Wszystkomający blog szydełkowy: dla dzieci
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla dzieci. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 lutego 2018

Morski kocyk

20:55:00 6
Morski kocyk
W jednym z ostatnich wpisów wspominałam, że jestem przewodnikiem po Wrocławiu. jedną z największych atrakcji mojego miasta jest Afrykarium. A z kolei największą furorę w oceanarium robi (oprócz nurka^^) żółw zielony - Stefan (chociaż może to Stefania, spór trwa). I to chyba właśnie Afrykarium ze Stefanem zainspirowało moją koleżankę, też przewodniczkę, żeby zrobić kocyk dla jej dziecka.
I tak powstał właśnie Morski kocyk. Sama forma kocyka nie jest moją autorską, zapewne podobne wielokrotnie już widzieliście chociażby na Pintereście.




Kocyk został przyozdobiony małymi Stefaniątkami, które wędrują do morza i rozgwiazdami.
Ponieważ jest to prezent dla dziecka żółwie nóżki nie zostały przyszyte, żeby można je było tarmosić.
Sam Kocyk to całkiem spory kawałek pledu - 75x100cm. Zużyłam na niego pięć motków Alize Cotton Gold i nieskromnie powiem, że świetnie wyszło oddanie kolorów plaży i morza.



Macie może ochotę na post o samym Afrykarium? Z chęcią podzielę się paroma ciekawostkami ;)

wtorek, 9 stycznia 2018

Chodzi lisek koło drogi...

18:50:00 2
Chodzi lisek koło drogi...
... nie ma ręki ani nogi!
Znacie tę zabawę? Zawsze się zastanawiałam, jak ten lisek chodził, jak nie miał nogi... chyba się toczył... Inna sprawa, że jak się okazuje, jest kilka wersji tej rymowanki, początek jest wszędzie ten sam (czyli lisek się gdzieś toczy, bo nie ma ręki ani nogi), ale później, to już się dzieją cuda niewidy. Moja wersja brzmi: "kogo Lisek przyodzieje, ten się nawet nie spodzieje". Dla przedszkolaka tyle dziwnych słów w jednej rymowance nie stanowiło problemu. Liczył się rytm przecież, nie ważne, co te słowa znaczyły^^.
Ale ja nie o grach dziecięcych, tylko o liskach. Okazuje się, że dzieci lisy lubią. Nieważne, że dla dorosłych skojarzenia z lisami są takie dosyć negatywne najczęściej - że chytry, cwany, fałszywy (bo rudy). Dzieci uprzedzeń nie mają.


I właśnie Emilka, moja siostrzenica, zapałała w ostatnim czasie wielką miłością do lisów. Oczywiście, w wypadku trzylatki taka miłość potrwa raczej krócej, niż dłużej... Ale trzeba kuć żelazo, póki gorące. I dlatego, jeszcze na święta, jako wkład do kalendarza adwentowego, powstała bombka - lis. Bez ręki i nogi. W sam raz do toczenia ;) uważam, że w swej prostocie to genialna ozdoba choinkowa - nie stłucze się - w środku jest styropianowa forma, jest kolorowa, w sam raz na choinkę dla dziecka. No i daje wiele możliwości kombinowania. Bo tak samo można zrobić pieska, misia, królika, szynszylę... I może, kiedyś (nie napiszę, że na kolejne święta, bo ciężko mi w to uwierzyć, że się uda) zrobię całą kolekcję?
Bombka to jedno, ale pewnym zbiegiem okoliczności, okazało się, że w tym samym czasie o czapkę dla noworodka poprosiła mnie koleżanka. I miała to być... lisia czapka oczywiście.


Bezpieczny wybór, jak nie wiadomo jeszcze, co się może urodzić ;) Przegrzebałam Pinteresta, pooglądałam różne wersje czapek i z różnych wersji wyszła moja. Uwielbiam robić rzeczy dla noworodków. Nie wiadomo, kiedy się skończyło :D  Inna sprawa, że człowiek się nie zorientuje, a dziecko już wyrosło... W każdym razie powstała taka o to lisia czapka:

niedziela, 19 listopada 2017

Warkocze

23:47:00 8
Warkocze
Wiecie za co uwielbiam szydełko? Da się na nim zrobić wszystko. Naprawdę. W zasadzie wszystkie wzory, które są na druty, da sie w mniejszym lub większym stopniu odwzorować  na szydełku.
Oczywiście sama dzianina układa się inaczej, jest grubsza zazwyczaj, no i samo zużycie materiału wychodzi większe niż przy drutach... Ale mimo wszystko szydełkowanie daje bardzo duże pole do popisu.
Bo co powiecie na warkocze? Klasyka dzianiny, chyba każdy ten splot kojarzy. I utarło się jakoś, że to tylko na drutach. Do ego jeszcze dziwnie się robi, bo albo agrafką się wspomaga, albo dziwnymi krzywymi drutami (wychodzi ze mnie ignorantka, mam nadzieję, że żadna dziewiarka nie wykłuje mi drutami oczu...).
Ale na szydełku też się da warkocze robić. Ba, mogą być równie skomplikowane, jak te na drutach, ale nie trzeba już żadnych wspomagaczy.
Wielką miłośniczką warkoczy jest moja młodsza siostra. Gdy urodziła Michalinę marzył jej się kocyk z warkoczami właśnie. Ale jakoś się nie złożyło, żebym wtedy takie okrycie zrobiła. Ale nie minął rok, a Misia dorobiła się brata - Maksymiliana. No i tej okazji już nie przegapiłam.
Tak powstał biało-niebieski kocyk w warkoczowe pasy. Całość gruba i ciepła, w sam raz na obecną pogodę. Dodatkowo został jeszcze podszyty od spodu cienką dzianiną, więc nie widać drugiej, mniej efektownej strony.
Niestety, zdjęć mało, cało jedno... Ale widać, co najważniejsze: kocyk i to, że jest w użyciu.


Wymiary: 48cm x 54cm (maleństwo, ale to miał być właśnie taki kocyk na początek)
Włóczka: nie pamiętam, coś z zapasów...

P.S. Wiem, że niektórym może się wydawać to zestawienie kolorów i formy wydawać niefortunne w kontekście, że Mały ma na imię Maksymilian. Zwłaszcza, że to na pamiątkę św. Maksymiliana Marii Kolbego. To totalny przypadek, że całość wygląda jak inspirowana oświęcimskim pasiakiem... (może też być tak, że to ja jestem przewrażliwiona, historyczne wykształcenie daje o sobie czasem znać...)

niedziela, 20 sierpnia 2017

Łąka - kocyk dla Misi

17:08:00 5
Łąka - kocyk dla Misi
Dawno nie pokazywałam na blogu nowych udziergów. Nie znaczy to oczywiście, że nic się nie działo. Wręcz przeciwnie, cały czas raźno machałam szydełkiem.
Dzisiaj chciałabym Wam pokazać kocyk, który powstał dla mojej młodszej siostrzenicy - Michaliny.
Stworzyłam w naszej rodzinie nową świecką tradycję - każde nowe dziecko dostaje dwa kocyki. Jeden na sam początek, mniejszy i prostszy. I drugi - większy i bardziej nastawiony na efekt WOW.
Misia długo czekała na swój wypasiony kocyk. Po prostu cały czas okazywało się, że coś jest ważniejsze, ale koniec tego! Najpierw rodzina, a później inni.
Pomysł na kocyk zrodził się po konsultacjach z siostrą. Zostały odrzucone kotki, żabki i serduszka. Stanęło na łące. I wiecie co? Tak jak sobie myślę, to ten kocyk idealnie pasuje do Michaliny. Tak jak Emilka to mała łobuziara, tak Misia to dama, taka trochę rusałka.
Zależało mi, żeby kocyk był delikatny, z jednolitym tłem. Stąd wybór czegoś w formie obrazu, a nie elementów.  
A tak prezentuje sięłąka dla małej księżniczki.





Cała sesja zdjęciowa wykonana w Parku im. Stanisława Tołpy we Wrocławiu.
Trochę danych technicznych:
wymiary: 85x99cm
włóczka: kremowa - Alize Happy Baby 62 - 5 motków; kolorowe to Alize Baby, z każdej po trochu.
szydełko - addi Swing 3,25.

Na zdjęciach nie widać, ale brzeg został obrobiony węzłami Salomona. Całość podszyła moja Matula cieniutką bawełną.

