Zainspiruj się - Marzec

Zima powoli odchodzi w zapomnienie, a wiosna nieśmiało się do nas zbliża. Już jutro marzec!


Z czym Wam się kojarzy ten miesiąc? Mi już z wiosną i kobiecością, wiadomo - 8 Marca ;)
Dlatego dzisiejsze propozycje na ten miesiąc to chusty i mitenki. Bo są piękne, kobiece i w sam raz na okres przejściowy.

Okazuje się, że szydełkowe chusty to nie tylko wirus!

Wszystkie zdjęcia zamieszczone w tym poście należą do ich autorów.




  • Secrets Math - piękna chusta, gdzie już nawet nie sam wzór zachwyca, ale faktura i trójwymiarowość. I ten wspaniały dobór koloru, czyż nie wygląda jak lody waniliowo-malinowe? :D Wzór darmowy: KLIK




  • Safron Shawl - zachwyciłam sie prostotą geometrycznego wzoru tej chusty. W jakiejkolwiek wersji - czy wielokolorowej, czy jednobarwnej będzie prezentować zachwycająco. Wzór darmowy - KLIK



  • Pacific Rim Shawl - niby same półsłupki. Niby tylko paski... Ale dzięki nietypowej konstrukcji można to cudo nosić na wiele sposobów. W sam raz do szafy minimalistki ;) Wzór darmowy: KLIK


  • Celtic Weave Fingerless Gloves - ciepłe mitenki na jeszcze zimowe poranki. Czyż nie wyglądają cudnie? Na sam ich widok robi się cieplej w ręce. Wzór darmowy - KLIK
  • Sparkler Mitts - czyż te mitenki nie są boskie? Po raz kolejny największą robotę robi dobór włóczki i konstrukcja, ale... nie mogę się na nie napatrzeć. Na szczęście, wzór jest darmowy: KLIK
  • Octavo Fingerless Mitts - a może coś zakręconego? Sybil R to mistrzyni mitenek! Te i poprzednie to jej dzieło i ponownie - cudo! I na szczęście za darmo - KLIK

A Wy co zamierzacie dziergać w marcu? A może już się zabieracie za ozdoby wielkanocne?

DKN #5 - wywiady z Qrkoko i Wyszydełkowaną

Dzisiaj na blogu głos oddaję nie kolejnej projektantce, ale dwóm dziewczynom, które w pewien sposób ukształtowały w ostatnim czasie moje spojrzenie na rękodzieło. To dzięki nim powstał cały ten cykl.

Pierwszą moją rozmówczynią jest Matka Kotów, naczelna Kura Internetów – Qrkoko. Trafiłam do niej przez przypadek, grzebiąc w odmętach Internetów i najpierw trafiając na blog Jasona Hunta, a później na jego ranking Blogerów 2014. I trafiło się mi, jak ślepej kurze ziarno. Wsiąknęłam na kilka dni, czytając kolejne posty Agaty. Przypłaciłam to prawie śmiercią, krztusząc się ze śmiechu w pracy. Dla wielu rękodzielniczek (w tym mnie) Qrkoko stała się idolką i wyrocznią w wielu kwestiach około rękodzielniczych. Agata jest autorką pojęcia „świadomi rękodzielnicy”, czyli tacy, którzy działają zgodnie z prawem, ale także znają wartość swoich prac. Zapoczątkowała również akcję #CraftMonday, dzięki której można pochwalić się nad czym aktualnie się pracuje. Nie można pominąć świetnych kursów wideo z tworzenia biżuterii, a teraz również szydełkowych!
Koniecznie zajrzyjcie na bloga Agaty oraz jej kanał na YouTube

Zdjęcia we wpisie należą do Qrkoko - Agaty Garbowskiej i Wyszydełkowanej - Anny Adamus. Zostały użyte za ich zgodą.

Jak długo dziergasz? Jak to się zaczęło?
Nad dzianiną pracuję już 12 lat. Zaczęło się na początku gimnazjum, kiedy chciałam stworzyć coś dla siebie. W mojej rodzinie mam wiele utalentowanych dziewiarek, w tym moją mamę i babcię, więc miałam to od zawsze we krwi. Zdecydowanie więcej czasu spędzam nad szydełkiem niż drutami, ale uwielbiam też miksować te dwie techniki. Sięgam również po mnie rozpowszechnione w Polsce podkategorie szydełkowania jak szydełko tunezyjskie czy knooking oraz łączę je w tworzeniem biżuterii :)




Częściej korzystasz z wzorów, czy tworzysz własne projekty?

Zależy nad czym pracuję. Przy maskotkach i innych ozdobach 3D tworzę własne projekty. Kiedy mam wyszydełkować coś przestrzennego łatwiej jest mi przerobić swój pomysł. Jednak przy "płaskich" pracach jak ubrania czy serwetki i obrusy najpierw zakochuję się we wzorze innego twórcy, a po zakupie go pracuję nad nim :) Czasami nieznacznie przerabiam go na swoje potrzeby. Więc u mnie jest to raczej 50/50 :)

Czym się kierujesz przy wyborze wzorów?

Powiem oczywistą oczywistość ale kieruję się jego pięknem :) Chociaż ostatnio zwracam uwagę na to jak złożony jest wzór. Im bardziej - tym lepiej! Przejście przez coś skomplikowanego i przerobienie tego od początku do końca daje mi masę satysfakcji i niesamowicie pobudza mnie twórczo :) Zwracam również uwagę na to czy wzór jest udostępniony i/lub sprzedawany legalnie.




Jak często korzystasz z wzorów płatnych lub dostępnych w prasie branżowej?

Prawie codziennie. Nad dzianiną pracuję cyklami, często przeskakując pomiędzy projektami. Ale staram się codziennie sięgać po jakąś publikację. Dzięki temu nie tylko poszerzam swoje horyzonty rękodzielnicze, wiem co teraz jest na dziewiarskiej "tapecie" ale i buduję piękną biblioteczkę na przyszłość! Oczywiście nie oznacza to, że codziennie coś kupuję ;) Korzystam z tych gazet i książek, które już mam i co jakiś czas dorzucam coś nowego.

Czy uważasz, że wzory dostępne w Internecie są za drogie?

Oczywiście, że nie! Średnia cena oscyluje w granicach 20-30 zł za 1 wzór, ale czasami można i za taką cenę dostać całą książkę. Są też droższe książki i wzory, nie będę ukrywać, ale to wciąż cena za mała pod względem ilości pracy, umiejętności, prób i wielu innych czynników ;)
Z drugiej strony gazetki w kioskach kosztują od 5 do 15 zł i są wypakowane po czubek wzorami. Jeżeli kogoś stać na włóczkę to i na wzór jest wstanie odłożyć.


Czy próbowałaś kiedyś spisać swój wzór, żeby udostępnić go innym?

Udostępniałam swoje wzory na maskotki. Teraz kieruję się w stronę kręcenia o nich filmów, ale na to jeszcze chwila :)

W jaki sposób można zapobiegać bezprawnemu udostępnianiu płatnych wzorów? Co możesz poradzić osobom, które uważają, że wzory są drogie?

