Wszystkomający blog szydełkowy: różności
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różności. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różności. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 stycznia 2017

Tęsknota za Zachodem - Simply Crochet

11:04:00 12
Tęsknota za Zachodem - Simply Crochet
Lubicie kupować gazety specjalistyczne poświęcone swojemu hobby? Ja bardzo. Świetne są magazyny poświęcone kolarstwu, czy to szosowemu, górskiemu, czy nawet zwykłej turystyce rowerowej. Są dobre gazety o wędkarstwie, o bieganiu, o gotowaniu nawet nie wspomnę. I w tym wszystkim jest ciągle potężna nisza, której nikt nie kwapi się zagospodarować.
Chodzi oczywiście o dzierganie. Sama prasa ogólnorękodzielnicza ma się nie najgorzej, od kiedy mamy polską wersję "Mollie Potrafi" i "Crafty". Tylko, co z osobami (jak ja na przykład), które wiedzą, że filcowanie ich nie kręci, na ręcznie robioną biżuterię to wolą popatrzeć, niż samemu zrobić...?
Ponad rok temu pojawiło się światełko w tunelu, gdy polski oddział Burdy wydał "Łatwe szydełko". Już sądziłam, że oto pojawiło się pismo dla mnie - o szydełkowaniu, dla szydełkujących. Nie jakieś tam przedruki wzorów z niemieckich czy czeskich gazet sprzed kilku lat, drukowane na papierze, który się rwie od samego patrzenia... Tylko porządny miesięcznik, a niechby i kwartalnik!, gdzie znajdę inspiracje, poczytam o ciekawych ludziach, miejscach i wydarzeniach.
Ale z nieznanych mi przyczyn była to tylko ta jaskółka, co wiosny nie czyni.

"Łatwe szydełko" było tłumaczeniem i polską interpretacją brytyjskiego magazynu "Simply Crochet". Ponieważ nie udało mi się doczekać kolejnego numeru polskiej wersji, użyłam swoich kontaktów i trafił do mnie świąteczny numer oryginalnego "SC".
Popatrzmy zatem, co ciekawego czeka na brytyjskie maniaczki szydełka.
Pierwsze, co się mi rzuciło w oczy, to to, że oprócz samej gazety, dostajemy - kalendarz ścienny z mandalami, które po pierwsze możemy pokolorować (nawet dołączono kredki!), a po drugie mogą służyć za inspiracje do serwetek, a oprócz tego jeszcze wkładkę ze wzorem na potworzaka i gazetkę reklamą wysyłkowego domu handlowego.

Kolejna sprawa - papier. Nie jakiś twór pokroju tego, na czym drukowane są programy telewizyjne. To porządny, gruby, może nawet kredowy papier. Matowy, więc nic nam się bez potrzeby z nim nie odbija. Oczywiście można podnieść larum, że to nieekologiczne, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby później taką gazetę oddać do składu makulatury.
No i sama konstrukcja magazynu. To nie jest zbiór samych wzorów i kolorowych zdjęć. Wydaje mi się, że taka forma wydawnictw rękodzielniczych, gdzie mamy tylko schematy, powinna powoli odchodzić do lamusa, skoro wszystko jest w internecie (Ravelry, moja miłości).
Chociaż przyznaję się bez bicia, że regał poświęcony rękodziełu to mój stały punkt odwiedzin w Empiku...

W "Simply Crochet" mamy oczywiście wzory na różne mniejsze lub większe projekty (ważna uwaga - wszystkie są pisemne, nie ma wzorów graficznych) - ten piękny sweter z okładki (raz, dwa, trzy zaklepuję, jest mój!), chusta, ale również muffinowa ozdoba na długopis (przesłodka!), skarpeta na prezenty (w końcu jest to numer świąteczny) i różne inne drobne ozdoby.


Ale oprócz tego mamy również artykuły o projektantkach, o blogerkach. Nawet porównanie włochatych włóczek!
Właśnie takiego magazynu mi brakuje... Do szydełkowania i czytania... Niechby to nawet nie był miesięcznik, ale żebyśmy nie mieli takiej posuchy.
A jak Wy uważacie? Wystarczy to, co nam rynek prasy rękodzielniczej oferuje, czy też byście chcieli powiewu świeżości z Zachodu? Może to moje marzenie jest nierealne, bo po prostu nie ma zapotrzebowania na takie pisma? Jak uważacie?

sobota, 7 stycznia 2017

Pan Kotek był chory...

