Wszystkomający blog szydełkowy

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Grudzień - plany i spóźnione "Pleciemy wianki"

11:11:00 5
Grudzień - plany i spóźnione "Pleciemy wianki"
Za każdym razem, gdy spojrzę w kalendarz łapię się za głowę. Ten czas tak zap... ucieka. Kiedy? Jak? Przecież dopiero był początek listopada, a już jest grudzień. Dwa tygodnie i Boże Narodzenie. Trzy i Nowy Rok. Trzeba jednak ten czas jak najlepiej zagospodarować. Bo szybkie mijanie to jedno, ale uczucie przeciekania czasu przez palce to jedno.
Na szczęście od połowy grudnia wydaje mi się, że będę mogła przystopować, bo już nic terminowego nie będzie.

Jakie zatem mam plany? 

Kończę morski kocyk. W zasadzie nie powinno mi to zająć więcej jak jakieś 3-4 dni, chyba, że moje życie społeczne nagle nabierze tempa. Ale zanim zacznę robić morskie zwierzęta, muszę (a raczej chcę) zrobić 3 prezenty do kalendarza adwentowego dla Em. Tak wiem, wiem, adwent już dawno trwa. Ale siostra specjalnie zostawiła dla mnie miejsce.


Ze spraw terminowych zostaje jeszcze lisia czapka dla niemowlaka. Wiadomo, rozmiar mały, to szybko pójdzie ;) No i wieniec, który będzie powstawał w zasadzie równolegle do wszystkiego.
A dalej? A dalej, Moi Drodzy, to już hulaj dusza. 22 grudnia wyjeżdżamy na Święta. Czyli będę mieć 7 godzin w pociągu na dzierganie. I z powrotem kolejne 7. I na miejscu tyle czasu. Ach... już wiem, które włóczki jadą ze mną nad morze. Wszystko wskazuje na to, że jednak przed końcem roku zrobię sobie nowa parę skarpet. Jeszcze nie wiem co prawda, czy będą jakieś bardziej wymyślne. Tak sobie myślę, że może warkocze? A że skarpety to mało, to jeszcze chusta. Ale nie ta z Dropsa. Bo jakoś nie chcę się denerwować przy Świętach^^. Powstanie więc chusta dla mojej Siostry. Uległam modzie i kupiłam motek ombre. I cały czas mnie świerzbią palce, żeby się do niego dobrać. Przyjdzie już wkrótce na niego kolej... A później... no cóż wracam do wyrabiania zapasów, żeby znowu zacząć wydawać pieniądze na włóczki. Ta choroba jest straszna... Książkowo... na pewno kończę Prochowych Magów... I może coś ambitniejszego wrzucę na czytnik. W kolejce czeka japoński noblista .... Z innych planów, to chyba nic. Grudzień pod względem innym niż robótkowym będzie spontaniczny.

Pleciemy Wianki

I jeszcze taka mniej chlubna rzecz na koniec... W środę, 06.12.2017, miał się pokazać post z wiankiem... Nie pokazał się, bo była awaria sieci. A później... jakoś ciągle czasu było mało...
Ale pokrycie już jest, więc do planów dorzucam zszycie i produkcję gwiazdek. W środę już post ukaże się normalnie - chociaż możliwe, że w godzinach bardzo późnowieczornych.

P.S. Te cudne zdjęcia to niestety nie moje dzieło, lecz Natalii z bloga Jest Rudo z jej darmowego banku zdjęć.

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Podsumowanie - Listopad

17:14:00 1
Podsumowanie - Listopad
To był pracowity miesiąc. Naprawdę udało mi się dużo szydełkować! I jestem z tego powodu bardzo zadowolona. Chociaż cały czas wydaje mi się, że można by robić więcej i szybciej. Ale nie oszukujmy się... Oprócz pracy zarobkowej, dochodzą jeszcze obowiązki domowe, a czasem wypada też się trochę posocjalizować.
Co się zatem udziergało?

Po pierwsze komplet dla Maksymiliana do chrztu - sweterek i czapka-owieczka. Więcej o obu już wkrótce na blogu.
Po drugie, udało mi się zakończyć morski kocyk w części głównej. Zostały zwierzątka, ale prace musiały zostać wstrzymane na czas dziergania dla Maksa.
Zaczęłam wyzwanie wiankowe, więc wianek się dzierga.

