Wszystkomający blog szydełkowy: Asja
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Asja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Asja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 lutego 2017

#DKN 4 - Wywiad z Asją, cz II

17:34:00 7
#DKN 4 - Wywiad z Asją, cz II
Dzisiaj kontynuujemy spotkanie z Asją z Asja Knits. Jeśli jeszcze nie zapoznaliście się z pierwszą częścią, zapraszam tutaj oraz na zeszłotygodniowy wywiad z Amanitą.



Wszystkie zdjęcia w tym wpisie pochodzą z bloga Asji i są jej własnością.
  1.   Jak wygląda proces tworzenia wzoru? Jak długo trwa?
Dużo zależy od poziomu skomplikowania danego projektu. Większość moich projektów to swetry, te wymagają znacznie więcej czasu, nie rzadko od kilku dni do kilku tygodni nawet ślęczenia przy komputerze. Każdy element opisu, jak grafiki tam dostępne, schematy, rysunki, tabele, robię samodzielnie i zapewne przez to zajmuje mi to więcej czasu, ale nie jest to proces łatwy. Nigdy lub właściwie bardzo rzadko, notuję podczas dziergania, zazwyczaj odtwarzam swój proces w opisie bez pomocy notatek. Po zakończonej pracy opis mój sprawdza dla mnie mój Pomocnik – Edytor, i po wprowadzeniu poprawek wzór jest gotowy do testu.


  1. Ile osób zazwyczaj testuje wzór? Jak długo trwa testowanie?
To również nie jest normą. W przypadku swetrów to od 1 – 2 osób na rozmiar, czyli nawet do 16 osób, czasem mniej, lub więcej, zaangażowanych jest w test, taki test zazwyczaj trwa ok 6 tygodni, bywa, że dłużej lub krócej. W przypadku akcesoriów liczba Testerek znacząco jest mniejsza a i czas na taki test jest krótszy, i zazwyczaj nie wykracza poza 2 – 4 tygodni.


  1. Ile czasu zajmuje Ci przygotowanie wzoru do publikacji – obróbka graficzna, zdjęcia, edycja tekstu?
Ponieważ Testerki są dla mnie właściwie Beta – dziewiarkami, w zwiazku z tym pracują na bardzo dopracowanym wzorze, obróbka końcowa zatem to zazwyczaj kilka dodatkowych godzin pracy. Zdjęcia to już zupełnia inna historia. Sama sesja zdjeciowa potrafi nam zająć od kilkunastu minut do kilku godzin, często związane to jest z podróżami, dodatkowymi w związku z tym wydatkami, super, jak udaje mi się na okoliczność wcześniej zaplanowanej wyprawy skończyć jakiś projekt, często jednak dzianina jest powodem, dla którego wyruszamy w podróż w poszukiwaniu nowej, świeżej lokalizacji dla zdjęć. Do zdjęć pozuję ja, fotografuje mój Mąż, znany jako Połówek, zdjęcia obrabiam sama. Znów, w zależności od ilości i jakości zdjęć, obróbka takowych to kilka godzin pracy na komputerze minimum.
Nie zapominajmy, że tworzenie wzoru to nie jedyne zajęcie, które publikacjom towarzyszy. Wszelkie działania marketingowe, publikacje w mediach społecznościowych, tworzenie bloga, udzielanie się na forach, doraźna pomoc w przypadku pytań dotyczących moich czy innych autorów wzorów, o które pytają moi czytelnicy bloga, to i jeszcze masa innych działań odbywa się poniekąd poza kulisami, ale to wszystko jest również czasochłonne i wymaga zaangażowania. Wyobrażam sobie, że bardziej aktywni projektanci, którzy nauczają na warsztatach, publikują książki, czy prowadzą własne grupy, tego czasu poświęcają znacznie więcej. To tylko ich, nasz, mój czas.. ale jeśli to jest praca, to ten czas ma bardzo konkretną wartość.


