Wszystkomający blog szydełkowy: zabawka
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 marca 2017

Grzechotki

19:07:00 8
Grzechotki
Wiecie, że już wiosna? Cieszę się prawie tak, jak na pierwszy śnieg! A tak poważnie, to kocham wszystkie pory roku. Żyjemy w takim klimacie, że są one potrzebne nam i całej przyrodzie. Co nie zmienia faktu, że zdarza mi się marudzić, że gorąco albo zimno. Ot, taka polska natura.
Ale wracając do tematu wiosny… Przyroda budzi się do życia, wschodzą przebiśniegi, krokusy. Ćwierkają ptaszki. I następuje wysyp ciąż. Albo też rozpakowanie ich. Ostatnio gdzie się nie obejrzę, tam albo kolejna koleżanka wkrótce zostanie mamą, albo właśnie urodziła. Nie żebym z tego powodu narzekała, bo nie ma nic wdzięczniejszego niż robienie słodkich prezentów dla dzieciaczków płci obojga.
Pokazywałam wcześniej kocyko-przytulanki i pisałam, że są świetnym podarunkiem dla maluszków. Ale chyba znalazłam jeszcze lepszy prezent: grzechotki! Spełniają kilka założeń dzieciowego ideału: są przesłodkie, małe dziecko od razu nawiązuje pewien kontakt z zabawką, ogranicza nas w zasadzie tylko wyobraźnia jeśli chodzi o kształt. I przede wszystkim jest użyteczne dla dziecka. Nie jestem ostatnio zwolenniczką robienia maluchowi, który ledwo co przyszedł na świat, zabawek o bardziej wyszukanych formach. Maluszek i tak nie bardzo to doceni, a przecież to ma jemu sprawiać przyjemność ;)
A zatem grzechotki. Skorzystałam ze wzoru Birdy Rattle. Są przeurocze, a dodatkowo bardzo wiosenne.
Wzór jest płatny, ale jest zniżka przy zakupie innych projektów ;)


W oryginale jako wkład grzechoczący była profesjonalna grzechotka do zabawek, ja wybrałam wersję ekonomiczną – jajko-niespodziankę wypełnioną koralikami. I tutaj ważna uwaga – muszą być szklane, lepiej i głośniej grzechoczą niż plastikowe.
Do zrobienia zostały mi jeszcze przynajmniej dwie, być może też się pojawią na blogu. Zależy czy uda mi się zrobić im zdjęcia przed puszczeniem w świat…
Tak więc sami widzicie - dziergam, a nie tylko same wywiady umieszczam ;)

Dzięki za wszystkie odwiedziny i komentarze :)

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Spotkanie na szczycie

15:46:00 5
Spotkanie na szczycie
Wiecie, jaki jest najlepszy czas na dzierganie różności? Nie zbliżające się święta różnej maści i nawet nie jesień i zima, gdy w zasadzie nie ma lepszego lekarstwa na chandrę niż koc, herbatka i robótka. Najlepszy czas to okres około narodzinowy u znajomych. Bo chociaż ciepły sweter jest świetny na mrozy, a ręcznie dziergana chusta może wprawić w zachwyt koleżanki, to jednak nic nie sprawia chyba takiej radości jak zabawki, kocyki i inne akcesoria dla dzieci. Raz, że co małe, to słodkie (jestem tego najlepszym przykładem^^ czysta słodycz), a dwa, że wdzięczność i zachwyt młodych rodziców działa jak miód na serce. Takimi drobiazgami zachwycają się i młodzi ojcowie, zazwyczaj nieczuli na wdzięki dzierganych prac.
I właśnie dzisiaj przedstawiam Wam właśnie kolejną pracę dla maleństwa – Mysza Bezimienna. Może, gdy Mała właścicielka podrośnie sama nada jej imię.