Powstały tez drobiazgi do kalendarza adwentowego dla siostry. Takie pierwsze świąteczne prace. Chociaż nie wiem czy nie okaże się, że ostatnie...
Saffron shawl dalej się dzierga... bardzo powoli...

Pochowałam nitki w zaległym kocyku! Brawo ja! To chyba mój największy sukces :D
No i to chyba tyle, jeśli chodzi o dzierganie...
Czytam ostatni tom trylogii Magów Prochowych. Serdecznie polecam każdemu fanowi fantasy, bardzo oryginalne uniwersum i bohaterowie, o których trudno jednoznacznie powiedzieć, że są dobrzy bądź źli.
Co się nie udało? Ostatecznie nie byłam na planszówkach... Bo się spotkaliśmy ze znajomymi Nie-Męża^^ Więc w sumie wyszłam do ludzi, więc się chyba liczy? :D

Ulubieńcem miesiąca i jednocześnie odkryciem zostaje Rozetti First Class. Mięciutka mieszanka wełny z merynosa z akrylem, z której powstała czapka dla Maksa. Bardzo przyjemna w dotyku, super do dziergania. Pewnie będę jeszcze do niej wracać.

A jak Wam minął listopad? Plany zrealizowane?

środa, 29 listopada 2017

Pleciemy wianki - III

20:09:00 1
Pleciemy wianki - III

Tak jak pisałam tydzień temu... szału nie ma. Trochę bardziej z obowiązku dorobiłam parę rzędów. Ale terminy tak mnie goniły, że naprawdę nie miałam czasu przysiąść do wianka...

Przez to, że zrobiłam sobie prawie tydzień przerwy zapomniałam, którym szydełkiem robiłam. Jak widać: dobra pamięć, ale krótka^^. Chwała Bogu, że robiłam zdjęcia. Ale chyba czas jakoś na bieżąco zapisywać czym dziergam, bo później, gdy opisuję robótkę na blogu muszę się nieźle wysilić, żeby sobie przypomnieć, co to za narzędzie zbrodni było...

No i o tyle w temacie wianka. Za tydzień, mam nadzieję, będzie już cały "pokrowiec" i będę mogła zacząć robić gwiazdki.
PS Jestem zachwycona tym, jak ta nitka błyszczy w świetle! Naprawdę wygląda to jak zimowe, czyste niebo.


środa, 22 listopada 2017

Pleciemy wianki - II

18:12:00 2
Pleciemy wianki - II
A miało być tak pięknie: w tym tygodniu sądziłam, że będę kończyć "poszycie" wianka...
Ale... No właśnie... coś mi nie idzie.

Najpierw trzy razy prułam, bo jakoś nie mogłam wstrzelić się z rozmiarem. Co jest bardzo dziwne, skoro za każdym razem przykładałam robótkę do formy. No cóż. Widać krzywo to robiłam :D
Ale jak już się udało trafić, zmieniłam szydełko i poszło jak z płatka.

Tyle że chwilowo muszę zawiesić plecenie wianka, bo wielkimi krokami zbliża się chrzest Maksymiliana. I jako przykładna ciocia szykuję mała wyprawkę z tej okazji ;) Więc proszę o wyrozumiałość, jeśli za tydzień wielkiej różnicy nie będzie widać...
A jak u Was? Ktoś może jednak się dołączy do wspólnej zabawy?^^