Oczywiście, że mogę poradzić :) To ta sama rada jaką dałam sobie jakiś czas temu: Nie stać Cię? Nie kupuj! I pamiętaj, że brak środków nie upoważnia Cię do kradzieży i łamania prawa. Pomaga też twarde nazywanie spraw po imieniu - masz u siebie nielegalnie pozyskane wzory z książek? I co z tego, że "znalazłaś je w sieci" czy podajesz źródło "google" lub "pinterest". Łamiesz prawo i robisz wokół pióra innemu rękodzielnikowi. Zabierasz mu pieniądze, na które zasłużył. To tak jakby szef Ci odjął z pensji kupę kasy, bo "czego się spodziewałaś?!" lub "nie będę płacić za coś co mi się należy".
Pomaga też odwrócenie sprawy w drugą stronę i zapytanie: "Jak ty byś zareagowała gdybyś spędziła kilkadziesiąt godzin nad wzorem i wystawiła go na sprzedaż, a potem jedna osoba po zakupie udostępniała by go za darmo?"

Rękodzieło nie jest nam niezbędne do życia jak np. pokarm. Jasne, że sprawia, że nasze dni są piękniejsze, ale możemy bez niego przeżyć. Więc jeżeli nie jesteśmy wstanie wysupłać 5 czy 20 zł na wzór to znaczy, że nie jest on dla nas :) Kiedy widzę, że ktoś udostępnia takie wzory u siebie to zawsze się zastanawiam czy włóczki lub kordonki też kradnie lub "pożycza po koleżeńsku".
I nie, to że ktoś wrzucił wzór w internet nie oznacza, że można sobie z nim robić co się chce.
A jak zapobiegać? Edukować, przede wszystkim, bo wiele osób udostępnia i dzieli się takimi wzorami chociaż nie wie, że to złe.
Do swoich wzorów w widocznym miejscu dodawać szczegóły o licencji.
Monitorować sieć pod względem swojej marki (pomaga Brand24, polecam - korzystam od lat) i reagować od razu.
Nie dać sobie wmówić, że skoro "wrzuciło się to do neta to czego się spodziewać" czy, że "wzór to dobro narodowe".
Być konsekwentnym w swoich działaniach i być świadomym swoich praw.
Być silnym. To Twoja praca, masz prawo uzyskać za nią wynagrodzenie. To inni nie mają prawa odbierać Ci twoich pieniędzy. Bez względu na to jak bzdurny argument wymyślą tym razem.

Drugą moją rozmówczynią jest Ania z Wyszydelkowana.pl. Podobnie jak Qrkoko walczy o zdrowe praktyki w rękodziele, ale uczciwie przyznaje, że to właśnie Agata ze swoim blogiem otworzyła jej oczy na problem praw autorskich. Z niecierpliwością zawsze czekam na jej recenzje włóczek, bo nigdzie w sieci nie ma tak rzetelnych informacji na ten temat. Z odmętów zapomnienia wyciągnęła technikę knooking i nadała jej piękną polską nazwę – drutełko. Przygotowała również kurs, dzięki któremu nawet takie lebiegi jak ja są w stanie tworzyć drutowe prace. Przeczytajcie zatem, co sama ma do powiedzenia na temat kradzieży wzorów.




Jak długo dziergasz? Jak to się zaczęło?

Zaczęło się od sprzątania. A konkretnie, moja ciocia robiła porządki w swoim starym domu, bo szykowała się do przeprowadzki. Znalazła między innymi 3 szydełka, trochę włóczki i książki o szydełkowaniu w języku niemieckim. Od tych książek zaczęłam... I rzuciłam w kąt na dobre kilka miesięcy, po czym odkryłam uroki YouTube. Dzięki wspaniałym polskim kanałom, jak Crochet.pl, przysiadłam do szydełkowania raz jeszcze i... Nauczyłam się! Najpierw wykonywałam wzory, elementy i serwetki z filmików, dzięki temu poznałam ogólną logikę, na której zbudowana jest każda praca szydełkowa, potem łatwiej mi było z nauką czytania wzorów, a wreszcie z robieniem z głowy. To było jakieś 5 lat temu, zaczynałam wtedy liceum.

Częściej korzystasz z wzorów, czy tworzysz własne projekty?

Z początku do wszystkiego potrzebowałam wzoru, jednak z czasem zaczęłam ingerować w schematy i opisy, z których robiłam, aby coś poprawić, i tak przeszłam do projektowania dzianin według własnego pomysłu i inspiracji znalezionych w internecie. Obecnie częściej wymyślam prace sama, a po wzory sięgam tylko, gdy mnie coś zachwyci, lecz nie zawsze tak było.




Czym się kierujesz przy wyborze wzorów?

Dla mnie wzór musi być zachwycający, co niekoniecznie oznacza skomplikowany. Uważam, że piękno często tkwi w prostocie i symetrii i właśnie po takie wzory sięgam.

Jak często korzystasz z wzorów płatnych lub dostępnych w prasie branżowej?

Jeśli chodzi o korzystanie, to dosyć rzadko. Ale to nie przeszkadza mi ich gromadzić, bo "a nuż wydziergam". Mam olbrzymi segregator pełny szydełkowych gazetek, kilka książek i sporo pozycji w bibliotece na Ravelry. Czasem zdarza się też, że wykorzystam tylko jakiś element wzoru, niekoniecznie zgodnie z przeznaczeniem, na przykład ostatnie rzędy serwetki z gazety pełnią u mnie rolę wykończenia bluzki. To chyba też jakaś forma korzystania z tych zgromadzonych wzorów.




Czy uważasz, że wzory dostępne w Internecie są za drogie?

Nie, nie sądzę. Stworzenie wzoru to bardzo skomplikowana, czasochłonna i wymagająca umiejętności sprawa, więc cieszę się, że twórcy się cenią. Jeżeli uważam, że jakiś wzór jest za drogi na moje możliwości, po prostu go nie kupuję i innym też tę metodę polecam.

Czy próbowałaś kiedyś spisać swój wzór, żeby udostępnić go innym?

Oj tak, i to niejednokrotnie. Na swoim blogu staram się rozpisać, jak robiłam daną rzecz według własnego projektu. Czasem jest to schemat graficzny, czasem opis rząd po rzędzie, a czasem tylko ogólne wskazówki, jakie kształty należy uzyskać i jak przeobrazić je w gotową robótkę. Dzięki temu wiem, ile pracy kosztuje twórców ich praca i nie dziwię się, że chcą za nią zapłaty (choć moje wzory sama udostępniam za darmo).




W jaki sposób można zapobiegać bezprawnemu udostępnianiu płatnych wzorów? Co możesz poradzić osobom, które uważają, że wzory są drogie?