  1. Obiektywnie: czy uważasz, że ceny wzorów dostępnych na ravelry są odpowiednie?
Jako dziewiarka mogłabym powiedzieć, że w przypadku niektórych publikacji ceny są wysokie. Ale tak naprawdę ogrom pracy, jaką trzeba włożyć w to, by dany projekt został dostrzeżony, doceniony, by reprezentował sobą wartość nie tyle estetyczną, ale też i merytoryczną, sprawia, że w moim przekonaniu te ceny są jak najbardziej odpowiednie, jeśli nie są za niskie. Bo to, co dostajemy w przypadku zakupionego wzoru, to nie tylko doskonała instrukcja, nierzadko materiał edukacyjny (nowe techniki, tutoriale), ale też pomysł. A pomysł, kreatywność, i pewność, że dany produkt, nad którym w oparciu o opis pracujemy, będzie wyglądał identycznie z orginałem, który nam się tak podoba, to wartość ogromna. Oczywiście, z innego punktu widzenia, te ceny mogą być za wysokie, ale mając olbrzymi zasób, słabszych czasami technicznie, chociaż niekoniecznie, opisów dostępnych za darmo, i mam tu na myśli projekty publikowane za darmo przez autorów, a nie udostępniane bez opłaty przez osoby trzecie, mamy też możliwość wyboru. Jeśli nie chcesz płacić, nie stać Cię na to, nie zostajesz z niczym.
Co mi daje osobiście nadzieję, to to, że globalnie coraz większą wartość mają rzeczy tworzone własnoręcznie. Jako początkująca dziewiarka mam szansę w oparciu o konkretny projekt, nie tylko stworzyć niepowtarzalną dzianinę, ale też i uczyć się nowych rozwiązań, nowych technik, rozwijać się, poznawać ludzi na całym świecie, być częścią niezwykle twórczej społeczności, to ogromna wartość. Przy tym wszystkim oszczędzam swój prywatny czas na błędy i pomyłki, które w procesie samodzielnego dochodzenia do takiego samego rezultatu są nieuniknione. Czy w związku z tym te 20 – 30 zł w przypadku jednego wzoru to cena wygórowana? Według mnie absolutnie nie.



  1. Co sądzisz o kradzieży wzorów – gdy jedna osoba w sposób legalny nabywa Twoją pracę i udostępnia ją za darmo innym?
Szczerze mówiąc, chociaż wiem, że takie zdarzenia mają miejsce, nie spotkałam się z tym bezpośrednio, że ktoś tak postępuje z moim wzorem, częściej widzę natomiast, że osoby trzecie zarabiają na sprzedaży moich wzorów, chociaż nie mają na to mojej zgody. Jednakże, często jestem proszona o to, by udostępnić w całości lub fragmentarycznie wzór, w oparciu o który sama wydziergałam swoją dzianinę, moim czytelnikom. Absolutnie się temu sprzeciwiam. Jedno to pożyczenie książki koleżance, która do mnie wpadnie na kawę, której ufam i którą znam, i która nierzadko zachwycona publikacją, sama nabędzie tę książkę później, kompletnie innym wydaje mi się dzielenie materiałem na skalę masową, który do mnie nie należy. Nie rozumiem tego i oburza mnie to. Oczywiście, mamy swoje priorytety w życiu, ja też je mam, i jak mnie na coś nie stać w danym momencie, to sobie tego w naturalny sposób odmawiam. Równie często zbieram zaskórniaczki, czekając na ten moment, kiedy będzie mnie na to stać. Taka rzecz ma dla mnie znacznie większą wartość. Nie kupuję wszystkich wzorów, wybieram tylko takie, które wiem, że wydziergam. To znacząco zmniejsza moją listę zakupową.

Wiem, że żyjemy w czasie, kiedy mnóstwo materiałów o wartości intelektualnej jest w jakiś sposób piracone i trudno jest sobie tego odmówić, no bo wszyscy tak robią. No nie. Wszystko zależy ode mnie i chociaż masy mogą na swój sposób żerować na czyjejś pracy, ja mam wybór, i mogę wybrać inaczej.
Mam jednak nadzieję, że tym dzisiejszym moim wyznaniem pokażę też i tym osobom, które sięgają po materiały udostępniane za darmo nielegalnie, jak wielka stoi za nimi praca, czas i życie, obowiązki i zaangażowanie jednostki, bądź też grupy ludzi, co ostatecznie sprawia, że ta mała książeczka jest warta znacznie więcej niż te cyferki, które za nią stoją.