Zostałam poproszona o wykonanie myszki. Przejrzałam zasoby Internetu, na tydzień przepadłam w otchłani Pinterestu, na kolejny na Ravelry i gdy dom już zarósł kurzem wiedziałam już jedno… Z jakiegoś dziwnego powodu mysz w wersji żeńskiej musi być baletnicą*… Co nie bardzo mi się uśmiechało, bo chciałam czegoś ciut bardziej oryginalnego. I wymyśliłam Mysz-dzikuskę. Zamiast tutu zrobiłam więc coś na kształt spódniczki hawajskiej. Dzięki temu dziecięce rączki mają dodatkowe zajęcie w postaci tarmoszenia listków.

I tak właśnie powstała Mysza, która zanim wyruszyła w daleki świat spotkała się z Kłólikiem Emilki na herbatce.

 Dziewczyny okazały się strasznymi łakomczuchami i niestety pożarły wszystkie ciastka, zanim zaczęła się sesja zdjęciowa...
Brzuch taki duży... tyle ciastek na raz to może jednak zły pomysł?

Chyba czeka mnie dieta...

O taki ogonek mam :)
Jakie ważne tematy poruszały? Pewnie Kłólik udzielała rad, jak żyć z maluchem… Że dziecięca ślina nie jest żrąca i to po prostu specyficzny sposób na okazanie miłości…
Po wspólnie spędzonym popołudniu Mysza udała się w podróż do nowej koleżanki, Panny G. Mam nadzieję, że to początek wspaniałej przyjaźni.

*Oczywiście wszystko przez animację "Roztańczona balerina" ;) 

Dzięki za wszystkie odwiedziny i komentarze :)

piątek, 11 listopada 2016

Misiowy Królik

16:17:00 14
Misiowy Królik
Są takie prace, które tworzymy trochę z przypadku. Bo gdzieś nam w oko wpadł schemat. Albo w zasadzie to się nudzimy, to czemu by nie. Ewentualnie gdzieś zalega motek włóczki, to co będzie taki smutny leżał?
No więc... to nie jest taki przypadek. Michasia urodziła się w kwietniu, już jest z nami dobrych parę miesięcy, a ja ciągle czuję się jak wyrodna ciotka... Emilka ma już sporo udziergów ode mnie, a Misia taka biedna, nie włóczkowa. Do tej pory na blogu pokazywałam tylko kocyk, który dla niej zrobiłam. Dzisiaj w końcu kolej na kolejny prezent.
Na tego typu zabawki już wcześniej patrzyłam z zachwytem, bo jest coś uroczego w tych kocyko-zabawkach. Ładna główka i szmaciany dół idealnie nadaje się dla maluchów, które jeszcze nie do końca się orientują, o co chodzi z tym całym światem wokół.
Misia już Wam pokazywałam, ale tak naprawdę, to właśnie króliczek był pierwszy. Od poprzedniej zabawki różni się nie tylko kolorem (oczywista oczywistość, że musi być róż!), główką, ale także kształtem dołu - w tym wypadku jest to gwiazda (dla małej gwiazdy).
Jak sami zobaczycie na zdjęciach wybór królika okazał się więcej niż trafny. Wiadomo, że chciałabym, żeby Mała się tuliła do zabawki, ale okazało się, że przytulanka jest dużo bardziej praktyczna. Gdy Misi zaczęły wyżynać się zęby, jej ulubionym zajęciem stało się... żucie uszu. Ot, takie dwa w jednym.
A teraz zapraszam Was do oglądania zdjęć naszej nowej gwiazdy :) Zdjęcia za zgodą młodej Mamy :)




Jak widzicie, bardzo smaczny królik ;)
A jak Wam się podoba?

Dzięki za wszystkie odwiedziny i komentarze :)