Przede wszystkim twórcy nie powinni bać upominać się o swoje, zaczynając od wysyłania uprzejmych upomnień, gdy to nie przyniesie skutków, powołując się na podstawę prawną, a wreszcie w przypadku najoporniejszych zgłaszając problem do administratora grupy czy strony. Chciałabym też, aby zmieniła się mentalność Polaków i wstawianie płatnych wzorów lub skanów gazetek przestało być postrzegane jako dobroduszna chęć podzielenia się radością z innymi czy dobry uczynek, a zaczęło funkcjonować w ogólnym myśleniu jako kradzież, którą w rzeczywistości jest.
A co do osób, które uważają, że wzory są za drogie - zapytałabym je, czy jeśli bluzka w sklepie nie jest dla ich możliwości finansowych dostępna, to mają prawo ją ukraść? Wydaje mi się, że o rzeczach materialnych nikt nie myśli w ten sposób, tymczasem własność intelektualna traktowana jest po macoszemu, jakby autorowi nic nie ubywało. A ubywa, ponieważ nie dostaje on należytej zapłaty za swoją pracę. Nikt nie chciałby pracować za darmo, nikt nie chciałby, aby szef nie zapłacił mu dniówki.
Jeśli wzór jest poza Twoim zasięgiem finansowym, to masz dwie możliwości. Możesz zaplanować sobie jego kupno i odmówić sobie czegoś innego, na przykład czteropaku piwa, paczki papierosów czy kilku czekolad (bo tyle zwykle kosztują wzory - nieduże wyrzeczenie raz na jakiś czas, prawda?). A jeśli faktycznie nie dasz rady, internet jest pełny darmowych, legalnie udostępnianych przez projektantów wzorów, na przykład na Ravlery lub Garnstudio. Można również kupić stare, używane gazetki w antykwariatach lub w internecie, na Allegro czy bazarkach.
I pamiętaj - im będziemy bardziej uczciwi i im lepiej zapłacimy twórcom za ich pracę, im mniejsze będą ich straty finansowe, tym więcej będą publikować świetnych, dopracowanych i pięknych wzorów - i będą robić to taniej, ponieważ przy małych stratach będą mogli sobie pozwolić na obniżenie ceny!


Dziękuję bardzo dziewczynom za udzielenie wywiadów. A Was zapraszam na wcześniejsze rozmowy z Amanitą i Asją (KLIK i KLIK)

#DKN 4 - Wywiad z Asją, cz II

Dzisiaj kontynuujemy spotkanie z Asją z Asja Knits. Jeśli jeszcze nie zapoznaliście się z pierwszą częścią, zapraszam tutaj oraz na zeszłotygodniowy wywiad z Amanitą.



Wszystkie zdjęcia w tym wpisie pochodzą z bloga Asji i są jej własnością.
  1.   Jak wygląda proces tworzenia wzoru? Jak długo trwa?
Dużo zależy od poziomu skomplikowania danego projektu. Większość moich projektów to swetry, te wymagają znacznie więcej czasu, nie rzadko od kilku dni do kilku tygodni nawet ślęczenia przy komputerze. Każdy element opisu, jak grafiki tam dostępne, schematy, rysunki, tabele, robię samodzielnie i zapewne przez to zajmuje mi to więcej czasu, ale nie jest to proces łatwy. Nigdy lub właściwie bardzo rzadko, notuję podczas dziergania, zazwyczaj odtwarzam swój proces w opisie bez pomocy notatek. Po zakończonej pracy opis mój sprawdza dla mnie mój Pomocnik – Edytor, i po wprowadzeniu poprawek wzór jest gotowy do testu.


  1. Ile osób zazwyczaj testuje wzór? Jak długo trwa testowanie?
To również nie jest normą. W przypadku swetrów to od 1 – 2 osób na rozmiar, czyli nawet do 16 osób, czasem mniej, lub więcej, zaangażowanych jest w test, taki test zazwyczaj trwa ok 6 tygodni, bywa, że dłużej lub krócej. W przypadku akcesoriów liczba Testerek znacząco jest mniejsza a i czas na taki test jest krótszy, i zazwyczaj nie wykracza poza 2 – 4 tygodni.


  1. Ile czasu zajmuje Ci przygotowanie wzoru do publikacji – obróbka graficzna, zdjęcia, edycja tekstu?
Ponieważ Testerki są dla mnie właściwie Beta – dziewiarkami, w zwiazku z tym pracują na bardzo dopracowanym wzorze, obróbka końcowa zatem to zazwyczaj kilka dodatkowych godzin pracy. Zdjęcia to już zupełnia inna historia. Sama sesja zdjeciowa potrafi nam zająć od kilkunastu minut do kilku godzin, często związane to jest z podróżami, dodatkowymi w związku z tym wydatkami, super, jak udaje mi się na okoliczność wcześniej zaplanowanej wyprawy skończyć jakiś projekt, często jednak dzianina jest powodem, dla którego wyruszamy w podróż w poszukiwaniu nowej, świeżej lokalizacji dla zdjęć. Do zdjęć pozuję ja, fotografuje mój Mąż, znany jako Połówek, zdjęcia obrabiam sama. Znów, w zależności od ilości i jakości zdjęć, obróbka takowych to kilka godzin pracy na komputerze minimum.
Nie zapominajmy, że tworzenie wzoru to nie jedyne zajęcie, które publikacjom towarzyszy. Wszelkie działania marketingowe, publikacje w mediach społecznościowych, tworzenie bloga, udzielanie się na forach, doraźna pomoc w przypadku pytań dotyczących moich czy innych autorów wzorów, o które pytają moi czytelnicy bloga, to i jeszcze masa innych działań odbywa się poniekąd poza kulisami, ale to wszystko jest również czasochłonne i wymaga zaangażowania. Wyobrażam sobie, że bardziej aktywni projektanci, którzy nauczają na warsztatach, publikują książki, czy prowadzą własne grupy, tego czasu poświęcają znacznie więcej. To tylko ich, nasz, mój czas.. ale jeśli to jest praca, to ten czas ma bardzo konkretną wartość.


  1. Obiektywnie: czy uważasz, że ceny wzorów dostępnych na ravelry są odpowiednie?
Jako dziewiarka mogłabym powiedzieć, że w przypadku niektórych publikacji ceny są wysokie. Ale tak naprawdę ogrom pracy, jaką trzeba włożyć w to, by dany projekt został dostrzeżony, doceniony, by reprezentował sobą wartość nie tyle estetyczną, ale też i merytoryczną, sprawia, że w moim przekonaniu te ceny są jak najbardziej odpowiednie, jeśli nie są za niskie. Bo to, co dostajemy w przypadku zakupionego wzoru, to nie tylko doskonała instrukcja, nierzadko materiał edukacyjny (nowe techniki, tutoriale), ale też pomysł. A pomysł, kreatywność, i pewność, że dany produkt, nad którym w oparciu o opis pracujemy, będzie wyglądał identycznie z orginałem, który nam się tak podoba, to wartość ogromna. Oczywiście, z innego punktu widzenia, te ceny mogą być za wysokie, ale mając olbrzymi zasób, słabszych czasami technicznie, chociaż niekoniecznie, opisów dostępnych za darmo, i mam tu na myśli projekty publikowane za darmo przez autorów, a nie udostępniane bez opłaty przez osoby trzecie, mamy też możliwość wyboru. Jeśli nie chcesz płacić, nie stać Cię na to, nie zostajesz z niczym.
Co mi daje osobiście nadzieję, to to, że globalnie coraz większą wartość mają rzeczy tworzone własnoręcznie. Jako początkująca dziewiarka mam szansę w oparciu o konkretny projekt, nie tylko stworzyć niepowtarzalną dzianinę, ale też i uczyć się nowych rozwiązań, nowych technik, rozwijać się, poznawać ludzi na całym świecie, być częścią niezwykle twórczej społeczności, to ogromna wartość. Przy tym wszystkim oszczędzam swój prywatny czas na błędy i pomyłki, które w procesie samodzielnego dochodzenia do takiego samego rezultatu są nieuniknione. Czy w związku z tym te 20 – 30 zł w przypadku jednego wzoru to cena wygórowana? Według mnie absolutnie nie.