Jest jeszcze jedno ryzyko. Jako rękodzielnicy tworzymy wyjątkową społeczność. Może marzysz o tym, żeby samemu projektować w przyszłości, może masz swojego idola wśród projektantów, który inspiruje Cię do tego, by dać z siebie wszystko i się w tym kierunku rozwijać. Z jednej strony nie kupując od niego, a korzystając z jego pracy w sposób nielegalny, możesz doprowadzić też i do tego, że on się wycofa, przestanie się dzielić swoimi pomysłami i zajmie się w życiu czymś innym, a Ty stracisz możliwość czerpania z jego wiedzy lub wyobraźni. Z drugiej strony, sięgając po materiały udostępniane bez zgody autorów, sam dajesz zgodę na takie działanie, czyli Twoje marzenie o wykonywaniu tej pracy w przyszłości, o pracy projektanta, sabotujesz. Bo jak już zaczniesz je sprzedawać, wcześniej poświęcając kilka tygodni swojego życia, żeby powstały, i zobaczysz je na jakimś forum udostępnione za darmo, gwarantuję Ci, że pęknie Ci serce.

Zanim sięgniesz zatem po nielegalnie dostępny materiał „darmowy”, pomyśl przez chwilę, czy naprawdę warto.

Pozdrawiam cieplutko!

I niech Sznur Cię prowadzi!



  Dziękuję serdecznie Asji, że chciała się z nami podzielić swoimi przemyśleniami!

A już za tydzień, chwila przerwy od projektantek, poznamy opinie "zwykłych" (chociaż tu naprawdę trzeba to słowo wziąć w bardzo duży cudzysłów) blogerek i rękodzielniczek.

czwartek, 16 lutego 2017

DKN #3 - wywiad z Asją cz. I

18:12:00 1
DKN #3 - wywiad z Asją cz. I
Po wywiadzie z Amanitą, czas na kolejną fantastyczną projektantkę.


Już nawet nie pamiętam, jak trafiłam na blog Asji, ale wpadłam jak śliwka w kompot. Z wypiekami na twarzy przerzucałam kolejne posty wczytując się w historie powstawania poszczególnych modeli i poznając opowieści miłosne ze sznurem w roli głównej. A wszystko to opatrzone wspaniałymi zdjęciami autorstwa Połówka. Cały czas się zastanawiam, czego bardziej Asji zazdroszczę: rudego kota, cierpliwego Połówka, czy tej wspaniałej zdolności tworzenia tak cudnych dzianin. Po każdej wizycie na blogu u Asji mam mocne postanowienie nauczenia się robienia na drutach… Ale na razie tylko podziwiam!

Zapraszam na wywiad, w częściach dwóch. Bo Asja oprócz tego, że jest bardzo sympatyczną osobą, to też straszną gadułą. Druga część wywiadu już jutro!
Koniecznie zajrzyjcie na jej blog i Ravelry!

Wszystkie zdjęcia w tym wpisie pochodzą z bloga Asji i są jej własnością.


  1. Jak długo dziergasz? Od czego się zaczęło?
Dziergam właściwie od zawsze. Mam mgliste wspomnienie moich pierwszych lekcji, których udzieliła mi Moja Mama, ale nie potrafię powiedzieć kiedy to dokładnie było. Pamiętam jednak dokładnie, że bardzo szybko skończyła się edukacja (Moja Mama znała podstawy dziergania, i te mnie przekazała, ale nigdy poza te podstawy nie miała potrzeby wyjść), a zaczęła się dowolna improwizacja, poszukiwanie rozwiązań, rozgryzanie technik, eksperymentowanie. Już w szkole podstawowej byłam w stanie wydziergać sweter, dla Misia co prawda, ale jednak! Za to z niezwykłym sentymentem wspominam godziny spędzone w towarzystwie bardziej doświadczonych dziewiarek, jak Moja Babcia, która podczas kilkutygodniowych wizyt nauczyła mnie dziergać rękawiczki, lub mieszkająca w sąsiedztwie Babcia przyszywana, do której zawsze mogłam wpaść pożyczyć jakiegoś druta, lub gazetkę z dzianinowymi wzorami. 

Wtedy też otworzyły mi się oczy na możliwości tworzenia. Niestety szkoła i codzienne obowiązki sprawiły, że w czasie liceum oraz studiów nie dziergałam praktycznie wcale. Dziewiarstwo wróciło do mnie za to ze zdwojoną siłą już po ślubie, kiedy to życie mnie przygniotło. Co ciekawe, najpierw chwyciłam za szydełko, ale niedługo potem odkryłam blogi dziewiarskie i przypomniałam sobie o drutach, prawie natychmiast przeżyłam krótki epizod z maszynami dziewiarskimi. Właściwie resztę już znacie. Długo czekałam na moje pierwsze wymarzone i z wyższej półki włóczki, a jak już je dostałam w swoje łapki, to przepadłam.