17:40:00 12
Pan Kotek był chory...
Przy pisaniu tego tekstu nie ucierpiał żaden mężczyzna. Najwyżej ucierpiała męska duma...

No i stało się. Łudziłaś się, że może to jeszcze nie teraz, że przecież jeszcze rok nie minął... Czułaś jednak już wieczorem, że ten dzień się zbliża. Niewinne pokasływanie, pociąganie nosem...
Rano wstałaś jak zwykle, szybki prysznic, ale z sypialni już dobiega kaszel gruźlika i sakramentalne: "chyba będę chory". Ale Ty już wiesz. Nie ma żadnego "chyba". To samospełniająca się przepowiednia. On już jest chory. Gorzej, on nie ma przeziębienia, on walczy o życie. A Ty będziesz walczyć razem z nim.

Drżącą ręką podajesz mu termometr, modląc się do swojej włóczkowej bogini, żeby pokazał równe 36,6. Mniej oznacza, że już mu się ciało ochładza, więc zaraz umrze. Więcej - gorączka i śmierć w męczarniach. Na nic Twoje modły. Po 7 długich minutach, w czasie których łykasz tabletki na uspokojenie popijane melisą, jest wynik - 36,7. Niewyraźnie spod stosów kołdry słyszysz: "Mam gorączkę, nie mogę iść do pracy". I już wiesz, że najbliższe dni to będzie gehenna. Starasz się przypomnieć sobie, gdzie po ostatnim przeziębieniu schowałaś listę z notariuszami, żeby mógł spisać ostatnią wolę. Zastanawiasz się, do jakiego stopnia tym razem będzie chory. Czy wystarczy mierzyć gorączkę, co pół godziny? Zdecyduje się pójść do lekarza? Poprosi, żeby z nim zostać w domu, bo kto mu szklankę wody poda? Czy będzie w stanie gryźć, czy trzeba będzie mu robić przecierki?
Ale nic się nie martw! I z takiej sytuacji da się coś dziewiarskiego wyciągnąć.

Najpierw trzeba parę spraw logistycznie rozwiązać. Wiadomo - chory z tak wysoką gorączką musi się nawadniać. I zamiast latać, co rusz do kuchni, żeby zrobić herbatę zrób od razu cały garnek. Poczekaj aż trochę przestygnie i przelej do termosu. Dzięki temu nie będziesz mu musiała dmuchać, żeby ochłodzić i ile czasu zaoszczędzisz? Pod ręką zostaw mu cały zestaw chusteczek i kosz na nie. Największy problem będzie z jedzeniem. Bo można wyróżnić dwa typy mężczyzn pod tym względem: tak chorzy, że nic nie jedzą (no i super, ile czasu zostaje) i tacy, którzy postanawiają nadrobić braki żywieniowe, bo przecież muszą jeść, żeby wyzdrowieć. Dopóki nie żąda pierogów, niech je. Czemu? Pamiętasz tę listę notariuszy? No właśnie, lepiej nie zostać wykluczoną ze spadku. Tyle pieniędzy na włóczki może przejść koło nosa z powodu jednej kanapki.
Co robimy dalej? Trzeba uświadomić naszego lubego skąd się wzięła choroba. Ano stąd, że bez czapki i szalika chodził. Tutaj zacznie się tłumaczenie, że nie ma wystarczająco męskiego i żadna fabryka jeszcze takiego nie wyprodukowała. I to jest właśnie woda na nasz młyn! Bo przecież my mu wydziergamy, takie, jak sobie tylko życzy! Tylko jest jeden mały problem... Wśród tych trzech ton włóczek pochowanych w całym mieszkaniu jakoś dziwnym trafem nie ma takiej, która byłaby godna jego głowy. Więc trzeba kupić. Ale skoro on będzie miał nowy komplet, to jak to tak, że my w starym będziemy chodzić? No nie bardzo... Więc dla siebie też musimy kupić nową włóczkę. No, a że akurat była promocja, to z 3 motków robi się 10. Takie cudowne rozmnożenie. Ale nic to! Nasz luby jest tak słaby, że nie zauważy. Albo można mu wmówić, że jest tak osłabiony, że mu się w oczach troi. W ten sposób możemy stać się posiadaczkami niezliczonej ilości nowych kłębuszków. A gdy on wróci do zdrowia i zapyta, czy to nowe włóczki z czystym sumieniem będziesz mogła powiedzieć: NIE.
Dodatkowym plusem takiej męskiej walki o życie jest jego osłabienie, a więc spanie. Jak facet śpi to nie marudzi i nie zawraca głowy, można spokojnie usiąść i dziergać. Albo oglądać kolejne cuda na Ravelry.
Jak widzicie, nie musi być tak tragicznie :)
A jak u Was przebiega walka z chorobą?