  1. Co sądzisz o kradzieży wzorów – gdy jedna osoba w sposób legalny nabywa Twoją pracę i udostępnia ją za darmo innym?
Szczerze mówiąc, chociaż wiem, że takie zdarzenia mają miejsce, nie spotkałam się z tym bezpośrednio, że ktoś tak postępuje z moim wzorem, częściej widzę natomiast, że osoby trzecie zarabiają na sprzedaży moich wzorów, chociaż nie mają na to mojej zgody. Jednakże, często jestem proszona o to, by udostępnić w całości lub fragmentarycznie wzór, w oparciu o który sama wydziergałam swoją dzianinę, moim czytelnikom. Absolutnie się temu sprzeciwiam. Jedno to pożyczenie książki koleżance, która do mnie wpadnie na kawę, której ufam i którą znam, i która nierzadko zachwycona publikacją, sama nabędzie tę książkę później, kompletnie innym wydaje mi się dzielenie materiałem na skalę masową, który do mnie nie należy. Nie rozumiem tego i oburza mnie to. Oczywiście, mamy swoje priorytety w życiu, ja też je mam, i jak mnie na coś nie stać w danym momencie, to sobie tego w naturalny sposób odmawiam. Równie często zbieram zaskórniaczki, czekając na ten moment, kiedy będzie mnie na to stać. Taka rzecz ma dla mnie znacznie większą wartość. Nie kupuję wszystkich wzorów, wybieram tylko takie, które wiem, że wydziergam. To znacząco zmniejsza moją listę zakupową.

Wiem, że żyjemy w czasie, kiedy mnóstwo materiałów o wartości intelektualnej jest w jakiś sposób piracone i trudno jest sobie tego odmówić, no bo wszyscy tak robią. No nie. Wszystko zależy ode mnie i chociaż masy mogą na swój sposób żerować na czyjejś pracy, ja mam wybór, i mogę wybrać inaczej.
Mam jednak nadzieję, że tym dzisiejszym moim wyznaniem pokażę też i tym osobom, które sięgają po materiały udostępniane za darmo nielegalnie, jak wielka stoi za nimi praca, czas i życie, obowiązki i zaangażowanie jednostki, bądź też grupy ludzi, co ostatecznie sprawia, że ta mała książeczka jest warta znacznie więcej niż te cyferki, które za nią stoją.

Jest jeszcze jedno ryzyko. Jako rękodzielnicy tworzymy wyjątkową społeczność. Może marzysz o tym, żeby samemu projektować w przyszłości, może masz swojego idola wśród projektantów, który inspiruje Cię do tego, by dać z siebie wszystko i się w tym kierunku rozwijać. Z jednej strony nie kupując od niego, a korzystając z jego pracy w sposób nielegalny, możesz doprowadzić też i do tego, że on się wycofa, przestanie się dzielić swoimi pomysłami i zajmie się w życiu czymś innym, a Ty stracisz możliwość czerpania z jego wiedzy lub wyobraźni. Z drugiej strony, sięgając po materiały udostępniane bez zgody autorów, sam dajesz zgodę na takie działanie, czyli Twoje marzenie o wykonywaniu tej pracy w przyszłości, o pracy projektanta, sabotujesz. Bo jak już zaczniesz je sprzedawać, wcześniej poświęcając kilka tygodni swojego życia, żeby powstały, i zobaczysz je na jakimś forum udostępnione za darmo, gwarantuję Ci, że pęknie Ci serce.

Zanim sięgniesz zatem po nielegalnie dostępny materiał „darmowy”, pomyśl przez chwilę, czy naprawdę warto.

Pozdrawiam cieplutko!

I niech Sznur Cię prowadzi!



  Dziękuję serdecznie Asji, że chciała się z nami podzielić swoimi przemyśleniami!

A już za tydzień, chwila przerwy od projektantek, poznamy opinie "zwykłych" (chociaż tu naprawdę trzeba to słowo wziąć w bardzo duży cudzysłów) blogerek i rękodzielniczek.

DKN #3 - wywiad z Asją cz. I

Po wywiadzie z Amanitą, czas na kolejną fantastyczną projektantkę.


Już nawet nie pamiętam, jak trafiłam na blog Asji, ale wpadłam jak śliwka w kompot. Z wypiekami na twarzy przerzucałam kolejne posty wczytując się w historie powstawania poszczególnych modeli i poznając opowieści miłosne ze sznurem w roli głównej. A wszystko to opatrzone wspaniałymi zdjęciami autorstwa Połówka. Cały czas się zastanawiam, czego bardziej Asji zazdroszczę: rudego kota, cierpliwego Połówka, czy tej wspaniałej zdolności tworzenia tak cudnych dzianin. Po każdej wizycie na blogu u Asji mam mocne postanowienie nauczenia się robienia na drutach… Ale na razie tylko podziwiam!

Zapraszam na wywiad, w częściach dwóch. Bo Asja oprócz tego, że jest bardzo sympatyczną osobą, to też straszną gadułą. Druga część wywiadu już jutro!
Koniecznie zajrzyjcie na jej blog i Ravelry!

Wszystkie zdjęcia w tym wpisie pochodzą z bloga Asji i są jej własnością.


  1. Jak długo dziergasz? Od czego się zaczęło?
Dziergam właściwie od zawsze. Mam mgliste wspomnienie moich pierwszych lekcji, których udzieliła mi Moja Mama, ale nie potrafię powiedzieć kiedy to dokładnie było. Pamiętam jednak dokładnie, że bardzo szybko skończyła się edukacja (Moja Mama znała podstawy dziergania, i te mnie przekazała, ale nigdy poza te podstawy nie miała potrzeby wyjść), a zaczęła się dowolna improwizacja, poszukiwanie rozwiązań, rozgryzanie technik, eksperymentowanie. Już w szkole podstawowej byłam w stanie wydziergać sweter, dla Misia co prawda, ale jednak! Za to z niezwykłym sentymentem wspominam godziny spędzone w towarzystwie bardziej doświadczonych dziewiarek, jak Moja Babcia, która podczas kilkutygodniowych wizyt nauczyła mnie dziergać rękawiczki, lub mieszkająca w sąsiedztwie Babcia przyszywana, do której zawsze mogłam wpaść pożyczyć jakiegoś druta, lub gazetkę z dzianinowymi wzorami. 

Wtedy też otworzyły mi się oczy na możliwości tworzenia. Niestety szkoła i codzienne obowiązki sprawiły, że w czasie liceum oraz studiów nie dziergałam praktycznie wcale. Dziewiarstwo wróciło do mnie za to ze zdwojoną siłą już po ślubie, kiedy to życie mnie przygniotło. Co ciekawe, najpierw chwyciłam za szydełko, ale niedługo potem odkryłam blogi dziewiarskie i przypomniałam sobie o drutach, prawie natychmiast przeżyłam krótki epizod z maszynami dziewiarskimi. Właściwie resztę już znacie. Długo czekałam na moje pierwsze wymarzone i z wyższej półki włóczki, a jak już je dostałam w swoje łapki, to przepadłam.