  1. Kiedy przestało Ci wystarczać odtwarzanie pomysłów i zaczęłaś tworzyć własne wzory?
Ale to właściwie nie tak. Zabawa dzianiną od zawsze była dla mnie jakąś formą odtwarzania tego, co już gdzieś widziałam. Pisałam już o tym, że już jako podlotek korzystałam z wzorów dostępnych w gazetkach, nigdy jednakże nie śledziłam ich skrupulatnie. Od zawsze służyły mi tylko jako punkt wyjścia. Wzór żakardowy w projekcie czapki stanowił bazę dla swetra, ażur z projektu torebki czy serwetki, stanowił bazę dla bluzki. Wydaje mi się, że nigdy do końca też nie udało mi się stworzyć czegoś, czego w tej lub innej formie już wcześniej nie spotkałam, jak na przykład Vivacity, które było inspirowane sukienką z ogromnym dekoltem na plecach, czy Nelumbo, dla którego bazą była ażurowa bawełniana bluzka. Nie twierdzę, że nie potrafię śledzić wzorów, absolutnie nie, uwielbiam pracować według wzorów, zwłaszcza zaprojektowanych przez moich guru, i uważam to dzierganie za najprzyjemniejsze na świecie, bo nie muszę go rozgryzać, tylko oddaję się przyjemności tworzenia wyjątkowej dzianiny, ucząc się jednocześnie nowych technik czy rozwiązań. Ale tak naprawdę najpierw i od zawsze dziergałam „swoje”, a śledzenie opisów i dzierganie według takich, w moim przypadku przyszło znacznie później.


  1. Kiedy pojawił się pomysł, żeby zacząć się dzielić wzorami? Kiedy stwierdziłaś, że można je sprzedawać?


Pisanie wzorów było dla mnie szczytem nie do zdobycia. Prawda jest taka, że to wciąż największa dla mnie trudność. To trwało zanim się odważyłam z tą pracą zmierzyć. Początki były bardzo trudne, ale jest to też pewnego rodzaju umiejętność, która tylko przez doświadczenie się rozwija, a na to potrzebny jest czas i tego nie da się przeskoczyć. Naturalne było dla mnie, że jak już się zdecydowałam stworzyć taki opis, to będę go chciała sprzedawać. Do tej pory pamiętam tą ogromną radość, jaką przeżywałam podczas sprzedaży pierwszego wzoru. Blog oraz społeczność, która wokół niego przez lata powstała, sprawiły, że ta decyzja o dzieleniu się moimi pomysłami w postaci opisów dziewiarskich, właściwie nie należała do mnie. Moi Czytelnicy, jak i koleżanki dziewiarki i ich życzliwe przyjęcie mojego pierwszego swetra pokazanego na blogu były ogromnym motywatorem. To One mnie namówiły, a ja po prostu spróbowałam się z tym zmierzyć. I się udało.


  1. Skąd bierzesz pomysły na nowe projekty? Jak wygląda proces samego wymyślania?
Chyba nie mam jakiegoś jednego sposobu bądź rytuału. Zazwyczaj pomysły nachodzą mnie bezwiednie, widzę jakiś twór, odzież zazwyczaj, ale też i grafikę, architekturę, i potem szukam wzoru, ściegu, dzianiny, której aranżacja dałaby mi możliwość osiągnięcia mojego planu. Często też gadam z włóczkam. Mam też w głowie katalog dzianin, które kiedyś chciałam zrobić, to też bardzo pomaga. Natomiast samo wymyślanie, dzierganie, to jest proces przeplatany wzlotami, kiedy wszystko się układa jak powinno, i upadkami, kiedy trzeba pruć. Wiele z moich dzianin było wielokrotnie dzierganych po to, by znaleźć techniczne rozwiązanie na pomysł, który mi w głowie świtał. To takie trochę składanie puzzli, masz pogląd ogólny na to jak ma dana dzianina wyglądać, masz zasób technik, które już znasz i możesz wykorzystać, i projekt końcowy jest wariacją tych wszystkich zmiennych. Najwięcej jednak nauki biorę z pomyłek własnych. Kiedy przez przypadek zrobione dodawanie oczek staje się nie tyle tragedią, co punktem wyjściowym dla innego pomysłu. Towarzyszy temu olśniewajace niczym rozpalona żarówka pod kopułką „aaaaaaah”i zaczyna się prawdziwa zabawa!

Już jutro zapraszam na druga część wywiadu z Asją :)