wtorek, 3 stycznia 2017

Nowy Rok

21:55:00 0
Nowy Rok

No i przyszedł… Jak zawsze w styczniu… Mamy nowy rok. Czas podsumowań, robienia rachunku sumienia po minionym roku. Ale również czas obietnic i nadziei, że ten nowy będzie lepszy. Że my sami będziemy lepsi.



Jak zatem zapamiętam ten rok? Chciałabym napisać, że to był wspaniały rok. Niestety, nie mogę. Smutne wydarzenia w lutym sprawiły, że to chyba najgorszy rok w moim życiu. Nic już nie będzie takie same.
Ale gdyby nie to, sam rok pewnie uznałabym za całkiem udany. Dużo dziergałam, chociaż nie widać tego na blogu^^. Bardzo dużo czytałam, oczywiście fantastykę. Schudłam (i nie potrzebowałam do tego noworocznych postanowień). Znalazłam nowe hobby – rower. I naprawdę to byłby dobry rok. Zaczęłam kurs na przewodnika miejskiego. Zrobiłam wyzwanie na blogu, które pomimo małej frekwencji, jednak zakończyło się sukcesem – wydziergałam więcej ozdób choinkowych niż w poprzednich latach. To co, za rok powtórka?
Zawsze podziwiam wpisy dziewczyn, które tak ładnie podsumowują cały rok wrzucając kolaże swoich prac i robiąc dokładne statystyki. Niestety, moja wewnętrzna leniwa buła zawsze mnie hamuje przed czymś takim. Więc podsumowań szczegółowych nie będzie. Może za rok… Jak zjem swoją bułę^^
A co w Nowym Roku? Na pewno będzie lepiej. To musi być dobry rok. Oczywiście upłynie pod znakiem włóczki i szydełka. Już przestałam się oszukiwać, że poznam nową technikę, że zacznę robić na drutach albo nauczę się frywolitki. Jak dojrzeję do tej męskiej decyzji, to po prostu się nauczę. Na razie cały czas wszystko wskazuje na to, że na szydełku da się zrobić wszystko.
Dalej będę zrzucać wagę, tym razem włóczkową. Muszę wyrobić swoje zapasy, bo żywię cichą nadzieję, że może uda się zmienić w końcu lokum?
Dalej będę dziergać dzieciowe rzeczy, ale tym razem skupię się na Miśce, która ciągle jest przeze mnie pokrzywdzona.
Największa zmiana to chyba czytanie. Robię sobie odwyk od fantastyki, zabieram się za kryminały i powieści związane z Wrocławiem. Więc na pierwszy ogień pójdzie odświeżenie znajomości z panem Mockiem.
Co jeszcze? Trochę zmian na blogu. Może w końcu przeniosę się na Wordpressa, pewnie zmiana szablonu, lepsze wyeksponowanie logo. Trochę zmiana tematyki. Mam nadzieję, że uda mi się wszystkie pomysły związane z blogiem wcielić w życie i że zmiany przypadną Wam do gustu. Pierwsze wpisy już się klują.
Jak same widzicie, dosyć ostrożnie podchodzę w tym roku do postanowień noworocznych. Lepiej nie kusić losu^^. Zastanawiałam się, czy brać udział w jakiś wyzwaniach w stylu pińcset książek w rok, badżylion udziergów w 365 dni. Wiem, że się nie uda, a robienie na szybko i byle jak, albo wybieranie tylko cienkich książek, po to żeby się wyrobić. To nie dla mnie. Zrobię sobie tylko licznik stron i za rok zobaczę, ile przeczytałam.
A jakie Wy macie plany noworoczne? Czy raczej wychodzicie z założenia, że cały rok jest na zmiany, nie ma sensu czekać specjalnie na 1 stycznia?