  1. Kiedy przestało Ci wystarczać odtwarzanie pomysłów i zaczęłaś tworzyć własne wzory?
Ale to właściwie nie tak. Zabawa dzianiną od zawsze była dla mnie jakąś formą odtwarzania tego, co już gdzieś widziałam. Pisałam już o tym, że już jako podlotek korzystałam z wzorów dostępnych w gazetkach, nigdy jednakże nie śledziłam ich skrupulatnie. Od zawsze służyły mi tylko jako punkt wyjścia. Wzór żakardowy w projekcie czapki stanowił bazę dla swetra, ażur z projektu torebki czy serwetki, stanowił bazę dla bluzki. Wydaje mi się, że nigdy do końca też nie udało mi się stworzyć czegoś, czego w tej lub innej formie już wcześniej nie spotkałam, jak na przykład Vivacity, które było inspirowane sukienką z ogromnym dekoltem na plecach, czy Nelumbo, dla którego bazą była ażurowa bawełniana bluzka. Nie twierdzę, że nie potrafię śledzić wzorów, absolutnie nie, uwielbiam pracować według wzorów, zwłaszcza zaprojektowanych przez moich guru, i uważam to dzierganie za najprzyjemniejsze na świecie, bo nie muszę go rozgryzać, tylko oddaję się przyjemności tworzenia wyjątkowej dzianiny, ucząc się jednocześnie nowych technik czy rozwiązań. Ale tak naprawdę najpierw i od zawsze dziergałam „swoje”, a śledzenie opisów i dzierganie według takich, w moim przypadku przyszło znacznie później.


  1. Kiedy pojawił się pomysł, żeby zacząć się dzielić wzorami? Kiedy stwierdziłaś, że można je sprzedawać?


Pisanie wzorów było dla mnie szczytem nie do zdobycia. Prawda jest taka, że to wciąż największa dla mnie trudność. To trwało zanim się odważyłam z tą pracą zmierzyć. Początki były bardzo trudne, ale jest to też pewnego rodzaju umiejętność, która tylko przez doświadczenie się rozwija, a na to potrzebny jest czas i tego nie da się przeskoczyć. Naturalne było dla mnie, że jak już się zdecydowałam stworzyć taki opis, to będę go chciała sprzedawać. Do tej pory pamiętam tą ogromną radość, jaką przeżywałam podczas sprzedaży pierwszego wzoru. Blog oraz społeczność, która wokół niego przez lata powstała, sprawiły, że ta decyzja o dzieleniu się moimi pomysłami w postaci opisów dziewiarskich, właściwie nie należała do mnie. Moi Czytelnicy, jak i koleżanki dziewiarki i ich życzliwe przyjęcie mojego pierwszego swetra pokazanego na blogu były ogromnym motywatorem. To One mnie namówiły, a ja po prostu spróbowałam się z tym zmierzyć. I się udało.


  1. Skąd bierzesz pomysły na nowe projekty? Jak wygląda proces samego wymyślania?
Chyba nie mam jakiegoś jednego sposobu bądź rytuału. Zazwyczaj pomysły nachodzą mnie bezwiednie, widzę jakiś twór, odzież zazwyczaj, ale też i grafikę, architekturę, i potem szukam wzoru, ściegu, dzianiny, której aranżacja dałaby mi możliwość osiągnięcia mojego planu. Często też gadam z włóczkam. Mam też w głowie katalog dzianin, które kiedyś chciałam zrobić, to też bardzo pomaga. Natomiast samo wymyślanie, dzierganie, to jest proces przeplatany wzlotami, kiedy wszystko się układa jak powinno, i upadkami, kiedy trzeba pruć. Wiele z moich dzianin było wielokrotnie dzierganych po to, by znaleźć techniczne rozwiązanie na pomysł, który mi w głowie świtał. To takie trochę składanie puzzli, masz pogląd ogólny na to jak ma dana dzianina wyglądać, masz zasób technik, które już znasz i możesz wykorzystać, i projekt końcowy jest wariacją tych wszystkich zmiennych. Najwięcej jednak nauki biorę z pomyłek własnych. Kiedy przez przypadek zrobione dodawanie oczek staje się nie tyle tragedią, co punktem wyjściowym dla innego pomysłu. Towarzyszy temu olśniewajace niczym rozpalona żarówka pod kopułką „aaaaaaah”i zaczyna się prawdziwa zabawa!

Już jutro zapraszam na druga część wywiadu z Asją :) 

Bitwa o Anglię - polska edycja Simply Crochet

To był zwyczajny dzień w pracy. Ratowałam świat wypełniając bardzo ważne tabele w excelu. W pewnym momencie, coś mnie tknęło, jakieś dziwne przeczucie, które mówiło: teraz, zrób to teraz. Podobno słyszenie głosów nie jest normalne... Więc posłuchałam^^. Sprawdziłam stronę wydawnictwa bpv Polska. Na głównej stronie wielki napis: od dziś w kioskach! I... Simply Crochet edycja polska. Czyżby moje marzenia miały się spełnić? Jeszcze lekko ponad 2 tygodnie temu płakałam Wam, jaki nasz rynek czasopism rękodzielniczych jest ubogi, a tu bach!
Do końca pracy siedziałam jak na szpilkach zastanawiając się, jaką obrać marszrutę, żeby kupić to wyczekane pismo. Punkt 16.00 wystrzeliłam jak z procy tłumacząc koleżankom, że nie mogę czekać, bo mam bardzo ważną rzecz do załatwienia.

Szybka podróż do empiku, obrałam od razu azymut na dział prasy kobiecej (czemu to nie w hobby, ja się pytam?). Jest! Drżącymi rękami biorę gazetę do rąk... Jednak już czuję, że coś jest nie tak... Magazyn nie jest klejony, tak jak wersja brytyjska... papier słabszy... Ale przecież i cena niższa niż oryginału, na czymś trzeba było oszczędzić. Niech będzie zatem i tak.
Nieśmiało otwieram gazetę... I radość zmienia się w rozczarowanie... To nie jest czasopismo o szydełkowaniu... To kolejna gazeta z wzorami... Nie ma żadnych artykułów, wywiadów, przedstawionych sylwetek. Same wzory... Lepsze, gorsze, ale to tak bardzo nie to. Ostatecznie kupiłam, żeby sobie dokładnie porównać oba wydania.

I jak wypada nasza wersja? No niestety, słabiej... Pal licho ten gorszy papier i inne łączenie stron. Rozumiem, że w Polsce mało kto dałby za gazetę 25,00 złotych, więc gdzieś te koszty trzeba ciąć.
Ale dlaczego zrezygnowano z tej części, która mogłaby uczynić to pismo wyjątkowym? Czemu nie ma żadnych relacji zróżnych wydarzeniach, czemu nie ma opisów włóczek, wywiadów? Można było część tych uniwersalnych artykułów po prostu przetłumaczyć, tak jak zrobione to w Łatwym Szydełku. Nie mówiąc o tym, że naprawdę można było się chociaż trochę wysilić i znaleźć temat do opisania z naszego podwórka.

