w pewnym momencie, czy sobie nie dać spokoju i nie wziąć czegokolwiek. Ale nie żałuję czekania. Bo ten planner ma to czego potrzebuję i nic ponadto - rozpisany kalendarz na miesiąc, tygodniówki, habit tracker, dniówki w układzie tygodniowym. I pełno miejsca na dodatkowe notatki i kolekcje. Niewątpliwym atutem jest świetny papier - pióro po nim po prostu płynie! Dzięki formatowi zbliżonemu do A5 mogę spokojnie go wrzucić do torebki i zabrać wszędzie! No a że jest "tylko" na pół roku (i tak kupiłam od razu drugi^^) to nie waży dużo.
To nie jest wpis sponsorowany^^.
Ok, to już wiecie gdzie, czas na to jak planuję.
Żeby uniknąć niepokoju z pustymi przebiegami wpisuję w dniówki nawet swoją pracę etatową. W ten sposób już 8 godzin w ciągu mam zajęte ;) 
Jakoś śledzenie nawyków nie do końca mi idzie - te nieszczęsna zdjęcia... ehh
Od razu wpisuję swoje treningi na siłowni, żeby nic nie planować na ten czas.
I jeszcze a propos treningów. Ponieważ wiem, że muszę na nie poświęcić dwie godziny (razem z dojściem, przebraniem się), a po samej siłowni wyglądam jak kupa, to na dni ćwiczeniowe nie planuję nic wielkiego. Nie ma wtedy wpisów, nie prasuję, nie robię większych porządków (mycie podłóg i tym podobne sprawy). Po prostu wiem, że nie zrobię tego.
Ogólnie zadania nieterminowe (pranie, prasowanie, sprzątnięcie czegoś konkretnego) wpisuję w tygodniówkę i przepisuję do dniówek, dzień przed, gdy wiem, że nic nie wyskoczy.
Na początku każdego tygodnia sprawdzam, czy w kalendarzu miesięcznym nie mam na te siedem dni jakiś dodatkowych planów - urodziny, imprezy, lekarze.
Nie spinam się, że strony w plannerze nie są zapisane od dołu do góry. Da się z tym żyć ;)
Jeszcze szukam konkretnych pomysłów na zagospodarowanie wolnych stron na notatki i "Tygodniowe zestawienia". Ale czy to źle? No nie wiem ;)
Z pewnością część stron przeznaczę na sprawy związane z robótkami, bo nie może być inaczej :D

A jak u Was jest z planowaniem? Organizujecie sobie dzień, czy idziecie na żywioł?

poniedziałek, 19 lutego 2018

Weselny szal

22:05:00 7
Weselny szal
Kolejne zaległości! Ten szal ma już z dobre dwa lata, a dalej nie pokazałam go na blogu...
Zaczęłam go robić z zamiarem założenia na ślub przyjaciółki w maju.
 Ale nie pykło. Jakoś zadanie mnie przerosło. Ale pomyślałam: nic to, w lipcu jest ślub siostry! I wiecie co? Też nie zdążyłam... Jakoś mi z tym szalem nie było po drodze. Ale zęby zacisnęłam i o to jest!

Robiony węzłami Salomona z cienkiej, włochatej włóczki z metalizowaną nitką od Alize (zabijcie mnie, ale nie pamiętam nazwy... ale wiem, że poszły dwa motki 50g). No narobiłam się strasznie, chociaż sam wzór jest łatwy, prosty i przyjemny.

Ostatecznie szal zaliczył jedno wesele, gdy go pożyczyłam koleżance. A sama go czasem używam na jakieś większe wyjścia - błyszcząca nitka jednak dosyć ogranicza jego codzienne użycie ;)
 No i jedna uwaga - ten włos staje się bardzo nieprzyjemny, gdy się człowiek zaczyna pocić. Na samą myśl zaczyna mnie gryźć...

Dzięki za wszystkie komentarze i odwiedziny ;)