sobota, 31 października 2015

"Łatwe Szydełko"

16:47:00 10
"Łatwe Szydełko"
Chciałabym się dzisiaj podzielić z Wami moim odkryciem - magazynem Burdy "Łatwe szydełko".
Na polskim rynku prasy rękodzielniczej zdecydowanie brakuje pozycji, które nie byłyby tylko przedrukami z wzorami z prasy zagranicznej. Tak na dobrą sprawę, przy internecie, takie pisma nawet nie bardzo mają rację bytu, większość tego można znaleźć w sieci. Albo, co gorsza, w numerach sprzed kilku lat. Osobiście brakowało mi magazynu, gdzie oprócz fajnych pomysłów na szydełkowe prace, będę mogła poczytać coś więcej niż: "ta urocza serwetka z filigranowym brzegiem doda uroku każdemu pomieszczeniu". No trochę słabo, nie uważacie?

Od paru lat jednak zaczęło się to zmieniać. Pojawiło się "Molly potrafi", gdzie oprócz wielu projektów DIY, były i artykuły. Ale dla mnie to dalej nie było to, bo cóż... jestem dosyć monotematyczna, w zasadzie poza szydełko nie wychodzę ;p
I tu proszę bardzo, wchodzi Burda ze swoim magazynem "Łatwe szydełko". Gdy dziewczyny z grupy na fejsie wrzuciły zajawkę ze strony Burdy, wiedziałam, że 30 listopada zrobię rundę po kioskach, żeby zobaczyć, co tam nowego wychodzi. Nie miałam jakiś wielkich nadziei. W sumie podejrzewałam, że znowu będą wzory, może trochę lepiej wydane, z fajniejszymi zdjęciami.
A tu proszę, bardzo miłe rozczarowanie.
Przede wszystkim sam spis treści już pokazuje, że mamy do czynienia z czymś nowym na naszym polskim rynku. Tematycznie wszystko kręci się wokół zimy i okresu świątecznego:


Mamy więc czapki, szaliki, rękawiczki zebrane w rodzinny komplet:


Mamy ozdoby świąteczne, trochę w takim skandynawskim stylu:


Mamy też... ach, nawet gdyby ten magazyn się tak nie prezentował, to dla tego bym kupiła:

No cudny jest i wiem, że go zrobię jak tylko... no jak się wygrzebię, albo okaże się, że doba ma tak z 48 godzin...
Oczywiście to nie wszystkie wzory, pokazuję tylko to, co mnie szczególnie uwiodło. Oprócz tego są jeszcze: Hello Kitty, kolejny sweter, kwadrat babuni, poduszka, koc.
Ale jak wspominałam, "Łatwe szydełko" to nie tylko wzory. Jest również kącik "Rozmaitości", w którym znajdują się aktualne trendy, ciekawostki, nowości.

Ponadto można sobie przy kawce czy herbatce poczytać artykuły z naszego szydełkowego podwórka. W tym numerze o biciu rekordu Guinnessa w najdłuższej pomponowej girlandzie (Wielka Brytania)...

 oraz o Jo Hamilton, która szydełkuje portrety!

Ponadto znalazło się miejsce na kącik porad. Uważam się za osobę dosyć już doświadczoną w szydełkowaniu, jednak porady co do tworzenia próbek (których nigdy nie robiłam, bo wszędzie opisane były metody drutowe^^) były dla mnie czymś nowym.
Dla tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z szydełkiem jest krótka szkółka podstawowych ściegów.
W bardzo fajny sposób zostały zaprezentowane włóczkowe nowości. Z jednej strony krótki opis danej włóczki, z drugiej pokazano jak wygląda ten sam wyrób wykonany z każdej z nich:
Cóż więcej? Magazyn prezentuje się świetnie. Bardzo podoba mi się, że każdy wzór jest poprzedzony informacją, kto jest jego autorem. Mam nadzieję, że w kolejnych numerach pojawią się również wzory polskich autorek. Mam również nadzieję, że artykuły będą dotyczyły także naszego, krajowego podwórka.
Wiem, że dla wielu osób dużym problemem jest cena, 12,99 zł. Osobiście nie uważam jej za szczególnie wygórowaną, jeśli weźmiemy pod uwagę jakość wykonania i treść. To nie są zwykłe przedruki z zagranicznych pism. Nawet jeśli artykuły są tłumaczone, to jednak tłumaczowi trzeba tez zapłacić. Podejrzewam, że "Łatwe szydełko" nie będzie się ukazywać częściej niż raz na dwa miesiące, więc nie jest to aż tak duży wydatek.
Innym zarzutem jest, że wzory są opisowe, a nie ze schematu. No cóż... Wiadomo, że serwetkę lepiej robi się ze schematu, ale pewne rzeczy (zwłaszcza swetry) lepiej wytłumaczyć w opisie niż znakami. Ponadto większość zagranicznych wzorów to właśnie opisy.
Już nie mogę się doczekać kolejnego numeru!