niedziela, 28 sierpnia 2016

Misio-kocyk

18:33:00 4
Misio-kocyk
Często się tak zdarza, że pomimo mocnego postanowienia poprawy i pilnowania się z zaczętymi robótkami, na gwałt trzeba coś zrobić. Bo ktoś poprosił, bo ta włóczka taka śliczna i nie może taka smutna w koszyku leżeć, bo ten projekt to musi być na ten tychmiast zrobiony, bo też taki piękny, jak i te kłębki.
Tym razem nowa robótka u mnie powstała na prośbę Matuli. I chociaż miałam po kolei wszystko wykańczać, to cóż... Mam prosi, córka robi.
Termin wykonania robótki był krótki, niecały tydzień. A miał to być prezent dla małego Julka, który się niedawno urodził.
Zatem coś szybkiego i nieużytecznego - nie żadne czapeczki, sweterki. Wybór padł na kocyko-przytulankę. Zrobiłam już taką dla Michasi (mam nadzieję, że w końcu porobię zdjęcia i będę się mogła pochwalić).
Oto Misio-kocyk dla Julka.Lub obrus z głową misia, jak to mój S. właśnie określił...


Wiem, że trochę przerażająco wygląda taki miś z samymi oczami, ale jak dla mnie ma to pewien urok :)
Zabawka wykonana z jakiegoś akrylu wyciągniętego z odmętów pudełka (przynajmniej wyrabiam zapasy^^). Szydełko 2.0. Wzór - inspiracja z podobnych tworów w Internecie.
A już za chwilę startujemy z wyzwanie, by Zdążyć przed Świętami :)

Dzięki za wszystkie odwiedziny i komentarze :)

sobota, 6 sierpnia 2016

Tę pszczółkę, którą tu widzicie...

10:28:00 6
Tę pszczółkę, którą tu widzicie...
zwą ją Guciooo...
Wiecie, że Pszczółka Maja przeżywa właśnie swoją drugą młodość? Wróciła na mały ekran (w dosyć  przerażającej dla mnie) wersji komputerowej. Przypadła jednak do gustu małym odbiorcom, którzy, podobnie jak my w ich wieku, zapałali wielką miłością do owadzich bohaterów.
Z wiekiem oczywiście wszyscy wyrośliśmy z zamiłowania do szeroko pojętych robaków, zastępując fascynację raczej obrzydzeniem i okrzykami przerażenia na widok pająka (a przecież Tekla była całkiem sympatyczną postacią), czy paniczną ucieczką na widok pszczoły. No cóż, z czasem człowiek uczy się, że życie to nie jest bajka, a pająki w nocy wchodzą do ucha i wyjadają mózg. Albo w najlepszym wypadku składają w nim jajka i dopiero małe pajączki go zjadają...
Ale wracając do Gucia...
W trochę dalszej rodzinie niedawno urodził się mały Gustaw, czyli Gucio. Cóż zatem można takiemu młodemu człowiekowi dać w prezencie? Osobiście pewnie dałabym mu "Dziady", w końcu tam występuje najważniejszy dla polskiej kultury Gustaw... Ale poproszona zostałam o Gucia z "Pszczółki Mai". Jak się niedawno okazało, na ten sam pomysł wpadła spora część rodziny, a Maluch zyskał całkiem pokaźny zestaw pszczelich zabawek i pasiastych ubranek. Przynajmniej z ręką na sercu mogę powiedzieć, że ten mój, którego wykonałam, jest jedyny i niepowtarzalny.
Co do małych fanów Mai, okazało się, że Em również się do nich zalicza. I gdy zobaczyła jeszcze ślepego i niemego Gucia, powiedziała głośne: Daaaaa! i nie było wyjścia, trzeba było dać. Gucio został wycałowany, nazwany Mają (ten gender, to wszędzie się wciśnie...) i bezczelnie porzucony na rzecz pudełka po herbacie, czy czegoś równie fascynującego (chociaż tym razem to chyba był pieróg ruski - sama miałabym chyba problem, co wybrać...).
Gdy już zyskał oczy wzbudził z kolei bardzo duże zainteresowanie w Pusi, która sprawdziła, czy aby jest jadalny. Test wypadł pozytywnie - zjadła oko... Które zostało bezproblemowo dosztukowane.
Zdjęcia pochodzą z urodzin Emilki. Po raz kolejny Em była zachwycona Majo-Guciem, do momentu, gdy nie przypomniała sobie, że jest ślizgawka.

