Dzień 3. - Pycha

Kolejny dzień i kolejne wyzwanie. Już Izzy zauważyła, że słowo jest dwuznaczne. Ponieważ przedwczoraj pisałyśmy o jednej niezbyt miłej emocji, dzisiaj chcę podarować sobie pychę, jako jeden z grzechów głównych i skupię się na tym, co dla mnie jest pycha ;)
Generalnie, jak mam wybór między słonym, a słodkim, wybiorę słone. Jakoś tak mam, że słodycze są spoko, ale mogę spokojnie z nich zrezygnować. Co nie znaczy, że jak mam upiecze ciacho to powiem nie ;) A mama ma talent do pieczenia, jak ona coś wymyśli, to nie ma możliwości, żeby ciasto zostało dłużej niż 24h. Pamiętam, jak byłam mała, jak się wylizywało miskę i te takie od miksera :D I kogel-mogel, to było pycha!
Ale najpyszniejsze są pierogi. To jedno z tych dań, które, jakby ktoś mi postawił pod nosem, to bym jadła i jadła i jadła. Aż bym pękła. Dzięki temu zrobiłoby mi się miejsce i dalej bym jadła :D Współczuje krajom, które nie mają pierogów ruskich. Co tam jakieś pizze, frytki, hamburgery... pierogi, to jest to!
Chociaż zdarzają się też profanacje... Na studiach na wakacje wyjechałam do Niemiec, mieszkałam z koleżanką u niemieckiej rodziny. W ramach odwdzięczenia się za gościnę postanowiłyśmy zrobić pierogi. Pomijam kwestię dostania normalnego twarogu w Dortmundzie (wtedy jeszcze nie było tak dużo sklepów polskich)... W każdym razie, farsz przyprawiłam tak jak lubię, czyli sporo pieprzu, sól, cebulka. Ugotowałam w osolonej wodzie... A oni... oni... posypali je cukrem. Z cynamonem. To większa zbrodnia niż placki ziemniaczane z cukrem...
Albo pierogi z kapustą i grzybami... Takie są tylko raz w roku i czekam na nie z niecierpliwością. A najlepsze są na drugi dzień, jak trochę nawet obeschną. Pod warunkiem, że mi brat ich nie zje, albo nie schowa (tak, mamy po dwadzieścia parę lat, ale jedzenie chowamy co najmniej jakbyś przeżyli wojnę... albo jak dzieciaki, które chowają słodycze).
Powinnam teraz dodać jakieś zdjęcie jedzenia, ale nie mam. Więc wstawię zdjęcie Ciri, która je. Dla niej wszystko jest pycha (zwłaszcza guziki od pilota...)

Swoją drogą, nie uważacie, że to dziwne, że to samo słowo oznacza, że coś jest smaczne, ale także negatywną cechę bycia zbyt pewnym siebie?

11 komentarze:

  1. Ja też wolę tę pyszną pychę :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Za ruskimi to bym w ogień nie skoczyła, ale za to te wigilijne...mmmm...pycha! :) Ale jeśli chodzi o najbardziej pycha pierogi jakie jadłam to były takie pieczone z kaszą gryczaną i grzybami. To było coś tak niesamowicie pysznego, że nie ma słów, które byłyby w stanie opisać doznania moich kubków smakowych :) Nie ma opcji, żebym jeszcze nie wróciła do Gdyni, na te pierogi właśnie :)
    PS. Ciri jest słodka! A jak słodka, to wiadomo... pycha :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, zapomniałam o pierogach z kaszą i białym serem, te też są pycha! :D

      Usuń
  3. Z pierogami mam tak samo :)
    Ruskie bym jadła i jadła :)
    W niedzielę właśnie robiłam i objadam się do dzisiaj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tydzień temu lepiłam, ale starczyły tylko do poniedziałku...

      Usuń
  4. Podzielam Twoje uwielbienie pierogow ;D
    ale placki ziemiaczane z cukrem tez sa pycha ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bluźnisz! ;p jakoś nie mogę się do tego połączenia przekonać...

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Też wielbimy, dlatego są rozpuszczone jak dziadowski bicz ;p

      Usuń
  6. Nie mam specjalnie ulubionych dań. No może pizza z krewetkami, cebulą, czosnkiem i oliwkami. Grzeszę systematycznie przynajmniej raz na dwa tygodnie. Pycha!

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Blog Archive

Yarn Along

Obserwatorzy