Wiele osób pewnie stwierdzi, że taki jasny kolor jest mało praktyczny dla dziecka. No cóż, Misia to naprawdę mała Księżniczka i kocyka raczej nie zabrudzi. 
Generalnie, łąka została zaakceptowana. Sprawdzona, czy jest mięciutka i czy kwiatki są dobrze przyszyte. Wszystko zostało na swoim miejscu.
A ja stoję przed kolejnym wyzwaniem... Już za kilka dni do Misi dołączy jej brat. Pierwszy kocyk się robi, ale co na drugi? Macie jakieś pomysły? Koniecznie się nimi podzielcie!

wtorek, 21 marca 2017

Grzechotki

19:07:00 8
Grzechotki
Wiecie, że już wiosna? Cieszę się prawie tak, jak na pierwszy śnieg! A tak poważnie, to kocham wszystkie pory roku. Żyjemy w takim klimacie, że są one potrzebne nam i całej przyrodzie. Co nie zmienia faktu, że zdarza mi się marudzić, że gorąco albo zimno. Ot, taka polska natura.
Ale wracając do tematu wiosny… Przyroda budzi się do życia, wschodzą przebiśniegi, krokusy. Ćwierkają ptaszki. I następuje wysyp ciąż. Albo też rozpakowanie ich. Ostatnio gdzie się nie obejrzę, tam albo kolejna koleżanka wkrótce zostanie mamą, albo właśnie urodziła. Nie żebym z tego powodu narzekała, bo nie ma nic wdzięczniejszego niż robienie słodkich prezentów dla dzieciaczków płci obojga.
Pokazywałam wcześniej kocyko-przytulanki i pisałam, że są świetnym podarunkiem dla maluszków. Ale chyba znalazłam jeszcze lepszy prezent: grzechotki! Spełniają kilka założeń dzieciowego ideału: są przesłodkie, małe dziecko od razu nawiązuje pewien kontakt z zabawką, ogranicza nas w zasadzie tylko wyobraźnia jeśli chodzi o kształt. I przede wszystkim jest użyteczne dla dziecka. Nie jestem ostatnio zwolenniczką robienia maluchowi, który ledwo co przyszedł na świat, zabawek o bardziej wyszukanych formach. Maluszek i tak nie bardzo to doceni, a przecież to ma jemu sprawiać przyjemność ;)
A zatem grzechotki. Skorzystałam ze wzoru Birdy Rattle. Są przeurocze, a dodatkowo bardzo wiosenne.
Wzór jest płatny, ale jest zniżka przy zakupie innych projektów ;)


W oryginale jako wkład grzechoczący była profesjonalna grzechotka do zabawek, ja wybrałam wersję ekonomiczną – jajko-niespodziankę wypełnioną koralikami. I tutaj ważna uwaga – muszą być szklane, lepiej i głośniej grzechoczą niż plastikowe.
Do zrobienia zostały mi jeszcze przynajmniej dwie, być może też się pojawią na blogu. Zależy czy uda mi się zrobić im zdjęcia przed puszczeniem w świat…
Tak więc sami widzicie - dziergam, a nie tylko same wywiady umieszczam ;)

Dzięki za wszystkie odwiedziny i komentarze :)

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Zestaw zdjęciowy

20:10:00 10
Zestaw zdjęciowy
Pamiętacie czerwone buciki, które prezentowałam w ramach akcji "Zdążyć przed Świętami"? Oprócz nich w tym samym czasie powstał cały komplet do sesji noworodkowych.
Kojarzycie na pewno te słodkie zdjęcia ze śpiącymi maluchami, które wyglądają jak małe aniołeczki, po których nie widać, że właśnie nie dały pospać rodzicom^^. W kilka takich sesji też będę miała swój wkład.
Szczerze mówiąc nie byłam pewna wykorzystania tak kolorowej włóczki w crocodille stitch. Wydawało mi się to strasznie pstrokate. Ciężko się zastanawiałam, czy nie spruć tego i spróbować ciąć włóczkę. Ale wiecie co? Zrobiłam buciki i czapeczkę, położyłam obok siebie, zrobiłam zdjęcia (oczywiście na zasadzie: o matokobosko, zdjęcia, zdjęcia, szybko, szybko, trzeba już wysyłać paczkę, zdjęć nie ma!)... I popatrzyłam na całość... I pomyślałam: Olka, całkiem zacne to wyszło. Do tego zielone majtasy, które tonują całość... Napiszę nieskromnie: wyszło całkiem dobrze. Z resztą popatrzcie sami:



Materiały:
buciki i korpus czapki: Alize Burcum Bebe Batik, kolor 4852 - 1,5 motka
majtasy i wierzch czapki: Himalaya Everyday Anti-Pilling, kolor 11 - 3/4 motka
szydełko: 4,5
wzory: czapka, buciki, majtasy 

A jak Wam się podoba?

