Spotkanie na szczycie

Wiecie, jaki jest najlepszy czas na dzierganie różności? Nie zbliżające się święta różnej maści i nawet nie jesień i zima, gdy w zasadzie nie ma lepszego lekarstwa na chandrę niż koc, herbatka i robótka. Najlepszy czas to okres około narodzinowy u znajomych. Bo chociaż ciepły sweter jest świetny na mrozy, a ręcznie dziergana chusta może wprawić w zachwyt koleżanki, to jednak nic nie sprawia chyba takiej radości jak zabawki, kocyki i inne akcesoria dla dzieci. Raz, że co małe, to słodkie (jestem tego najlepszym przykładem^^ czysta słodycz), a dwa, że wdzięczność i zachwyt młodych rodziców działa jak miód na serce. Takimi drobiazgami zachwycają się i młodzi ojcowie, zazwyczaj nieczuli na wdzięki dzierganych prac.
I właśnie dzisiaj przedstawiam Wam właśnie kolejną pracę dla maleństwa – Mysza Bezimienna. Może, gdy Mała właścicielka podrośnie sama nada jej imię.

Zostałam poproszona o wykonanie myszki. Przejrzałam zasoby Internetu, na tydzień przepadłam w otchłani Pinterestu, na kolejny na Ravelry i gdy dom już zarósł kurzem wiedziałam już jedno… Z jakiegoś dziwnego powodu mysz w wersji żeńskiej musi być baletnicą*… Co nie bardzo mi się uśmiechało, bo chciałam czegoś ciut bardziej oryginalnego. I wymyśliłam Mysz-dzikuskę. Zamiast tutu zrobiłam więc coś na kształt spódniczki hawajskiej. Dzięki temu dziecięce rączki mają dodatkowe zajęcie w postaci tarmoszenia listków.

I tak właśnie powstała Mysza, która zanim wyruszyła w daleki świat spotkała się z Kłólikiem Emilki na herbatce.

 Dziewczyny okazały się strasznymi łakomczuchami i niestety pożarły wszystkie ciastka, zanim zaczęła się sesja zdjęciowa...
Brzuch taki duży... tyle ciastek na raz to może jednak zły pomysł?

Chyba czeka mnie dieta...

O taki ogonek mam :)
Jakie ważne tematy poruszały? Pewnie Kłólik udzielała rad, jak żyć z maluchem… Że dziecięca ślina nie jest żrąca i to po prostu specyficzny sposób na okazanie miłości…
Po wspólnie spędzonym popołudniu Mysza udała się w podróż do nowej koleżanki, Panny G. Mam nadzieję, że to początek wspaniałej przyjaźni.

*Oczywiście wszystko przez animację "Roztańczona balerina" ;) 

Dzięki za wszystkie odwiedziny i komentarze :)

5 komentarze:

  1. Podziwiam Twoje szydełkowe maskotki. Ja jakoś nie mam do nich cierpliwości :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Kiedyś też uważałam, że maskotki to nie dla mnie, ale życie zweryfikowało moje poglądy w tej sprawie ;p

      Usuń
  2. Wygląda świetnie. Myszka stanie się ulubienicą nowej właścicielki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Mam nadzieję, że właśnie tak będzie :)

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Yarn Along

Obserwatorzy