Wpis urlopowy

Już prawie miesiąc minął od kiedy skończył mi się urlop. Zdjęcia swoje odleżały, ja prawie o wolnym zapomniałam, zatem to czas, aby się podzielić z Wami moimi wspomnieniami.
Pierwotnie nasze plany urlopowe były bardzo rozbudowane. Chcieliśmy pojechać w góry na tydzień, a resztę spędzić na krótkich wypadach po Dolnym Śląsku. Ale w międzyczasie przemyśleliśmy parę spraw i wszystko (no prawie) się zmieniło.
Po pierwsze, dojrzeliśmy do decyzji, że czas iść na swoje. Pochodziliśmy po paru budowach, znaleźliśmy idealne miejsce dla siebie. Zobaczenie swojego potencjalnego mieszkania zdecydowanie działa na wyobraźnię. Postanowiliśmy, że trzeba trochę zacisnąć pasa, żeby mieć lepszy start do kredytu.
Po drugie, nasze dwa potwory. Nie mogliśmy ich brać ze sobą, a nie chcieliśmy też angażować innych w długą opiekę nad nimi.
Po trzecie, obiecaliśmy siostrze mego Lubego, że ją w końcu nawiedzimy. I tak ostatecznie zamiast na południu, wylądowaliśmy na północy Polski ;)
Ale zanim wyruszyliśmy do Szczecina, zaliczyliśmy jeden punkt z naszej pierwotnej listy urlopowej - zamek Książ.
Zgodnie ze wskazówkami mojego Tatusia, wysiedliśmy w Świebodzicach z zamiarem dojścia do zamku na piechotę. Niestety, nikt z władz miasta nie pomyślał, że jakieś oznakowanie dla pieszych turystów się przyda. No ale, koniec język za przewodnika ;) Zdziwiło mnie tylko, że kogo nie pytałam po drodze słyszałam mniej więcej to samo: "Pani, to daleko, tam autobus jeździ. Zawróci Pani, tam na przystanek". Ale ostatecznie udało się nam dojść do zamku, nawet się nie zgubiliśmy. A sama "daleka" droga zajęła nam 40 minut w pięknych okolicznościach przyrody. Aż szkoda byłoby jechać autobusem.
Teraz będzie sporo zdjęć:





 Po zwiedzaniu zamku poszliśmy do Palmiarni. I tutaj niemiłe zaskoczenie. Jesteśmy pieszymi turystami, jak odległość nie przekracza jakiś 10 km, to idziemy, nie zastanawiając się nawet nad środkiem transportu. Więc do Palmiarni też postanowiliśmy iść. Spod samego zamku w stronę szklarni był piękny brukowany chodnik. Do momentu, gdy ulica nie doszła do głównej drogi, gdzie samochody jechały tak z 70 km/h... A pobocze w zasadzie nie istniało. Dobrze, że to było tylko kilkaset metrów, ale parę razy miałam duszę na ramieniu...







 Drugim punktem naszych wakacji był Szczecin. Szczerze mówiąc, jestem zaskoczona tym miastem. W zasadzie nie wiem, czego się spodziewałam, ale z pewnością nie takiej ilości zieleni. Jeśli gdzieś szliśmy, to zawsze przynajmniej jeden park, skwer, zagajnik przecinaliśmy. A do tego mają największy cmentarz w Europie! A ja tak lubię spacerować po nekropoliach.





 To tylko kilka migawek, bo zdjęć jest dużo więcej.
Na koniec jeszcze wpadliśmy na dwa dni do Kołobrzegu. A resztę urlopu spędziliśmy na zastanawianiu się, skąd wziąć pieniądze, żeby nie brać kredytu na mieszkanie^^.

Dzięki bardzo za wszystkie odwiedziny i komentarze :)











2 komentarze:

  1. Też byłam w tym roku w Książu, haj fajf! :)
    Polecam zwiedzenie reszty obiektu Riese. Sztolnie Walimskie, Muchołapka, Włodarz i Osówka - wszystko warte zobaczenia, rozmowy z przewodnikami dają sporo do myślenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To byłaś tak blisko i się nie przyznałaś?!^^ Zła kobieto!
      Co do sztolni walimiskich to wiem, że warto odwiedzić, w liceum mieliśmy wycieczkę do nich. Niesamowite wrażenie... Mieliśmy właśnie w planach sztolnie, ale odłożyliśmy to na inny czas. Poza tym, dopóki nie opadnie gorączka złotopociągowa, to nie ma co tam jechać. Nie lubię zwiedzać w tłumie...

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Yarn Along

Obserwatorzy