Dzięki za wszystkie odwiedziny i komentarze.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Spotkanie na szczycie

15:46:00 5
Spotkanie na szczycie
Wiecie, jaki jest najlepszy czas na dzierganie różności? Nie zbliżające się święta różnej maści i nawet nie jesień i zima, gdy w zasadzie nie ma lepszego lekarstwa na chandrę niż koc, herbatka i robótka. Najlepszy czas to okres około narodzinowy u znajomych. Bo chociaż ciepły sweter jest świetny na mrozy, a ręcznie dziergana chusta może wprawić w zachwyt koleżanki, to jednak nic nie sprawia chyba takiej radości jak zabawki, kocyki i inne akcesoria dla dzieci. Raz, że co małe, to słodkie (jestem tego najlepszym przykładem^^ czysta słodycz), a dwa, że wdzięczność i zachwyt młodych rodziców działa jak miód na serce. Takimi drobiazgami zachwycają się i młodzi ojcowie, zazwyczaj nieczuli na wdzięki dzierganych prac.
I właśnie dzisiaj przedstawiam Wam właśnie kolejną pracę dla maleństwa – Mysza Bezimienna. Może, gdy Mała właścicielka podrośnie sama nada jej imię.

Zostałam poproszona o wykonanie myszki. Przejrzałam zasoby Internetu, na tydzień przepadłam w otchłani Pinterestu, na kolejny na Ravelry i gdy dom już zarósł kurzem wiedziałam już jedno… Z jakiegoś dziwnego powodu mysz w wersji żeńskiej musi być baletnicą*… Co nie bardzo mi się uśmiechało, bo chciałam czegoś ciut bardziej oryginalnego. I wymyśliłam Mysz-dzikuskę. Zamiast tutu zrobiłam więc coś na kształt spódniczki hawajskiej. Dzięki temu dziecięce rączki mają dodatkowe zajęcie w postaci tarmoszenia listków.

I tak właśnie powstała Mysza, która zanim wyruszyła w daleki świat spotkała się z Kłólikiem Emilki na herbatce.

 Dziewczyny okazały się strasznymi łakomczuchami i niestety pożarły wszystkie ciastka, zanim zaczęła się sesja zdjęciowa...
Brzuch taki duży... tyle ciastek na raz to może jednak zły pomysł?

Chyba czeka mnie dieta...

O taki ogonek mam :)
Jakie ważne tematy poruszały? Pewnie Kłólik udzielała rad, jak żyć z maluchem… Że dziecięca ślina nie jest żrąca i to po prostu specyficzny sposób na okazanie miłości…
Po wspólnie spędzonym popołudniu Mysza udała się w podróż do nowej koleżanki, Panny G. Mam nadzieję, że to początek wspaniałej przyjaźni.

*Oczywiście wszystko przez animację "Roztańczona balerina" ;) 

Dzięki za wszystkie odwiedziny i komentarze :)

wtorek, 10 stycznia 2017

Bo do szczęścia niewiele trzeba - poduszka dla Emilki

20:36:00 2
Bo do szczęścia niewiele trzeba - poduszka dla Emilki
Czasami najprostsze rzeczy sprawiają największą radość.
Tak właśnie było z prezentem dla Emilki. Miałam niemałą zagwozdkę, co Młodej zrobić. Kolejna zabawka to trochę bezsensu, bo kupnych ma ode metra i ciut ciut, sweterek? Sami sobie odpowiedzcie, jak reagowaliście, gdy w dzieciństwie w prezencie dostawaliście ciuchy... No szału nie było, prawda? 
Szukając inspiracji zajrzałam na strefę promocji w e-dziewiarce i w oczy wpadł mi zestaw od YarnArt - włóczka z króliczymi elementami. I w ten sposób problem z prezentem sam się rozwiązał - poduszko-przytulanka.




Robótka bardzo prosta, bo to przecież tylko prostokąt z półsłupków i przyszyte gotowe łapki i głowa.
Ale jest w niej coś, że od razu skradła serce Em. Z resztą sami popatrzcie.


