Wszystkomający blog szydełkowy: włóczki
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włóczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włóczki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 marca 2015

Recenzja włóczki - Sara

21:07:00 0
Recenzja włóczki - Sara
Wracam do recenzowania włóczek. Jeśli można mówić o powrocie, po jednym wpisie... Ale mam teraz mocne postanowienie, że w każdy pierwszy weekend miesiąca będzie pojawiać się nowa recenzja. Mam nadzieję, że z czasem od włóczek z dolnego pułapu cenowego będę mogła przejść do tych droższych.
Dzisiaj chciałabym omówić kolejną włóczkę akrylową, podobnie jak Zuza, produkcji tureckiej firmy Opus - Sara.
Banderola jest bardzo oszczędna w informacje. Dowiemy się z niej tylko, że jest to 100% akryl i w 100g ma 400m. Brak jakiejkolwiek informacji na temat rozmiaru drutów i szydełka, co dosyć boli, bo mniej doświadczone dziewiarki będą dobierały rozmiar na oślep. Ja używałam szydełka nr 3mm i było dla mnie akurat.
Włóczka jest bardzo sprężysta, bardzo dobrze skręcona. W porównaniu z Zuzą Sara ma krótsze włoski i jak wspominałam, jest bardziej skręcona. Poniżej porównanie (niebieska włóczka to Sara, żółta to Zuza). Jak na akryl nie skrzypi przerażająco, ale nie radzę dziergać z mokrymi, spoconymi rękami, bo aż ciarki przechodzą ;p
Co można wydziergać z Sary? Na przykład ubranka dla dzieci (KLIK), na pewno na zabawki i różne akcesoria, kocyki, poszewki. Włóczka nie mechaci się za bardzo, ale nie mogę powiedzieć, ja wygląda to w częstym i dłuższym stosowaniu.
Jakie ma plusy?
Jest bardzo wydajna, wspaniałe kolory, dobrze skręcona, cena.
Minusy:
bardzo słabo opisana banderola, minimalnie, ale jednak skrzypi.
Gdzie można kupić?
A chociażby tutaj:
Świat Nitek

Mam nadzieję, że wpis się przyda.
Dzięki za wszystkie komentarze i odwiedziny :)

niedziela, 8 czerwca 2014

Recenzja włóczki - Zuza

20:50:00 21
Recenzja włóczki - Zuza
Dzisiejszy post otwiera nowy cykl wpisów na blogu. Ponieważ zdarza mi się, że jedynymi wpisami na blogu są posty środowe (dzięki Ci Makneto, za to wyzwanie!), postanowiłam trochę rozruszać bloga i co pewien czas (raczej nie raz w tygodniu, ale może co dwa?) recenzować, opisywać włóczkę, z którą pracują/pracowałam.
Na pierwszy ogień idzie Zuza, tureckiej firmy Opus. Stałam się jej posiadaczką dzięki pasmanterii Świat Nitek. Od kiedy wróciłam na poważnie do szydełkowania (czyli w zasadzie od początku bloga) praktycznie przestałam korzystać z włóczek akrylowych. Złe doświadczenia z resztkami pozostałymi mamie po PRLu i niektórymi polskimi akrylami skutecznie mnie zniechęciły do tego rodzaju włóczek.
I to błąd, są bowiem pewne rzeczy do których się bardzo dobrze nadają. Szczególnie zaczęłam akryl doceniać teraz, gdy lada chwila pojawi się na świecie Emilka. Na wełnę część dzieci i dorosłych jest uczulona (i nie mówię tu o uczuciu swędzenia i drapania), więc z tym włóknem lepiej nie ryzykować. Zostaje bawełna, akryl i mieszanki bawełny z włóknami sztucznymi. Bawełną i mieszankami zajmę się przy kolejnych wpisach.
Niewątpliwymi zaletami akrylu jako takiego jest jego cena oraz kolory, nasycone, intensywne. W przeciwieństwie też do bawełny, która jest raczej chłodna, lekko grzeje. W sam raz na sweterki jesienne, na kocyki. Przy dużych pracach, jak właśnie koce i pledy, akryl doskonale się sprawdzi.
Przejdźmy do samej Zuzy. Występuję w wielu kolorach, wydaje mi się, że każdy znajdzie coś dla siebie. Ze względu na Emilkę wybrałam kolory raczej niezbyt jaskrawe, prawie pastelowe (na zdjęcie nie załapała się malina, która została przerobiona na kocyk). Na niebieskiej nie ma banderoli, bo Pusia zjadła:

Dane, które producent umieścił na banderoli:
100g/508m
rozmiar drutów i szydełka: 1,5-2
100% Akryl
Niestety nie ma danych co do wielkości próbki.

