WCiD - "Pomnik Cesarzowej Achai" t.4

Haha! Zaskoczeni? Już nie Malazańska Księga Poległych, ale całkiem nowa książka. Co prawda, została jeszcze jedna część opowieści o Malazie, ale muszę ją dopiero wypożyczyć, bo w wersji cyfrowej nie udało mi się znaleźć.
Co do kolejnego tomu "Pomnika Cesarzowej Achai" mam mieszane uczucia... Z jednej strony świetnie mi się czyta, zwłaszcza po tak ciężkiej lekturze jaką jest Malazańska Księga Poległych, z drugiej strony widzę niedociągnięcia Ziemiańskiego... Wiem, że jest sporo zarzutów pod adresem kontynuacji "Achai", że nie jest tak odkrywcza, że autor nie poprawił warsztatu, że są błędy rzeczowe... No cóż, faktycznie jest sporo niedoróbek językowych, ale takich, na które można jeszcze przymknąć oko, jeśli nie jest się bardzo czepialskim. Błędy rzeczowe pewnie dotyczą spraw wojskowych, na których się nie znam, więc mi nie przeszkadzają ;) Ale samą książkę czyta się całkiem przyjemnie, strony same się przewracają. Jedyne, co mnie trochę drażni, to wątki romantyczne. Jakieś sztuczne mi się wydają...

Na szydełku jest bluzka dla koleżanki z pracy. Trochę się boję, bo zaraz pierwsza przymiarka (kończę karczek) i obawiam się, że zaraz będzie trzeba pruć, bo rozmiar nie taki... Ale zobaczymy, może nie będzie tragedii ;)
W ogóle ostatnio zauważyłam, że w wieku 28 lat zaczynam przechodzić chyba kryzys wieku średniego... Cały czas próbuję sobie udowodnić, że coś mogę, że jestem temu światu potrzebna, żeby był lepszy, że trzeba coś trwałego po sobie zostawić. No i w związku z tym wpadam na coraz to bardziej szalone pomysły. Wszystko zaczęło się od 30-tych urodzin mojego Lubego. Wtedy zdałam sobie sprawę, że w kwestii zawodowej to raczej niewiele osiągnę ze swoim wykształceniem. Więc wzięłam się w karby i zaczęłam realizować mój "tajny wielki projekt". Mam nadzieję, że wypali, bo wtedy już nic nie będę musiała sobie udowadniać ;) Ale to oczywiście za mało. Idąc dalej tym tokiem myślenia, stwierdziłam, że trzeba jeszcze światu pomóc, ale nie przez zwykły przelew na WWF, czy AI. Trzeba coś naprawdę dać z siebie. Więc wróciłam do oddawania krwi. I postanowiłam do swojej trzydziestki zapuszczać włosy, żeby w dniu tych okrągłych urodzin ściąć je i przekazać na peruki dla fundacji Rak'n'Roll. Zachęcam wszystkie dziewczyny do tego. Włosy zawsze odrosną ;) Ale to jeszcze nie koniec moich kryzysowych postanowień. Stwierdziłam, że skoro nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem, to trzeba zmienić wykształcenie i się przebranżawiam^^ We własnym zakresie, powoli, ale do przodu.
Nie piszę tego, żeby pokazać jaka jestem super i tak o innych myślę. Piszę, żeby nie stracić motywacji ;) I proszę o trzymanie kciuków, żeby mi się wszystko ułożyło jak trzeba ;)
I żeby nie było, że tylko ja mam kryzys tożsamości... Mamy prawie jesień, prawda?
Powiedzcie to temu biednemu kasztanowcowi:

Dzięki za wszystkie odwiedziny i komentarze :)

4 komentarze:

  1. Pewnie, że trzymam kciuki, żeby wszystko się udało tak jak sobie wymarzyłaś :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymam kciuki i życzę powodzenia w realizowaniu "tajnego wielkiego projektu"! Na pewno się uda :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja w okolicy swojej 30-tki miałam trochę podobnie ale nie byłam aż tak ambitna. Włosy zapuszczaj - szczytny to cel i rozwijaj się dla siebie. Trzymam bardzo mocno kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzymam kciuki za realizację wszystkich planów, powodzenia - zwłaszcza w kwestii włosów.

    Przekroczenie trzydziestki nie było dla mnie niczym nadzwyczajnym i wydaje mi się, że więcej koło niej szumu niż to warte.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Yarn Along

Obserwatorzy