Poduszka od samego rana towarzyszy Małej i chyba została wytarmoszona z każdej strony.
Jak widać - może robótka prosta, nieskomplikowana, ale jakie efekty!

piątek, 11 listopada 2016

Misiowy Królik

16:17:00 14
Misiowy Królik
Są takie prace, które tworzymy trochę z przypadku. Bo gdzieś nam w oko wpadł schemat. Albo w zasadzie to się nudzimy, to czemu by nie. Ewentualnie gdzieś zalega motek włóczki, to co będzie taki smutny leżał?
No więc... to nie jest taki przypadek. Michasia urodziła się w kwietniu, już jest z nami dobrych parę miesięcy, a ja ciągle czuję się jak wyrodna ciotka... Emilka ma już sporo udziergów ode mnie, a Misia taka biedna, nie włóczkowa. Do tej pory na blogu pokazywałam tylko kocyk, który dla niej zrobiłam. Dzisiaj w końcu kolej na kolejny prezent.
Na tego typu zabawki już wcześniej patrzyłam z zachwytem, bo jest coś uroczego w tych kocyko-zabawkach. Ładna główka i szmaciany dół idealnie nadaje się dla maluchów, które jeszcze nie do końca się orientują, o co chodzi z tym całym światem wokół.
Misia już Wam pokazywałam, ale tak naprawdę, to właśnie króliczek był pierwszy. Od poprzedniej zabawki różni się nie tylko kolorem (oczywista oczywistość, że musi być róż!), główką, ale także kształtem dołu - w tym wypadku jest to gwiazda (dla małej gwiazdy).
Jak sami zobaczycie na zdjęciach wybór królika okazał się więcej niż trafny. Wiadomo, że chciałabym, żeby Mała się tuliła do zabawki, ale okazało się, że przytulanka jest dużo bardziej praktyczna. Gdy Misi zaczęły wyżynać się zęby, jej ulubionym zajęciem stało się... żucie uszu. Ot, takie dwa w jednym.
A teraz zapraszam Was do oglądania zdjęć naszej nowej gwiazdy :) Zdjęcia za zgodą młodej Mamy :)




Jak widzicie, bardzo smaczny królik ;)
A jak Wam się podoba?

Dzięki za wszystkie odwiedziny i komentarze :)

niedziela, 28 sierpnia 2016

Misio-kocyk

18:33:00 4
Misio-kocyk
Często się tak zdarza, że pomimo mocnego postanowienia poprawy i pilnowania się z zaczętymi robótkami, na gwałt trzeba coś zrobić. Bo ktoś poprosił, bo ta włóczka taka śliczna i nie może taka smutna w koszyku leżeć, bo ten projekt to musi być na ten tychmiast zrobiony, bo też taki piękny, jak i te kłębki.
Tym razem nowa robótka u mnie powstała na prośbę Matuli. I chociaż miałam po kolei wszystko wykańczać, to cóż... Mam prosi, córka robi.
Termin wykonania robótki był krótki, niecały tydzień. A miał to być prezent dla małego Julka, który się niedawno urodził.
Zatem coś szybkiego i nieużytecznego - nie żadne czapeczki, sweterki. Wybór padł na kocyko-przytulankę. Zrobiłam już taką dla Michasi (mam nadzieję, że w końcu porobię zdjęcia i będę się mogła pochwalić).
Oto Misio-kocyk dla Julka.Lub obrus z głową misia, jak to mój S. właśnie określił...


Wiem, że trochę przerażająco wygląda taki miś z samymi oczami, ale jak dla mnie ma to pewien urok :)
Zabawka wykonana z jakiegoś akrylu wyciągniętego z odmętów pudełka (przynajmniej wyrabiam zapasy^^). Szydełko 2.0. Wzór - inspiracja z podobnych tworów w Internecie.
A już za chwilę startujemy z wyzwanie, by Zdążyć przed Świętami :)

Dzięki za wszystkie odwiedziny i komentarze :)

sobota, 6 sierpnia 2016

Tę pszczółkę, którą tu widzicie...

