#DKN 7 - Wywiad z Yellow Mleczyk część pierwsza

Dzisiaj zapraszam Was na spotkanie z Dagmarą, w Internecie znaną jako Yellow Mleczyk. Dziewczyna równie pozytywna, co jej avatar :) 
Dagmara jest oczywiście projektantką. Ale poszła o krok dalej i oprócz projektowania pięknych chust (nie tylko ich, ale jak o niej myślę, przed oczami mam właśnie zwiewne okrycia), postanowiła również nauczyć innych, jak tworzyć cuda z jej wzorów. Koniecznie zajrzyjcie do jej grupy Podziergajmy wspólnie. Dodatkową zachętą do zabawy jest zniżka na płatne wzory :)
Ech, kolejna osoba, przez którą płaczę po nocach, że nie umiem na drutach... (tak, wiem, mogłabym się w końcu nauczyć... ale użalanie się nad sobą jest łatwiejsze^^)
 Nie zapomnijcie zajrzeć do Dagmary, na bloga i na Ravelry!



Wszystkie zdjęcia w tym wpisie są własnością Yellow Mleczyk.


  •  Jak długo dziergasz? Od czego się zaczęło?
Od zawsze. Pamiętam, że początki szydełkowania pokazała mi kuzynka, drutów przypomnieć sobie nie mogę. Chyba mama, ale ona też nie pamięta.
Oczywiście były okresy większej i mniejszej aktywności, a nawet całkowitej stagnacji. Był nawet taki moment, kiedy wszystko wskazywało na to, że ze względów zdrowotnych nigdy już do drutów nie wrócę. Po dwóch latach zaryzykowałam, wróciłam, ale liczę się z możliwością, że może mi się to nagle urwać. I tym bardziej cieszy mnie to, że dziergam!


  • Kiedy przestało Ci wystarczać odtwarzanie pomysłów i zaczęłaś tworzyć własne wzory?
Ja swoje wzory tworzę od zawsze. Taką mam naturę, że źle się czuję, jeśli ktoś jest tak samo ubrany, jak ja. Chyba zaszczepiła mi to moja mama, która zawsze szyła dla mnie ubrania, i zawsze miałam coś innego niż koleżanki. A było to w czasach, kiedy asortyment w sklepach był tak mało zróżnicowany, że zupełną normą był na przykład fakt, że połowa dzieci w klasie nosiła takie same sweterki. Na początku mi to przeszkadzało, chciałam wyglądać tak samo jak inni, ale całe szczęście nieco podrosłam i zaczęłam dostrzegać uroki indywidualizmu. Czasy nadal były, jakie były, i jedynym sposobem wyglądania inaczej niż ogół była twórczość samodzielna. Zresztą, w liceum była już nas, indywidualistek, spora gromadka, i wszystkie albo dziergałyśmy, albo szyły. Taka, wydawało mi się wtedy, norma. I tak mi już zostało i trwa do dzisiaj.


  • Kiedy pojawił się pomysł, żeby zacząć się dzielić wzorami? Kiedy stwierdziłaś, że można je sprzedawać?
Kiedy odkryłam, że dzierganie jest w Internecie. Czyli w 2013. W nieświadomości swojej uważałam, że rękodzieło jest nadal na poziomie mojej wczesnej młodości…
Ten pierwszy moment pamiętam do dziś, spędziłam przed monitorem popołudnie, wieczór i pół nocy, w zdumieniu, zachwycie i od razu z silnym postanowieniem, że ja też tak chcę i muszę!
Założyłam bloga. Pościągałam darmowe wzory. Pozapisywałam się na parę testów na ravelry. Pojechałam do Krakowa w celu zobaczenia, pomacania i kupienia ‘prawdziwej’ włóczki.
Główny problem nie polegał na stworzeniu udziergu, tylko na ogarnięciu wszystkiego obok.
Od pierwszej chwili miałam silne przekonanie, że to jest właśnie moje miejsce, i wszystkie moje dotychczasowe życiowe doświadczenia mnie ku temu miejscu prowadziły. I nawet pamiętam, jak je wyliczałam koleżance:
·         Znam języki na takim poziomie, że problemu nie będzie żadnego
·         Jako nauczycielka z powołania i zamiłowania potrafię tak wytłumaczyć, żeby każdy zrozumiał
·         Prowadziłam różne szkolne akcje na FB i już trochę wiem, jak to robić, a w razie czego zawsze mogę dopytać uczniów (co zresztą robię do dziś!)
·         Na komputerze radę sobie dam, teksty napiszę, edytować też potrafię
·         Z racji niepełnosprawności czasu mam dużo, po pracy muszę sporo odpoczywać, ale przecież odpoczywać i dziergać można równolegle
·         A jakie wyzwanie dla intelektu, przedsiębiorczości i zmysłu organizacyjnego!!! Oraz poczucia, że ta moja choroba nie tylko mi mnóstwo zabrała, ale i otworzyła nowe możliwości!!!