Oto zatem Gucio w różnych odsłonach:



Zabawkę wykonałam dzięki genialnemu schematowi KLIK. Do dziergania użyłam Cotton Gold od Alize w kolorze czarnym, białym, miodowym i brązowym. Szydełko 2,5 Swing. Bez irokeza Gucio ma 25cm, więc całkiem spory z niego chłopak.
Dziergało mi się bardzo przyjemnie, wzór jest tak rozpisany, że trudno sobie nie dać rady. Już dojrzewam do zrobienia Mai, ale kolejka prac do wykonania jest dosyć spora...
Dzięki za wszystkie odwiedziny i komentarze.

niedziela, 19 czerwca 2016

Lisek z Małego Księcia

12:12:00 5
Lisek z Małego Księcia
Ostatnio pisałam, że zacznie na blogu pojawiać się sporo rzeczy dla dzieci. Dzisiejszy wpis można by i tak potraktować, bo chciałam Wam pokazać zabawkę, którą zrobiłam. Tylko, że dziecko, dla którego została wykonana ma jakieś 40 lat... Kolejny dowód na to, że mężczyźni dojrzewają do 6 roku życia, a później tylko rosną ;)
Miał być Lisek z filmu "Mał Książę" albo Minionek... Z dwojga złego wolałam już to pierwsze. Skorzystałam z inspiracji z bloga Lalki Crochetki, oczywiście za jej zgodą. Zajrzyjcie do niej koniecznie, bo robi wspaniałe zabawki. Chyba nie ma takiego bohatera popkultury, którego nie byłaby w stanie zrobić. Nawet Wiedźmina wyszydełkowana! Jestem jej fanką ;)
A o to i moja wersja Liska:

Wiem już, że zrobiłam jeden błąd. W środku powinien być drut, żeby odpowiednio wymodelować Liska. Niestety, wpadłam na ten pomysł za późno i musiałam się ratować zszywaniem. Następnym razem będę mądrzejsza ;)
Ważne, że nowemu właścicielowi się podoba (a to nie takie, łatwe...)

Dzięki za wszystkie odwiedziny i komentarze :)

wtorek, 3 maja 2016

Króliczek

18:10:00 2
Króliczek
Uch, dawno mnie tu nie było... Ale jakoś w końcu mnie tęsknota wzięła za chwaleniem się swoimi poczynaniami szydełkowymi... To sobie pomyślałam... długi weekend, to może w końcu pokazać jakieś zaległości?
No to pokazuję. Króliczek dla Emilki. Wstyd się przyznać, ale to prezent na... Boże Narodzenie... Tak więc dobre pięć miesięcy dojrzewałam do publikacji...ale w końcu jest. Po prostu... jakoś głowy nie miałam do pisania.
Ale koniec ze smutami, bo króliczyca jest bardzo pozytywna i ma odpędzać wszelkie smutki.


Króliczyca powstała według tego wzoru KLIK z Jeansu od Yarn Art, szydełko 2,5. Wypełnienie ze starej kurtki.
Emilka z prezentu była bardzo zadowolona, zwłaszcza, że uszy takie smaczne i da się je wspaniale rzuć... No cóż, kto co lubi ;)

A wkrótce na blogu kolejne dzieciowe rzeczy, bo zostałam po raz kolejny ciocią ;) Niecały miesiąc temu urodziła się Michalina :)

Dziękuję za wszystkie odwiedziny i komentarze :)

sobota, 13 grudnia 2014

"O rany. Ty jesteś smoczycą!"

20:44:00 7
"O rany. Ty jesteś smoczycą!"
Zgodnie z obietnicą dzisiaj przedstawię Wam Smoczycę.
Jestem zachwycona tym, w jaki sposób został rozpisany wzór. Możecie go znaleźć na Ravlery - KLIK Co prawda jest po angielsku, ale jest wiele słowniczków, które tłumaczą skróty. Ponadto Vanja dodała wiele zdjęć, które bardzo ułatwiają pracę, zwłaszcza jeśli chodzi o modelowanie pyszczka. Sądziłam, że zrobienie tego smoka, będzie sporo trudniejsze, za bardzo za robieniem zabawek, bo zawsze się bałam, że będą wyglądać nie tak, jak sobie wymarzyłam. Ale tutaj zostałam praktycznie poprowadzona za rączkę. I najlepsze! Wzór jest za darmo. Co mnie dziwi. To nie jest praca, którą można łatwo odgapić ze zdjęcia. A na ravelry jest pełno projektów, za które trzeba zapłacić, chociaż są banalnie proste...
A tak prezentuje się moja wersja smoka, w wersji mocno kobiecej.



