Wszystkomający blog szydełkowy: szal
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szal. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 lutego 2018

Weselny szal

22:05:00 7
Weselny szal
Kolejne zaległości! Ten szal ma już z dobre dwa lata, a dalej nie pokazałam go na blogu...
Zaczęłam go robić z zamiarem założenia na ślub przyjaciółki w maju.
 Ale nie pykło. Jakoś zadanie mnie przerosło. Ale pomyślałam: nic to, w lipcu jest ślub siostry! I wiecie co? Też nie zdążyłam... Jakoś mi z tym szalem nie było po drodze. Ale zęby zacisnęłam i o to jest!

Robiony węzłami Salomona z cienkiej, włochatej włóczki z metalizowaną nitką od Alize (zabijcie mnie, ale nie pamiętam nazwy... ale wiem, że poszły dwa motki 50g). No narobiłam się strasznie, chociaż sam wzór jest łatwy, prosty i przyjemny.

Ostatecznie szal zaliczył jedno wesele, gdy go pożyczyłam koleżance. A sama go czasem używam na jakieś większe wyjścia - błyszcząca nitka jednak dosyć ogranicza jego codzienne użycie ;)
 No i jedna uwaga - ten włos staje się bardzo nieprzyjemny, gdy się człowiek zaczyna pocić. Na samą myśl zaczyna mnie gryźć...

Dzięki za wszystkie komentarze i odwiedziny ;)

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Chusto-szal

19:13:00 3
Chusto-szal
Czas na małe zaległości. Takie, powiedzmy... roczne.
Tak, tak. Tak cudownie u mnie z organizacją, że dzisiejszy bohater czekał prawie rok na prezentację. A nawet zdjęcia mu zrobiłam (po paru miesiącach, ale jednak...). I tak sobie czekał na swoją kolej, bo przecież miałam tyle do zaprezentowania na blogu... Tja.
Ale czas w końcu rozruszać trochę blogaska i nadrobić zaległości.
Zatem czas przedstawić Dawn in the Woods. Powstał specjalnie na zeszłoroczne mrozy i świetnie spełniał swoje zadanie! Zrobiony z czystej wełny grzał (i dalej grzeje) aż miło. Jak się dobrze nim zamotać, to  nawet nie trzeba czapki, bo da się nim zamotać aż po uszy.
Jak widać, w przeciwieństwie do oryginału, postanowiłam zrobić ten szal w dwóch kolorach, przy czym nie odcinałam włóczki, tylko łączyłam brzegiem i przechodziłam płynnie między kolejnymi rzędami (nie mam pojęcia jak to wytłumaczyć...). I wydaje mi się, że właśnie w takiej kontrastowej wersji Dawn in the Wood wygląda najlepiej.
Zdjęcia nieco egzotyczne. Tak jak wspomniałam wcześniej - szal musiał poczekać na zdjęcia. W trakcie sesji myślałam, że się ugotuję, bo był już chyba kwiecień, a może nawet maj. Spokojnie mogłam chodzić już w krótkim rękawku, a tu na szyi porządny wełniany szal... Ale dałam radę!.






Całość zrobiona z Alize Cashmira, w ilościach bliżej nieokreślonych (po roku oczywiście nie pamiętam, ile dokładnie motków zużyłam...), ale całość waży 340 gram i mierzy 215 cm długości i 43 cm szerokości w najszerszym miejscu. I chociaż to 100% wełna, to mimo bardzo intensywnego używania, nic się do tej pory nie skulkowało.
Do kompletu powstała oczywiście czapka, ale nie jestem z niej w 100% zadowolona... Znaczy wygląda całkiem fajnie, ale jakoś nie ze mną jako wkładką...
Jeszcze parę zaległości mam, więc nie zdziwcie się, jak wygrzebię coś sprzed dwóch lat na przykład...

niedziela, 22 września 2013

Weselny szal

18:42:00 3
Weselny szal
Dwa tygodnie temu moja starsza siostra brała ślub. Wspaniała wzruszająca uroczystość, tym bardziej dla mnie ważna, że byłam świadkową.
Ponieważ ślub był we wrześniu, a pogoda jednak już w tym miesiącu taka pewna nie była, stwierdziłam, że przyda się mi coś do zarzucenia na ramiona. Wzór na szal miałam na oku już od dawna, ale problem miałam z włóczką, ponieważ ta z której pierwotnie chciałam zrobić nie miała tego koloru, który by mi podpasował. Ostatecznie padło na akryl z metalizowaną nicią, niestety nazwy nie pomnę ;/
Zdjęć na ludziu nie ma, ponieważ ostatecznie okazało się, że moja siostra na datę ślubu wybrała ostatni ciepły weekend września ;)



Mam nadzieję, że w końcu uda mi się bardziej regularnie publikować. Jednak praca to straszny pożeracz czasu... A do tego dochodzi brak aparatu, ale mam nadzieję, że teraz w końcu się go dorobię ;)