Jak wygląda w praktyce praca z Zuzą? Nitka ma króciutki włosek, jest dobrze skręcona, nie haczy się. Jest bardzo wydajna. Przy pierwszym motku przez długi czas nosiłam się z dwoma motkami, bo byłam święcie przekonana, że zaraz się skończy. Kocyk robiłam większym szydełkiem niż zaleca producent - 2,5mm. Smok, który również będzie z Zuzy z kolei jest robiony zgodnie z wytycznymi - szydełkiem 1,7mm. Kocyk wyszedł lejący się, bardzo przyjemny w dotyku. I najważniejsze przy akrylu - nie skrzypi. W robocie zdarzyło się to tylko jak miałam mokre lub spocone ręce. Jakie minusy? Na razie trudno mi stwierdzić, w czasie pracy nie zaczęła się mechacić, ale nie wiem, jak będzie w trakcie użytkowania.

Mam nadzieję, że ten post i kolejne w tym cyklu pomogą paru osobom.
Dzięki za odwiedziny i wszystkie komentarze :)

niedziela, 12 stycznia 2014

Coś zaległego i coś nowego

19:14:00 0
Coś zaległego i coś nowego
Dzisiaj post mało robótkowy ;)
Czas szopek w zasadzie się już skończył, ale chciałam Wam pokazać kilka fotek z wrocławskiej żywej szopki. W zasadzie to się nią zawiodłam. Praktycznie od powrotu ze Świąt molestowałam Lubego, żebyśmy się tam wybrali, bo on jej jeszcze nigdy nie widział. Miałam w pamięci szopki sprzed kilku lat, kiedy zoo wypożyczało zwierzęta dla pobliskiej parafii. Były owce, kuce, bydło szkockie, wielbłądy, lamy, osły. Obok stały jeszcze klatki z drobiem ozdobnym i gołębiami. Szopka była zamykana 6 stycznia, wszystko kończyło się uroczystym przyjazdem trzech króli na wielbłądach I chociaż teraz oboje mamy roczne karnety do zoo, to uważałam, że może to być fajna wyprawa.
No i się zawiodłam... W tym roku w szopce były trzy owce wrzosówki, dwa osły i jedna krówka... No bida z nędzą. Być może tak ubogo w tym roku było, ponieważ, od dwóch lat trzej królowie jadą na Rynek... (w tym roku, to i tak chyba swego rodzaju rekord padł, bo na koncercie Arki Noego, która po przyjeździe króli na Rynek dała występ, było więcej ludzi niż na sylwestrze...).
Ale zrobiłam zdjęcia tego, co było.



A tu jeszcze przerażający aniołek-skarbonka... Do tego mówiący... Dzieci bały się podejść do niego, ja do niego zostałam oddelegowana przez Lubego i siostrę, żeby stawić mu czoło... No cóż przerażający te anioł... chyba ktoś przedobrzył...
A teraz część robótkowa - nowa.
Wczoraj odbyło się spotkanie w e-dziewiarce. Było to pierwsze spotkanie w nowym roku i pierwsze w nowym sklepie stacjonarnym. Dziewiarek chyba było więcej niż zazwyczaj, a jak zauważyłam wchodziły tez osoby z zewnątrz zainteresowane tym, co było widać przez witrynę. Niestety, nie pomyślałam, żeby zabrać aparat ze sobą. Jeśli ktoś jest zainteresowany tym, co się działo, zapraszam TUTAJ
Oczywiście, nie mogłam wyjść z pustymi rękoma ;) (I tyle z mojego wyrabiania zapasów...). Jak wiadomo, wszystkie włóczki są mi niezbędnie do życia potrzebne ;)
A to moje łupy:
A kupiłam 3 motki Jeansu na zabawkę dla córki znajomych (króliko-kocyk), 2 motki (pomarańczowy i śmietankowy) baby wool na sweterek albo sukienkę dla małej, 3 motki Alize pullu na komin dla mnie i Angora Active na chustę, pewnie też dla mnie ;) Jak widać, wizyta minęła pod znakiem różu^^
A i jeszcze za zakupy dostawało się jeszcze koszulkę, ja wybrałam o taką:


Dziękuję za odwiedziny i wszystkie komentarze ;)