A tutaj zdjęcia z Emliką, której smok ma pilnować:


Emilka olała trochę kwestie grzecznościowe i smacznie spała, gdy dawałam jej prezent... Ale i tak podobno bardzo jej się zabawka spodobała, zwłaszcza uszka i nozdrza. Podobno są bardzo smaczne.
Zabawka ma około 30cm, niestety, nie zmierzyłam jej przed wręczeniem. Cały czas zapominam o tej prozaicznej czynności...
Do zrobienie smoka wykorzystałam włóczkę od Alize Cotton Gold. Wydaje mi się, że to i Jeans to najlepszy wybór do tego typu prac. Zużyłam połowę różowego motka i trochę fioletowego. Robiłam szydełkiem nr 2, dzięki czemu nie ma dziur. Całość wypchałam ociepliną z kurtki, dzięki czemu będzie można bez przeszkód uprać smoczycę. Trochę słabo ją jednak napakowałam, bo słabo trzyma pion. Ale to chyba nie jest aż takie straszne... Emilka też pionu jeszcze nie trzyma^^.
Dzięki za wszystkie odwiedziny i komentarze :)
P.S. Smoczyca jest bezimienna ciągle. Macie może jakiś pomysł na imię? ;)

sobota, 5 lipca 2014

Baczność!

18:59:00 14
Baczność!
Spocznij. Przedstawiam Państwu Pana Majora Bazylego.
Imię wybrała moja młodsza siostra, która sobie smoka zażyczyła ;) Emilka pewnie będzie miała jakieś własne imię dla niego ;)
Osobiście nazwałabym go Strachota, tak jak się nazywał nasz wrocławski smok (tak, tak, nie tylko Kraków ma swojego gada!). Legenda wiąże go z Lasem Strachocińskim, obecnie na osiedlu Strachocin. W lesie tym miał mieszkać smok wielgaśny, który w swej pazerności postanowił usadowić się przy źródle bijącym w lesie. I jak to w legendach bywa, woda w nim płynąca miała właściwości magiczne, dając siłę wielką temu, kto się jej napije. Ale nikt tego zbadać organoleptycznie nie mógł, bo smok siedział i dopuścić nikogo do wody nie chciał (a to łotr!). Poza tym gadzina miał upodobania podobne do swojego kuzyna spod Wawelu i nie pogardził ani owcą, ani krową, a jak by mu się jakaś dziewoja trafiła to i pewnie ją by z radością pożarł. Taki stan rzeczy trwać nie mógł, więc mieszkańcy pobliskiej wioski (Strachocin, bo smok Strachota, bo taki straszny) zrzucili się na nagrodę dla lokalnego szewczyka Dratewki. Nasz lokalny bohater zwał się Konrad i miał więcej szczęścia niż rozumu. Nie posłużył się bowiem żadnym fortelem, żadną wypchaną owcą... O nie, on poszedł w las, z mieczem radośnie myśląc, że jakoś to będzie... Doszedł do środka lasu, smoka ani widu, ani słychu, za to gorąco strasznie, a pić się chce. Niewiele myśląc zaczął pić wodę ze źródła, nie zdając sobie sprawy z jej magicznej mocy. W tym momencie pojawił się smok, ale Konrad już był na magicznym dopalaczu, odciągnął smoka od źródła, a biedna gadzina pozbawiona magicznej wody, musiała ulec przed pospolitą siłą i uciec w las. Tam osłabiony Strachota zaczął szukać czegoś, co się nadaje do jedzenia, ale że nigdy roślin nie jadł, to nie wiedział, co do pyska pcha. A pchał trujące grzyby... I tak Strachota zdechł... A na Konrada, który tylko smoka przepłoszył spłynęły zaszczyty i sława... Ale bez ręki księżniczki^^
Powiem nieskromnie, że jestem zachwycona nim. Jestem z niego bardziej dumna, niż ze swetra :D Bardzo się martwiłam, jak sobie poradzę z przyszyciem poszczególnych elementów, żeby były symetryczne, ale poszło bez problemu.
Smok nie jest moim pomysłem, zainspirowałam się tym.
Taka pacynka jest świetnym modelem do zdjęć, więc trochę ich napstrykałam ;)
Taki jestem nieśmiały...

