Baczność!

Spocznij. Przedstawiam Państwu Pana Majora Bazylego.
Imię wybrała moja młodsza siostra, która sobie smoka zażyczyła ;) Emilka pewnie będzie miała jakieś własne imię dla niego ;)
Osobiście nazwałabym go Strachota, tak jak się nazywał nasz wrocławski smok (tak, tak, nie tylko Kraków ma swojego gada!). Legenda wiąże go z Lasem Strachocińskim, obecnie na osiedlu Strachocin. W lesie tym miał mieszkać smok wielgaśny, który w swej pazerności postanowił usadowić się przy źródle bijącym w lesie. I jak to w legendach bywa, woda w nim płynąca miała właściwości magiczne, dając siłę wielką temu, kto się jej napije. Ale nikt tego zbadać organoleptycznie nie mógł, bo smok siedział i dopuścić nikogo do wody nie chciał (a to łotr!). Poza tym gadzina miał upodobania podobne do swojego kuzyna spod Wawelu i nie pogardził ani owcą, ani krową, a jak by mu się jakaś dziewoja trafiła to i pewnie ją by z radością pożarł. Taki stan rzeczy trwać nie mógł, więc mieszkańcy pobliskiej wioski (Strachocin, bo smok Strachota, bo taki straszny) zrzucili się na nagrodę dla lokalnego szewczyka Dratewki. Nasz lokalny bohater zwał się Konrad i miał więcej szczęścia niż rozumu. Nie posłużył się bowiem żadnym fortelem, żadną wypchaną owcą... O nie, on poszedł w las, z mieczem radośnie myśląc, że jakoś to będzie... Doszedł do środka lasu, smoka ani widu, ani słychu, za to gorąco strasznie, a pić się chce. Niewiele myśląc zaczął pić wodę ze źródła, nie zdając sobie sprawy z jej magicznej mocy. W tym momencie pojawił się smok, ale Konrad już był na magicznym dopalaczu, odciągnął smoka od źródła, a biedna gadzina pozbawiona magicznej wody, musiała ulec przed pospolitą siłą i uciec w las. Tam osłabiony Strachota zaczął szukać czegoś, co się nadaje do jedzenia, ale że nigdy roślin nie jadł, to nie wiedział, co do pyska pcha. A pchał trujące grzyby... I tak Strachota zdechł... A na Konrada, który tylko smoka przepłoszył spłynęły zaszczyty i sława... Ale bez ręki księżniczki^^
Powiem nieskromnie, że jestem zachwycona nim. Jestem z niego bardziej dumna, niż ze swetra :D Bardzo się martwiłam, jak sobie poradzę z przyszyciem poszczególnych elementów, żeby były symetryczne, ale poszło bez problemu.
Smok nie jest moim pomysłem, zainspirowałam się tym.
Taka pacynka jest świetnym modelem do zdjęć, więc trochę ich napstrykałam ;)
Taki jestem nieśmiały...

Zionę ogniem, bój się!
Tak naprawdę, to jestem wegetarianinem..
Mmmm... słodki misiak...

A tutaj próba sił z Ryśkiem. Jak widać, kot miał w głębokim poważaniu takiego gada^^





A się zmęczyłem tym kotem...
A kuku!

Pan Major był bardzo wdzięcznym dziergadłem i z miłą chęcią wrócę do tego typu zabawek ;)
Dane techniczne: limonkowa Zuza, połowa motka, trochę koralowej Sary i ciut, ciut żółtej Zuzy (wszystkie przetestowane dzięki uprzejmości Świata nitek oraz do nabycia tutaj). Całość szydełkiem 2.
Dziękuję za wszystkie komentarze i odwiedziny :)

14 komentarze:

  1. Świetna jest ta legenda o Stachocie, nigdy jej nie słyszałam. Fajnie jest dowiedzieć się czegoś nowego. Smok wyszedł super a jego sesja fotograficzna jest przezabawna.
    Pozdrawiam Serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... miało być Strachocie

      Usuń
    2. Legendę o Strachocie zna mało który wrocławianin, a w Polsce to pewnie w ogóle nikt nie słyszał o wrocławskim smoku^^ Mniej medialny niż wawelski, pomnika nie ma, tylko zabytkowy tramwaj został nazwany jego imieniem...
      Dzięki za komplementy ;) Udana sesja zdjęciowa to też zasługa mojej siostry, która animowała Majora ;)

      Usuń
    3. ... ale dzięki takim ludziom jak Ty inni mogą poznać legendę o smoku Strachocie.

      Usuń
  2. Moja Młodsza oszalałaby na punkcie Twojego smoka, uwielbia wszystkie zielone i nie tylko smoki , dinozaury itp... Świetny i przesympatyczny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podoba ;) Może swojej córeczce też takiego zrób? Nie jest trudny i w zasadzie całkiem szybko się robi ;)

      Usuń
  3. Jak dla mnie mistrzostwo świata. Jestem pełna podziwu nad wykonaniem i kolorystyką. Perfekcja w każdym calu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Twoja wersja jest dużo lepsza niż oryginał. Taki z niego pocieszny smoczek! Wcale nie straszny :) Już go uwielbiam i chcę więcej zdjęć :)
    Legenda jest, cóż... faktycznie Konrad miał więcej szczęścia niż rozumu, ale mimo to fajna opowieść. Swoją drogą w tamtych czasach to dziewice były starymi, brzydkimi babami, których nikt nie chciał (i nikt jakoś ich nie zgwałcił podczas napaści na wieś), więc chętnie by je smokom oddawali. Dopiero w czasach bliższych współczesnym dziewictwo zaczęło być kojarzone z młodymi i pięknymi kobietami.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspaniały smok :-) Rewelacyjny pomysł i doskonałe wykonanie :-)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przeurocze smoczysko ;)
    Pozdrawiam..

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam takie pacynki. Pan Major jest na prawdę uroczy! i pięknie wykonany!
    szkoda, że moja córeczka póki co wykazałaby taką samą ignorancję jak kot Rysiek.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Blog Archive

Yarn Along

Obserwatorzy