niedziela, 19 listopada 2017

Warkocze

23:47:00 8
Warkocze
Wiecie za co uwielbiam szydełko? Da się na nim zrobić wszystko. Naprawdę. W zasadzie wszystkie wzory, które są na druty, da sie w mniejszym lub większym stopniu odwzorować  na szydełku.
Oczywiście sama dzianina układa się inaczej, jest grubsza zazwyczaj, no i samo zużycie materiału wychodzi większe niż przy drutach... Ale mimo wszystko szydełkowanie daje bardzo duże pole do popisu.
Bo co powiecie na warkocze? Klasyka dzianiny, chyba każdy ten splot kojarzy. I utarło się jakoś, że to tylko na drutach. Do ego jeszcze dziwnie się robi, bo albo agrafką się wspomaga, albo dziwnymi krzywymi drutami (wychodzi ze mnie ignorantka, mam nadzieję, że żadna dziewiarka nie wykłuje mi drutami oczu...).
Ale na szydełku też się da warkocze robić. Ba, mogą być równie skomplikowane, jak te na drutach, ale nie trzeba już żadnych wspomagaczy.
Wielką miłośniczką warkoczy jest moja młodsza siostra. Gdy urodziła Michalinę marzył jej się kocyk z warkoczami właśnie. Ale jakoś się nie złożyło, żebym wtedy takie okrycie zrobiła. Ale nie minął rok, a Misia dorobiła się brata - Maksymiliana. No i tej okazji już nie przegapiłam.
Tak powstał biało-niebieski kocyk w warkoczowe pasy. Całość gruba i ciepła, w sam raz na obecną pogodę. Dodatkowo został jeszcze podszyty od spodu cienką dzianiną, więc nie widać drugiej, mniej efektownej strony.
Niestety, zdjęć mało, cało jedno... Ale widać, co najważniejsze: kocyk i to, że jest w użyciu.


Wymiary: 48cm x 54cm (maleństwo, ale to miał być właśnie taki kocyk na początek)
Włóczka: nie pamiętam, coś z zapasów...

P.S. Wiem, że niektórym może się wydawać to zestawienie kolorów i formy wydawać niefortunne w kontekście, że Mały ma na imię Maksymilian. Zwłaszcza, że to na pamiątkę św. Maksymiliana Marii Kolbego. To totalny przypadek, że całość wygląda jak inspirowana oświęcimskim pasiakiem... (może też być tak, że to ja jestem przewrażliwiona, historyczne wykształcenie daje o sobie czasem znać...)

środa, 15 listopada 2017

Pleciemy wianki - I

18:48:00 2
Pleciemy wianki - I
No to czas się chwalić pierwszym etapem powstawania wianka.

Tylko nie bardzo jest czym... Bo dzisiaj rano przyłożyłam do formy kawałek, który wczoraj zaczęłam robić... I oczywiście wyszedł za duży. Jak ja wczoraj to mierzyłam, to nie wiem... Ale ostatecznie nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo przy okazji zmieniłam szydełko na większe, więc prace będą się posuwać szybciej.
A co w ogóle planuję zrobić dokładnie? No nie wiem. Pierwotny plan był taki, że sam wieniec będzie srebrny, a ozdoby w odcieniach niebieskiego i może fioletu. Ale ciągle obiecuję sobie, że nie będę kupować nowych motków i do tej pory całkiem nieźle mi to idzie. I to nie chodzi o kwestie finansowe, ale o stany magazynowe w moich pudłach...
Przepraszam za jakość, ale nie dałam rady się rozłożyć dzisiaj z lampami... Poprawię się!

W każdym razie kierując się to zasadą nowych włóczek nie kupiłam. Wzięłam je od Matuli^^. Akurat zalegały jej od dłuższego czasu motki niebieskiej bawełny z metaliczną nitką. No to już nie zalegają, bo właśnie z nich powstanie "korpus" wianka. A co do reszty ozdób... to oprócz tego, że raczej będą białe i na pewno gwiazdki, to więcej nie wiem...
Styropianową formę już musiałam kupić. Po obejrzeniu miliarda zdjęć na Pintereście wyszło mi, że zdecydowana większość wianków jest robiona na połówce, nie zaś na pełnej oponce. Pozostała kwestia rozmiaru. Padło na 30cm. I wiecie co? Chyba jednak przesadziłam... nie mam pojęcia, czy mi starczy włóczki... nie mówiąc o pomyśle na zapełnienie całości... No ale... będę się martwić później... Najwyżej coś dosztukuję.
Także materiały są, teraz tylko trzeba działać. Ale na razie nie liczcie na jakieś spektakularne efekty, bo mam do zrobienia na szybko wyprawkę na chrzest dla Siostrzeńca. Ale do końcowego terminu, więc jeszcze zdążę ;)

Zapraszam do dzielenia się swoimi pracami poniżej ;)