Zionę ogniem, bój się!
Tak naprawdę, to jestem wegetarianinem..
Mmmm... słodki misiak...

A tutaj próba sił z Ryśkiem. Jak widać, kot miał w głębokim poważaniu takiego gada^^





A się zmęczyłem tym kotem...
A kuku!

Pan Major był bardzo wdzięcznym dziergadłem i z miłą chęcią wrócę do tego typu zabawek ;)
Dane techniczne: limonkowa Zuza, połowa motka, trochę koralowej Sary i ciut, ciut żółtej Zuzy (wszystkie przetestowane dzięki uprzejmości Świata nitek oraz do nabycia tutaj). Całość szydełkiem 2.
Dziękuję za wszystkie komentarze i odwiedziny :)

niedziela, 2 września 2012

Udany dzień ;)

01:10:00 4
Udany dzień ;)
Ufff, ale miałam dzień ;) bardzo inspirujący i pełen wrażeń ;) O 16 w siedzibie e-dziewiarki we Wrocławiu, jak w każdą pierwszą sobotę miesiąca odbyło się spotkanie robótkowe. Byłam na nim pierwszy raz, ale już wiem, że nie ostatni ;) Tyle ciekawych osób i do tego jak zdolnych! No i te włóczki za ścianą, całe regały włóczek, które można macać ;D szkoda tylko, że fundusze skromne ;( I wszystkie dziewczyny widać miały ten sam problem co ja, chciałyby i to, i to, i jeszcze to... tylko portfel płacze, bo coraz chudszy ;p Dziękuję pani Mariolu za organizowanie tak wspaniałych spotkań ;)

A po powrocie (z małymi zakupami^^) wraz z mym Lubym udaliśmy się na Pergolę do kina plenerowego na "80 milionów", polskiego kandydata do Oscara. Bardzo dobry film, chociaż znałam przebieg całej historii (ach, te studia historyczne), to siedziałam z wypiekami na twarzy (a trochę chłodno było ;p) i czekałam na to, co dalej się wydarzy. Wspaniały film, polecam każdemu!


A teraz trochę moich prac. Koleżanka siostry, a w zasadzie moja też, urodziła właśnie małego Jasia. Z tej okazji zrobiłam małemu wyprawkę ;)

Króliczek według wzoru, który wykorzystywała Tako-san (klik - trzeba się zarejestrować, a tu link do wersji December - klik . Kordonek stokrotka, więc króliczek wyszedł nie większy niż dłoń.

 Poza tym Jasiek dostanie również buciki. Niestety, nie są zbyt fotogeniczne i nie jestem z nich całkiem zadowolona, ale siostrze się mocno spodobały. Kordonek też stokrotka.

Do bucików czapeczka, żeby maluszek nie marzł ;)


I kocyk do wózka, znane i lubiane fale ;) Niestety nie pamiętam dokładnie co to za włóczka, oprócz tego, że Red Heart i że akryl. W rzeczywistości jest prostokątny...



A tu prawie wszystko razem, oprócz króliczka, który powędrował do małego wcześniej :)

Zdjęcia w większości robione aparatem rodziców, bo mój niestety padł. Widać wielką różnicę w jakości zdjęć... Trzeba zacząć chyba zbierać pieniądze na coś lepszego ;p

Dziękuję za odwiedziny i komentarze :) Mam nadzieję, że nie zanudziłam nikogo tym długaśnym wpisem ;)