Wspólne dzierganie i czytanie - Zaklęcie dla Cameleon

Uch, ależ tydzień miałam. Sądziłam, że przed kolejną środą pojawi się post z płaszczykiem albo z recenzją "Pana Lodowego Ogrodu", ale ciągle coś się działo. W tym tygodniu już braki nadrobię, obiecuję!
W czwartek, o 9.35, zostałam ciocią :) Siostra urodziła Emilkę. Niestety, ponieważ mała jest wcześniakiem wylądowała od razu w inkubatorze. Taka z niej kruszynka, że ledwo 2kg wagi miała. Na szczęście teraz się dogrzewa, je jak smok i rośnie. Mam więc nadzieję, że niedługo będzie już leżeć we własnym łóżeczku :)
Jakoś z tego wszystkiego, oraz upału, nie miałam za bardzo ochoty na dzierganie. Wracałam do domu i kładłam się plackiem. Niestety, w mieszkaniu mam w taką pogodę temperaturę jak na dworze albo i wyższą. Ale przynajmniej podjęłam w końcu męską decyzję, co do tego, co dziergać. Padło jednak na sukieneczkę, dodatkową będzie do niej jeszcze opaska.
To, co dzisiaj widać na zdjęciu, zostanie za chwilę sprute, bo sukienka wychodzi za duża.
A na czytniku pierwszy tom serii Anthonego Piersa "Xanth" - "Zaklęcie dla Cameleon".
Wyobraźcie sobie krainę, gdzie wszyscy i wszystko posiada magię. Drzewa, które potrafią usypiać, wzgórza, które pomimo kilku metrów wysokości dają widok na ćwierć kraju, rzeki, które zamieniają stworzenia, które się z nich napiją wody w ryby. Nie wspominając o tak trywialnych przejawach magii jak źródła życia czy miłości. Dodajmy do tego całe stada magicznych stworzeń - smoków, gryfów, harpii, jednorożców... W takim świecie, żeby cokolwiek znaczyć, ba, żeby żyć, trzeba mieć magiczny talent. Jakikolwiek, może to być tworzenie potężnych burz, ale może też sikanie na kolorowo. Jeśli człowiek do 25 roku życia nie przejawi takiego, no to cóż... nie ważne jak mądry, piękny, czy silny jest, miejsca dla niego w Xanth nie ma. Sorry, takie prawo. I taki właśnie los czeka Binka, który jest właśnie piękny, mądry, silny, ale zupełnie niemagiczny. Żeby odkryć swój talent, za radą równie pięknej, co on sam Sabriny, udaje się do Dobrego Czarodzieja Humreya. Po drodze, oczywiście, napotyka różne dziwne przygody.
Cóż mogę powiedzieć jeszcze o książce? Mam trochę mieszane uczucia. Akcja pędzi bardzo szybko, ale przez to wydaje mi się, że niektóre wątki zostały potraktowane trochę po macoszemu i płytko. Spotkałam się z zarzutami, że "Zaklęcie dla Cameleon" (nie wiem, jak to wygląda w kolejnych tomach) jest jak bajka - albo coś jest czarne, albo białe, nie ma odcieni szarości, a sam bohater jest kryształowy. Szczerze mówiąc, mi to tak bardzo nie przeszkadza, najwidoczniej taka konwencja książki, ma to też swój urok. Z resztą Binka może i jest silny, mądry i przystojny, ale to przecież facet... Więc swoje za uszami też ma ;p
Na razie powstrzymam się od polecania bądź nie tej książki, przeczytam jeszcze parę tomów i się wypowiem ;)
Dziękuję za wszystkie odwiedziny i komentarze ;)

18 komentarze:

  1. To nic, ze za duza sukienka, takie maluchy tak szybko rosna... To nawet lepiej, jak bedzie wieksza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak czy siak, musi zostać spruta, zapomniałam o pęknięciu z tyłu, żeby była szersza...