Poza tym, żeby się zmusić do regularnego pisania, przystępuję do akcji Maknety:

Dzięki za wszystkie odwiedziny i komentarze :)

sobota, 10 października 2015

Wpis urlopowy

20:43:00 2
Wpis urlopowy
Już prawie miesiąc minął od kiedy skończył mi się urlop. Zdjęcia swoje odleżały, ja prawie o wolnym zapomniałam, zatem to czas, aby się podzielić z Wami moimi wspomnieniami.
Pierwotnie nasze plany urlopowe były bardzo rozbudowane. Chcieliśmy pojechać w góry na tydzień, a resztę spędzić na krótkich wypadach po Dolnym Śląsku. Ale w międzyczasie przemyśleliśmy parę spraw i wszystko (no prawie) się zmieniło.
Po pierwsze, dojrzeliśmy do decyzji, że czas iść na swoje. Pochodziliśmy po paru budowach, znaleźliśmy idealne miejsce dla siebie. Zobaczenie swojego potencjalnego mieszkania zdecydowanie działa na wyobraźnię. Postanowiliśmy, że trzeba trochę zacisnąć pasa, żeby mieć lepszy start do kredytu.
Po drugie, nasze dwa potwory. Nie mogliśmy ich brać ze sobą, a nie chcieliśmy też angażować innych w długą opiekę nad nimi.
Po trzecie, obiecaliśmy siostrze mego Lubego, że ją w końcu nawiedzimy. I tak ostatecznie zamiast na południu, wylądowaliśmy na północy Polski ;)
Ale zanim wyruszyliśmy do Szczecina, zaliczyliśmy jeden punkt z naszej pierwotnej listy urlopowej - zamek Książ.
Zgodnie ze wskazówkami mojego Tatusia, wysiedliśmy w Świebodzicach z zamiarem dojścia do zamku na piechotę. Niestety, nikt z władz miasta nie pomyślał, że jakieś oznakowanie dla pieszych turystów się przyda. No ale, koniec język za przewodnika ;) Zdziwiło mnie tylko, że kogo nie pytałam po drodze słyszałam mniej więcej to samo: "Pani, to daleko, tam autobus jeździ. Zawróci Pani, tam na przystanek". Ale ostatecznie udało się nam dojść do zamku, nawet się nie zgubiliśmy. A sama "daleka" droga zajęła nam 40 minut w pięknych okolicznościach przyrody. Aż szkoda byłoby jechać autobusem.
Teraz będzie sporo zdjęć:





 Po zwiedzaniu zamku poszliśmy do Palmiarni. I tutaj niemiłe zaskoczenie. Jesteśmy pieszymi turystami, jak odległość nie przekracza jakiś 10 km, to idziemy, nie zastanawiając się nawet nad środkiem transportu. Więc do Palmiarni też postanowiliśmy iść. Spod samego zamku w stronę szklarni był piękny brukowany chodnik. Do momentu, gdy ulica nie doszła do głównej drogi, gdzie samochody jechały tak z 70 km/h... A pobocze w zasadzie nie istniało. Dobrze, że to było tylko kilkaset metrów, ale parę razy miałam duszę na ramieniu...







 Drugim punktem naszych wakacji był Szczecin. Szczerze mówiąc, jestem zaskoczona tym miastem. W zasadzie nie wiem, czego się spodziewałam, ale z pewnością nie takiej ilości zieleni. Jeśli gdzieś szliśmy, to zawsze przynajmniej jeden park, skwer, zagajnik przecinaliśmy. A do tego mają największy cmentarz w Europie! A ja tak lubię spacerować po nekropoliach.