No właśnie... Każde zdjęcie jest opatrzone krótkim opisem, który miałby nas zachęcić do wykonania danej pracy... Nie mam pojęcia, kto je pisał i sprawdzał... Są koszmarne. Błędy stylistyczne i językowe prawie wszędzie... Mylenie unikalny z unikatowy (nasze prace są unikatowe, jeśli byłyby unikalne, wszyscy by ich unikali)...
A same wzory? Dla jednych opis jest czymś nie do przeszkodzenia i są wstanie pracować tylko ze schematami. Dla mnie to w zasadzie wszystko jedno i mi ten sposób opisania projektu nie przeszkadza.
Same modele wybrane do gazety są w porządku, widać, że myślą przewodnią tego numeru jest wiosna i zbliżająca się Wielkanoc. Bardzo się chwali, że pod nazwą każdego wzoru jest napisany jego autor.
Inna sprawa, że część tych modeli jest dostępna za darmo na stronie Simply Crochet. Ale nie wszystkie. Te, które mi najbardziej wpadły w oko (szal, koc, króliczek) są tylko w gazecie.

Czy zatem nie ma żadnych plusów? Są. Po pierwsze dwie szkółki - na szydełko tunezyjskie (w gazecie jest jeden sweterek wykonany tą metodą) i zwykłe. Ta ostatnia jest bardzo dobrym rozwiązaniem, bo ciągle brakuje ujednolicenia, czym w Polsce jest półsłupek, a czym oczko ścisłe.

Po drugie w opisach zrezygnowano z podawania konkretnej marki włóczki. Wiadomo, skoro pismo jest przedrukiem z zagranicznej gazety istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że takiej włóczki, jak w oryginale nie dostaniemy u nas. Wyjątkiem od tej reguły są dwa pierwsze wzory.
Podsumowując. Gdybym nie kupiła wcześniej brytyjskiej wersji, pewnie byłabym bardzo zadowolona z tego numeru - w końcu zdjęcia prezentujące w nowoczesny sposób robótki ręczne, po prostu ładne wydanie. Ale wiem, jak wygląda oryginał... i polska edycja zostawia we mnie ogromny niedosyt. Co dalej? Mam nadzieję, że mimo wszystko nie jest to kolejna jaskółka, co dalej tej wiosny nie uczyniła. Trzymam kciuki, żeby kolejne numery były coraz lepsze i dążyły w stronę wersji brytyjskiej. Będę z uwagą śledzić rozwój tej naszej edycji.

DKN #2 - wywiad z Amanitą

Dzisiaj mam przyjemność zaprezentować Wam wywiad z Amanitą z Amanitaland.



Na jej blog trafiłam dzięki Wspólnemu Dzierganiu i Czytaniu. Zajrzałam i przepadłam! U Amanity wręcz czuć zapach runa leśnego. Nie wiem, jak ona to robi, ale wszystkie jej projekty kojarzą mi się z lasem – piękne chusty, czapki, swetry.

Wszystkie zdjęcia pochodzą z bloga amanitaland.blogspot.com i są własnością Amanity. 

Kim jest Amanita? Sama o sobie pisze: „Kociara uzależniona od herbaty, włóczek i dziergania”. Ci, co śledzą ją na Instagramie, wiedzą, że przeniosła określenie „kocia mama” na wyższy poziom. Bo stała się mamą sfinksa! Kot idealny dla dziewiarki, bo jak można pozwolić takiemu golaskowi chodzić bez sweterka? Cóż jeszcze mogę napisać – młoda, niezwykle zdolna dziewczyna. Koniecznie do niej wpadnijcie! I nie zapomnijcie zajrzeć też na ravelry.



1. Jak długo dziergasz? Od czego się zaczęło?

Ciężko powiedzieć, co zapoczątkowało u mnie dzierganie. Od małego byłam bardziej artystyczną duszą i kręciło mnie wszystko, co ręcznie robione. W szkole miałam jedynie szydełkowe łańcuszki i jakiś początek serwetki. Ale za druty chwyciłam dopiero jakieś 12 lat temu. Sama już nie pamiętam skąd wzięła się myśl o włóczkach. Mama na moją prośbę pokazała mi oczka prawe i lewe, a wciągnęło mnie na tyle, że chłonęłam potem wszystko sama z internetu. Robiłam raczej proste dodatki, aż do roku 2011, w którym odkryłam stronę Ravelry - przepadłam.
Typowo nałogowo zajmuję się tym od ok. 3-4 lat.



2. Kiedy przestało Ci wystarczać odtwarzanie pomysłów i zaczęłaś tworzyć własne wzory?

Odkąd pamiętam wolałam dziergać wg. własnego pomysłu. W całej tej zabawie jedną z najważniejszych dla mnie rzeczy jest to, że mogę stworzyć coś, co będę miała tylko ja. Jedyne, niepowtarzalne, idealnie dopasowane i zupełnie 'moje' dzieło. Coś czego nigdy nie spotkam w sklepie albo nie zobaczę na kimś innym. Dziergadeł prosto ze wzorów mam więc mało, obecnie coś koło kilkunastu sztuk na cały mój 'dorobek' dziewiarski. 

3. Kiedy pojawił się pomysł, żeby zacząć się dzielić wzorami? Kiedy stwierdziłaś, że można je sprzedawać?

Mój pierwszy w życiu sweter "Ynis Avalach" też zaprojektowałam sama. Chciałam mieć w nim wszystko co podobało mi się w kilku innych projektach naraz. Do tego każda użyta w nim technika była dla mnie zupełną nowością. Po pokazaniu zdjęć dostałam tyle miłych słów i pytań o wzór, że skusiłam się na próbę rozpisania go... i tak zostało. :) Do dziś pamiętam to uczucie kiedy zobaczyłam pierwsze zdjęcie robótki w trakcie testowania: radość aż serce tańczy i ta myśl "o rety, to wychodzi idealnie, wszystko działa". Duma mnie rozpierała. Myślę, że to bardzo mocno zaważyło na decyzji projektowania i pisania wzorów - te emocje, kiedy widzi się swoje nowe "dziecko". Fascynujące jest dla mnie to, jak wiele wersji o najróżniejszych charakterach może powstać z tego samego wzoru. Inna włóczka, inny dobór kolorów, a gotowa wersja jest tak szalenie inna (nadal fantastyczna a czasami nawet... lepsza od pierwowzoru). Nadal nie mogę się tym nacieszyć.

Co do drugiego pytania: Kiedy doświadczyłam, ile to tak naprawdę kosztuje wiedzy, przeliczeń, rozmyślań i czasu... i to nie tylko mojego. Ja zaczęłam z grubej rury: na pierwszy ogień poszedł właśnie sweter, więc kosztowało to dosłownie miesiące żmudnej i ciężkiej pracy. Nie zapominajmy o ogromnie pomocnych i uczynnych testerkach (i ukłony dla fotografa).


4. Skąd bierzesz pomysły na nowe projekty? Jak wygląda proces samego wymyślania?

Mam w sercu swój pewien styl, mocno pokręcony, który łączy wiele, wiele innych i do tego skrajnych. W dzianinie uwielbiam rustykalne tekstury, magiczne i mięsiste warkocze, albo delikatne i romantyczne ażury... ale czasami potrzebuję czegoś nowoczesnego i minimalistycznego. Zawsze jednak inspiruje mnie muzyka i natura. Czasami zapatrzę się na drzewo, spadający liść, a innym razem zupełnie zmieniam nastrój poprzez nowe utwory, które tworzą mi w głowie pewnie wizje. Zdarza się, że nagle przychodzi mi pomysł, który widzę od A do Z.
Bywa też tak, że siadam i zaczynam. Nie wiem wtedy nic więcej poza tym, że dziergam np. czapkę, albo chustę. I wszystko płynie samo, włóczka pokazuje mi to czego chce. Czysta improwizacja. I tak pracuje mi się najlepiej.



