Podróż za jedną włóczkę - Wszystkomający blog szydełkowy

środa, 7 lutego 2018

Podróż za jedną włóczkę

Dzisiaj chciałabym poruszyć bardzo ważny (z dziewiarskiego punktu widzenia) problem. Podróże.
Wiadomo, że gdy wybieramy się gdzieś dalej, pociągiem, czy jako pasażer samochodu, to zawsze trzeba mieć coś przy sobie.
Chciałabym się jednak pochylić nad tymi codziennymi podróżami - do pracy, czy do szkoły.
Często pojawia się stwierdzenie, że doba ma za mało godzin, żeby zrealizować wszystkie pomysły i przerobić nasze zapasy.
Wszystko się rozbija o to, żeby jak najlepiej wykorzystac czas na dzierganie. Jak zatem to zrobić?
Po pierwsze trzeba przesiąść się z własnego transportu na komunikację miejską. Ekologicznie. No i bezpieczniej, bo dzierganie i kierowanie autem raczej nie należy do najlepszych pomysłów...

Zatem, gdy już kupimy bilet miesięczny, trzeba się zastanowić nad kolejnymi problemami. A mianowicie... wolne miejsca do siedzenia. Niby da sie dziergać na stojąco, ale trzeba się sprawnie owinąć wokół poręczy, żeby nie latać po całym autobusie lub tramwaju (albo trolejbusie, jeśli jesteś z Lublina). Jest na to jedno proste rozwiązanie. Trzeba mieszkać przy pętli! Miejsce siedzące mamy wtedy gwarantowane. Broń Cię Panie Boże wybierać miejsce zamieszkania lub pracy w okolicach uczelni (studenci...) albo dworca (turyści...).

Jeśli jednak z jakiegoś względu zmiana mieszkania lub pracy nie wchodzi w grę, pozostaje jeszcze kamuflaż. Można próbować na staruszkę, ale to za dużo zachodu - farbowanie włosów, odpowiednia garderoba, jakiś wyleniały lis na ramionach. Albo wersja ekonomiczna - ciąża. Worek z robótką pod ubranie i ciąża jak ta lala. A biorąc pod uwagę, że niektóre prace rodzą się w bólach, więc w sumie to wielkiego przekłamania nie ma.
Dodatkowo w zimie trzeba pamiętać, żeby wybierać takie trasy, gdzie kursują nowoczesne maszyny, które szybko się nagrzewają - nie ma nic gorszego, niż dzierganie zgrabiałymi rękami, gdy palce ledwo się zginają...

Dodatkowym atutem będzie, jeśli blisko naszych przystanków będzie pasmanteria albo chociaż paczkomat. Można wtedy dodatkowo urozmaicić sobie podróż mizianiem najnowszych nabytków.
Pamiętajcie - każde 5 minut w podróży bez dziergania, to jeden rządek mniej!
Dobra... wiem, że nie istnieje takie pojęcie jak "jeszcze jeden rządek"... bo na jednym ciężko skończyć ;)

6 komentarzy:

  1. A ja do pracy jeżdżę rowerem i tak się nie da robić na drutach:) Mogę obmyślać kolejne projekty:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odkąd widziałam dziewczynę, która robiła notatki jadąc na rowerze, kombinuję, jak szydełkować^^ z pewnością się da ;p na przykład na monocyklu^^

      Usuń
  2. Ale fajnie napisane :)) Niestety coraz trudniej o dzierganie w środkach transportu publicznego. Ostatnio mamiona 3 godzinami w pociągu kupiłam bilety sobie i dzieciakom i ... kurcze, samochodem o połowę taniej! Wliczając nawet przejazdy autostradą :( Można byłoby za to moteczki kupić ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazwyczaj kupujemy bilety wcześniej i jednak wychodzi nam taniej niż przejazd samochodem^^ Ale zdarza się, że nagle coś wypada i wtedy faktycznie podróż PKP może zaboleć portfel :/
      A co do środków transportu publicznego, zaczynam jeszcze rozważać opcję dziergania na stojąco, owinięta wokół słupka ;p

      Usuń
  3. To ja mam wręcz wymarzone warunki! Mieszkam przy krańcówce (zwanej w niecentralnej Polsce pętlą lub zajezdnią), nie mam prawa jazdy, więc nawet gdyby mnie kusiło samochodem, to tylko jako pasażer, co też sprzyja dzierganiu. I mam naturalnie siwe włosy, więc na emerytkę już się kwalifikuję (brak mi co prawda wytartej etoli, ale to da się zrobić).
    A tak poważnie, to zaopatrzyłam się ostatnio w gustowne torebki robótkowe, więc mam w planie systematyczne dzierganie w podróży i na wizytach. :))
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, no to masz zdecydowanie ułatwione zadanie! :D
      Sama się ciągle przymierzam do takich gustownych torebek. Znaczy próbuję zmolestować moją siostrę, żeby mi uszyła ;p

      Usuń