WCiD - Lux Perpetua

I oto udało mi się skończyć "Bożych Wojowników", teraz czas na kolejny tom. I wiecie co? Jest lepiej. Faktycznie zaczęłam się wciągać, już tak bardzo mnie nie irytuje Reynavan. Powiem więcej, nawet zrobiło mi się przykro, gdy już, już stał na stosie. Nie wiem, czy to perspektywa rychłego końca książki, czy się po prostu już przyzwyczaiłam do historii... Grunt, że teraz czyta się dużo lepiej.
A co na szydełku? Mysza się nie wydziergała. W międzyczasie z prostego projektu wyszło mi, że poszaleję i pokombinuję z wyglądem. Że nie chcę robić kolejnej myszki-baletnicy. I wydłużył się czas tworzenia, ale zostałam rozgrzeszona. Mysza już nie wygląda jak trupia główka, jeszcze tylko skończyć spódniczkę i zrobić nogi i koniec. Uprzedzając pytania. Tak, ma wbitą igłę w głowę. Żebym nie zgubiła swojej ostatniej igły do zszywania.
Ale, że przyroda nie lubi próżni, i jak tylko zaczęłam czuć powiew wolności, wpadło zadanie od Mamy - "coś" dla Luljana (czytaj: Juliana). Więc wyciągnęłam z odmętów pudeł niebieski akryl i dzisiaj zaczęłam dziergać misiokocyk.

No i ciągle powoli robi się chusta.
Nie licząc dwóch ufoków z zamierzchłych czasów...
A miałam nie robić kliku rzeczy na raz... Ech...
A Wy ile macie robótek zaczętych?

A i oczywiście zapraszam wszystkich do wspólnego wyzwania: "Zdążyć przed Świętami". Będziemy wspólnie dziergać ozdoby świąteczne, niekoniecznie choinkowe :) Po szczegóły zapraszam TU
I poprawiony banerek:

Dzięki wszystkim za odwiedziny i komentarze :)

11 komentarze:

  1. Trudne warunki ma ta mysza. :) Ale zapowiada się ślicznie i pewnie od igły z czasem się uwolni i nóg dorobi.
    Ja mam zaczęte trzy w tej chwili (i może ze trzy w szafie, ale tamte to nie wiem czy nie do sprucia). jakoś mi się nigdy nie udało jednej robótki zacząć i skończyć, zawsze coś się napatoczy z pomysłem do natychmiastowej realizacji.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta igła to akupresura, dzięki temu wyrosną jej nogi^^.
      Zawsze myślałam, że takie kilka robótek na raz to zło. Ale widzę, że czasem po prostu inaczej się nie da... Takie życie dziewiarki^^

      Usuń
  2. Hah u mnie trzy. Jedna lalylala doczekała się całej jednej nogi, na drutach obowiązkowe ostatnio skarpetki (bo jak nie mam skarpet na drutach to jakoś tak dziwnie) i sweter co do którego mam poważne wątpliwości jako że dziergany w częściach.

    Mysz zapowiada się bardzo fajnie jestem ciekawa efektu końcowego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy ostatnio skarpetkują... Chwała Bogu, że w swoich zapasach nie mam żadnej włóczki skarpetkowej, to przynajmniej nie dorzucę kolejnej zaczętej robótki do kolejki. Ale kolejne stopogrzeje kuszą...

      Usuń
  3. Misia baletnica jest przeurocza, to teraz zostalas nie tylko odtworczynia ale i kreatorka szydelkowych zabawek. Super sprawa. Pozdrawiam serdecznie Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Strasznie mi zależało, żeby w końcu coś całkiem samej zrobić i chyba w końcu mi się udało :) Jestem taka szczęśliwa z tego powodu, że chyba rozpiszę cały wzór^^

      Usuń
  4. Mysz nie zawiodła! A co do rozpoczętych, robótek to staram się nie mieć więcej niż dwie naraz. Zazwyczaj to mi się udaje. O świątecznych ozdobach też juz myślałam, czy aby nie zwlec jak zawsze wszystko na ostatnie dni grudniowe. Pozdrawiam .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa :)
      Też się zawsze staram, żeby mieć maksymalnie dwie zaczęte, ale jak widać, nie da się ;/
      Może w takim razie dołączysz do wyzwania?

      Usuń
  5. Moim jedynym ufokiem są frywolitki, ale to już wiadomo:uczę się:D
    Choć...nie...,na drutach mam zaczęty komin pod kolor skończonego swetra. Ale kiedy go skończę(?)kto to wie, sama tego nie wiem:(
    Pomysł z akcją świąteczną świetny, będę ją miała na uwadze.
    Podobnie jak Tobie zawsze zapala mi się lampka przed samymi świętami i tworzę coś na szybko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeden ufok, to nie grzech :D Czuj się rozgrzeszona^^
      I serdecznie zapraszam do wzięcia udziału w świątecznym wyzwaniu, razem będzie łatwiej się pilnować :)

      Usuń
  6. Luljan - jak ja dawno nie słyszałam, żeby ktoś tak mówił :-)

    Co do Reynavana, to czasami po prostu tak w życiu, nie tylko literackim czy filmowym, jest, że są osoby, które nas denerwują, ale gdy nagle okazuje się, że może ich nie być, to zaczyna nam ich brakować.

    Myszka z igłą w głowie skojarzyła mi się z laleczką voodoo. Robótkowo nie chwytam kilku srok za ogon, każdą pracę robię od początku do końca. No, prawie. Jak wiesz, moją specjalnością są haftowane kartki okolicznościowe i proces (od)twórczy wygląda tak, że haftuję wzory na kartonikach 10x15 cm i chowam do albumu na zdjęcia, w którym to czekają na swój czas, czyli na czyjeś urodziny, imieniny, święta i jak już się okazja nadarzy, to przyklejam je wtedy na kartkową bazę. W sumie można powiedzieć, że robię same ufoki :-)

    Jeśli zaś chodzi o długość mojego urlopu wypoczynkowego, to pięć tygodni to nic nadzwyczajnego i nie trzeba niczego odkładać, żeby tyle uzbierać. 26 dni, czyli 5 tygodni plus jeden dzień, to ustawowa norma przysługująca każdemu, kto przepracował 10 lat (ci, co pracują krócej mają 20 dni), tyle że nie każdy ma takie szczęście jak ja, że może wziąć urlop w całości i to latem.

    Co do twojego wyzwania, to biorę udział w podobnej zabawie "Kartki przez cały rok 2016" - polega ona na tym, że co miesiąc trzeba zrobić trzy kartki (można więcej, jeśli ktoś da radę) - jedną na Boże Narodzenie, jedną na Wielkanoc i jedną na dowolną okazję, dzięki czemu można uniknąć robienia kartek na tak zwane wczoraj.

    Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Yarn Along

Obserwatorzy