10:28:00 6
Tę pszczółkę, którą tu widzicie...
zwą ją Guciooo...
Wiecie, że Pszczółka Maja przeżywa właśnie swoją drugą młodość? Wróciła na mały ekran (w dosyć  przerażającej dla mnie) wersji komputerowej. Przypadła jednak do gustu małym odbiorcom, którzy, podobnie jak my w ich wieku, zapałali wielką miłością do owadzich bohaterów.
Z wiekiem oczywiście wszyscy wyrośliśmy z zamiłowania do szeroko pojętych robaków, zastępując fascynację raczej obrzydzeniem i okrzykami przerażenia na widok pająka (a przecież Tekla była całkiem sympatyczną postacią), czy paniczną ucieczką na widok pszczoły. No cóż, z czasem człowiek uczy się, że życie to nie jest bajka, a pająki w nocy wchodzą do ucha i wyjadają mózg. Albo w najlepszym wypadku składają w nim jajka i dopiero małe pajączki go zjadają...
Ale wracając do Gucia...
W trochę dalszej rodzinie niedawno urodził się mały Gustaw, czyli Gucio. Cóż zatem można takiemu młodemu człowiekowi dać w prezencie? Osobiście pewnie dałabym mu "Dziady", w końcu tam występuje najważniejszy dla polskiej kultury Gustaw... Ale poproszona zostałam o Gucia z "Pszczółki Mai". Jak się niedawno okazało, na ten sam pomysł wpadła spora część rodziny, a Maluch zyskał całkiem pokaźny zestaw pszczelich zabawek i pasiastych ubranek. Przynajmniej z ręką na sercu mogę powiedzieć, że ten mój, którego wykonałam, jest jedyny i niepowtarzalny.
Co do małych fanów Mai, okazało się, że Em również się do nich zalicza. I gdy zobaczyła jeszcze ślepego i niemego Gucia, powiedziała głośne: Daaaaa! i nie było wyjścia, trzeba było dać. Gucio został wycałowany, nazwany Mają (ten gender, to wszędzie się wciśnie...) i bezczelnie porzucony na rzecz pudełka po herbacie, czy czegoś równie fascynującego (chociaż tym razem to chyba był pieróg ruski - sama miałabym chyba problem, co wybrać...).
Gdy już zyskał oczy wzbudził z kolei bardzo duże zainteresowanie w Pusi, która sprawdziła, czy aby jest jadalny. Test wypadł pozytywnie - zjadła oko... Które zostało bezproblemowo dosztukowane.
Zdjęcia pochodzą z urodzin Emilki. Po raz kolejny Em była zachwycona Majo-Guciem, do momentu, gdy nie przypomniała sobie, że jest ślizgawka.

Oto zatem Gucio w różnych odsłonach:



Zabawkę wykonałam dzięki genialnemu schematowi KLIK. Do dziergania użyłam Cotton Gold od Alize w kolorze czarnym, białym, miodowym i brązowym. Szydełko 2,5 Swing. Bez irokeza Gucio ma 25cm, więc całkiem spory z niego chłopak.
Dziergało mi się bardzo przyjemnie, wzór jest tak rozpisany, że trudno sobie nie dać rady. Już dojrzewam do zrobienia Mai, ale kolejka prac do wykonania jest dosyć spora...
Dzięki za wszystkie odwiedziny i komentarze.

czwartek, 28 lipca 2016

Misiowy kocyk

22:46:00 4
Misiowy kocyk
Czasami bywa tak, że człowiek musi, inaczej się udusi. A jeśli tym człowiekiem jest dziewiarka problem może nabrać dosyć dziwnych kształtów.
Ile z Was ma w domu pudła z włóczkami? Nie wspominając o tych niezliczonych kłębkach pochowanych po szafach, szufladach, puszkach z makaronem albo innym ryżem. Nie inaczej jest ze mną.
I pewnie podobnie jak u mnie, Wasze połówki dosyć krzywo patrzą na kolejne motki wysypujące się z dziwnych miejsc. I na nic się nie zdaje upychanie ich kolanem...
No ale przecież czasem trzeba, czasem mus jest! Bo przecież promocja, bo takie ładne, a jak skończę te 10 projektów, które mam w głowie to akurat będzie na ten szal/kocyk/sweter/ponczo. No i tak sobie rośnie i góra motków, i niezadowolenie Połówków.
Ale jest wyjście z tej sytuacji! I nie mam tu na myśli tylko powstrzymywania się, chociaż wiadomo, że nieumiarkowanie w kupowaniu motków i moteczków jest niewskazane.
Wiadomo: czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Zatem... Ja swoje nowe motki trzymam pod biurkiem w pracy :D Na pytanie, czy to nowy motek, mogę spokojnie powiedzieć, że nie, bo już swoje przeleżał.
Ale ja nie o tym dzisiaj chciałam, chociaż wszystko się ładnie łączy.
Bo z takich pracowych, odleżanych motków powstał kocyk dla Michaliny. Jeśli dobrze myślę, to pierwsza rzecz dla mojej młodszej siostrzenicy, którą prezentuję na blogu.
Nad tym kocykiem coś ciążyło... W porównaniu z Sowim kocykiem, ten był banalny. Jeden wzór, nitki do chowania tyle, co przy zmianie motków... Ale jakoś nie szło... Zaczęłam w lutym, gdy jeszcze było sporo czasu do wyklucia się Michaliny... A skończyłam gdzieś w maju... Może to znudzenie wzorem?
Ale emocje też były. Zanim bawełna nabrała mocy ustawowej, zdążyłam zapomnieć, co chciałam z niej zrobić i ile jej kupiłam. Zabrałam trzy, które leżały na wierzchu sądząc, że to wszystko. Po drugim motku zaczęłam się denerwować, po trzecim wpadłam w panikę. Nijak nie chciało wyjść, że starcz mi włóczki na jakiś sensownym rozmiar. Ale później się okazało, że jeden motek mam w domu w pudle, jeden w torbie robótkowej, a trzeci w pracy, pod biurkiem. Wyszło idealnie.
A później były jeszcze zdjęcia. Miały być najpierw fotki samego kocyka... Ale pewna mała rozrabiara wyczuła aparat i zanim zrobiłam zdjęcie całego kocyka pojawiła się główka:
A chwilę później już i cała Emilka:
Zatem teraz tylko detale:


Kocyk jest od spodu podszyty miękką tkaniną dzianinową:
Jest też zdjęcie z właścicielką. Proszę Państwa, o to moja najmłodsza siostrzenica, Michalina:
Lekko zdziwiona, ale zadowolona z kocyka.

Dane techniczne:
6 motków Bella Batik Alize, do samiuśkiego końca.
Szydełko nr 2,5 Addi Swing.
Wymiary: nie pamiętam :/
Wzór: ze starej gazetki Burdy.

Dzięki za odwiedziny i komentarze :)

poniedziałek, 18 lipca 2016

Calineczka i dzwoneczek

18:27:00 2
Calineczka i dzwoneczek
Rok temu dla mojej jedynej jeszcze wtedy siostrzenicy wydziergałam czapkę. Chciałam, żeby była taka w sam raz na lato, bo wiadomo, że dzieciaki z gołą głową w upał raczej nie powinny biegać, bo o nieszczęście łatwo. Wybór włóczki był dosyć prosty – bambus, bo według wszelkich informacji chłodzi zamiast grzać. Kolejny etap to wzór. No i problem, bo jest tyle uroczych wzorów na czapki dla dzieci! Część oczywiście odpadła w przedbiegach – żadne minionki, kucyki i inne cuda z bajek nie wchodziły z w grę, bo Emilka i tak nie kojarzyła ich. Aż ktoś gdzieś na facebooka wrzucił to: KLIK              
No sami powiedzcie, czyż nie są urocze? Aż się proszą, żeby zrobić! Patrząc na zdjęcie wydziergałam własną wersję dzwoneczkowej czapki.

I wszystko miało być fajnie, każdemu się podobała. Były tylko dwa ale… 

Emilka stwierdziła, że chyba nas pogrzało, że ona będzie w lecie nosić czapkę. I każdą ściągała…

A drugie ale… No cóż… czapka okazała się za duża. I na nic zdało się moje oczekiwanie, że dzieci szybko rosną, więc lada chwila główka będzie jak trzeba. Niestety, Emilka dalej jest malutka, taka nasza Calineczka. 
W końcu jednak czapka pasuje. A że nie ściąga już tak ochoczo czapek, zwłaszcza jak wieje, to udało się zrobić małej rozrabiace kilka zdjęć.
I oto proszę bardzo Calineczka:








Może jednak zdejmę...


Dane techniczne:
wzór zainspirowany zdjęciami z powyższego linku,
szydełko: 2,5mm
włóczka: Thaiti Alize

I jeszcze kilka słów o samej włóczce. Jest... Bajeczna! Zakochałam się z niej od pierwszego macnięcia. Jest mięciutka, dosyć śliska, faktycznie chłodna w dotyku. Trochę się rozdwaja, ale mi osobiście to nie przeszkadzało. 
Obiecywałam sobie, że jeszcze dla siebie ją kupię i coś wydziergam (ponczo na przykład), ale ostatecznie nałożyłam sobie embargo na włóczki i czekam, aż zrobi mi się miejsce na nowe. A to może potrwać... Tak z 30 lat^^.