5. Jak wygląda proces tworzenia wzoru? Jak długo trwa?

U mnie zawsze najpierw jest dzierganie (same wiemy ile to trwa... a doliczmy częste prucie i zmiany koncepcji). Szczerze mówiąc tworzę to, czego akurat potrzebuję (wiecznie brakuje mi swetrów) i co mi się podoba. Każda z moich rzeczy jest później przeze mnie noszona, dlatego to musi być coś, co zrobię dla siebie, a nie tylko dla wzoru. Zazwyczaj nie pokazuję szczegółowo tego nad czym pracuję, ale to głownie ze względu, że prawie za każdym razem zwyczajnie 'zapeszałam'. Wtedy wszystko szło do pudła, albo momentalnie do sprucia. Jeśli jestem z czegoś zadowolona, to siadam i spisuję.
Staram się, by w każdym wzorze z ażurem/warkoczami pojawił się dokładny schemat - jeśli jest to jakaś chusta ze zmienną ilością oczek, to trzeba to wszystko w nim ładnie uwzględnić. Potem dochodzą przeliczenia... najgorsza część! aj!, testowanie, a jeśli potem wszystko jest dobrze to dopieszczam wzór graficzne i leci do ludzi. Trzeba pamiętać ciągle o tym, aby wzór był jasny, prosty i jak najbardziej czytelny. Mogą po niego sięgnąć osoby zupełnie początkujące i chodzi o to, aby tylko przy pomocy danego wzoru mogli wydziergać go od A do Z bez najmniejszych problemów. To, co dla nas jest już oczywiste i mamy to zakodowane, dla kogo innego może być zupełną nowością. Czasu pochłania to dużo, wszystko poza samym dzierganiem zajmuje mi od kilku tygodni - przy czapce, nawet do kilku miesięcy - dla swetra.



6. Ile osób zazwyczaj testuje wzór? Jak długo trwa testowanie?

Przy chustach może to być jedynie kilka osób. Ale do swetrów rozsądnie jest znaleźć min. 2-3 osoby na każdy rozmiar. Mimo tego samego rozmiaru figury są różne. Zwykle u mnie jest to ok. kilkunastu osób na wzór swetra.
Samo zbieranie chętnych do testowania potrafi zająć kilka dni. A właściwe testowanie zajmuje od ok. 2 tyg. na czapkę do min. 6-8 tyg. na sweter. Chusta znajdzie się gdzieś pomiędzy. Wszystko zależy też oczywiście od rozmiaru i stopnia skomplikowania samego wzoru.  Bywa, że wyjdą w trakcie jakieś błędy, nad którymi trzeba się dłużej pogłowić, albo życie zaskoczy i testerzy (lub ja) będą potrzebować jeszcze więcej czasu. Przez ten cały okres przydałoby się nadzorować wszelkie postępy i czuwać nad wszystkim. Na bieżąco wprowadzać poprawki, rozsyłać ponownie, pilnować, czy każdy dostał nową wersję, czy się zgadza. Po upływie terminu sama potrzebuję jeszcze kilku dni na dopracowanie finalnej wersji, a czasem powtórzenie zdjęć.

7. Ile czasu zajmuje Ci przygotowanie wzoru do publikacji – obróbka graficzna, zdjęcia, edycja tekstu?

Pisanie samego tekstu to kwestia kilku/nastu godzin. Co innego jeśli chodzi o uzupełnianie go o liczby dla innych rozmiarów niż mój... to jest dla mnie nie do oszacowania. Myślę, że śmiało mogę napisać o dniach. Pamiętam jak nie zgadzała mi się kiedyś jedna rzecz i łudziłam się, że przeliczę to maksymalnie w 1 godzinę... a skończyło się na 8 h. Warto dodać, że bywa tak iż w trakcie testowania trzeba dokonać ponownych obliczeń, poprawek. Obróbka graficzna zajmuje mi już nie tak dużo czasu jak liczby, ale swoje też trzeba 'odsiedzieć' - tu ucieka, tu coś znika, to za małe/ za duże, albo nieczytelne. Śmiało mogę tutaj podać kolejne kilka godzin. Sama sesja zdjęciowa wypada różnie - od spontanicznych 20 minut do nawet 2 godzin. Gorsze jest wieczne czekanie na wolny czas [musimy zgrać czas mój i 'osobistego fotografa') i dzienne światło. Obróbka to średnio kilka godzin przy kilku/nastu zdjęciach.
*kilka - dla mnie tutaj to minimum 4 godziny.


8. Obiektywnie: czy uważasz, że ceny wzorów dostępnych na ravelry są odpowiednie?

Wydaje mi się, że tak. Ravelry to istna kopalnia wzorów i można znaleźć ceny bardzo różne. Do tego często zdarzają się spore obniżki i akcje promocyjne.



9. Co sądzisz o kradzieży wzorów – gdy jedna osoba w sposób legalny nabywa Twoją pracę i udostępnia ją za darmo innym? 

Bardzo mi się to nie podoba. Uważam, że jest to brak poszanowania czyjejś pracy i włożonego trudu. Jest mi zwyczajnie przykro. To tak jakby pójść do księgarni i wziąć sobie za darmo książkę - coś nad czym cały zespół spędził niezliczone godziny, a sam autor nawet lata. To praca, jak każda inna, a w przypadku coraz większej ilości projektantów jest to ich główne źródło dochodu. Robią to zawodowo, dzień w dzień (i w noce). A przecież każdy musi płacić podatki, rachunki i mieć co zjeść. To jakby kazać ludziom pracować za darmo - idziesz np. do biura/szpitala/sklepu na min. 8 godzin, dojeżdżasz kolejne dwie, a masz z tego nic. Bo czemu nie.
To naprawdę nie są ogromne pieniądze (wzory można kupić już od kilku zł i zwykle nie więcej niż 40 zł) i można je pomału odłożyć. Kupując na Ravelry dodatkowo mamy taką opcję, że w razie jakichkolwiek poprawek dostajemy automatycznie każdą nową wersję. 


I jeszcze dodatkowa uwaga od Amanity:

Ogólnie rzecz biorąc nigdy nie liczyłam dokładnie, ile fizycznie spędzam nad tym czasu. Przyznam, że byłoby to dla mnie niemalże niewykonalne. Z racji tego, że pracuję normalnie na etacie, to na wszelkie projektowanie i dzierganie poświęcam swój wolny czas.
Nie wiem co więcej mogłabym napisać, bo np. czasami 1 wzór sprzedaje się znośnie, gdy drugi dosłownie kilka razy na rok albo nawet mnie. A czasu i serca poświęca się tyle samo. Potem jest sprawa komentarzy "czemu nie po polsku, tłumaczenie to chwila" itd. itd. Ale to już zupełnie inna kwestia. Tak samo jak testowanie.

Dziękuję pięknie Amanicie, że zechciała się z nami podzielić swoimi przemyśleniami. Sama jestem pod wielkim wrażeniem, ile godzin poświęca na przygotowanie wzorów.

