Wszystkomający blog szydełkowy: chusta
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chusta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chusta. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 lutego 2018

Chusta do karmienia

19:49:00 4
Chusta do karmienia
Jak wiecie, sama nie mam dzieci (jeszcze), ale za to jestem ciocią. I z opowieści zarówno sióstr, jak i znajomych wiem, że karmienie dziecka piersią w miejscu publicznym bywa dosyć kłopotliwe. Część młodych mam krępuje się karmić, gdy inni patrzą. I nie chodzi tu o jakiś tam ostracyzm, czy krzywe spojrzenia. Po prostu same uważają, że jest to bardzo intymne. Wiadomo jednak, że jak dziecko woła jeść, to nie ma za bardzo czasu na krępowanie się. A ucieczka do toalety jest... no cóż, poniżająca.
Inna sprawa, że w naszym kręgu cywilizacyjnym kobieca pierś to nie tylko "stołówka" dla dziecka, ale również atrybut kobiecości i seksualności. I nie ma co się na to złościć, po prostu tak jest. I też nie każdy chce (a w wielu wypadkach wręcz nie powinien - i nie mam tu na myśli dzieci) oglądać kobiece piersi.

Dlatego wymyśliłam coś, co, mam nadzieję, pomoże mojej siostrze w takich sytuacjach. Po prostu szydełkowa chusta. Wystarczająco ażurowa, żeby dziecko mogło oddychać, ale też zapewniająca intymność. Jak zobaczycie na zdjęciach, dodatkową zaleta jest, że dziecko może się nią bawić wsadzając paluszki w dziury.


Maks okrycie zaakceptował i mam nadzieję, że będzie jemu i Madzi dobrze służył. A gdy już przestanie być karmiony piersią, jego mamie zostanie piękna pamiątka tych wyjątkowych chwil.
Chusta to Quiraing, wykonana z jednego motka Regenbogen, kupionego w Mila Druciarnia. Zakochałam się w tych motkach ombre, mogłabym z nich robić cały czas...

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Chusto-szal

19:13:00 3
Chusto-szal
Czas na małe zaległości. Takie, powiedzmy... roczne.
Tak, tak. Tak cudownie u mnie z organizacją, że dzisiejszy bohater czekał prawie rok na prezentację. A nawet zdjęcia mu zrobiłam (po paru miesiącach, ale jednak...). I tak sobie czekał na swoją kolej, bo przecież miałam tyle do zaprezentowania na blogu... Tja.
Ale czas w końcu rozruszać trochę blogaska i nadrobić zaległości.
Zatem czas przedstawić Dawn in the Woods. Powstał specjalnie na zeszłoroczne mrozy i świetnie spełniał swoje zadanie! Zrobiony z czystej wełny grzał (i dalej grzeje) aż miło. Jak się dobrze nim zamotać, to  nawet nie trzeba czapki, bo da się nim zamotać aż po uszy.
Jak widać, w przeciwieństwie do oryginału, postanowiłam zrobić ten szal w dwóch kolorach, przy czym nie odcinałam włóczki, tylko łączyłam brzegiem i przechodziłam płynnie między kolejnymi rzędami (nie mam pojęcia jak to wytłumaczyć...). I wydaje mi się, że właśnie w takiej kontrastowej wersji Dawn in the Wood wygląda najlepiej.
Zdjęcia nieco egzotyczne. Tak jak wspomniałam wcześniej - szal musiał poczekać na zdjęcia. W trakcie sesji myślałam, że się ugotuję, bo był już chyba kwiecień, a może nawet maj. Spokojnie mogłam chodzić już w krótkim rękawku, a tu na szyi porządny wełniany szal... Ale dałam radę!.