      Usuń
  2. Jejku, jaka malutka księżniczka się urodziła- byle zdrowo rosła i cieszyła rodziców już w domu :) Sukienka ma bardzo przyjemny kolorek, choć ja też pewnie bym nie pruła, tylko zrobiła potem jeszcze jedną, mniejszą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście nasza kruszynka już niedługo wychodzi do domu ;)
      A co do drugiej sukienki, to też jest to jakiś pomysł ;)

      Usuń
  3. Maleństwo szybciutko urośnie, nawet większa sukienka się przyda. A może ciocia będzie małą zasypywać dzierganymi ubrankami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mała napewno na brak udziergów ode mnie nie będzie narzekać ;)
      Wiem, że maluchy szybko rosną, ale później może być już za późno na sukienkę ;p

      Usuń
  4. Doskonale Cię rozumiem z tą temperaturą w mieszkaniu - mnie też wtedy nic się nie chce. Może faktycznie zrób sukieneczkę taką, Malutka urośnie szybko :)
    Pozdrawiam,
    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że szybko urośnie, ale ja to bym najchętniej już ją poubierała :D

      Usuń
  5. Różowa sukienusia! :D Szkoda, że musisz pruć, ale może tak, jak radzą osoby wyżej - dzieci szybko rosną, więc będzie miała sukienkę "na później"?
    U mnie dzisiaj pada i 20 stopni, może u Ciebie też już się ochłodzi, przynajmniej na chwilę, żeby dać człowiekowi odetchnąć.
    Książka z Twojego opisu rzeczywiście przypomina bajkę... Jeśli zastanawiasz się, co czytać, to Kominek wydał książkę, nazywa się "Blog. Pisz, kreuj, zarabiaj", czytałam kilka pierwszych stron i jest, jakby to ująć, interesująca :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nom, różowiótka, mam nadzieję, że mnie siostra nie przeklnie za to, bo ona taka mało różowa jest^^. Sukienka już spruta, więc, nie ma co już rozważać. Na szczęście szybko się robi, bo to przecież takie maluteńkie.
      U mnie też 20 stopni i deszcz, na szczęście. Nie wiem, jakbym kolejny taki upalny dzień przeżyła ;p
      Co do książki Kominka, to mnie trochę autor odstrasza. Jakoś taki strasznie wylansowany jest ;p

      Usuń
    2. Inaczej nie osiągnąłby takiej sławy.
      Mnie tam różowy się podoba, musi mieć tylko ładny odcień. Może nie robiłabym z niego ubrań, ale dodatki czy zabawki to na pewno :)
      Widzę, że jako ciocia już oszalałaś na punkcie Emilki :D

      Usuń
    3. Poczekam aż całość przeczytam i zobaczę, co powiesz ;) może też przeczytam ;)
      Mi też róż nie przeszkadza, mogę nawet nosić, pod warunkiem, że nie jest to majtkowy róż ;p

      Usuń
  6. Emilka śliczne imię :)) Pogoda strasznie świruje, też kiepsko to znoszę :D Szkoda, że wszyscy tacy piękni, często ci brzydcy bohaterowie okazują się najciekawsi, czymś muszą nadrobić :D Super ten róż :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi początkowo Emilka tak nie do końca podpasowała (Emilka-debilka... tak przezywałyśmy sąsiadkę jak byłyśmy małe...), ale teraz uważam, że to ładne imię :)
      A co do złych-dobrych bohaterów, to teraz się okazało, że ten zły to jednak nie taki zły ;) Ale racja, że najczęściej czarne charaktery są dużo bardziej wyraziści ;)

      Usuń
  7. Xanth to chyba taka kraina, którą się kocha albo nienawidzi :)

    Przesłuchałam pierwszy tom i podobnie jak ty mam mieszane uczucia, bo spokojnie można byłoby z niego zrobić dwa, jeśli chodzi o akcję, a jednocześnie baśniowa konwencja jest bardzo mocna - to raczej książka dla młodzieży niż dla dorosłych moim zdaniem i nie wiem czy sięgnę po kolejne pozycje z tej serii, chociaż koncepcja takiego magicznego świata, jakim jest Xanth, bardzo mi odpowiada.

    Natomiast bardzo Ci zazdroszczę, że Pan Lodowego Ogrodu jest jeszcze choćby we fragmencie przed Tobą, bo to doskonała lektura i byłam nią szczerze oczarowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczęłam czytać drugi tom Xanthu i jest lepiej, akcja jakoś tak sprawniej się rozwija, wszystkie epizody są w miarę dobrze opisane. Może z każdym tomem jest lepiej? Ale faktycznie, książka raczej dla młodzieży ;)

      Usuń
  8. Ja osobiście śmiało zalecam dzierganie ubranek na 3 lata, bo dzieci w ekspresowym tempie rosną właśnie do 3 roku życia. Później też idzie to jak burza, ale dzieci już mają swoje ulubione kolory i życzenia związane z ubraniem jakie by chcieli dostać :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na 3 latka? Ale... to dopiero za 3 latka włoży, to jakże to tak? To co ciotka ma robić? Same kocyki i zabawki? ;(

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Blog Archive

Yarn Along

Obserwatorzy