Wspólne czytanie i dzierganie - Jasnowidz

Tydzień temu płakałam za urlopem na dzierganie... Czego państwo i pracodawca nie chce Ci zapewnić, załatw sobie sama! Ja zostałam załatwiona przez Lubego i do końca tygodnia siedzę w domu i się kuruję. Na szczęście, nie jestem aż tak obłożnie chora, żeby szydełka i książki w ręce nie utrzymać ;) Luby mówi, że jestem jak Pusia, terminatorem i nic mnie powali... W przeciwieństwie do niego. Naprawdę, zanim nie zamieszkałam z nim, nie sądziłam, że te wszystkie opowieści o umierających, zasmarkanych facetach to przesada. Mój Tata nigdy jakoś w chorobach się nie skarżył, brat to osobna historia, bo przecież to zawsze wiadomo, że młodszy brat jest głupi... (oczywiście do pewnego momentu, później się już rodzeństwo docenia). A tu proszę... katar, ból głowy i już trzeba testament spisywać. Jedyne, co mi pozostaje, to wzdychnąć głośno i powiedzieć: Faceci! (tu jeszcze następuje przewrócenie oczami).
W czasie, gdy Luby już umierał i prątkował na mnie, a ja jeszcze byłam w pełni sił, skończyłam czytać poprzedni tom. Poszło migusiem, bo akcja była wciągająca, pojawili się nowi fascynujący bohaterowie, a sam autor zaczął się silić na żarty, całkiem udane z resztą.
Szydełkowo już tak fajnie nie było, popełniłam trzy bombki, które zaprezentuję raczej w grudniu, jeszcze nie czas na bicie po oczach ozdobami świątecznymi. 

Już chyba nigdy nie napiszę, że nie rozumiem, jak można robić kilka robótek na raz... Już wiem, jak to możliwe... Po prostu... czasem tak jest w życiu dziewiarki, że jedna robótka to za mało... Od zeszłego tygodnia do zaczętych robótek doszła czapka dla Lubego (to granatowe) i zaczęłam smoka dla Emilki (to różowe). W tle widać polegujące ponczo, a pod spodem zagrzebane są kordonki świąteczne. A! I tam gdzieś jeszcze jest bucik próbny... 
Dzięki za wszystkie odwiedziny i komentarze.

12 komentarze:

  1. Prawdziwy koszyk pracusia Ci się uzbierał :) Dużo zdrówka życzę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Koszyczek robi się za mały na wszystkie robótki. A jeszcze jak zaczną przyrastać, to w ogóle trzeba będzie mieć większy lub rozdzielać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdrówka życzę... dziergaj, czytaj i odpoczywaj :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Początek robótek jest bardzo miły jak już się wie co ma być wykonane. Najdłużej schodzi się z ich dokończeniem.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. No to nazbierało Ci się tych robótek :)
    Zdrowiej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Podręczny koszyczek szalonej dziewiarki ;) Zdrowiej. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdrówka! Na szczęście nie umierasz z kataru i dzierganie uskuteczniasz ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak poczytam ile rozgrzebanych prac maja inne dziewczyny, to od razu czuję się lepiej, że nie ja jedna.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale mi urlop z choroba ;) hihi ;) A niewazne, wazne, ze sie dzierga i czyta :) Zdrowka zycze :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wracaj nam do zdrowia, ale przy okazji korzystaj z przymusowego urlopu na kurowanie sie. Trzymaj sie cieplo. Pozdrawiam serdecznie Beata
    Ps Moj facet choruje rzadko, ale jak choruje, to lepiej nie draznic tygrysa ha ha ha

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj tak, chory facet w domu to prawdziwe nieszczęście, coś o tym wiem...

    Robótkowo jestem z tych, chyba nielicznych, które nie robią kilku prac jednocześnie, choć jakiś czas temu tak mi się zdarzyło i... I więcej mi się nie zdarzy, bo nie lubię tego.

    OdpowiedzUsuń
  12. Twój koszyk mi się podoba bo uważam że porządna dziewiarka musi mieć kilka rozgrzebanych robótek ;)Mnie osobiście nudzi jedna robótka,szczególnie gdy jest duża,musze mieć jakąś odskocznię:))Zdrówka życzę:))

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Blog Archive

Yarn Along

Obserwatorzy