Koszykowo

Zeszły rok w świecie szydełkowym upłynął pod dwoma znakami: mochila bag oraz sznurka bawełnianego i koszyków oraz dywanów z niego robionego. Te pierwsze bardzo mi się podobały (chociaż nie wszystkie wzory), te drugie jeszcze bardziej. A że na mochila bag trzeba trochę czasu poświęcić, wybrałam drugi trend.
No dobra, prawda była taka, że mój szlaban na włóczki skutecznie pohamował mnie przed zakupem odpowiednich motków. No i chociaż mochilki są piękne, to nie miałam do czego ich nosić...
A zabawa ze sznurkiem bawełnianym jest świetna z kilku względów.
Po pierwsze: to sznur, czyli nie włóczka, czyli... można kupić, nie?

Po drugie: kolory. W zasadzie ilość kolorów jest porównywalna z włóczkami bawełnianymi. Naprawdę jest w czym wybierać!
Po trzecie: tempo! Kurczę, to jest niesamowite. Jeden wieczór i dwa - trzy koszyki gotowe!
To właśnie ten ostatni argument sprawił, że wybrałam je na prezenty bożonarodzeniowe (takie tam wspominki, lepiej późno niż wcale). Koszyki dostały wszystkie moje siostry,  Mamusia, Nie-teściowa, i Nie-szwagierka. Powstało łącznie 5 koszyków w ciągu dwóch dni! Magia! No, ale szydełko 8 robi swoje.
Jakie wnioski? Po pierwsze: robi się szybko, ale ręka równie szybko się męczy. Po drugie: wszystkie wzory wyglądają super! Dzięki grubości sznurka wzory strukturalne wychodzą świetnie, bardzo wyraźnie. Po trzecie: nie ma tak, że koszyków jest za dużo. Zawsze jest co do nich włożyć.
A tutaj ostatni koszyk, który ostatnio dopiero został przekazany mojej starszej siostrze.


Sobie też zrobię! I nawet mam pomysł na bardziej fikuśne koszyki. Ale najpierw... Ma ktoś może trochę czasu do oddania?^^

Dzięki za wszystkie odwiedziny i komentarze :)

Dziergam - nie kradnę #1

Internetowa społeczność rękodzielników. Z jednej strony miejsce, gdzie każdy znajdzie porady, wsparcie. Gdzie można się pochwalić się swoimi pracami i ostatnimi łupami z zakupów.
Ale to miejsce ma, niestety, też swoją drugą, mroczną stronę… Mniejsze i większe grzeszki… O których się nie mówi albo udaje się, że nie istnieją. Albo, co najgorsze, tłumaczy się, że to nic złego…
Chciałabym się zająć dzisiaj (i w najbliższym czasie) jednym z nich.
Osoby, które są członkami różnych grup na fejsbuku z pewnością spotkały się z takimi sytuacjami: „Patrzcie, jaki super sweter/serwetka/zabawka/kocyk! Ale wzór jest płatny. Może ktoś go wrzucić na grupę?” I często gęsto pojawia się taki bohater, Robin Hood, który się dzieli takim projektem.

Sama ciągle dostaję maile z prośbami o przesłanie wzoru na sowi kocyk. Za każdym razem odpowiadam NIE. Nie prześlę. Czemu? Bo jestem skąpa, wredna, nie chcę się dzielić, a to tak nie po chrześcijańsku? Nie. Ze względu na szacunek do twórcy. Bo ktoś poświęcił mnóstwo czasu, żeby najpierw wymyślić kocyk, później rozpisać cały wzór, sprawdzić go i zrobić zdjęcia poszczególnych etapów pracy.
Ponadto samo takie działanie jest zwyczajnie nielegalne. O kwestiach prawnych związanych z prawami autorskimi na różnych etapach pisała Qrkoko w wywiadzie z Wojciechem Wawrzakiem (Prakreacja i Wojciech Wawrzak).
„– Czy można kupić tutorial/wzór i rozpowszechnić go dalej za darmo?Nie można. Kupując, nabywasz jednocześnie prawo do posługiwania się tutorialem na własny użytek. Ale nie możesz rozpowszechniać go dalej w sposób nieograniczony. To tak jak z kupieniem płyty w sklepie. Jeśli kupisz album z muzyką, to nie możesz przyjść do domu, zripować i wrzucić na torrenty. To bezprawne”
Polecam zapoznać się z całym wywiadem, bo porusza wiele istotnych kwestii związanych z szeroko pojętym prawem autorskim.
Skąd nagle pomysł, aby poruszyć taki temat? Ponad tydzień temu żaliłam się Wam, że w Polsce brakuje takich pism jak brytyjskie Simply Crochet. Post udostępniłam również na grupie na facebooku, Wyszydełkowani. Ania, założycielka i administratorka grupy, zwróciła mi uwagę, że być może brak takich czasopism to kwestia właśnie nielegalnego rozpowszechniania gazet.

I faktycznie coś w tym jest… Przejrzałam sobie, dosyć pobieżnie, grupy do których należę. I prośby o udostępnienie płatnych wzorów, czy całych gazet, są nagminne. I najczęściej z ostracyzmem i wytykaniem palcami spotykają się Ci, którzy mówią, że to nie w porządku.
Zaczęłam się zastanawiać, skąd to się bierze. Przecież same często podnosimy larum, że ktoś chce kupić od nas coś za bezcen, a przecież my w to włożyłyśmy tyle pracy i serca. No właśnie… A czy taki potencjalny kupiec sam wie, ile to nas kosztowało? Zapewne nie.

Może w takim razie kradzieże i przywłaszczanie sobie wzorów ma podobne źródło. Może część osób wychodzi z założenia, że wzory piszą się same, z automatu? Same się przeliczają, zdjęcia to każdy może sobie pstryknąć, kilka suwaków w PhotoShopie i gotowe.  

Stąd już niedaleka droga do narodzenia się pomysłu na „Dziergam – nie kradnę”. Poprosiłam o pomoc dziewczyny, które tworzą wzory i je sprzedają. Żebyście mogli wszyscy poznać te wspaniałe kobitki, a także zobaczyli od kuchni, jak wygląda proces ich powstawania. Zwróciłam się również z prośbą o wypowiedź, do dziewczyn, które korzystają z tych wzorów, żeby przekonały tych nieprzekonanych, że warto wydać te parę złotych i mieć czyste sumienie.
Od dzisiaj, w każdy czwartek będę publikować na blogu wywiady z tymi zdolnymi dziewczynami (niestety, w naszym środowisku zachowanie parytetu jest trudne…). Mam nadzieję, że chociaż parę osób się przekona, że warto je wspierać przez zakup ich wzorów. 
Albo chociaż poznacie te fantastyczne kobiety, może się zainspirujecie i też zaczniecie tworzyć własne wzory?
Już za tydzień zapraszam Was na wywiad z Amanitą z Amanitaland. Gdy patrzę na jej prace czuję zapach runa leśnego… I widzę małe wróżki siedzące na muchomorach (dobra, za dużo włóczki się nawciągałam…)
A co Wy sądzicie o tym problemie? Istnieje, czy tylko to moja wyobraźnia?
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Yarn Along

Obserwatorzy