 To tylko kilka migawek, bo zdjęć jest dużo więcej.
Na koniec jeszcze wpadliśmy na dwa dni do Kołobrzegu. A resztę urlopu spędziliśmy na zastanawianiu się, skąd wziąć pieniądze, żeby nie brać kredytu na mieszkanie^^.

Dzięki bardzo za wszystkie odwiedziny i komentarze :)











czwartek, 13 grudnia 2012

Wymianka część druga

18:09:00 2
Wymianka część druga
Uff, kamień z serca, przesyłka do December doszła, znaczy się wpisałam dobrze adres^^. To czas się przyznać, co posłałam do Igi ;) Jako że dziewczę to jest wielką fanką Harrego Pottera, a zwłaszcza mrocznej strony opowieści o nim (racja, Gryfoni i cała reszta jest za mdła! :P) zażyczyła sobie Snape'a. No lekką zagwostkę z nim miałam, a właściwie z tułowiem, czy robić go całego, czy nie... ostatecznie wyszedł bałwanek^^ żeby taki zły całkiem nie był.

Oprócz Snape'a Do Igi powędrowały muffinkowe magnesy.

 A także bransoletka w barwach Ślizgonów, ulubionego domu Igi ;p


A tutaj całość:

Wymiankę uważam za bardzo udaną ;) Oby takich więcej :D

Dziękuję za odwiedziny i komentarze ;)

wtorek, 4 września 2012

Babeczki

22:15:00 2
Babeczki
Niestety, mieszkanie, które z chłopakiem wynajmujemy nie grzeszy jakąś ekstra kuchenką i moje ewentualne talenty cukiernicze się marnują. Żeby jakoś te braki nadrobić wydziergałam babeczki - cupcake. Ale oprócz czysto dekoracyjnej funkcji moje mają również użytkową, są magnesami na lodówkę ;p Zrobiłam je dla mojej siostry na nowe mieszkanie, kolory dobrane pod kolor ścian, chociaż miałam trochę inne wyobrażenie o odcieniach.

Zdjęcia niestety robione komórką, stąd jakość nie zachwyca. Mój aparat dalej leży i kwiczy i raczej tak już zostanie...

Już wiem, że powstaną kolejne babeczki, bo praca to łatwa, miła i przyjemna, a afekt końcowy jest uroczy ;) No i zainteresowanie w rodzinie wzbudziły :)



 Dziękuję za odwiedziny i komentarze ;) aż chce się robić i pisać :)

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Nabidonnik

12:28:00 1
Nabidonnik
Jak chyba wcześniej wspominałam postanowiłam wziąć się za siebie i zrzucić zbędny balast kilogramowy (docelowo 15 kg). Przeszłam na dietę i zaczęłam się fitnesować i chodzić na siłownię. W tym celu zakupiłam sobie bidon (u mnie w klubie są napoje za darmo do oporu, więc się przydaje taki bidon, żeby wody ciągle nie kupować ;p). Ale bidon sam w sobie jest wątpliwej urody, poza tym potrzebowałam czegoś, żeby trzymać kluczyk do szafki. I tak powstał nabidonnik ;D z kieszonką na kluczyk. Prawdopodbnie powstanie więcej nabidonników, bo robi się je szybko, poza tym przyda się każdy na inną porę roku ;D

  Włóczka jakaś tam akrylowa, chyba Malwa i Dalia, ale sobie nic uciąć nie dam. Szydełko 2.5

poniedziałek, 31 października 2011

Łapki kuchenne

22:30:00 2
Łapki kuchenne
W przerwie od dziergania serwety, postanowiłam zrobić coś na szybko, a mianowicie łapki kuchenne (chociaż mój Luby uważa, że nie przypomina to łapek kuchennych i nie widzi zastosowania dla nich ;p).
Kolor większej to hmm... burgund (cytat z Lubego: że co? co to za kolor?!), mniejsza to resztki burgundu i łososia. Włóczka bawełniana Miya, szydełko 2,5. Jak ktoś będzie potrzebował wzoru do nich, to służę uprzejmie.


Lewa strona dwukolorowej


a tutaj obie już w kuchni (ładny kolor ściany?^^ Szczypiorkowa wiosna^^)

Dziękuję Marzycielko, że tak wiernie przeglądasz i komentujesz mojego bloga :) Również jestem pod wielkim wrażeniem Twoich prac :)