  • Skąd bierzesz pomysły na nowe projekty? Jak wygląda proces samego wymyślania?
Pomysły najczęściej przychodzą same. Oczywiście gdzieś tam wcześniej zobaczę coś ciekawego – ścieg, kształt, motyw – i potem te wrażenia łączą się w całość, na bieżąco coś dodaję, odejmuję, modyfikuję. Najbardziej lubię wymyślać chusty, zaczynam od jakiegoś elementu i dopasowuję do niego pozostałe.
Zależy mi, żeby nie tworzyć plagiatów, dlatego niezbyt często przeglądam strony dziewiarskie w Internecie. Nie chcę, żeby mi zapadały w pamięć gotowe wyroby, które potem, po dłuższym czasie mogłabym uznać za własne pomysły.



  • Jak wygląda proces tworzenia wzoru? Jak długo trwa?
Trwa dość długo. Najpierw chodzę i obracam pomysł w głowie, kombinuję na różne sposoby, a jak już mnie to umęczy, to biorę dyżurny kłębek bawełny i zaczynam eksperymentować.
Potem przerzucam się na właściwą włóczkę i rozpoczynam właściwe dzierganie. Staram się na bieżąco zapisywać, co robię, ale niestety, często mnie ponosi entuzjazm i trudno mi się oderwać od drutów. Dzięki czemu dziergam potem drugi egzemplarz, tym razem już dokładnie wszystko notuję, i przy okazji sprawdzam sama siebie.
Potem jest etap bardziej techniczny – zapisanie wzoru w takiej formie, żeby był jasny, przejrzysty i jak najprostszy. Oraz zrobienie zdjęć.
To ostatnie od początku było dla mnie ciężkim wyzwaniem i po wielu przemyśleniach i obserwacjach weszłam na drogę kompromisu. Z jednej strony zależy mi, żeby mieć ładne i ciekawe zdjęcia, to przecież pierwszy element, na który zwraca się uwagę przy wyborze wzoru. Z drugiej strony ja sama dość sceptycznie podchodzę do zdjęć z bardzo wysokim poziomem ‘elementu artystycznego’, tak samo jak wolę starsze filmy bez efektów komputerowych, coś tam mi w nich nie do końca gra. A z trzeciej strony, doszłam do wniosku, że jako niezależna projektantka i firma jednoosobowa nie mogę być perfekcyjna w każdym aspekcie.
Zdjęcia więc robię sama, tak jak potrafię najlepiej, w zimie więcej w pomieszczeniach i na ‘plastikowej pani’, w lecie więcej w plenerze i przeróżnych okolicznościach przyrody. Nie obrabiam ich też nadmiernie, żeby nie dodawać tego elementu ‘sztuczności’, którego sama tak nie lubię.
No i jeszcze zostaje nazwa. Czasami objawia mi się sama, czasami szukam długo i z mozołem. Problem jest w tym, że nazwa powinna być w miarę prosta, w miarę ciekawa, w miarę międzynarodowa, i jeszcze dodatkowo lubię, żeby miała jakiś niewielki polski akcencik. Oczywiście nie zawsze uda się to wszystko zawrzeć w jednym-dwóch słowach!

Na dzisiaj to tyle, ale już jutro zapraszam Was na kontynuację!

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Yarn Along

Obserwatorzy