Misiowy kocyk

Czasami bywa tak, że człowiek musi, inaczej się udusi. A jeśli tym człowiekiem jest dziewiarka problem może nabrać dosyć dziwnych kształtów.
Ile z Was ma w domu pudła z włóczkami? Nie wspominając o tych niezliczonych kłębkach pochowanych po szafach, szufladach, puszkach z makaronem albo innym ryżem. Nie inaczej jest ze mną.
I pewnie podobnie jak u mnie, Wasze połówki dosyć krzywo patrzą na kolejne motki wysypujące się z dziwnych miejsc. I na nic się nie zdaje upychanie ich kolanem...
No ale przecież czasem trzeba, czasem mus jest! Bo przecież promocja, bo takie ładne, a jak skończę te 10 projektów, które mam w głowie to akurat będzie na ten szal/kocyk/sweter/ponczo. No i tak sobie rośnie i góra motków, i niezadowolenie Połówków.
Ale jest wyjście z tej sytuacji! I nie mam tu na myśli tylko powstrzymywania się, chociaż wiadomo, że nieumiarkowanie w kupowaniu motków i moteczków jest niewskazane.
Wiadomo: czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Zatem... Ja swoje nowe motki trzymam pod biurkiem w pracy :D Na pytanie, czy to nowy motek, mogę spokojnie powiedzieć, że nie, bo już swoje przeleżał.
Ale ja nie o tym dzisiaj chciałam, chociaż wszystko się ładnie łączy.
Bo z takich pracowych, odleżanych motków powstał kocyk dla Michaliny. Jeśli dobrze myślę, to pierwsza rzecz dla mojej młodszej siostrzenicy, którą prezentuję na blogu.
Nad tym kocykiem coś ciążyło... W porównaniu z Sowim kocykiem, ten był banalny. Jeden wzór, nitki do chowania tyle, co przy zmianie motków... Ale jakoś nie szło... Zaczęłam w lutym, gdy jeszcze było sporo czasu do wyklucia się Michaliny... A skończyłam gdzieś w maju... Może to znudzenie wzorem?
Ale emocje też były. Zanim bawełna nabrała mocy ustawowej, zdążyłam zapomnieć, co chciałam z niej zrobić i ile jej kupiłam. Zabrałam trzy, które leżały na wierzchu sądząc, że to wszystko. Po drugim motku zaczęłam się denerwować, po trzecim wpadłam w panikę. Nijak nie chciało wyjść, że starcz mi włóczki na jakiś sensownym rozmiar. Ale później się okazało, że jeden motek mam w domu w pudle, jeden w torbie robótkowej, a trzeci w pracy, pod biurkiem. Wyszło idealnie.
A później były jeszcze zdjęcia. Miały być najpierw fotki samego kocyka... Ale pewna mała rozrabiara wyczuła aparat i zanim zrobiłam zdjęcie całego kocyka pojawiła się główka:
A chwilę później już i cała Emilka:
Zatem teraz tylko detale:


Kocyk jest od spodu podszyty miękką tkaniną dzianinową:
Jest też zdjęcie z właścicielką. Proszę Państwa, o to moja najmłodsza siostrzenica, Michalina:
Lekko zdziwiona, ale zadowolona z kocyka.

Dane techniczne:
6 motków Bella Batik Alize, do samiuśkiego końca.
Szydełko nr 2,5 Addi Swing.
Wymiary: nie pamiętam :/
Wzór: ze starej gazetki Burdy.

Dzięki za odwiedziny i komentarze :)

4 komentarze:

  1. Bardzo ładny kocyk,właścicielce najwyraźniej też się podoba:))Z tymi motkami też tak mam,poupychane gdzie się da z tym ,że mnie nie ma kto dyscyplinować i muszę sama co jest zdecydowanie trudniejsze:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, dobrze, że mam jakiś bat nad sobą, bo faktycznie nie dałoby się ruszyć przez te motki ;)

      Usuń
  2. Śliczny kocyk :-) Przepiękne kolory i wspaniały wzór.
    Cudna właścicielka :-)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Yarn Along

Obserwatorzy