Całość zrobiona z Alize Cashmira, w ilościach bliżej nieokreślonych (po roku oczywiście nie pamiętam, ile dokładnie motków zużyłam...), ale całość waży 340 gram i mierzy 215 cm długości i 43 cm szerokości w najszerszym miejscu. I chociaż to 100% wełna, to mimo bardzo intensywnego używania, nic się do tej pory nie skulkowało.
Do kompletu powstała oczywiście czapka, ale nie jestem z niej w 100% zadowolona... Znaczy wygląda całkiem fajnie, ale jakoś nie ze mną jako wkładką...
Jeszcze parę zaległości mam, więc nie zdziwcie się, jak wygrzebię coś sprzed dwóch lat na przykład...

sobota, 2 stycznia 2016

Prezentowa chusta

19:57:00 7
Prezentowa chusta
Mam ogromną słabość do dzierganych chust. Są takie zwiewne i mają w sobie tyle uroku. Niestety, najładniejsze wychodzą na drutach, a ja ciągle w sztuce dziergania nie wyszłam dalej jak za prawe i lewe oczka ;p
Zatem, jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Chusty na szydełku może nie są aż tak zwiewne, ale nikt im uroku nie odmówi ;)
Dla swojej nie-Teściowej z okazji Świąt wydziergałam puchatą chustę. Szczerze mówiąc, nie byłam pewna, co do koloru, ale ostatecznie okazało się, że trafiłam w dziesiątkę. Brawo ja (jak to teraz się modnie mówi^^).
Po raz kolejny przy szydełkowaniu chusty przekonałam się, że jest to świetna robótka. Nie nudzi się jak szal, bo jednak ciągle trzeba dodawać nowe motywy, pięknie przyrasta i dosyć szybko widać efekty. Już wiem, że w tym roku co najmniej jeszcze jedna chusta powstanie. Ciągle przecież czeka moje precelki z Lace'a Dropsa ;)
Ale do rzeczy, oto świąteczna chusta w iście wiosennej oprawie:





W sumie mogłaby być ciut większa, ale wydawało mi się, że więcej nie mam tej włóczki. No cóż, wydawało mi się. Jak już ruszyła w długą podróż nad morze, w odmętach moich włóczkowych pudeł wytoczył się jeszcze jeden kłębek... No cóż, będzie na coś innego ;)
Z danych technicznych mogę powiedzieć tylko tyle, że szydełko nr 4, włóczka niezidentyfikowana, wzór z internetu, dawno temu pobrany na komputer, więc nawet trudno mi teraz podać jakiś link...
Z tego, co do mnie dotarło, chusta bardzo się spodobała :)
Dzięki za wszystkie odwiedziny i komentarze :)

niedziela, 14 września 2014

Pudrowa chusta

16:47:00 15
Pudrowa chusta
W końcu wyszło trochę słońca i mogłam zrobić sesję chuście.
Nie wiem, czemu nie wpadłam wcześniej na pomysł robienia zdjęć w plenerze, skoro zaraz obok domu mam Park Staromiejski... No cóż, człowiek uczy się przez całe życie ;)
W trakcie dziergania cały czas się ciężko zastanawiałam, czy 6 motków Cable 5 wystarczy... Niby moja siostra do najwyższych nie należy, raczej taki krasnal, jak ja... Ale przecież nie chciałam robić apaszki. Chusta miała bowiem pełnić nie tylko funkcję dekoracyjną, ale także chronić Agaty i Emilki prywatność w trakcie karmienia w miejscach publicznych.
Chusta wyszła jednak całkiem spora - szeroka na 130cm, długa na 62. Ale ostatni rząd to już z drżeniem serca robiłam, bo jakoś średnio mi się widziało kupowanie motka na parę centymetrów. Wyszło idealnie, zostało ciut ponad metr nici.
Jest jedna rzecz, którą bym zmieniła w tej chuście... Następnym razem dziergałabym ją z dużo cieńszych nici. Może nawet nie z bawełny, ale z jedwabiu?
Chusta wyszła według mego skromnego zdania piękna. Ale jest też dosyć ciężka. Nie wiem, czy Agata faktycznie ją wykorzysta przy karmieniu. Ale jako dodatek prezentuje się ślicznie ;)
A teraz sesja mojej ślicznoty, bez ludzia, za to z krasnalem ;)


Szczegóły:


I rzeczony krasnal:

Dziękuję za wszystkie odwiedziny i komentarze ;)